Stephen Fry jest zaręczony

Stephen Fry jest zaręczony ze swoim partnerem. Nie było by w tym nic niezwykle ciekawego, gdyby nie fakt, że partner jest od niego o 30 lat młodszy. Natychmiast posypały się niewybredne dowcipasy w stylu „czy wnusio dostaje w restauracji menu dla dzieci” oraz pełne zgorszenia i zgrozy komentarze typu „jak mu nie wstyd okradać kołyski”. The Daily Mail popełnił niby to ładny artykuł, ale nie omieszkał w tytule nazwać Elliota Spencera „toyboyem”.

Fry rozstał się ze swoim długoletnim partnerem Danielem Cohenem w 2010. W 2012 próbował popełnić samobójstwo, co mu się na szczęście nie udało. Spencera — komika stand-up — poznał w zeszłym roku i według Daily Mail para „zbliżyła się do siebie w lecie, jak rozumiemy”. Tego typu i podobne złośliwostki przewijają się przez większość tekstów na temat pary.

Co ciekawe, ludzkość wydaje się akceptować tylko jeden rodzaj związku z dużą różnicą wieku: starszego mężczyznę i młodszą kobietę/dziewczynę. Nikogo nie zaskoczyło chociażby to, że George Clooney poślubił Amal Alamuddin, młodszą od niego o 17 lat — jedyne, o czym plotkowano, to to, że do tej pory umawiał się wyłącznie z modelkami i kelnerkami, a ślub wziął z wziętą prawniczką. Hugh Hefner jest od swojej żony starszy o lat 60. Leonardo DiCaprio w ostatnim czasie przestał zadowalać się towarzystwem jednej modelki Victoria’s Secret i ma je dowożone dziesiątkami. Ale to związki Demi Moore z Ashtonem Kutcherem i Madonny z Jesusem Luz były postrzegane jako gorszące. Jak im nie wstyd? Stare baby! I moje ulubione: To na pewno nie potrwa długo!

Porusza mnie ten temat, ponieważ Zbrojmistrz jest ode mnie starszy o 17 lat. Nie poczuwam się do bycia „boytoy” i nasza różnica wieku w ogóle nie robi na mnie wrażenia, może przez to, że mój mężczyzna duchem jest młodszy ode mnie, uprawia sporty, jeździ na rowerze jak szatan i generalnie jest mało podobny do typowego np. polskiego 54-latka. Dawno temu, za niepamiętnych czasów, byłem w innym związku z 17-letnią rocznicą wieku, z niejakim Wikingiem. (Do tej pory żałuję, że go tak blogowo ochrzciłem, bo zmarnowała mi się ładna ksywka.) Wiking również nie wyglądał i nie zachowywał się jak osoba w tym wieku, natomiast co jakiś czas dostawał ataków kompleksu niższości i szlochał mi w gors, że ja się nim z pewnością bawię, a niedługo porzucę, bo jest za stary. Owszem, porzuciłem, ale wiek nie miał z tym nic wspólnego. To znaczy miał o tyle, że ciągłe jęki „ja jestem dla ciebie za stary” były okropnie męczące i niewątpliwie się do rozstania jakoś przyczyniły.

Bywałem i z młodszymi od siebie. Moja pierwsza miłość była ode mnie młodsza o pięć lat. Szacowny Eks-Małżonek o trzy. DJ był starszy o rok, ale gdyby go oceniać po zachowaniu, nie wyszedł poza etap buntu nastolatka. Wiek nigdy nie stanowił ani zalety, ani przeszkody, przy czym wizualnie wolę starszych od siebie, ale już dawno wyrosłem z przekonania, że w związku najważniejszy jest wygląd partnera. Tow. Gierek, z którym spotykam się niekiedy na przyjemny seks, słuchanie muzyki i rozmowę jest ode mnie młodszy o lat pięć. Aby zacytować klasyka, ani mnie to zieje, ani grzębi.

Nie wiem, co kierowało Stephenem Fry, gdy zaręczył się z Elliotem Spencerem, bo nic o tym drugim nie wiem. Wiem natomiast, że poleciałbym na Fry’a energicznie i z przytupem nawet mimo braku brody. Za głos. Za poczucie humoru. Za „QI”. Za inteligencję. Za liczne talenty. Poniekąd to samo przyciągnęło mnie do Zbrojmistrza, z wyjątkiem, rzecz jasna, „QI”. W naszym związku kwestia różnicy wieku nie istnieje. Jest nadzieja, że nie będzie istnieć jeszcze bardzo długo, bo rodzina Zbrojmistrza jest długowieczna, a choroby się ich rzadko imają. Jak na razie, to on opiekuje się mną, bo choruję dość często, a poza tym bipolar co jakiś czas (ostatnio na szczęście rzadko) podnosi trzy paskudne łby i ryczy. W zestawieniu z faktem, że choroba dwubiegunowa średnio skraca życie o 20 lat, to on ma szansę przeżyć mnie, a nie odwrotnie.

Nie mam żadnego wniosku na zakończenie, z wyjątkiem tego, że życzę państwu Fry i Spencer wielu lat niezmąconego szczęścia.

Zdjęcie: DListed

  • gothmucha

    Dziękuję za tę notkę, w zasadzie nie mam niczego do dodania, może poza tym, że moja partnerka jest 10 lat starsza ode mnie i jest to bardzo źle akceptowane przez otoczenie. No bo jakże to tak, że odszedłem i to jeszcze do starszej…

  • i_am_keyser_soze

    Ewidentnie masa ludzi nigdy nie wyrasta z wieku, w którym wydaje się że 30 to zgrzybiała starość. Projektują te swoje niedojrzałe wyobrażenia na wszystko i wszystkich doprawiając sosem stereotypów.

  • singularity

    Ja, powiem szczerze, do niedawna podchodziłam bardzo nieufnie do związków typu ona – bardzo młoda , najczęściej jeszcze nie usamodzielniona kobieta + dużo starszy facet. Głównie dlatego, że z przypadków, które obserwowałam wynikało często, że taka dziewczyna (najczęściej dopiero po szkole, nigdy jeszcze nie pracująca) po prostu przechodziła spod opieki rodziców pod opiekę (i najczęściej całkowitą zależność) od faceta. Jeden taki przypadek miałam w rodzinie – facet wiązał się z młodszymi dziewczynami, najczęściej skonfliktowanymi z rodziną, ale jednocześnie (jeszcze) od tej rodziny uzależnionymi. Dziewczyny (16-18 lat) szybko stawały się od niego całkowicie uzależnione, co typowi było wyjątkowo na rękę. Zerwanie zazwyczaj następowało, gdy partnerka nie wytrzymywała ekonomiczno-emocjonalnego terroru. W końcu facet wpadł z siedemnastolatką, wzięli ślub, z tego co wiem, po dwóch dzieciach i skończonym gimnazjum żona nawet nie może myśleć o jakiejkolwiek niezależności.

    • i_am_keyser_soze

      To co opisujesz to rodzaj patologii, nie można tego odnosić do każdego związku z dużą różnicą wieku. Moja babka była młodsza od dziadka o 15 lat, już widzę co by się działo gdyby próbował ją ograniczać.

      • singularity

        Przecież nie mówię, że to dotyczy każdego związku z dużą różnicą wieku. Po prostu piszę, że jestem podejrzliwa, gdy występuje duża różnica wieku I jedna osoba nie jest jeszcze dorosła pod względem mentalności, samodzielności itp. Dla niektórych typu „samców” (widziałam to tylko w zestawieniu on – dorosły, ona – jeszcze nie) dziewczyna, która będzie od niego zależna jak od tatusia to ideał partnerki.

  • scar

    To nagminne, młoda laska i siwiejący starszy Pan. Co do środowiska homo, jakby mniej widoczne, niestety:) Ale skoro jest to obustronnie akceptowane, czy wolno nam się czepiać…???? Ja lubię młodszych, ale ostatnio widuję się z facetem 6 lat starszym ode mnie. I daje radę, i to jak!!!! 😀
    Nie ma reguł!!!!! 😀

  • Ej, a jest na świecie ktoś, kto by nie poleciał na Fry’a?!
    (Za głos, za poczucie humoru, za QI i za frazę. Jak ten drań umie pisać…)
    No dobrze, moje szanse na randkę z Fry’em są zerowe, ale kawę/herbatę/piwo postawiłabym mu z rozkoszą i z dedykacją:)

  • mój mężczyzna życia jest 14 lat starszy i czasami być może rzeczywiście gapią się ludzie, tylko że mnie to po prostu nie obchodzi, generalnie muszę przyznać,że mnie szczegóły konfiguracyj cudzych związków także nie obchodzą, zwyczajnie nie myślę o tym; póki nikomu nie dzieje się krzywda – wszystko gra, wiek, płeć, upodobania, wygląd, nie wydają mi się tu wcale znaczącymi zmiennymi, nie mój zakichany interes co kto z kim lubi, i nie świata zasmarkany interes z kim kiedy ja co lubię i czy w ogóle;
    oczywiście stereotypy są krzywdzące, głównie dlatego,że zawierają uogólnienia, które nie uwzględniają wyjątków i zabijają wszelki indywidualizm, ale co można na to poradzić? no nic, nie? trzeba śmigać ponad tym

  • Ja jestem o jakieś osiem lat młodszy od swojego faceta. Czasem gdzieś z tyłu głowy przemyka mi poczucie, że z zewnątrz wyglądam jak utrzymanek, albo że szukający tatusia (sic!). Nikt jednak nie powiedział mi tego wprost, więc może się mylę. Wewnątrz wiem natomiast, że mentalnie zwykle czuję się o dwadzieścia lat starszy, a małżonek zachowuje się jakby był o dwadzieścia pięć lat młodszy. Naprawdę nie ma reguły na mnogość charakterów i wiek mało ma do rzeczy.

  • Drobne przejęzyczenie:
    rocznicą wieku > różnicą wieku.

  • Podczytuję sobie Dataclysm, a tam autor analizując dane z portali randkowych (biali heteroseksualiści w USA) dochodzi do wniosku, że:
    — kobietom podobają się mężczyźni w ich wieku (przed 30-tką ciut starsi, po ciut młodsi), tak do czterdziestki; a potem podobają się mężczyźni przed czterdziestką 😉
    — mężczyznom podobają się kobiety w wieku 20-24 lat;
    — jednocześnie mężczyźni deklarują, że umówiliby się z kobietą w plus-minus swoim wieku (plus minus od kilku lat do dziesięciu (średnia deklaracji), rośnie z wiekiem);
    — rzeczywistość randkowania (dane pochodziły z portalu randkowego) wypada gdzieś po środku — zwykle to partnerki są młodsze (mimo, że mężczyźni deklarują też możliwość umówienia się ze starszymi), ale jednak starsze niż optymalne 20-24 lata. Autor nazywa to ‚realizmem’.
    Notuje te dane, bo były dla mnie inspirujące.
    Dane pokazują wzorzec kulturowy, w którym to raczej partnerka jest młodsza. Ale też pokazują, że wzorzec jest wypadkową wielu ‚sił’, które nie do każdej pary muszą pasować — generalnie przyjmuje się myśl o kilkuletniej różnicy wieku między partnerami, mniej generalnie o różnicy lat kilkunastu. 20? 30? 40? Nie znam par, choć chyba 40, czy 60 Hefnera to trochę za dużo. (Swoją droga, moja dziewczyna jest ode mnie o 7 lat starsza.)

    Jeśli chodzi o związki homoseksualne, tu nie mam danych. (Autor Dataclysmu świadomie ograniczył się do białych heteroseksualistów, bo dla nich miał najwięcej danych.) Wydaje mi się, że ‚zgorszenie’ bierze się z przenoszenia wzroców damsko-męskich i na siłę ich wpasowywania.

  • Jestem w zwiazku z 22letnia roznica wieku (on starszy). Nigdy nie podejrzewalam, ze bede. Ludziom ogolnie nie przeszkadza za czesto, bardziej ja sie martwie ze „wykorzystam, porzuce” albo ze jego dopadnie jakis zdrowotny problem. Poki co – rok minal. I co? Dobrze jest. Z jakiegos powodu jestesmy na tym samym etapie – czy ja taka „dojrzala” a on nie, czy odwrotnie, czy na ukos. Jesli cos dziala, to po co sie z tym klocic… 🙂