Saferoads

Był koniec roku 2008, kiedy odkryłem nagle w swoim otoczeniu dziesiątki kamer przemysłowych.

Amerykańska wojna z terrorem przeniosła się, jak wszyscy wiemy, i do Europy. Nie zdawałem sobie jednak długo sprawy do tego, w jak dużym stopniu przeniosła się na moje własne podwórko, aż pewnego dnia w zupełnie nudnym miejscu — przystanek tramwajowy — czekając na pojazd z nudów spojrzałem w górę i odkryłem, że prosto na mnie spogląda kamera. Rozejrzałem się i naliczyłem ich cztery. Tylko po mojej stronie ulicy. Nie wiem, ile było po drugiej, zapewne też cztery. Na górze przystanek metra i pociągu. Czy i tam mnożyły się kamery? Kto to wszystko ogląda i rejestruje?

Ot, pomyślałem, pewnie duży poziom przestępczości — i zaniechałem rozważań, bo tramwaj nadjechał, a ja wsiadłem… po czym spojrzałem nad swoją głowę i odkryłem kamerę. Poczułem się nieco nieswojo. Przypomniałem sobie nagle napisy w pociągach i tramwajach: „Przejazd jest rejestrowany na wideo”. Nie bardzo umiałem stwierdzić, jak duża jest potrzeba rejestrowania przejazdów pociągami w Amsterdamie, bo nie bywałem w nich aż tak często w czasach przedkamerowych. Zacząłem myśleć o tym, gdzie jeszcze można napotkać kamery. Przy bankomatach, zgoda, ma to sens. W moim supermarkecie są na pewno, bo je widziałem. To znaczy, widziałem jedną, przy wejściu. Ile jest ich wszystkich? Skoro są w supermarkecie, to w oddziale banku na pewno też. U jubilera. W przejściu podziemnym. Przy parkingach. Czy w moje okna celują jakieś kamery?

Uczucie wykorzystałem artystycznie, pisząc piosenkę pt. „Saferoads”, która udała mi się tak doskonale, że przez dwa lata potem nie udało mi się nagrać w ogóle nic, bo porównania zawsze wypadały na niekorzyść nowych utworów. Utwór kurzył się na twardym dysku, a ja myślałem, co z nim zrobić. I tak myślałem i myślałem, a z myślenia nic nie wynikało, aż przypadkiem wydałem płytę o rozpadzie swojego związku z Wikingiem, do której „Saferoads” pasowało jak pięść do nosa. Aż jakiś czas temu gruchnęły rewelacje Snowdena, Assange’a i Manning, a ja znów poczułem to nieokreślone poczucie zagrożenia ze strony ludzi, którzy uparcie twierdzą, że podglądają mnie dla mojego własnego dobra. Czy powinienem nalepić coś na kamerkę swojego Maca? Zapchać mikrofon gumą do żucia? Co z telefonem? Mój telewizor na pewno kamery nie ma, bo jest dość stary, ale może się mylę? Kto sprawdza, co oglądam, czytam i ściągam z sieci? Kto nagrywa obraz z kamer?

Kolejne informacje powodowały kolejne ataki gęsiej skórki. Oto NSA montuje podzespoły szpiegowskie w sprzęcie w taki sposób, żeby nie dało się ich ominąć programowo. Oto podsłuchy zakładane są tysiącami zupełnie niewinnym obywatelom, bo czemu nie. Oto nawet telefon Angeli Merkel był na podsłuchu. Oto Google promuje Google Glass. Oto Facebook opracował algorytm perfekcyjnego rozpoznawania twarzy. iPhoto pokazuje mi moje własne zdjęcia i pyta niewinnie „otagować?” A wszystko dla mojego dobra, żebym się czuł lepiej, żebym był jeszcze bezpieczniejszy i żeby mi było jeszcze łatwiej płacić kredyty i rachunki. „Saferoads” zyskało nowe znaczenie, o którym w ogóle nie myślałem, pisząc tę piosenkę w 2008.

Nie potrafię ocenić, jak dużo jest w moim myśleniu paranoi, a jak dużo prawdy. Nie pomagają takie informacje, jak na przykład przyznanie przez ministra spraw wewnętrznych, Ronalda Plasterka, że Holandia ściśle współpracuje z NSA, podsłuchując… 1.8 miliona obywateli. Na 16.8 miliona. Czyli co 9-10 Holender był podsłuchiwany. Czy naprawdę ponad 10% obywateli zajmuje się terroryzmem? Wliczając w to niemowlęta? Plasterk najpierw się wypierał, potem w końcu przyznał, że być może, coś tam słyszał, ale to z pewnością plotki, a w ogóle wszystko dla naszego bezpieczeństwa. A ja zacząłem się zastanawiać, według jakiego klucza wybierano podsłuchiwanych. Może… przypadkiem… imigrantów? Może osoby o ciemnej karnacji? Czy ja powiedziałem lub napisałem coś, co możnaby uznać za nielegalne? Co? Przecież wiadomo, że nie ma niewinnych, są tylko źle przesłuchiwani. Czy jestem w tej grupie?

Na razie nikt mnie jeszcze nie aresztował, więc korzystając z okazji zachęcam do ściągnięcia mojej nowej EPki „Saferoads” z pięcioma remiksami i dwoma dodatkowymi utworami. Linki i podsłuch jednego z remiksów na Soundcloud. A poza autoreklamą nadal ciekaw jestem, jak szanpaństwo czujecie się z „wojną z terroryzmem”, podsłuchami, więzieniami CIA w Polsce i tak dalej. Czy jestem ostatecznym paranoikiem? Czy na pewno miliony kamer i podsłuchów zabezpieczają mnie w moim bezpiecznym gniazdku? Czy tylko dzięki podsłuchiwaniu 1.8 miliona Holendrów udało się zapobiec, eee, nieznanej rzecz jasna (tajemnica) liczbie prób zamachu na króla Willema Alexandra? Kto za tym — kto za tym wszystkim stoi, że zakończę cytatem z Kultu.

  • Ola

    Jak jesteś paranoikiem to jest nas już dwoje.

  • i_am_keyser_soze

    Mam do tego stosunek ambiwalentny – przesadna paranoja mnie mierzi, rozumiem środki ostrożności, podchodzę do tego racjonalnie. Jeśli stwierdzam że gdzieś narusza to bez potrzeby moją prywatność – działam. Kilka sztuczek tu i tam, trochę zdrowego rozsądku i da się umknąć spod większości radarów. Poza tym jestem nieco eh analogowy. Lubię też wyłączać rzeczy gdy ich nie używam, lubię nie używać rzeczy które wszyscy uważają za niezbędne do przeżycia, nie bywam tam gdzie bywają wszyscy 😉

  • miskot

    Jest taki film dokumentalny:
    http://members.inode.at/michaelpalm/ldcpage.html
    Niestety nie wiem czy można go jakoś obejrzeć poza festiwalami.

  • Rosa

    To ja opowiem inna ciekawostke, pasujaca do tematu. Jeden z moich partnerow* pracuje w placowce opiekujacej sie osobami niepelnosprawnymi umyslowo. Calosc zostala zorganizowana jako wspolnota mieszkaniowa z dziewiecioma mieszkancami. Atmosfera byla luzna a praca przyjemna, ale ostatnio szef probuje przeforsowac innowacyjny program opieki nad mieszkancami: kamery z sensorami! Jezeli na przyklad taki diabetyk bedzie chcial po raz kolejny zjesc cos z lodowki, kamera rozpozna jego twarz i zaalarmuje pracownikow. Taki praktyczny system! Niestety, pracownicy za nic nie chca sie zgodzic na testowanie, mendy jedne. Nie doceniaja rozwoju techniki i za nic nie chca dostrzec, jak ten system ulatwi im prace!

    Juz wyobrazam sobie scene, jak taki diabety Stefan podkrada sie do lodowki. Wiszaca nad lodowka kamera zozpoznala jednak rysy twarzy i zarejestrowala, ze Stefan zjadl juz swoja porcje chleba z maslem, a nawet za grubo posmarowal! Po otwarciu lodowki alarm ryczy na cale mieszkanie, blyskaja czerwone swiatka, a pracownik, widzacy cala sytuacje w biurze na monitoringu, informuje Stefana przez mikrofon: Stefan! Natychmiast odejdz od lodowki!

    To jest takie absurdalne, ze az boje sie to wszystko rozwazac.

    *Promocja poliamorii w kazdym poscie.

    • Ray Grant

      Ano, Rok 1984 w trakcie realizacji. Zbrojmistrz pracuje w domu opieki, gdzie w pewnym momencie chciano wprowadzić limity czasowe (z alarmem dźwiękowym) na wszystkie czynności… łącznie z korzystaniem z toalety. Przez pensjonariuszy. Więc starszego pana usadzano na sedesie, a potem patrzono na zegarek, a po pięciu minutach ściągano go siłą, bo tyle kadra menedżerska przewidziała na kupkę i siusiu. Na szczęście pracownicy postawili się błyskawicznie, wszyscy, więc polityka została zarzucona. Ale coś mi mówi, że wróci, gdy da się z niej usunąć czynnik ludzki.

  • Simon_says

    „Kto zrzeka się wolności w imię bezpieczeństwa, nie zasługuje na żadne z nich” T. Jefferson. Na szczęście dzięki internetowi świadomość ludzi rośnie, a ludzie zaczynają krytycznie podchodzić do mediów głównego i mętnego nurtu.

    • Ray Grant

      Martwi mnie, że rośnie świadomość, bo ja wiem? 5% ludzi…

  • Simon_says

    Może naiwnie uważam, że to jednak więcej, gdyż przynajmniej w Polsce spada oglądalność mediów głównego ścieku i spada konsumpcja. Poza tym coraz większa ilości nastolatków ma poważne problemy emocjonalne, których nie da się już rozwiązać pieniędzmi nieobecnych rodziców. Oni szukają odpowiedzi na trudne pytania, a odpowiedzi nie oferują, ani media, ani szkoła, ani rodzice.

  • Rosa

    O borze lisciasty, fotokomorka z alarmem w kibelku… Strach sie starzec lub zachorowac.