Sceny z życia Terlików

Wywiady z Małgorzatą Terlikowską wzbudziły wiele dyskusji wśród gazetowyborczych feministek płci obojga, które nie mogą zdecydować, czy pani Małgorzata jest biedną ofiarą tyrana, czy silną kobietą o własnym zdaniu. Osobiście skłaniam się ku temu, że kobiety generalnie są w stanie decydować za siebie i zakładanie, że za ciężką dolą pani Małgorzaty stoi mąż-tyran jest trochę za proste. Ale przyjrzyjmy się wywiadom, bo cóż nam więcej powie.

Najpierw Wysokie Obcasy. (Artykuł w pianie siedzi, przykro mi.)

Piąte dziecko?

Nie teraz, poczekam. Chociaż Tomek bardzo by chciał.

Antykoncepcja?

Nie. Nigdy.

Kalendarzyk?

Nieskuteczny. Jest świetna metoda amerykańska – model Creightona – sprawdzona na milionach kobiet. Wystarczy codziennie się obserwować. I notować.

Skoro metoda jest świetna i sprawdzona, to jak pani nie wstyd mówić „antykoncepcja — nie, nigdy”? Antykoncepcja jak w mordę strzelił, tyle, że nie jest zrobiona z gumy ani się jej nie łyka. Z drugiej strony pani Małgorzata nie powiedziała „Hipokryzja? Nie, nigdy” więc może się czepiam.

Fragmenty o śluzie pomijam, bo nie wydają mi się istotne, ewentualnie jako wgląd w umysł osoby, dla której gumka to zło, a „naturalne metody” to zupełnie co innego i się nie liczy.

Te białe [naklejki] z niemowlakiem naklejam w dni płodne […] Amerykanie dodatkowo zachęcają, żeby te naklejki mąż przyklejał. Nie udało mi się Tomka namówić.

Bo antykoncepcja i ciąża to sprawa kobiety, a mężczyzna, pan stworzenia, nie jest od TAKICH spraw. Fuj w ogóle, też pomysł, żeby mąż miał być za ciążę odpowiedzialny.

O piątym dziecku:

Pięć razy dziennie potrafi wracać do tematu, aż robię się zła. „Tomasz, przestań, bo mi wszystko obrzydzisz”. „Dobra, ale widzę po twoich oczach, że byś chciała.”

Ubóstwiam, kiedy mężczyźni mówią kobietom, co one by chciały, bo te głupie nie rozumieją własnych pragnień i chęci.

Idę do swojego lekarza – to również jest osoba mocno związana z kręgami pro-life – i słyszę: „Czy nie wzrusza cię, że dzieci proszą o kolejne dzieci?” [O tym dalej – Ray]

Ubóstwiam, kiedy lekarze-mężczyźni mówią kobietom, co one by chciały, bo te głupie nie rozumieją własnych pragnień i chęci. W ogóle strasznie dużo osób wie, co pani Małgorzata by chciała i niespecjalnie się przejmuje jej poglądami na ten temat. Z drugiej strony jej własna hipokryzja też jest dla mnie męcząca:

Kiedy wchodziliśmy w małżeństwo, ślubowaliśmy, że przyjmiemy tyle dzieci, iloma nas Pan Bóg obdarzy.

No to dlaczego nie chcesz?

Zmięknę, ale jeszcze nie teraz.

No to Pan Bóg decyduje, czy pani Małgorzata używająca świetnej metody amerykańskiej?

Piąte dziecko oznacza też, że będę musiała wysłuchiwać tych wszystkich głupich komentarzy na ulicy […] bo przecież mamy XXI wiek, a tu taka czarna owca […] To się dzieje tu i teraz. Nie jest miło tego wysłuchiwać.

Och pani Małgorzato, ja bym pani mógł tako rzeke wypłakać o pierdołach, których nie jest od pani męża łatwo wysłuchiwać. A jeszcze jemu za to płacą.

Pomijam teraz długi fragment o cudownym poczęciu i niezgodności oddania nasienia do badania z poglądami, żeby zrobić śliczną wrzutkę:

O przedmałżeńską czystość ci chodzi?

Tak. Bo wy, katolicy, robicie z tego straszny fetysz.

Żaden fetysz. To po prostu bardzo wartościowa rzecz, jeśli uda się jej dotrzymać.

I wam się oczywiście udało?

Upsssss — no, bo cudzą moralność zawsze łatwiej oceniać. Homoseksualizm to patologia, rozwód i życie po rozwodzie — ohyda, seks przedmałżeński no już trudno, osoby krytykujące posiadanie piątki dzieci podłe są, antykoncepcja naturalna super, nienaturalna (krowy sobie badają śluz i to jest dowodem naturalności metody?) nie tak znowu super.

Czym się różni katolicka rodzina od niekatolickiej?

[…] Sprowadza się to do dość prostej rzeczy: katolicka rodzina wie, że nigdy się nie rozstanie.

Och, to dlatego nigdy się nie unieważnia ślubów kościelnych.

Jako katolicki rodzic stąpam po cienkim lodzie – nie mogę dopuścić, żeby moje dziecko krzywo patrzyło na Piotrusia, którego wychowuje dwóch tatusiów. A nie daj Boże, żeby Piotrusia przezywało. A z drugiej strony muszę przekazać swoje wartości i „rodzinę” Piotrusia skrytykować. Rozumiesz, że to okropnie trudne?

Ten cudzysłów.

Pani Małgorzato, jak widzę ten cudzysłów (wywiad autoryzowany) to mi jest tak okropnie trudno pani współczuć tego, że wytykana jest pani palcami za posiadanie czwórki dzieci. Thorze, daj mi siłę współczuć pani Małgorzacie.

A teraz wywiad drugi, Tok.FM.

Już tytuł ładny:

Małgorzata Terlikowska: Nikogo nie potępiamy, ale uczymy dzieci, co jest normą. Norma to mama i tata

Jeśli się trochę zna Terlika, to wie się, że pani Małgorzata mówiąc „[my] nikogo nie potępiamy” używa pluralis maiestatis, więc nie jest źle z jej samooceną. No i oczywiście dzieci niczemu nie winne, więc nie życzę państwu Terlikowskim, żeby pewnego dnia się zdziwili. Albowiem wygląda na to, że jeśli któreś dziecko państwa Terlikowskich okaże się nie być idealnie heteroseksualne, to skończy się jak ze mną i moją ciotką, którą widziałem 2 razy przez 8 lat.

Ewa Podolska: W ostatnich „Wysokich Obcasach” na okładce jest zdjęcie Małgorzaty Terlikowskiej i cytat: „Jesteśmy na siebie skazani do końca życia i teraz szlifuję ten kanciasty diament o nazwie ‚Terlikowski’ „.

What has she? What has she? What has she done to deserve this?

Pani mówi, że nie jest gotowa, by mieć piąte dziecko…

– Bo to jest wielkie marzenie mojego męża i moich dzieci, żeby w domu pojawił się jeszcze jeden nowy człowiek. Bo mąż uważa, że mamy warunki, mamy siebie, mamy dzieci, które są bardzo otwarte i mnie zachęcają. Najstarsza córka potrafi mi np. zrobić tapetę na ekranie: „Mamo, chcemy dzidziusia”.

Szantaż emocjonalny za pośrednictwem dzieci to zajebista norma do wpajania dzieciom, gratulacje panie Tomaszu, dobry z pana ojciec.

[…] ma pani poczucie, że jest na froncie walki ideologicznej?

[…] To wszystko, czego doświadcza mój mąż, z czym walczy, procesy, które ma z Alicją Tysiąc czy z Anną Grodzka, to nie pozostaje bez wpływu. Bo nie da się wyłączyć emocji, kiedy się wchodzi do domu, tylko to w człowieku jest.

No i teraz jestem ciekaw, czy to była literówka z „Grodzką” czy w rzeczywistości pani Małgorzata powiedziała „z Anną Grodzkim”.

Ale są sytuacje bardzo bolesne, jak wtedy, gdy na Facebooku pojawił się profil „Odebrać dzieci Terlikowskiemu”, za poglądy, i dać gejom na wychowanie.

Co za szczęście, że geje (lesbijki na szczęście nie istnieją) nie mają uczuć i kiedy Terlikowski mówi o nich najgorsze rzeczy, to nikogo nie boli. No i ten profil jest w ogóle na poważnie i zbieramy podpisy pod projektem ustawy w tym temacie, naprawdę pani Małgorzato, klnę się na bumcykcyk i mackę Potwora Spaghetti.

Tomasz walczy ze światem, który nie jest taki, jaki chcielibyśmy, żeby był.

Gdyby pan Tomasz kiedyś przysiadł na tyłku na moment i przestał się wydzierać, mogę mu polecić dobrego psychoterapeutę. Bo walka z całym światem jest bardzo szkodliwa. Nie dla świata, dla walczącego.

Żyjemy tym i staramy się tylko chronić przed tym dzieci.

Ale to jest kwestia czasu. Teraz są małe, ale kiedyś inaczej na to spojrzą.

– Tak. Wkrótce wyjdą na podwórko i zetkną się z tym, z czym pewnie nie chcielibyśmy, żeby się stykały.

Dziesięcioletnie dziecko „wkrótce wyjdzie na podwórko”?

Ale od tego jest nasza praca od podstaw teraz, żeby miały wyrobione pewne opinie, wartości, żeby wiedziały, co jest dobre, a co złe.

I już wiemy, skąd się wzięły dobre, kochające dzieci dręczące mnie w podstawówce za to, że nie grałem w piłkę i nosiłem okulary. Miały wyrobione pewne opinie i wartości.

Moi rodzice się rozwiedli. Przyczyna ewidentnie leżała po stronie ojca. I pomyśleć, że gdybym była dzieckiem, to pani zabroniłaby swojej córce bawić się ze mną.

– Nie chodzi o to, że trzeba zabraniać. Świadomie wysłaliśmy córkę do szkoły katolickiej, prowadzonej przez ludzi ze środowiska, z którego myśmy wyrośli, przez osoby o bardzo ugruntowanych wartościach. Chcieliśmy, żeby miała ten sam przekaz w domu i w szkole.

Bóg broń, żeby się dowiedziała czegoś oprócz jednokierunkowej indoktrynacji. (Proszę patrzeć, jak pani Małgorzata twardo mówi „my” i „nasza”. To nie są pomysły wyłącznie pana Tomasza, a jeśli nawet, to ona się pod nimi świadomie podpisuje.)

To córka nie wie, że są ludzie, którzy się rozwodzą?

– Myślę, że córka wie, różnie się w życiu ludziom układa.

No niestety, nie da się zablokować Internetu, telewizji i zakazać wszystkim heteroseksualistom na świecie publicznego obnoszenia się ze swoim rozwodem.

Nie będziecie się przyjaźnić z rozwodnikiem?

– Też nie jest tak, że nie będziemy chcieli się przyjaźnić. No jest tak, że są pewni ludzie, którzy nie zabiegają o przyjaźń z nami. Nie chcą, no więc nic na siłę.

Po piętnastym kazaniu pt. „Jak wielkie zło wniosłeś w progi naszego świętego domu” zapewne też bym przestał zabiegać.

Ma pani, jeśli chodzi o dzieci, poczucie życia w enklawie, w oblężonej twierdzy. Dzieci oglądają telewizję?

– Nie mamy podłączonej anteny. Mamy telewizor i DVD. Wybieramy im bajki, także w komputerze. Proszą, żeby im włączyć, i ja mam na to wpływ. Zupełnie świadomie nie podłączamy anteny.

To mnie NIEZWYKLE zaskakuje. (Dzieciom też mogę polecić dobrego psychoterapeutę, kiedy już podrosną.)

Żeby nie było niejasności, ja nie mam problemu z brakiem telewizji jako telewizji, mam problem z wycinaniem 90% przekazu ze świata i udawaniem, że wszyscy jesteśmy identyczni.

Pani powiedziała: „Kościół powinien więcej mówić o kobiecych problemach”. Mogłaby pani to rozwinąć?

Padło tam zdanie, że troszeczkę tę przestrzeń feministki przejęły, że one ujmują się za kobietami, za wyborami kobiet, ich prawami. Ale ja mam takie wrażenie, jak czytam internet i prasę, że ten wybór ma się sprowadzać do jednego, że trzeba dać kobiecie szansę, by mogła pracować, rozwijać się, realizować się. Natomiast gdzieś zanika to, że kobieta może się również realizować, świadomie zostając w domu.

Na Thora i Odyna — zgadzam się z Terlikowską 8-o

Na koniec wywiadu dla „WO” opowiedziała pani historię, jak wyjechała do Krakowa i zostawiła męża. A on zaczął dosłownie szaleć, wydzwaniać. Przez znajomego księdza próbował się z panią skontaktować.

– Faktycznie była taka kryzysowa sytuacja. Dwa dni, nawet niecałe. To był pierwszy raz, gdy znikłam na tak długo i mąż został sam z dziećmi. I była taka trochę panika.

Rozumiem, że nigdy żadne z was nigdzie samo nie wyjeżdża?

– Ale nie! Przecież mój mąż ciągle gdzieś wyjeżdża.

Na Thora i Odyna — współuzależnienie.

Na koniec, z pierwszego wywiadu raz jeszcze:

Ten krakowski ksiądz, do którego Tomek dzwonił, powiedział mi coś takiego: „Wiesz, on ciągle jest na widelcu. Naczelny talib RP. I nagle jedyna osoba, której absolutnie może być pewien, że zawsze przy nim stanie, gdzieś wyjeżdża”. Może o to chodzi?

A może pewnego dnia pan Tomasz zawoła „come to bed, Laura Brown”, a pani Małgorzata podejmie bardzo trudną decyzję? A może córka wróci do domu z kolczykiem w nosie — ba, wcale nie wróci — i zakomunikuje, że od dziś nazywa się Macka Zła Szatana, a to jest jej dziewczyna Mrokk Gothic i założyły razem zespół punkowy Pal Kościoły? Czasami odcinanie telewizji, internetu, nieczytanie rzeczy nieprawomyślnych i zakazywanie dzieciom nawiązywania kontaktów poza szkołą katolicką przestaje działać — a im bardziej odcinano, z tym głośniejszym hukiem pękają więzy. Bo choćbyś nie wiem jak się naprężał, świat NAPRAWDĘ nie jest taki, jak Radio Maryja i Tomasz Terlikowski by chcieli.

I bardzo dobrze.

  • mat

    chciałam zobaczyć ten wywiad po tym jak Marta Brzezińska go skomciała na frondzi, ale mi umknęły WO a online niedostępny.
    Podniosło mi ciśnienie i nie muszę już pić 3ciej kawy. Z drugiej strony ulga, że ludzie pokroju Terlikowskiego nigdy (nawet przypadkiem) nie trafią do grona moich bliskich znajomych bo zwykle ok. 1 randki wspominam mimochodem o rozwiedzionych rodzicach.

    A określenie „chcemy dzidziusia” w ogóle nie jest przedmiotowym traktowaniem człowieka, skądże znowu.

  • Rita

    „Nasza niania jest wspaniała, kochana, ale chodzi o to, by córce pokazać, co jest normą”. To mnie rozbiło. Bo rodzina z nianią jest normą… ja rozumiem, do czterech dzieci i zleceń potrzebna jest pomoc, ale jakbym była tą nianią, to bym się chyba obraziła. o_0

  • Ewa

    Co do ewentualnej literówki (Grodzka-ki) to pani Terlikowska powiedziała nazwisko w żeńskiej formie. Tak tak, udało jej się to!

  • Fluffy Zdzira

    „do jednego, że trzeba dać kobiecie szansę, by mogła pracować, rozwijać się, realizować się. Natomiast gdzieś zanika to, że kobieta może się również realizować, świadomie zostając w domu.”
    „Na Thora i Odyna — zgadzam się z Terlikowską 8-o”

    Kurwa, no.. Feministki w Polsce walczą o to, aby kobiety dostawały normalną płacę i godziwe umowy w pracy i nie zostały zwalniane jak tylko zajdą w ciążę. Jeśli w Polsce kobieta woli zostać w domu i nie pracować, to nie tyle się realizuje, co staje się absolutnie uzależniona od forsy męża. Co pięknie się odpłaca przy zdradach, przemocy w rodzinie, rozwodach i niepłaceniu alimentów przez płodnych katolickich tatuniów, murwa ich mać.

    • Ray Grant

      Czy mam wrzucić definicję słownikową słowa „może”?

  • klru

    mam złą wiadomość dla pani małgorzaty i pana tomasza – do szkół katolickich też trafiają dzieci homo, bi i cholera wie co jeszcze (piszę to ja, cholera).
    btw, ray, gdzie zgubiłeś fragment z susiakiem? chciałeś ukryć przed czytelnikami, że terlikowscy nie demonizują „tej” sfery?

    • Ray Grant

      Nie, za długie mi się toto robiło 🙂

  • cedrcross

    Dzień z życia domu państwa Terlikowskich: http://www.youtube.com/watch?v=AS5toi7Xxxg

    😀

  • Interesujący jest ten kawałek z wyjazdem do Krakowa. Znaczy co, Terlik został na dwa dni sam z dziećmi, musiał ogarnąć to, co jego żona ogarnia codziennie – i katastrofa? Czy może o co innego chodziło, ona wyjechała, bo się np. pokłócili i on się poczuł zagrożony? Mógłbyś rozszerzyć?

    • To nie jest żadna przenośnia, Terlik został na dwa dni sam i wydzwaniał do żony co 20 minut, kiedy koleżanki zmusiły ją do wyłączenia komórki zaczął wydzwaniać do koleżanek, gdy one przestały odbierać zadzwonił do znajomego księdza i powiedział, że z żoną nie ma kontaktu. Wyjechała na dawno ustalony weekend z koleżankami bez męża i dzieci.

      • Debil, że tak powiem najłagodniejszą rzecz, która mi przychodzi na myśl. I on się domaga kolejnego dziecka, podczas gdy nie jest w stanie samodzielnie zająć się tymi, które do tej pory spłodził?

        • Ray Grant

          Ale to przecież nie on jest od zajmowania się — on ma do tego ludzi, fuj! chciałem powiedzieć kobiety. Żonę i nianię.

  • Kayla

    A ja to widzę zupełnie inaczej. Ta pani czuje się bardzo wyemancypowana i jest z tego dumna. Bo oto – mimo, ze to ona, jako kobieta, powinna chciec miec wiecej dzieci, to proszę – stawia się i (na razie) nie chce! W tym celu uzywa metody naturalnej, acz nowoczesnej! I jeszcze potrafiła postawic się mężowi i wyjechac na 2 dni, choć dała się uprosić i wróciła. Mozna smiało powiedziec, że pani Terlikowska jest już jedna nogą w dwudziestym wieku.

  • Tzn Terlikowska ma rację, gdy mówi, że dobrze byłoby, jakby kobiety (i inne ludzie też! To mówię ja.) miały swobodny wybór ścieżki kariery – czy w ramach firm, korporacji czy własnej przedsiębiorczości, czy w domu, przy dzieciach, garach i tworzeniu fajnego domu. Tylko, że Terlikowska znika wówczas całą brzydką rzeczywistość pt: składki, emerytura, ubezpieczenie. Ona ma gwarancję nierozerwalności małżeństwa (albo jej się tak wydaje), ale nie wszyscy mają. Oraz, niektórzy wdowieją i co wówczas. Wolny wybór pozostania strażniczką/strażnikiem ogniska domowego fajnie byłoby poprzeć jakimiś zabezpieczeniami prawnymi i socjalnymi, o czym akurat feministki podczas Manif krzyczą, a Terlikowska załatwia machnięciem ręki i westchnieniem o zaufaniu Opatrzności.

    Ad dzieci państwa T: można sobie pofantazjować, jak malowniczo się zbuntują (bo każdy zdrowy nastolatek JAKOŚ się buntuje) i ze względu na potencjał komiczny niemal chciałabym, żeby rodzice wołali do tego buntu egzorcystów. Ale potem myślę, że tym dzieciom byłoby przykro i cholernie wstyd za rodziców, i wtedy przestaję.

    Swoją drogą, Terlikowska ma potencjał. Jeszcze trochę, jeszcze trochę, i odkryje rzeczywistość. Również to, że teksty, jakie ze świętym małżonkiem wygłaszają, są brutalne i podłe wobec tych wszystkich „niewartościowych” ludzi, których Terlik wysyła na stosy.

    • Ale ona się nie domaga, żeby wszystkie kobiety robiły to samo. Ona się domaga tego, czego ja też, jako feministka: wyboru. Znam osobiście feministkę, która zdecydowała w porozumieniu z mężem, że jedno z nich zostanie w domu opiekować się dziećmi, a drugie pójdzie do pracy. I przez pewien czas to ona miała szansę zarobić więcej, wtedy w domu siedział mąż, a przez pewien więcej zarabiał on, a w domu siedziała ona. Czy nie o to powinnyśmy aby walczyć?

      O zabezpieczeniach prawnych i socjalnych — pełna zgoda, chociażby z uwagi na przerażające wyliczenia ZUS o wysokościach emerytur przy założeniu nieprzerwanego oskładkowanego zatrudnienia na etat przez 40 lat. Wychowywanie dzieci w domu niespecjalnie się ma do 40 lat płacenia składek na ZUS w jakiejkolwiek wysokości.

      Ja dzieciom właśnie też życzę, żeby miały jednak szczęście być hetero i buntowały się w sposób, który ich za bardzo nie skrzywdzi. Bo nie ich wina, że trafili im się nawiedzeni rodzice.

  • >Również to, że teksty, jakie ze świętym małżonkiem wygłaszają, są brutalne i podłe wobec tych wszystkich „niewartościowych” ludzi, których Terlik wysyła na stosy.

    …Na przykład wobec tej niani, która jest wspaniała, kochana, ale córka musi wiedzieć, że pochodzi z gorszej rodziny i owszem, pracować u nas może, ale towarzysko byśmy się z nią nie spotkali.

  • Jiima

    @Fluffy

    „Kurwa, no.. Feministki w Polsce walczą o to, aby kobiety dostawały normalną płacę i godziwe umowy w pracy i nie zostały zwalniane jak tylko zajdą w ciążę. Jeśli w Polsce kobieta woli zostać w domu i nie pracować, to nie tyle się realizuje, co staje się absolutnie uzależniona od forsy męża.”

    Trochę się zgubiłom, feministki walczą o to, by kobiety MOGŁY dostać taką pracę, czy MUSIAŁY, bo przymus pracy to był chyba w poprzednim ustroju i jeśli mamy wracać do tych pomysłów, to ja chyba jednak jestem z innej opcji politycznej.

    Owszem, zdaję sobie sprawę z tego, że jak jedna z osób w związku nie pracuje, to podejmuje pewne ryzyko, związane z tym, że związek kiedyś może się skończyć z takich czy innych powodów (oprócz „płodnych i niewiernych katolickich tatusiów”, masz jeszcze raka, wypadki samochodowe i wiele innych dramatycznych finałów które kończą się tym, że ta druga osoba zostaje sama i w przysłowiowej d*, bez winy tej pierwszej osoby. Przypadki żony porzucającej niesamodzielnego finansowo męża pomijam, bo to historie z kategorii „człowiek pogryzł psa”). Zdaję sobie sprawę z tego, że zwykle (w naszym pojebanym kraju) to ryzyko podejmują kobiety i nie zawsze jest to w pełni ich wola czy decyzja. Ale mimo wszystko mogłobyś założyć, że przynajmniej w części przypadków ludzie robią to z własnej i nieprzymuszonej woli, jako sposób na życie, bądź tymczasowe rozwiązanie (jak dzieci podrosną, znajdę pracę – własne anecdata). Pytanie, co zrobić z tymi ludźmi, bo moim zdaniem jakoś powinno się im zapewnić bezpieczeństwo, choć może to nie jest zgodne z duchem powszechnego liberalizmu i brania losu w swoje ręce.

    #Terlikowska.

    No popaczcie państwo, niemal taki sam modelowy związek jak mój, choć w moim wypadku w życiu żadne z nas nie wpadłoby chyba na pomysł, że to drugie musi siedzieć w domu i jak wyjedzie na kilka dni, to trzeba go przemocą ściągać przy pomocy znajomego księdza (może wynika to z braku znajomych księdzów, ale optymistycznie zakładam, że jednak z innych przyczyn). No i my nie wierzymy w naklejki z dzidziusiem i obserwowanie śluzów.

  • Rozczulił mię do łez papa T., co to ciągle wyjeżdża, lecz popada w prostację przy półtoradniowym pozostawieniu sam na sam z terlikowiętami – i używa znajomych księdzów, którzy kobiecie chybko przetłumaczą, gdzie jest jej miejsce.
    A serio – zwisa mi ciężką kiścią los całej tej rodzinki; jak również kierunek, w którym malowniczo odegną się terlikowięta, kiedy już podrosną na tyle, by dać nogę z katosymulakry. Znałam parę rodzin, gdzie odprawiała się ciężka patologia i to przy całkowitej nieobecności komponentu religijnego. Współczucie zachowuję dla nich.

  • A mnie się jeszcze to uparte naleganie Terlika na piąte dziecko skojarzyło z tym skeczem Monty Pythona, kiedy to starsze protestanckie małżeństwo patrzy na wysypujące się z domu sąsiada-katolika stado dzieci i mąż komentuje: „A bo u nich każdy stosunek musi służyć zapłodnieniu”, na co żona: „Popatrz, to tak jak u nas – kochaliśmy się w życiu dwa razy i mamy dwoje dzieci”.

    • Mi tak samo. Od razu dodam, że Jiima ma rację, metody naturalne są po to, żeby się stosunki nie marnowały w dni, gdy się nie da począć.

  • Jiima

    @Kura

    Kocham ten skecz, ale jest nieadekwatny, w końcu w tamtym skeczu tatuś musiał z mamusią, przeganianie bociana z komina nie pomagało, więc w końcu sprzedał dzieci na eksperymenty medyczne…
    A pani T. oszukuje zwyczajnie. Z resztą, gdzieś spotkałom się z opinią jakiegoś księdza katolickiego (jak wiadomo, najlepsi specjaliści od seksu), że „metody naturalne” powinny być używane wyłącznie po to, by współżyć w dni płodne, a w niepłodne nie, gdyż jeśli kobieta wie, że w ciąże nie zajdzie, to stosunkowanie się wtedy jest niemoralne i grzeszne.

  • A mnie dziwi cała ta afera z rodziną Terlikowskich, (te liczne pełne troski epistoły w natemat.pl i gazeta.pl ubolewające nad losem biednej pani Małgorzaty, ciemiężonej przez taliba Terlikowskiego)

    Trochę to niesmaczne, to, że Terlikowski wpierdala się innym w ich życie i mówi im jak mają żyć, nie znaczy, że ma się przejmować jego metody.
    I każdy wybór niekrzywdzący innych jest dobry.
    I to jak wychowuje dzieci Terlikowski , jest jego sprawą.
    Jak dzieci będą mieć do niego pretensje, to będzie ich sprawą.
    Do liberalnych rodziców też mają.
    Do konserwatywnych mają, do heterorodziców mają, do homorodziców też mają/mieć będą.
    Dzieci zazwyczaj miewają pretensje do rodziców, rodzice zazwyczaj (ci homofobiczni i wstrętni konserwatyści też) zazwyczaj chcą dobrze dla swoich dzieci.

    Dlatego rozliczanie z czegokolwiek czy Terlikowskiego czy Biedronia czy Grodzkiej czy kogokolwiek innego, jeśli dotyczy ich prywatnego życia i ich prywatnych spraw jest złe.

    Tyle o tej telenowelowej w gruncie rzeczy sprawie:)

    • Ray Grant

      Tylko że nie do końca, bo Terlikowska udzieliła dwóch wywiadów dla środków masowego rażenia nt. swojego prywatnego życia, a oboje państwo T. wielokrotnie i wyraźnie dawali do zrozumienia, że wszystkie inne opcje to ZUO i w ogóle nic innego nie powinno być legalne. Terlikowski wpierdala się w życie bardzo wielu osobom, które żadnych wywiadów nie udzielają i nie domagają się odebrania innym praw lub im ich niedawania.

  • A propos jeszcze jedynie słusznego modelu rodziny z jedną mamusią i jednym tatusiem, to co oni biedni zrobią, gdy na religii katechetka opowie ich dzieciom, że Abraham miał syna Izmaela ze swą niewolnicą Hagar, że Jakub miał dwie żony, a te żony jeszcze mu podsuwały swe niewolnice i w sumie miał dwunastu synów z czterema kobietami, że wśród przodków Jezusa są Tamar, która miała dziecko z własnym teściem i Rachab, prostytutka z Jerycha… Bo, podejrzewam, o siedmiuset nałożnicach króla Salomona to raczej im nie opowie.

    • Ray Grant

      I może jeszcze powiesz, że Pan Jezus był rzydem a nie Prawdziwym Polakiem co ?!!!???

      (Aż mi klawiatura skrzypi, kiedy używam prawicowej polszczyzny…)

  • Hm,

    dodam jeszcze trochę swoich przemyśleń, bo mnie wkurza ton niektórych komentarzy.
    Przedstawiacie bowiem Terlików jako jakąś jedyną rodzinę na świecie, która uczy dzieciaki swoje rzeczy, zgodnych ze swoimi przekonaniami a stara się chronić przed rzeczami niezgodnymi.

    Sorry, ale każdy rodzic narzuca (nawet jak mówi że nie narzuca i często nieświadomie) swoim dzieciom swoje przekonania/poglądy/uprzedzenia itd
    Nie ma znaczenia, czy on liberał czy konserwatysta.

    Nie żebym jakoś chciał specjalnie bronić Terlikowskich, ale uważam, że Terlikowskiemu trza dowalać za głupie teksty a nie wnikać w jego życie rodzinne.

    • mat

      chyba mam nienormalną rodzinę, bo mi nawet przekonań na temat pomidorówki nie zdołali narzucić.

      a tak na serio: są rodzice, którzy uczą dzieci myślenia i pokazują, że ludzie są różni a świat skomplikowany (dzięki mamo, dzięki tato) i są tacy, którzy wbijają jedyną słuszną wersję wszechświata i zabraniają zauważać, że istnieje cokolwiek innego.

  • @grześ:
    Masz sporo racji, że krytykowanie modelu czyjejś rodziny to granie kartami rozdanymi przez Terlika. Pragnę tylko zauważyć, że lokalni raczej kibicują Terlikowskiej, i to nie tylko ze współczucia wywołanego bucerką świętego małżonka. Oraz popierają Terlikowską w jej postulacie wolnego wyboru sposobu życia dla kobiet (dom vs kariera zawodowa), zgadzając się, że nasza wizja jest inna niż jej wybór, ale fajnie, że mogła go sama dokonać.
    To Terlik zagląda ludziom pod kołdry z pochodnią, i glanowanie go za to jest dobre, słuszne i przyjemne. Można tylko sobie troszkę porechotać przy lekturze wywiadu ujawniającego, jak strasznie bezradny jest sam w realizacji swojego planu na święte życie i jak kompletnie osobno trzyma teorię i praktykę. Co oznacza, że hm, może jednak należałoby mu na przykładach okazać, żeby przestał teoretyzować, bo jego tezy z dupy są wyjęte?

  • @Mat

    „są rodzice, którzy uczą dzieci myślenia i pokazują, że ludzie są różni a świat skomplikowany (dzięki mamo, dzięki tato)”

    To też jest przekonanie jakieś przecież.

  • Uprzejmie chciałam donieść, ze też popełniłam notkę:
    http://kura.pinger.pl/m/18367279

  • @grześ
    „Sorry, ale każdy rodzic narzuca (nawet jak mówi że nie narzuca i często nieświadomie) swoim dzieciom swoje przekonania/poglądy/uprzedzenia itd
    Nie ma znaczenia, czy on liberał czy konserwatysta.

    Nie żebym jakoś chciał specjalnie bronić Terlikowskich, ale uważam, że Terlikowskiemu trza dowalać za głupie teksty a nie wnikać w jego życie rodzinne.”

    Sorry ale to Terlik i polska prawica prezentuje ten model rodziny jako prastarą polską tradycję, jako kwintesencję Ducha Narodu i coś co podobno ma być normą praktykowaną od setek lat przez większość Polaków. I to właśnie ma być główny argument za dyskryminowaniem ludzi, którzy wybierają inne modele rodziny, bo podobno doprowadzi to do społecznego szoku i konfuzji.

    Tymczasem jak widać po komentarzach dla przeciętnego Polaka Katolika model życia rodzinnego, z którym się publicznie obnoszą Terlikowscy to jest całkowita egzotyka. To jest znacznie bardziej „nienormalne” i szokujące niż gejowskie małżeństwa z adoptowanymi dziećmi.

  • To ja tak na polepszenie humoru dodam, że jestem w trakcie projektowania logo Szlaku Żelaza i Kowalskich Tradydcji dla Wojciechowa – i w jednym z projektów pojawia się podkowa jako tęcza 😉

    • Ray Grant

      1. Boski blog. 2. BARDZO Ci zazdroszczę projektowania logo i nie mogę się doczekać, aż je pokażesz (bo pokażesz mi, prawda? prawda?) 3. Jeśli będziesz 12-14 lipca w Wojciechowie, daj cynk… 🙂

      • Pokażę, pokażę, jak tylko projekt zostanie zatwierdzony. Póki co są dwie wersje i jedna z nich to tęczowa podkowa, pod którą przechodzą dwie postaci trzymające się za ręce 😀 Jest duże prawdopodobieństwo, że ta wersja przejdzie. Dziękuję za odwiedziny na blogu i oczywiście będę się w lipcu po Wojciechowe kręcić. Nie wiem czy pamiętasz, ale to właśnie ja pisałam z Tobą na temat tamtejszych Dni Kowalstwa i na temat mojego wujka 🙂

  • Co do dzieci Terlika: nie sądzę, żeby skończyło się tak, jak w ostatnim akapicie, raczej skończy się prozaiczną pozamałżeńską ciążą. Dziewczyny wychowywane w takich warunkach nie idą do łóżka, bo maja ochotę, one jak już „oddają się” pod wpływem wielkiego uczucia. Wtedy nie myśli się o antykoncepcji. Moja krewna, którą rodzice wysłali do ogólniaka prowadzonego przez zakonnice w trosce o jej kręgosłup moralny ma termin na przełomie kwietnia i maja.

  • Tak na marginesie, czy terminologia nie mówi, że metody planowania rodziny się dzielą na naturalne (czyli to, co stosuje Terlikowska, obserwacja śluzu, pomiar temperatury, kalendarzyk) i antykoncepcję właśnie (czyli prezerwatywy, antykoncepcja hormonalna, żele plemnikobójcze, kapturki i inne)? Bo mam wrażenie, że tak to właśnie wygląda i matka dzieciom stosuje metody approved by kościół katolicki.

    Swoją drogą, stosunek przerywany należy chyba do pierwszej kategorii…

  • Agnieszka

    Tak mi się skojarzyło z tą nianią, która jest „wspaniała, kochana, ale chodzi o to, by córce pokazać, co jest normą” (zauważcie, że a) normą jest mieć nianię, b) niania jest wykluczona z „normy” z powodu czegoś, co zrobili jej rodzice – rozstali się – i co było od niej niezależne):
    Pamiętacie „Smażone zielone pomidory”? I bohaterkę, która (bardzo luźny cytat) „trochę obawiała się czarnych, bo nigdy nie była wśród tylu czarnych ludzi naraz, chociaż wiedziała, że czarne służące tak wspaniale zajmują się białymi niemowlętami i dobrze wykonują swoje obowiązki; nie widywała z bliska czarnych, poza służbą, oczywiście, a w ogóle to jacyś obcy czarni musieli protestować, „ich” czarni nie mieli powodu i powinni być zadowoleni (itd.)”? Evelyn w końcu zrozumiała, jak bardzo niewłaściwy był ten sposób widzenia świata i wstydziła się. Czy państwo Terlikowscy by w ogóle dostrzegli podobieństwo sytuacji? (o dostrzeżeniu powodu do wstydu nie ma co marzyć)
    To takie luźne skojarzenie. Przy okazji: myślicie, że państwo T. płacą za nianię składki?
    Drugie przy okazji: smacznego jajka, zajączka, żurku i czego tam jeszcze życzę Rayowi i wszystkim obecnym. I dyngusa w stanie ciekłym 🙂 (u mnie śnieg pada)

  • Irienna

    Dziś wywiad dla WO już jest w całości dostępny 🙂 Pozdrawiam 😀

  • Tatrauser

    „Co oznacza ”4AD”?
    Że śluz all day był błyszczący i nierozciągliwy.”

    Człowiek całe życie się uczy – do tej chwili myślałem, że to tylko taka wytwórnia muzyczna wypuszczająca niezłe płyty w latach osiemdziesiątych

    „Naklejki?
    Te białe z niemowlakiem naklejam w dni płodne.”

    Chyba na czoło.

    „Zdarza się, że Tomek gdzieś wyjedzie i cały zielony czas przepada. ”

    Zaraz, zaraz – a to w dni niepłodne można? Przecież to wtedy czysta chuć nie prowadząca do poczęcia, jak to tak? Zielone nie powinny być naklejki, tylko „zaklejki”

    „Ale potem mruknął pod nosem, że za chwilę będziemy obwożeni w klatce po polskich wsiach i miasteczkach jako atrakcja.”

    Jak na razie sami się obwożą. Po mediach elektronicznych.

    „Byliśmy po drodze w Padwie, Sienie, we Florencji, w każdym sanktuarium padaliśmy na kolana: ”Panie Boże, prosimy cię o dziecko”. ”

    A mi się zdawało, że dzieci skąd ina się biorą.

    „Tomek przyjeżdżał pod moją szkołę z różyczką.”

    Eee? http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B3%C5%BCyczka

    Ten matrix trochę mnie przerasta.