Singielka usadzona

Na froncie gazeta.pl pojawił się link do notki niejakiej moovki, która ośmieliła się napisać, że jest sobie singielką, czasami ją ten stan męczy, wtedy zaś zastanawia się, co by było, gdyby nią nie była. Całość zilustrowała obrazkami z reklam, gdzie kobiety zajmują się kuchen, kredyten und kinderen. W ciągu kilkunastu godzin pod blogiem pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy w stylu tego autorstwa maxa:




jak ktos juz tu zauwazyl, nie bardzo wiadomo o co chodzi. skoro jestes zadowolona z siebie singielka to po co ta ironia?



W notce nie pada nigdzie stwierdzenie, że moovka jest zadowolona, ba, pisze ona zgoła, że bycie singielką czasami ją męczy.




ironia zreszta nie trafiona, bo jedyne co wynika z tego tekstu to to ze niewiele potrafisz, niewiele masz, niewiele osiagnelas bo nie potrafisz sie skoncentrowac na jednej rzeczy



Posiadanie męża jako miernik osiągnięć życiowych?




i nawet nie bardzo masz ambicje zeby cokolwiek osiagac 

wystarczajaco satysfakcjonujace dla ciebie jest to ze mozesz zjesc suszi od kolegi, pochleptac wina i zakonczyc aktem seksualnym. Szczerze mowiac, to niewielkie osiagniecia i choc moze wydaje Ci sie inaczej, wiele mezatek zajada suszi rozmawia ze swoimi partnerami i nawet, o zgrozo, pieprzy sie z regularnoscia w zupelnosci satysfakcjonujaca. 



Faktycznie, to jest dla mnie powód aby natychmiast zostać mężatką.



f_p:




tekst jest podejrzany i mało przekonujący jak dla mnie , autentycznie zadowolony z singielstwa singiel nie potrzebuje takich racjonalizacji,masowania ego, pokazywania jak mu jest dobrze w zestawieniu z małżeństwem gdzie na pewno jest zle 



Tak jest! Single piszący blogi mają obowiązek unikać tematu bycia singlem i pisać wyłącznie o tym, jak potwornie cierpią na skutek niebycia małżonkami. Jeżeli nie cierpią, to są podejrzani i mało przekonujący.




krótko mówiąc: jest mi dobrze, jestem szczesliwy w stanie jakim jestem kropka



Wie f_p co, blog f_p to musi być potwornie nudny, ale przynajmniej notki krótkie.



basic.woman222 (skąd ta potrzeba chwalenia się nawet w nickach tym, że nie ma się czym chwalić?)




No cóz, byc może gdybys kogoś miała (na stałe, a nie tylko wpada-bzyka), nie byłabyś taka zgorzkniała i żyłabyś, zamiast klepac bzdury na blogu? Who knows…



A może byłaby potwornie zgorzkniała i pisała bloga o tym, jak mąż jej nie rozumie, a dzieci zamęczają? Nawiasem mówiąc, z notki zgorzknienie ani trochę nie przebija, z komentarzy zaś, hmmm.




Hę. Dlaczego tzw ‚singielki’ męczą cały świat opowieściami i historiami jak to im dobrze i super w porównaniu z mężatkami co już tylko gary i pieluchy i se do londynu nie pojadą? Jakieś płaskie podejście do rzeczywistości. Ja jako szczęsliwa mężonka siedze sobie z małżem przed tv, klikamy se kanały, filmy se oglądamy i jest nam zajefajosko nad spaghetti, które właśnie razem(!) zrobiliśmy, ponieważ uwielbiamy razem gotować i dłubać coś w kuchni właśnie we dwójkę. 



Dlaczego tzw. ‚mężatki’ męczą cały świat opowieściami i historiami jak to im dobrze i super w porównaniu z singielkami co już tylko suszi i Londyn i se z mężem TV nie pooglądają?



ona.jakich.wiele (znaczy się, normalna, a nie jakieś sing-tfu-spluw-ka):




jestes zwykla dzi . wka, ktora robi to z KOLEGA. Gratuluje kregoslupa moralnego. Seks mozna uprawiac z kims kogo sie kocha, mezem albo chlopakiem, nigdy z kolega. Ale do twojej wyfiokowanej glowki nie dotrze, szkoda slow. 



ona.jakich.wiele jest za to papieżycą, powołaną specjalnie do oceniania kręgosłupów moralnych i tworzenia list osób, z którymi wolno uprawiać seks.



Gość bez nicka w ogóle:





a najważniejsze w tym wszystkim to to sushi…ryba z ryżem. wielkie mi żarcie. 


jak ktoś nie ma fantazji do bycia żoną/mężem, to i bycie starą panną, ooo pardon – singielka/singllem mu nie wyjdzie.




No, i pewnie piją do tego szampana (siuśki jakieś żółte, wielki mi napój), leżą na skórzanej kanapie (ze skór zdechłych zwierząt, pewnie padły na jakieś schorzenia), oglądają film na TV plazmowym 50 cali (też coś, sąsiada stodoła się paliła ostatnio i ogień buchał na pięć tysięcy cali)… Zero fantazji, nawet męża nie ma.



Gość ja (ale nie ja, tylko on):




Większość tzw singielek i feministek, to nie singieliki i feministki z wyboru tylko z przeznaczenia(najczęściej nieatrakcyjne). Obie grupy w identyczny sposób podchodzą do pewnej sprawy, tzn usilnie wszystkim wmawiają, jakie są szczęśliwe bez facetów. Szkopuł w tym, że gdyby jedną bądź drugą zainteresował się jakiś inteligenty przystojniaczek, to w mig zmieniłyby swoje przekonania…



Tak sobie tłumacz swoją samotność, inteligenty singieliku, one są gópie po prostu i nie widzą, żeś Ty taki inteligenty, że wiesz wszystko o feminizmie, singlowaniu, a przede wszystkim o ortografii.



Czytając powyższe komentarze nagle zrozumiałem, dlaczego PiS z przyległościami tak strasznie potrzebuje się upewnić, że pary homoseksualne nigdy ale to nigdy nie będą mogły wziąć ślubu, czy też zarejestrować swojego partnerstwa. To trochę jak z opowiadaniem o kanarku wśród wróbli, jakie czytałem w dzieciństwie. U nas w Polsce nie może być tak, żeby ktoś realizował się w innym scenariuszu niż jeden jedyny obowiązujący: mąż, żona, dzieci, kościół, praca, emerytura, wnuki, the end. Wszystko inne odpada z góry. Żadnych par homo. Żadnych singli. Homoseksualistom wolno jedynie pisać o tym, jak cierpią wskutek niebycia hetero. Singlom — o tym, jak potwornie brakuje im drugiej połowy. Wszystko inne jest podejrzane, nieprzekonujące, a minister Kwiatkowski usłużnie płaszczy się przed episkopatem zapewniając, że ależ skąd, żadnych małżeństw osób tej samej płci. U nas w Polsce tylko jeden rodzaj szczęścia jest dozwolony, i mimo, że poseł Hofman się martwi (czym się pan poseł martwi? niech mi pan poseł wytłumaczy, co takie martwiące?) to my, wróbelki, już zadbamy i odmieńców zadziobiemy jakby co. Nie będzie byle moovka suszi jadła na nasz, podatnika, koszt i się z naszych reklam natrząsała. 



Z żalem stwierdzam, że jak na razie nie da się odgórnie wprowadzić zakazu uprawiania seksu i picia wina przez osoby niepozostające w związku małżeńskim. Ale nic straconego! Nadszedł ten moment, kiedy poseł Hofman i minister Kwiatkowski powinni założyć jakiś zespół do pracy nad tym jakże ważkim zagrożeniem dla cywilizacji białego, heteroseksualnego człowieka. Nie będzie singiel pluł nam w twarz (ryżem z sushi), a gej dzieci nam adoptował! Alleluja i do przodu!

  • Tak sobie myślę, że większość komentarzy do blogowego wpisu wynika z frustracji wypowiadających się. Otóż oni już są w związkach, w których na co dzień użerają się z drugą połówką, dziećmi, teściami, psem, kotem itp., a tu jakaś singielka ze swoimi problemami wyjeżdża. Toż to skandal, żeby samotna baba, w świętym związku małżeńskim niebędąca (jedynym słusznym), śmiała swoje zdanie wszem i wobec prezentować. Skoro nie zna życia, niech siedzi cicho, bo to MY, mężaci i żonaci jesteśmy jedynymi ludźmi, którzy mają rację.
    Jakie to głupie, żeby cały świat do własnych standardów naginać.

  • Mężonka? Z małżem? A to nie jest patologia jakaś?
    Ja tam się nie znam, prosta kobieta jestem.

  • i jeszcze sushi je, wińsko zagraniczne cha, zamiast schabowego porządnego setką wódki zapić. To skandal jest! Tak nie może być! I koronny argument, że zapewne jest brzytka i gópia i bidna, albo wszystko naraz, że męża nie złapała… Ech. I jeszcze śmie mieć uwagi do życia, skoro koszul nie pierze, z kolegą się pieprzy i jeszcze może robi to wszystko DLA PRZYJEMNOŚCI?

  • Bardzo ciekawe jest takie zjawisko – mężatka (małżowina) zadaje pytanie singielce „Jak ty sobie, biedactwo, radzisz z tą przytłaczającą samotnością?” Po czym dodaje jeszcze krzepiące „Nie martw się, nie jesteś taka całkiem ostatnia, widziałaś Kowalską – krzywe nogi, rzadkie zęby, a faceta sobie znalazła, więc i Tobie się wreszcie ktoś trafi”. I czuje się zaraz taka dobra, współczująca i mądra życiowo (rzyciowo w zasadzie). A choć w zasadzie pytanie było retoryczne, to jednak mężatka nawraca i za drugim nalotem zrzuca kolejne ładunki. „Masz z kim spędzić święta? Bo wiesz, jakby nie, to mamy piątkę dzieci do przypilnowania”.
    I zdziwiona jest wielce, że singielka nie chce, nie zamierza latać na randki z kawalerami z odzysku, żeby jak najszybciej założyć podstawową komórkę i zapłodnić własną komórkę. Bo singielka nie gardzi wcale życiem rodzinnym, nie rzyga spazmatycznie na widok niemowląt ani nie macha sztandarem z barykad feminizmu, tylko po prostu prowadzi fajne, urozmaicone życie, w którym nie ma ochoty poprawiać tego, co świetnie działa.

  • Aha, słuszne miałem przeczucie, jak zobaczyłem taką ilość komentarzy pod notką moovki, żeby nie czytać tylko poczekać na fachowe opracowanie. Dzięki za wyręczenie mnie z przykrego obowiązku!

  • singielki dziękują za odsiecz:-))) i dobre słowo. jak to stwierdził Lem „Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.”

  • To „Alleluja i do przodu” oraz dobrze stosowana ironia nasunęły mi pewną myśl… Czy waszmość nie maczał przypadkiem paluszków w dziele ś.p. blogaskowego brata Anzelma? Poziom zjadliwości i ironii podobny, że też wcześniej mi się nie skojarzyło…