Tego jeszcze nie było

Dzisiaj będę pisać rzeczy niepopularne.

Nie wśród mainstreamu, prawicy, etc. Wśród moich czytelników. Mam jakiś obraz czytelnika tego bloga i mam wrażenie, że przynajmniej dużej części poniższe się nie spodobają. Jestem bardzo ciekaw, czy moje wrażenie jest słuszne.

*

Po pierwsze primo, uważam, że to bardzo dobrze, że dzieło sci-fi Anity Gargas „Anatomia Upadku” zostanie pokazane w TVP. Nie dlatego, że uważam, że prawda leży pośrodku, albo że w ogóle mam w planie ten utwór oglądać. Natomiast podoba mi się bardzo pomysł, żeby to dzieło pokazać w mainstreamie, a potem przystąpić do debaty ekspertów. Zakładam tutaj, że wystąpią prawdziwi eksperci, a nie osoby zajmujące się projektowaniem siedzeń w szybowcach, którym się ubzdurało, że w Smoleńsku rosły trzy brzozy, z których dwie emitowały hel, a dowodzi tego fakt, że Lech Kaczyński miał przy sobie długopis. Debata w TVP, wsparta PRAWDZIWYMI dowodami i przeprowadzona językiem zrozumiałym dla przeciętnego wyborcy ma szansę zredukować o połowę ilość tych, co nie wierzą w ustalenia komisji Millera.

Wiem oczywiście, że jest taka część ludzi, których nie przekona nic i nic im nie pomoże, ponieważ z ich punktu widzenia największym problemem jest to, że zginął Kaczyński, a Tusk żyje. Gdy czytamy, że Tusk jest tchórzem, bo wyjeżdża 10 kwietnia, należy to odczytywać właśnie w ten sposób: Tusk jest tchórzem, bo żyje. Gdyby Tusk tchórzem nie był, postawiłby się przed plutonem egzekucyjnym i zażądał, aby strzelano celnie. Nie ma takiej ilości dowodów, pomników, profesorów i ekspertów, od której temu typowi ludzi skończyłyby się żądania. Gdyby wrak magicznie się do Polski teleportował, złożył w całość i rozpadł jeszcze raz, dowiedzielibyśmy się, że cały ten wrak to fałszywka (ba — byli tacy, co doszli do wniosku, że z Warszawy wystartowały dwa tupolewy). Oni nie pochwalą emisji filmu w TVP, bo TVP powinna film emitować na okrągło 24 godziny na dobę na wszystkich kanałach, z przerwami wyłącznie na orędzia premiera Jarosława Kaczyńskiego. Ale do tej grupy nie trafi nic. Równie dobrze można przekonywać posłankę Pawłowicz, żeby kiedyś pogadała z grupą miłych LGTB, którzy ją będą przekonywać o prawdziwości swoich związków.

*

Po drugie primo, jak wiadomo, jestem feministą. Dlatego właśnie denerwuje mnie okropnie, gdy osoby określające i podpisujące się mianem feministek dopuszczają dla kobiet tylko jeden wybór: pełną emancypację.

No więc nie. Wybór — to wybór. To proste stwierdzenie wydaje się nie do pojęcia zarówno korwinistom, jak i „feministkom”. Wstawiam to określenie w cudzysłowy, bo jest tak naprawdę kolejną wersją patriarchatu, tyle, że odgórne polecenia przychodzą z innego miejsca. Kobieta ma robić to, co JA jej mówię, bo JA wiem lepiej, a jak jej się nie podoba, to znaczy, że jest głupia i nie umie dokonać właściwego wyboru. Nie mogę strawić pogardy zawartej w tym stwierdzeniu, a dodatkowo stwierdzenie owo robi nam feministkom bardzo zły PR. Agnieszki Graff było trzeba żeby powierdzieć głośno: my, feministki, wcale wszystkie nie uważamy, że Terlikowska to gópia kura domowa. Bo my, feministki, nie jesteśmy Terlikowską i nie wiemy, co ją uszczęśliwia i czego ona chce lepiej, niż ona sama. A w odróżnieniu od męża, pani Małgorzata nie stawia sprawy na ostrzu noża mówiąc „wszystkie kobiety mają siedzieć w domu i rodzić dzieci co 12 miesięcy”, mówi tyle, że szkoda, że Kościół nie chce kobietom dać tego wyboru. No więc ja żałuję, że nie wszystkie feministki chcą go kobietom dać.

Znam pary hetero i homo, w których jedno z partnerów zostaje w domu. Bo tak chcą. Ba, znam parę hetero, w której to mężczyzna został przez jakiś czas w domu z dziećmi, bo kobieta zarabiała więcej. I to była ich wspólna decyzja, która po kilku latach się zmieniła, bo to on dostał propozycję wyższych zarobków. To jest dla mnie właśnie feminizm. Kobiety i mężczyźni w oczywisty sposób się różnią: jedno ma sisiorka, a drugie ma wedżajnkę. Jedno generalnie podnosi ciężary łatwiej (chociaż też nie zawsze), a jedno karmi piersią. I tyle. Trochę mają inną kompozycję hormonalną, co w pewnym stopniu statystycznie różnicuje im upodobania. Lecz! Są kobiety, które lubią seks. (Escandalo!) Są takie, które chadzają na seks-imprezy, uprawiają seks za pieniądze, a na proszonych kolacjach opowiadają sobie o tym, co ostatnio robiły w łóżku. No dobrze, nie w łóżku, w szopie ogrodowej na stole. (Poważnie, znam je osobiście.) Są takie, które chcą być żonami i matkami i wychowywać dzieci. Są takie, które chcą uprawiać wspinaczkę wysokogórską. Są takie, które chcą pisać poematy o różach i małych uroczych zwierzątkach. I to WSZYSTKO jest OK, dopóki ktoś ich do tych rzeczy nie zmusza. A czy ten ktoś jest korwinistą, feministką, mężem, kochanką, dzieckiem czy ojcem, to jest mi już wszystko jedno.

A żeby jeszcze dobić na koniec, mężczyźni też powinni mieć pełny wybór, a osoby od „what about teh menz?” uważam za zwyczajnie głupie.

*

Na koniec trzecie primo: nie jestem już ateistą.

Jak się okazuje, można się nawrócić z opóźnieniem. Tyle, że określenie „nawrócić” jest nieco mylące. Dodatkowo, w Polsce kojarzy się tylko z Bogiem, który ludziom zagląda pod kołdrę, lubi, gdy księża jeżdżą mercedesami i piją actimelki oraz posiada osobiste opinie na temat zawartości macic i właściwości lub niewłaściwości istnień ludzkich w zależności od sposobu poczęcia. Te opinie wysyła magicznie za pomocą telepatii wyłącznie do osób, które spędziły kilka lat w seminarium, zostały posłami POPiSu lub słuchają Radia Maryja. Ot, tak sobie wybrał ten Bóg z dużego B, bo jako istota wyższa jest wszakże kapryśny i wszystko mu wolno. (Przepraszam osoby, którym uraziłem właśnie uczucia religijne i proszę o niepozywanie mnie do sądu, gdyż ja tak niechcący.)

Ze swoimi poglądami religijnymi postanowiłem się wyautować z kilku powodów. Nie spodobało mi się otóż, że w Polsce biegli ocenili siłę wiary chętnych do zarejestrowania kościoła Potwora Spaghetti i uznali, że siła wiary jest zbyt niska, a kościół zbyt rubaszny. Czy siłę wiary zmierzono wiarometrem w kilodżizuskach? Tego nie podano, a ja bym chciał wiedzieć. Nie potrafię zmierzyć swojej siły wiary i w ogóle mnie to nie interesuje. Cudza siła wiary też mnie nie interesuje. Moje wierzenia są moje, a moich uczuć religijnych nie można urazić, bo nie jest to coś, na co mieliby wpływ inni ludzie. Nie rusza mnie darcie świętych ksiąg, odsądzanie mnie od czci i wiary (chłe chłe, czci; chłe chłe, wiary) ani obrzucanie wyrzeźbionych z drewna figur pomidorami.

Terry Pratchett przepięknie skomentował w „Pomniejszych Bóstwach” kwestię ksiąg jedynych. W książce występuje, zdaje się, bibliotekarz, który ma kolekcję religijnych ksiąg. Każda z nich na pierwszej stronie ostrzega, że jest tą jedyną prawdziwą!!! a wszystkie pozostałe to łgarstwa, oszczerstwa i bluźnierstwa!!! i bibliotekarzowi wydało się, że tak uroczo wyglądają wszystkie razem, koło siebie. Religie i święte księgi postrzegam podobnie do Pratchetta. A kup sobie jedną z nich i trzymaj w domu, nie musisz ich wszystkich stawiać koło siebie i uprawiać pluralizmu. Od mojego łóżka, mojej macicy, mojego dziecka, szkół, urzędów i parlamentów wszakże racz się łaskawie odpimpusiać, w przeciwnym razie Thor będzie uprzejmy zesłać ci znak, że się mylisz. A Thor nie jest bóstwem, które wierzy w symbolikę ulotną i trudną do zinterpretowania, więc symbolem dla szanpana lub szanpani może być spadający na głowę ciężki przedmiot w kształcie młota.

*

Na tym swe bluźnierstwa (chłe chłe, bluźnierstwa) zakończę i niewielu pozostałych czytelników, którzy przy tej notce nie eksplodowali zapewnię, że to nie jest spóźniony Prima Aprilis. Dodam też, że w notce następnej planuję pisać NIE o polityce, NIE o Smoleńsku i NIE o bankach. Bo tak się złożyło, że ze Zbrojmistrzem stuknęła nam rocznica, a ja na blogu, który miał być o miłości chyba nigdy nie napisałem o naszym spotkaniu.

  • Od dłuższego czasu mam poczucie, że jestem najbardziej prawicowa wśród lewicowców, najbardziej lewicowa wśród prawicowców, najmniej ekologiczna wśród ekologów, najbardziej – wśród antyekologów, najchudsza wśród grubych, najgrubsza wśród chudych, najmądrzejsza wśród głupich, najgłupsza wśród mądrych.
    I że chyba już Z NIKIM się nie zgadzam.
    (A słowo „wśród” w międzyczasie straciło znaczenie ;p)

    • Ray Grant

      Znaczy, nie uprawiasz myślenia pakietowego 🙂

      • Ale to męczące – być w kontrze do wszystkiego. Nie wykłócam się tylko i wyłącznie dlatego, że szkoda mi energii ;]
        Ach, no i zapomniałam o wierze: najbardziej wierząca wśród ateistów, najmniej wśród katolików.. A po pobycie w Br, gdzie miłość do Boga wyraża się choćby (firmowym!) napisem na chipsach, w ogóle wszystko mam poprzewracane.

  • Agnieszka

    W zasadzie się zgadzam, ale nie zamierzam wołać: „Pójdź, Ray, w me ramiona, tyś mój brat utracony w dzieciństwie!”, głównie dlatego, że mógłbyś, Autorze, wystraszyć się i uciec z wrzaskiem.
    Co do pierwszego primo: nie mam zdania, o dziele sci-fi pierwsze słyszę a telewizora nie posiadam.
    Co do drugiego primo: zgadzam się bardzo, bardzo. W zasadzie chciałabym być kiedyś panią domu (razie mogę „paniować” tylko swoim kotom), ale niezależnie od tego wcale nie mam chęci słuchać: „informatyka? to chyba trudne dla dziewczyny” i „kiedy w końcu wyjdziesz za mąż?”. Wybór jest ważny.
    Co do trzeciego primo: a co mnie to obchodzi? To Twoja sprawa i póki jest Ci z tym dobrze oraz nie wtrącasz się w moje życie, nic mi do tego.
    Czekam na notkę o Zbrojmistrzu.

  • arvata

    powiedziałabym „amen”
    co do tv to mnie smyra co puszczają – nie mam telewizora, nie oglądam
    co do wyboru – „feministki” rzucają mi kłody pod nogi, gdy usiłuję tłumaczyć znajomym, którzy siebie za feministki/ów nie uważają, że feminizm to wolność wyboru i równe prawa, znajomi porównują mnie matkę wkrótce dwójki dzieci, żonę z „feministkami” i uważają, że albo nigdy nie byłam feministką, albo na szczęście już się nawróciłam i nią nie jestem… Agnieszka Graff jak zwykle celnie, na temat i mądrze
    heh kiedyś agora wydała zestaw ksiąg jedynych – stary nowy testament, koran i tora – ładnie to wyglądało, szkoda że tylko te religie załapały się na serię „święte księgi”

    a na nową notkę czekam

    • Ray Grant

      No tak, bo kto słyszał o innych religiach w ogóle. Ale i tak nieźle, podoba mi się pomysł posiadania serii „święte księgi” właśnie po to, żeby sobie mogły wszystkie stać koło siebie. 🙂

      Moją ulubioną księgą brzmiącą, jakby pasowała do tego zestawu jest Silmarillion Tolkiena, tak a propos. „There was Eru, the One, who in Arda is called Iluvatar…”

  • Qrpikowa

    no i jednak się zdecydowałam skomentować, głównie dlatego, by zakrzyknąć: tak, tak, yes, si, oui i ja!!! Podpisuję się oburącz szczególnie pod punktem drugim. Bo podobnie jak Ty, jestem feministką (a mój Małżonek feministą, i to walczącym), i podobnie jak występująca wyżej @arvata wymykamy się stereotypowi,nawet jeszcze bardziej, bo jesteśmy rodzicami czwórki dzieci… Pracujemy oboje, były lata, gdy zarabiałam więcej, teraz zarabiam mniej, bo karmię piersią, ale to jedyna przewaga, jaką mam nad ojcem moich dzieci. I to wszystko nasz świadomy wybór. Tak samo jak to, że przy moich feministyczno-lewackich poglądach czytuję namiętnie pewne ultraprawicowo-katolickie forum i się w nim odnajduje, bo to forum rodziców z dużą ilością dzieci. I choć pozostaję ateistką, to nie zamierzam przekonywać nawet najbardziej gorliwych katolików, że ich wierzenia to opium dla mas i metoda zniewolenia. Jeśli im z ich przekoaniami dobrze, to nic mi o tego, o ile nie wpychają mi ich do gardła przy pomocy rury pod napięciem…
    Ech, pamiętasz co Ci napisałam pierwszy raz, jak się do Ciebie odezwałam? To nadal aktualne! I nadal się zgadzamy tak doskonale…

  • Mój drogi,

    jesteś już zapewne wystarczająco rozczarowany chórem zgodno-pochwalnym, by Cię nie zdołował fakt, że się z Tobą zgadzam. Jak się to nam podejrzanie często zdarza – ciekawe, dlaczego? Jeśli mnie skleroza nie myli, dopiero amsterdamskie prostytutki zdołały wprowadzić nam – niewielką, bo niewielką, ale zawsze – różnicę zdań. Ale wiesz – feminizm to nei zakon. Nawet tu zdarza się pluralizm (excusez le mot) i różnorodność poglądów. Więcej tu kolorów niż w tęczowej fladze 😉 Co ma swoje przeurocze strony, jak choćby własnie możliwość rzucenia się rejtanem w obronie prawa Małgorzaty Terlikowskiej do wolnego wyboru 😀

    • Ray Grant

      Cóż, jedno mi się na pewno udało, napisać NIEwyraźnie, że mówię o pewnym podzbiorze feminizmu :>

  • gothmucha

    Z pierwszą i trzecią częścią polemizować nie będę, bo z obydwiema się zgadzam i mogę się pod nimi podpisać wszystkimi kończynami. Natomiast z drugą mam pewien problem.

    Jasne, powinno być tak jak napisałeś i każdy powinien mieć prawo wyboru swojej drogi życiowej. Problem zaczyna się tam, gdzie pojawia się symetryzm – że nie tylko panowie w czarnych sukienkach i Terlikowski chcą decydować za nas, ale złe feministki również. Oczywiście, wśród feministek jak w każdej grupie znajdą się osoby, które zachowają się tak, jak to opisujesz, ale feminizm to nie kościół i nie ma jednej grupy decyzyjnej i jednej papieżycy, która mówi, jak żyć i dlaczego tak.

    Wśród moich znajomych feministek (a nam ich sporo, zresztą sam jestem feministką) reakcje na wywiad z Terlikowską były różne, ale raczej nie zauważyłem wielu głosów potępiających jej wybór bycia żoną swojego męża, natomiast bardzo wiele tych potępiających jej hipokryzję w sprawie antykoncepcji, indoktrynowania dzieci i, co równie ważne, wspierania wizji, że taki los, jaki wybrała, jest tym, którym powinny wybierać wszystkie kobiety. Bo to nie jest tak, że Terlikowski stawia sprawę na ostrzu noża, a Terlikowska nie. Ona też stawia, ale nie wprost, za to opisując to, że pozwala swoim dzieciom kolegować się tylko z tymi dziećmi, które pochodzą z rodzin „pełnych” z punktu widzenia jej poglądów.

    Dodatkowo, zarzut w stronę feministek, że nie pozwalają wybierać, bardzo często pada z prawej strony jako przykład na to, że złe feministki tak samo narzucają swoją wolę jak kościół katolicki. I niestety Twoja notka się w to wpisuje i może posłużyć jako wygodny kij do okładania nas wszystkich i podbudowywania tej fałszywej symetrii.

    Nie znam wszystkich feministek świata i nie wiem, jakie feministki znasz Ty, mogę mówić tylko o tych które znam i mam w swoim otoczeniu. I trochę bym nie chciał, żeby chochoł ustawiony w pierwszej linijce tej części Twojej notki posłużył do dawania im po głowach, bo na to nie zasłużyły.

    • Ray Grant

      Momencik, ale ja przecież nie piszę o WSZYSTKICH feministkach. Piszę o kilku, na które napatoczyłem się osobiście lub które komentowały tutaj. „Nie mogę strawić pogardy zawartej w tym stwierdzeniu, a dodatkowo stwierdzenie owo robi nam feministkom bardzo zły PR. Agnieszki Graff było trzeba żeby powierdzieć głośno: my, feministki, wcale wszystkie nie uważamy, że Terlikowska to gópia kura domowa […] żałuję, że nie wszystkie feministki chcą go [wybór] kobietom dać.”

  • Ewa

    Nie, wcale nie eksplodowałam. Widać wcale nie jesteś tak kontrowersyjny jak Ci się zdaje 🙂
    Bardzo się cieszę też, że jednak większości spodobała się ta notka i Twoje wrażenie nie było słuszne.

    Moja ateistyczna „dusza” rwie się żeby trzecie primo odrzucić, ale tak ładnie napisałeś, nie wspomniałeś o czciach i obrzędach (;p), modleniu się i składaniu ofiar, więc mogę sobie darować… Zresztą człowiek się całe życie uczy i zmienia, może też sobie kiedyś uroję* jakieś bóstwo, kto to wie?

    * zwrot z mojego ateistycznego słownika

  • i_am_keyser_soze

    Ciekawe, bo mam podobnie. Czasem czytam czy słyszę komentarz na jakiś temat wygłoszony przez osobę z którą, jak sądzę, jest mi po drodze. Cóż z tego, jak w tej sprawie właśnie nie jest. Mam wtedy nieprzyjemne uczucie bycia hipokrytą przez proxy.

    • Ray Grant

      Bardzo mi się podoba określenie „hipokryta przez proxy”. 🙂 Poza tym, to chyba pierwszy raz, gdy rozpoznaję komentatora z gazeta.pl i cieszę się na jego widok.

      • i_am_keyser_soze

        Lubię to bagienko o nazwie gazeta.pl, ale faktycznie sławę ma zasłużenie złą 😉 Gdy przeczytałem twoją ksywę to coś mi drgnęło w zwojach mózgowych, krótki gugiel i voila! bywamy na tych samych blogach, choć ja jestem tylko czytaczem a ty komentujesz. Akurat napisałeś notkę na temat, który mnie ostatnio strasznie męczy. Uwiera mnie to, że jak już się wprowadzisz do jakiegoś pudełka to nie ma bata we wsi, masz w nim siedzieć do końca żywota twojego, bo ci współmieszkańcy nie wybaczą przeprowadzki. Zarzucamy to Terlikowskim tego świata, ale sami nie jesteśmy lepsi. A ja chciałbym być lepszy, chociaż próbować.

  • Mam wrażenie, że można być autorytarną feministką, jak i liberalnym katolikiem.
    To nie tyle sprawa poglądów, a raczej usposobienia (chęć narzucania wszystkim innym swoim poglądów).
    Bo lewica i lewactwo nie jest od tego wolne (choćby słynna antynikotynowa, w wymowie swej antywolnościowa obsesja wielu lewaków.

    Zresztą, ja w ogóle mam w gruncie rzeczy pseymistyczną teorię, że wiekszość ludzi (i lewaki i prawaki, i mohery i lemingi, i młodzi wykształceni i starzy niewykształceni) uwielbiają innym kształtować ich życie.
    I każdy inny jest zły, każdy, kto wybiera model, delikatnie choć odbiegający od normy )która przecież nie istnieje).
    I mozna kogoś hejtować za 4-kę dzieci, tak samo (czasem nawet może i te same osoby) mogą innych hejtować za brak dzieci
    itd itp, nie dziwi nic.

    • Ray Grant

      „antynikotynowa, w wymowie swej antywolnościowa obsesja”
      No nie, to jednak zwyczajnie śmierdzi — pomijając nawet fakt, że bierne palenie szkodzi. Nie uważasz, że osoba paląca przy mnie kształtuje mi moje życie swoją antyzdrowotną obsesją wielu prawaków? Tu niestety nie widzę miejsca na kompromis inny niż przedziały dla palących i dla niepalących.

      No i nie wiem skąd wrażenie, że zakazy palenia wymyślili lewacy.

  • Feministki, jak każda inna „grupa”, potrafią popadać w skrajności. I tak bardzo pragnąc wolności tracą rozeznanie, co nią jest 🙂
    Co do świętych ksiąg to chyba ja jestem taką osobą, która ma szeroki kąt patrzenia i jestem na dobrej drodze do posiadania wielu najświętszych ksiąg obok siebie 😉 Na razie sąsiadują ze sobą Szatańskie wersety 😉 Biblia, Bhavagatt coś tam…

    • Ray Grant

      Szatańskie Wersety obok Biblii? Jesteś moją nową bohaterką pozytywną 😉 (e tam nową…)

  • Magda

    Punkt 1: pełna zgoda
    Punkt 2: tak, właśnie tak!
    Punkt 3: Not really my business. Fajnie, że nie można urazić Twoich uczuć religijnych. Czekam, aż inni pójdą za tym przykładem.
    Pozdrawiam 🙂

  • roussefolle

    Popieram 1 i 2, zaś cudza wiara w LPS mnie nie wzrusza, dopóki mi nie każą jeść makaronu z keczupem:)
    No i jestem antynikotynistką.

  • No i nie wyszedł ci bulwers z kontrowersją.

    Zwłaszcza, że wobec tak postawionych poglądów, ciężko mi nawet trollować. Co do 1, mogłobym powiedzieć, że mnie to prymitywny kręgowiec wodny, z TV oglądam niemal wyłącznie kanały dla dzieci, oficjalnie po to, by wiedzieć co oglądają moje dzieci, a nieoficjalnie chyba odrabiam sobie te poranki gdy nie było Teleranka.
    Ale wisz, z tym pokazaniem propagandówki PiS i GP mam jedną obawę — Oficjalna Polska Polityka Me(n)dialna ™ opiera się na zasadzie Prawda Leży Po Środku ™, więc boję się, że wszystko zostanie spieprzone. Innymi słowy w Smoleńsku była katastrofa, ale coś jest na rzeczy z tym Tuskiem pomagającym Putinowi celować z Trzmiela do Tupolewa. Na dokładkę do telewizji nie zaprasza się Tru Ekspertów (bo oni mówią nudno i spokojnie) tylko „Eskpertów”, więc boję się, że do dyskusji na temat filmów zaproszą Gosiewską, Cejrowskiego i Palikota.

    Co do 2, nie powiedziałobym, że to są feministki, raczej ponownie feministki w cudzysłowie. Do każdej „grupy interesu” (bez skojarzeń) przyłączają się osoby, jakby to łagodnie rzec, „tacy, co lepiej wiedzą, jak wypada poprawnie żyć” — jak śpiewał Lady Pank kiedy jeszcze dało się ich słuchać. #ludziektórzy wierzą, że najprostszym sposobem zapewnienia ludzkości szczęścia jest zmuszenie ich do bycia szczęśliwymi, jedyne co się zmienia, to recepta na owo szczęście. Ja też znam osoby hejterzące kury domowe (no po cholerę ona na te studia szła, dwadzieścia pięć lat i już ma dziecko) ale nie powiedziałobym, że są to feministki czy w ogóle jakieś osoby o poglądach lewicowych, raczej w hejcie na osoby typu Terlikowska celują przedstawicielki Biurowej Klasy Średniej. Nierzadko dochodzi tu pewna dziwaczna zazdrość (ja też chciałabym być na utrzymaniu męża tylko albo go nie mam, albo zarabia zbyt mało — warto zauważyć, że „zbyt mało” też jest pojęciem względnym — a potem moje podatki idą na utrzymanie takich Terlikowskich). Oczywiście nie jest to jedyna przyczyna hejtu, są też osoby które po prostu uważają, że to czarna niewdzięczność, że kobiety typu Terlikowska istnieją po tym jak „wywalczyliśmy” prawo kobiet do pracy i decydowania o własnym życiu, a one nie chcą o swoim życiu zdecydować w taki sposób jak nam się podoba, no dosłownie piąta kolumna.
    Mi w poglądach Terlikowskiej przeszkadzają inne rzeczy. Nie podoba mi się pranie mózgu, jakie funduje swoim dzieciom i opowiada to bez najmniejszej żenady, ale powiedzmy sobie szczerze — każde wychowanie jakieś tam memy dziecku wpaja i pewnego dnia dziecko samo zadecyduje, czy te memy łyka, czy nie, tego uniknąć się nie da. Nie podoba mi się jej gowinowsko-niesiołowskie podejście „no ja wiem, że takie osoby istnieją, ale wolałabym by nie istniały”, gdyż stąd jest tylko krok od czynnego dbania o to, by nie istniały. Gdyby nie to, nie przeszkadzałaby mi w ogóle, choć może powspółczułobym jej bucowatego męża stosującego szantaż emocjonalny.

    Co do 3, w którym poruszasz dwa tematy, pierwszy jest prostszy, ja też wierzę w pewne… sprawy, choć zdaję sobie sprawę z nieracjonalności owych wierzeń, więc nie próbuję sobie nimi tłumaczyć różnych życiowych zawijasów. Nie przeszkadzają mi osoby wierzące, co najwyżej mogę #facepalma zrobić, jak ich wiara doprowadza ich do stanu bycia ortogonalnym do rzeczywistości. Przeszkadzają mi misjonarze jedynej słusznej religii, nie ważne jak się ona nazywa (choć dwie nazwy w dzisiejszych czasach dominują w dyskursie), rytuały puste duchowo, za to pełne zadęcia i tak dalej.
    Co do wyznawców wszechmakaronu, jestem jednak w stanie zrozumieć tok myślenia komisji. Religia w Polsze to Serious Business ™, zaś pastafarianie powstali jako parodia religii, która miała obnażać nonsensy głoszone głównie przez ewangelikanów w USA (to ci świętsi od papieża, Rydzyka i Natanka razem wziętych). Być może są ludzie, którzy potraktowali ją serio, ludzie w dziwniejsze rzeczy wierzą i nic mi do tego, ale nie czarujmy się, to jest „mock religion” i taki jest cel większości „wyznawców”. Na to nakładają się jeszcze historie z rejestrowaniem firm jako związków wyznaniowych, by mieć preferencje podatkowe. Dlatego raczej historia rejestracji Kościoła Latającego Potwora Spaghetti powinna (i mam wrażenie, że taki był między innymi cel tej próby) skłonić do zapytania, po cholerę ciężką w Polsze w ogóle należy rejestrować jakieś religie i czemu religie mają mieć jakieś inne prawa niż dowolna inna organizacja pożytku publicznego? Tyle, że w tym kraju owo pytanie zadadzą sobie wyłącznie osoby, które zadawały je sobie również zanim dokonano tego „bluźnierstwa”…

    • Ray Grant

      Ad 2. Mi się w poglądach Terlikowskiej dużo rzeczy nie podoba, ale szanuję jej prawo do ich posiadania. Domagam się tylko tego, żeby ona, wraz z mężem i dziećmi, szanowała moje prawo do posiadania moich. Niestety, tak nie jest. I nie tylko ona chciałaby mi zmieniać moje poglądy siłą, niestety.

      Ad 3. W Polsce jest zarejestrowany Zakon Braci Zjednoczenia Energetycznego, ilość wiernych 100. Serious Business, myślisz? Być może. Celem posiadania preferencji podatkowych, czyli Business na pewno. Ale dlaczego w Polsce ma istnieć jakaś komisja, która decyduje, kto może zakładać Serious Business, a kto nie? Przecież to jest forma cenzury.

      W ogóle to mógłbym Ci całą notkę napisać w odpowiedzi, przepraszam, że tak krótko 🙂

  • Witaj,

    Odnośnie Gargasodzieła – zgadzam się po całości, dobrze prawi, dać mu piwa.

    Co się tyczy feministycznego hejtu na matki wielodzietne – ja tak właśnie mam, że uważam, iż nie po to kobietę stosunkowo niedawno uznano ( prawda, że z oporami i nie wszędzie) za człowieka, żebyśmy w domu siedziały, pielęgnując demografię. Nie znoszę dzieci, brzydzę się ciąży, zaprawdę wolałabym wiosłować na galerach aniżeli zostać typową polską małomiasteczkową żoną niepracującą na łasce mężusia – i nie potrafię nijak wzbić się ponad wysoce subiektywną swą perspektywę. Inna sprawa, że w zetknięciu z konkretną, a sympatyczną jednostką dzietną histeryczny beton poglądów mych nieco odpuszcza. Odnośnie pkt. 3 – Ray, niechajże Ci wyjdzie na zdrowie, jeno -Ty tak na serio-serio z tym przedmiotem w kształcie młota? Mam wrażenie, iż jestem jedyna spośròd Szanownego Towarzystwa, ktòra w kompletnie nic nie wierzy. Jak to miło, zostałam ekstremum. Pozdrawiam!

    • Ray Grant

      „Odnośnie pkt. 3 – Ray, niechajże Ci wyjdzie na zdrowie, jeno -Ty tak na serio-serio z tym przedmiotem w kształcie młota?”

      A jakiego rodzaju różnicę zrobi Ci moja deklaracja w przód lub tył?

      • Zrobi. Ale jaką, to Ci może wyjaśnię przy okazji.;)

  • Jiima

    @Ray
    „Zakon Braci Zjednoczenia Energetycznego”

    No to właśnie o tym mówię, od tamtych szaleństw zrobili się ostrożni, bo jak pamiętam, to nawet sławny Business Center Club usiłował się zarejestrować jako związek wyznaniowy, bo to się opłacało.

    Serious Business był z tradycyjnym ostrzeżeniem o sakrazmie,

    Poza tym celem FSM-owców jest obnażanie słabości prawodawstwa związanego z religiami (które IMAO powinno się sprowadzać do „każdy ma prawo wierzyć w co mu się podoba i nic innym do tego. Każdy ma prawo do uprawiania dowolnych praktyk religijnych (i innym nic do tego) o ile nie łamią one prawa.), więc nic dziwnego że ktoś w komisji doczytał i stwierdził, że nie chce się w to bawić. Jednak teraz kolejnym ruchem FSM-owców powinno być zażalenie, w którym powołają się np. na wspomniany zakon braci zjednoczenia czy cóśtam.

  • Ad 1. Nie zgodzę się. Wrzucanie w mainstreamową, publiczną telewizję filmu o ufoludkach sadzących brzozę na torze kolizyjnym i podlewających ją helem bardzo uwiarygadnia spiskologów. Mądrze mówiący eksperci będą po filmie i będą mieć dużo mniejszą siłę przebicia niż mroczne akordy, kadry z przebitką i głosy z offu mówiące o spiskach, bo, hm, będą mówić o fizyce, matematyce, obciążeniach, sile nośnej, ciągu etc, a kto to panie pamięta ze szkoły. Niestety, argument „w telewizji pokazali, więc to musi być prawda” jest wciąż bardzo silny w narodzie.
    Owszem, do niektórych się to przebije dzięki debacie i porównaniu argumentów, ale to raczej do tych, którzy i tak są jakoś za pan brat z liczeniem i fizyką.
    2. Oczywiście. Mój wybór nie unieważnia ani nie odbiera znaczenia wyborom innych kobiet. Ktoś twierdził inaczej? Mam wrażenie, że bijesz się z prawicowym chochołem, jakoby podłe feministki chciały zakazać bycia gospodyniami domowymi i matkami wielodzietnymi.
    3. Who cares. Dopóki nie przyjdziesz mnie nawracać, nie zdejmiesz z podatków obowiązkowych danin na chramy i merlinów, i nie wprowadzisz młotkowania do przedszkola mojego pomiotu, to rób sobie co uważasz z własną metafizyką.

  • @Navaira
    Niniejszym oświadczam, że zmieniam zawód i zostaje prorokiem. Przeszkadza mi trochę w tym fakt, że nie jestem brodatym facetem po pięćdziesiątce pochodzenia semickiego, ale who cares. Miałom rację. Ekspertami okazał się „redaktor” smoleńskiego portaliku, oraz „profesor” (pisane w cudzysłowiu, bo nawet jeśli facet jest profesorem na AGH to swoimi tezami kompromituje tytuł) z zespołu Macierewicza (to nowa jednostka chorobowa w psychiatrii, więc może raczej „cierpiący na zespół Macierewicza”). Oczywiście w ramach „symetrii” i prawdy leżącej po środku, bo byli też kompetentni inżynierowie, oraz redaktor Wyborczej (z całym szacunkiem do syzyfowej pracy Wyborczej, żaden z tamtejszych redaktorów nie jawi mi się jako ekspert od czegokolwiek, a zwłaszcza od lotnictwa).

    @Naima
    Ad2:
    Takie osoby istnieją. Spora część jest pci żeńskiej (faceci na ogół mają temat w d…). Część deklaruje się jako „feministki”, choć same nierzadko nie wiedzą, co to słowo znaczy, ewentualnie w niektórych dziedzinach życia głoszą poglądy tak podobne do stereotypowego obrazu feministki (głównie chodzi o to, że są to na ogół kobiety pracujące, „wyzwolone”, mające wyższe wykształcenie, nierzadko bezdzietne i singielki, wiem że stereotyp z d… wzięty, ale co ja na to poradzę, tak mówi Lud) że są za nie brane. Tak więc to nie prawicowy chochoł tylko conajwyżej niezbyt szczęśliwie przypięta etykietka

  • Jiima, to ja wpadnę na dniach, udziergam Ci brodę proroka. Ewentualnie dorzucę powłóczystą i fałdzistą kieckę z czasów, gdy było mnie więcej, żeby malowniczo na Tobie trzepotała, gdy Cthulhu ześle natchnienie w porywie wiatru.
    Wiekiem się nie martw, z czasem nadgonisz.

    A eksperci – było w miarę do przewidzenia, jak ktoś oglądał poprzednie „wielkie debaty” w tv – ma być jarmark i pyskówka.

    Co do tego, że istnieją byty, mówiące o sobie „feministki” ale nie mające wielkiego pojęcia o czym mówią, tak, owszem. Tak, jak istnieją „naukowcy” i „eksperci lotnictwa”. Tylko wolę, żebyśmy nie prowadzili dyskusji lolając, że eksperci lotnictwa pieprzą o helu i trotylu, jeno zaznaczali wyraźnie że mówimy o „ekspertach”. Am I clear?

    • Ray Grant

      Ja bym się jednak upierał, że to nie jest to samo. Bycie feministką jest czymś, co można zadeklarować samej lub samemu. Nie istnieje Wielka Rada, która rozważa podania o członkostwo, nie ma legitymacji Feministki Stopnia I lub II. Bycie ekspertem lotnictwa wydaje mi się jednak prostsze do zdefiniowania. I dlatego jestem jednak TVP zawiedziony, bo miałem nadzieję, że w debacie ekspertów lotnictwa wystąpią eksperci lotnictwa.

  • @Naima
    Ale, będąc dalej analno-retentywne bo wciąż jestem na obczyźnie w Małopolsce i wciąż mam paskudny humor, przecież właśnie mówisz to samo co gospodarz:

    „Dlatego właśnie denerwuje mnie okropnie, gdy osoby **określające i podpisujące się** mianem feministek dopuszczają dla kobiet tylko jeden wybór: pełną emancypację.” (podkreślenie własne)

    W Polsze wiele ludzi określa się i podpisuje. PiS określa się jako prawica, SLD jako lewica, że o Ruchu Poparcia (niewiadomo już czego) nie wspomnę. Ba, w wypadku omawianych niewiast nawet mogą się one udzielać w organizacjach feministycznych, może nawet coś pożytecznego zrobiły. Nie problem bowiem w głoszonej ideologii, tylko w przekonaniu, że ta ideologia jest jedyna słuszna. Ot, fanatycy są wszędzie i należy ich krytykować, bez względu na to, jak słuszne i zbawienne poglądy promują.

    A co do proroctw, to raczej uwaga pod adresem gospodarza, który w swym niezmąconym optymizmie wierzył, że tym razem będzie inaczej.

    • Ray Grant

      Ruch Poparcia Czego Popadnie 😉 Rupoczepo w skrócie.

      O tych lewicach i prawicach pisałem jakiś czas temu, kategorie się zużyły. PiS jest w pewnych kwestiach bardzo lewicowy, SLD o wiele bardziej prawicowy. Rupoczepo ze swoimi propozycjami dla rynku pracy wykracza dalej, niż najbardziej zdziczała holenderska liberałoprawica. Właściwie ciężko mi w Polsce wskazać partię, która naprawdę jakoś sobie radzi z pakietowaniem poglądów i np. deklarując się jako prawicowa tak się też zachowuje. Chyba tylko konserwatywne skrzydło PO.

  • Ray Grant

    Uprzejmie zawiadamiam, że nie umarłem 😉 tyle, że mam gościa z Australii. Za parę dni poodpisuję grupowo. Ale generalnie Jiima już odpisało za mnie.

    No i oczywiście trochę mi wstyd mojego optymizmu…

  • Odwodnik

    Ja się odniosę do punktu drugiego. Wpisujesz się nim w bardzo szeroki nurt myślenia „Jestem feministą, ale…”. Jestem głęboko przekonana, że w feminizmie chodzi o równe prawa i możliwość wyboru. Możliwe , ze istnieją odłamy pod hasłem „Samiec twój wróg” ale nie zajmujemy się nimi teraz. Ja się nie dziwię, że sprawa Terlikowskiej wywołuje kontrowersje, ale nie przypominam sobie ani jednej publicznej wypowiedzi, która odmawiałaby tej kobiecie prawa do wyboru i urodzenia piątego dziecka. Ani jednej wypowiedzi feministki, która by pouczała Terlikowską jak ma żyć. Za to czytałam kilka polemik z nieistniejącym chochołem. W tym Twoją. Nie twierdzę, że takich wypowiedzi nie było, ale nie robiłabym z nich zjawiska.

    A ocena wyborów Terlikowskiej to już zupełnie inna kwestia. Wybacz ale jako facet może nie jesteś wyczulony na obrzydliwy zwyczaj wtłaczania kobiet w wyraźne ramki (i często szczucia ich przeciw sobie): matki- Polki, bizneswoman, wózkary, feministki, kury domowe – przykleja się łatkę i wszystko wiadomo. A ja widzę, że Terlikowska nie jest przedstawicielką wszystkich kobiet, które się decydują na zostanie w domu i wychowywanie dzieci, więc krytyka jej konkretnych wyborów, to nie jest zmuszanie wszystkich do „pełnej emancypacji”.

    • Ray Grant

      Nieistniejący chochoł komentował u mnie na blogu już kilka razy 🙂

      No i dlaczego ustawiasz sobie wroga — „Możliwe , ze istnieją odłamy pod hasłem „Samiec twój wróg” ale nie zajmujemy się nimi teraz”? Bo ja się właśnie tymi zajmowałem.

  • Odwodnik

    A chyba, że:). Jeśli mówisz o ekstremach to się zgadzam, tylko dlaczego to ma być kontrowersyjne:)

  • Akara

    Ja już się od dawna nie wtrącam do „Smoleńska”. Przez to jak się to wszystko zaczęło moje zainteresowanie było z dnia na dzień coraz mniejsze. Robiłam coś gorszego zdaniem wielu niż Ty (jeśli mówić o tym co się ludziom nie spodoba), bo nie stanęłam po żadnej stronie. A nawet nim przestałam się interesować „Smoleńskiem” to byłam w pewnym sensie przeciw jednym i drugim. Przy takiej postawie nie można liczyć na niczyją pochwałę. Uważałam, że należy dojść do prawdy i nie ogłaszałam od początku jaka ta prawda jest. Za to obie strony były tutaj wszechwiedzące. Dla późniejszych wyjaśnień jakoś szybko straciłam zainteresowanie, za szybko straciłam złudzenia, że ludziom zainteresowanym tematem chodzi o jakąś prawdę.

    Dlaczego ludzie od Kaczyńskiego byli wszechwiedzący to wiadomo. Większość osób, które tutaj zaglądają doskonale wie o co chodzi to i tłumaczyć nie muszę. Tylko, że druga strona sporu też wykazała się wszechwiedzą wziętą z niczego, dlatego że od pierwszego dnia w swoim jasnowidztwie ogłosiła, że winni są piloci. Też od pierwszego dnia doskonale wiedzieli co się tam stało. Tutaj jest o tym, że niektórzy mówili, że winny Tusk, bo żyje (czy tam w domyśle, bo nie leciał razem z Kaczyńskim, a mogli albo razem lecieć wcześniej i żyć, albo razem później i razem zginąć). Ale ta druga strona bez żadnych dowodów zrzuciła winę na tych nieżyjących. Dla mnie wyglądało to jak umówienie się, że piloci nie żyją to oni będą winni, a czy ktoś inny coś zawinił to już mniejsza z tym. Nawet odrzucając od razu zamach, bez przyjrzenia się samolotowi, bez sprawdzenia, bez przepytania świadków, bez żadnych podstaw (żeby nie siać paniki wśród ludzi możliwością wystąpienia i takiej ewentualności, żeby uspokoić, że to nie zamach nawet jeśli nic jeszcze zbadane nie zostało, możliwość zamachu wykluczona nie była, również to miało być sprawdzane) to wina mogła być w samym samolocie (za co winni byliby ci, którzy tego nie stwierdzili i pozwolili na to żeby samolot latał, a ci ludzie byli i w Rosji i w Polsce), wina mogła być też po stronie lotniska (znowu mielibyśmy winnych, lub współwinnych wśród żywych), piloci mogli być wprowadzeni w błąd, mogły być też inne możliwości.

    Jednak najgorsze było to, że niektórzy z tych przeciwnych Kaczyńskiemu dla sprawy kłamali, że to nie w stylu Rosjan zabijać ludzi i w ogóle do czego to Rosjanie nie są zdolni (pisząc Rosjanie nie chodzi oczywiście o wszystkich, tylko o tych, którzy są posłuszni obecnej władzy, tych, którzy ją popierają). Ja przed oczami miałam pewną zabitą dziennikarkę, innych ludzi zabitych w Rosji z powodów politycznych, więzionych, tych bitych za to, że są gejami (również przez rosyjską policję i służbę więzienną). Słuchając tłumaczeń w których Rosja była przedstawiana jako inne państwo, jedynie mogłam się uśmiechać pod nosem. Czy to już trzeba uciekać się do takich kłamstw po to żeby udowodnić komuś, że zamachu nie było? Takie tłumaczenia nawet mogą szkodzić tym, którzy są prześladowani w Rosji.

  • Akara

    „No więc ja żałuję, że nie wszystkie feministki chcą go kobietom dać.”

    Ja jestem za dawaniem wyboru, ale rozumiem te feministki, którym się to nie podoba. Tutaj można widzieć dalszą perspektywę i przez to zniechęcać. Kiedy większość kobiet decyduje się zostawać w domu to kobieta zaczyna być mniej warta w oczach większości. Mniej warta jako pracownik, mniej warta jako dziecko (dla rodziców wtedy ma większe znaczenie, czy urodzi się syn, czy córka), zaczyna się myślenie nad tym, aby dziewczynki wychowywać inaczej niż chłopców, bo i inną rolę kobiety pełnią, rodzice będą faworyzować chłopca, bo on będzie robił karierę, a kobieta może sobie przecież zostać w domu i być na utrzymaniu męża, pracodawca może zwolnić tylko na tej podstawie kobietę, która ma męża (bo mąż może o nią zadbać), zamiast faceta, który przecież ma na utrzymaniu żonę i dzieci, może zaczynać się myślenie, że też nie warto wkładać tyle pieniędzy w wykształcenie kobiet skoro się to nie zwróci, bo większość kobiet woli dom, a nie pracę, a w domu pewne umiejętności potrzebne nie są, to też presja na pracujące kobiety widzieć, że większość jej koleżanek myśli o ustalonym przez społeczeństwo dobru dziecka, o tym, że dziecko powinno mieć matkę obok siebie, a ona jest inna, myśli o pracy, a nie o dziecku itd. Na to zwracają uwagę feministki przeciwne temu żeby kobiety zostawały w domu.

    • Akara

      W każdym razie dodam tylko, że nie jestem zdecydowanie przeciwko takim feministkom, które mają swoją wizję. Zależy jeszcze jak to robią. Zależy w jaki sposób wyrażają swoje poparcie dla pracujących kobiet. Można to robić bez ataków na osoby, które chcą od życia czegoś innego. Działanie w ten sposób byłoby najlepsze.

      Tylko, że to jest bardzo trudne, kiedy pojawi się atak z drugiej strony. Ignorować, nadstawić drugi policzek? Jak zaatakować precyzyjnie tylko tych, którzy atakują, bez obrażania innych? Czasem wie się tylko tyle, że ta osoba została w domu, więc nie można zaatakować czegoś innego.

      Z tego często bierze się ta nienawiść. Pojawia się wielu niegrzecznych i niemiłych zwolenników tego żeby kobiety zostawały w domu, padają raniące słowa wypowiadane przez osoby zostające w domu w kierunku pracujących kobiet. Co wtedy? Jak reagować?

      Ktoś obrażany może i chciał inaczej, ale go zdenerwują i nie wytrzyma. Zrobi dokładnie to samo, ale już przeciwko tym, które zostały w domu. Należy im się, bo w końcu one pierwsze obrażały. Niech poczują to samo, co my pracujące czułyśmy. Mnie boli to ciebie też zaraz zaboli wredna istoto. Będzie zemsta. W końcu też potrafimy zrobić to samo, odnieść zwycięstwo przy pomocy naciąganych argumentów, wyszukać coś co ośmieszy, pokazać to co złe w twoim życiu, co tobie grozi, też potrafimy zaatakować twoją rodzinę i zgadywać jak wygląda twoje życie. Jakbyś milczała i nas nie obraziła to by ciebie nie spotkało. Myślałaś, że wygrywasz, ale walcząc w ten sam sposób co ty zmiażdżyłyśmy cię. Nie każdy musi być na tyle szlachetny żeby wysłuchać twojego obraźliwego gadania i się nie zdenerwować. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie.

      To jest właśnie pewien problem. Chęć dowalenia tylko tym, które obrażały zamienia się w obrażanie wszystkich kobiet, które zostawały w domu. Nawet tych, które pracujących kobiet nie obrażały.

      Dlatego radziłaby akcji odwetowych nie brać na poważnie.

      Czasem jest to w ogóle tylko wojna trolli, jeden troll napisze temat, który ma zdenerwować, drugi troll zaczyna trollować autora tematu i tak się zaczyna.