Temat, który nigdy się nie starzeje, czyli fucking friends

Tym razem materiału do rozważań dostarczył Onet. Już tytuł „Seks z przyjacielem – namiastka związku?” wiedzie nas w niezwykle ciekawe regiony psyche autorki, ale nie uprzedzajmy faktów…

F…k friend, sex friend, a ostatnio: shagbuddy. Tak Amerykanie nazywają „przyjacielski układ z erotyczną korzyścią”, który wybiera też coraz więcej Polaków.

Droga autorko, przysięgam na wszystko, co mi drogie, że żadni Amerykanie nie używają określeń „fuck friend” ani „sex friend”, chyba, że są imigrantami w pierwszym pokoleniu. Co do shagbuddy się nie założę, bo tego nie znam, ale przynajmniej ma jakiś sens. W Urban Dictionary pojawia się dość zabawna definicja „sexfriend”. Ma 96 feedbacków. „Fuck buddy”, które jest określeniem istniejącym w rzeczywistości pozaonetowej, ma feedbacków osiem tysięcy.

Bzdura! To nie jest żaden wybór – kręci głową Ewelina (imię zmienione na prośbę bohaterki), 30-latka z Białegostoku, od pięciu lat w Warszawie, od pół roku „w relacji seksualnej” z przyjacielem z liceum. – To raczej brak wyboru. Konieczność. Przecież ja nie przestaję marzyć o stabilnym związku i założeniu rodziny!

No pewnie. Przecież nikt na świecie nie przestaje marzyć o stabilnym związku i założeniu rodziny! (Ciekawe, czy imię „Ewelina” oryginalnie brzmiało „mój palec wskazujący”).

Kiedy zbliżałam się do trzydziestki, czyli wkraczałam w podobno najlepszy seksualnie czas dla kobiety, nadal byłam singielką. Wtedy spotkałam Adriana i… chyba nie miałam wyjścia – dodaje.

No chyba nie, zważywszy na to, że w Polsce mieszka tylko jeden mężczyzna.

Amerykańscy badacze Mikayala Hughes, Kelly Morrison i Kelli Asada już 10 lat temu opracowali definicję „sex- friends” jako pary przyjaciół, która z różnych powodów zdecydowała się uprawiać ze sobą seks.

Iluż lat badań trzeba było na opracowanie tej definicji, to nawet nie chcę myśleć, ale cieszę się, że granty dla uczelni są wydawane w sposób sensowny.

Amerykanie zbadali, że ponad połowa studentów miała w swoim życiu choć jednego „friend with benefit” (przyjaciel z korzyścią),

BENEFITS. Dlaczego to jest aż tak trudne do napisania poprawnie? Fafnasty artykuł o fuck friends i friend with benefit, który widzę.

ostrzej nazywanego także „shag buddy” (dosł. „przyjaciel do pieprz…a”).

 

Pani Magdaleno, polecam słownik, tam można się dowiedzieć ciekawych rzeczy. „Shag” jest równie ostre jak „crap”. Shag buddy to przyjaciel do bzykania. #wowostre

Dr Agata Loewe, psycholog i seksuolog, założycielka Instytutu Pozytywnej Seksualności, przestrzega przed „myleniem emocji”. – Zdarza się, że przyjaciele lądują w łóżku po alkoholu albo w chwilach słabości, właśnie dlatego, że „pomylili emocje”. To oznacza, że stabilność, bezpieczeństwo czy zrozumienie, które oferuje nam przyjaciel, mylnie odczytaliśmy jako miłość, pożądanie.

Tu wstawić film z Madonną i Rupertem Everettem.

Istnieją różne naukowe teorie psychologiczne na temat różnic w przyjaźni i miłości. Jedna z nich mówi o tym, że aby stworzyć udany związek miłosny, musi w nim być element tajemnicy. Przyjaciele nie są więc w stanie być parą, bo… wiedzą o sobie wszystko.

Ja i Zbrojmistrz wiemy o sobie wszystko. Czy musimy się rozstać? Potrzebuję naukowej teorii, która mi to objaśni.

Gdyby Ewelina nie natknęła się na Adriana przy Placu Grzybowskim, pewnie nie miałaby „seksprzyjaciela”. – Zawsze mi się podobał, byłam speszona, ale on powitał mnie, jak najlepszą znajomą, obsypując komplementami – opowiada Ewelina.

Skoro zawsze się jej podobał, rozumiem, że już się długo znali, więc skąd zaskoczenie powitaniem?

Wypiłam za dużo wódki z colą i po kilku godzinach znalazłam się u Adriana w mieszkaniu… – opowiada Ewelina.

Na drugi dzień on przesłał SMS-a: „Dobrze z Tobą zaszaleć!”. Odpisała, że jej też było miło. – Nagle pod koniec dnia otrzeźwiałam. Przejrzałam naszą korespondencję i okazało się, że on pisał, jak dobry kumpel, a ja jak zauroczona kobieta…

Note to self: jeśli kobieta pisze, że było jej miło, jest zauroczona.

Miesiąc później spotkali się na imprezie i sytuacja się powtórzyła: wylądowali w łóżku. Zaczęli umawiać się na wypady do kina, pubu, zwierzać się sobie (przeszli trudne rozstania). Raz Adrian zapytał, czy Eweliny nie interesowałby tzw. przyjacielski seks, skoro na razie oboje są sami. I rzucił straszny banał, w stylu: „jesteś wspaniałą kobietą, ale mogę zaoferować ci tylko przyjaźń!”. Najpierw ją zatkało, ale potem pomyślała: czemu nie?

To żaden banał, tylko prosta deklaracja. Jeśli wierzymy w brednie wyczytane w Cosmopolitan, oczywiście możemy szukać drugiego i trzeciego dnia, ale moim prywatnym zdaniem mężczyźni są naprawdę dość prości w obsłudze i jeśli mówią „mogę zaoferować ci tylko przyjaźń”, chcą przez to powiedzieć „mogę zaoferować ci tylko przyjaźń”. Poza tym pozwalam sobie wątpić w szok zatykający Ewelinę, zważywszy na fakt, że już od jakiegoś czasu byli friends with benefits, tyle, że nie zostało to powiedziane na głos.

Od tamtej pory minęło pół roku. W ciągu tygodnia w ogóle się nie widują, czasem tylko „pogadają” na Facebook’u. Ale piątek jest „ich” dniem. Po ciężkim tygodniu spotykają się u niego (ona mieszka ze współlokatorką), piją wino, zamawiają hinduskie jedzenie, oglądają koncerty rockowe na DVD, a na deser uprawiają seks.

No i fajnie. W czym problem?

Dla singli coraz częściej przyjaciele stają się rodziną – komentuje dr Agata Loewe. – Osoby nie będące w stałym związku nawiązują zwykle najsilniejsze relacje. Wspólne wyjazdy na wakacje, wypłakiwanie się w rękaw, spędzanie wolnych weekendów czy świąt mocno scala. A seks to może być jedna z konsekwencji.

KONSEKWENCJI.

W relacjach przyjacielskich, w których kobieta jest heteroseksualna, a mężczyzna homoseksualny, ta sfera siłą rzeczy bywa ograniczona. Ale kiedy przyjaźnią się dwie osoby o tej samej orientacji, istnieje spore prawdopodobieństwo pojawienia się energii seksualnej pomiędzy nimi.

Na przykład gej i lesbijka. (Dobra, czepiam się.).

Plusów jest chyba niemal tyle, co minusów. – Zwolennicy podkreślają, że w seksprzyjaźni można być totalnie sobą. Nie wstydzimy się przed drugą osobą dziwnych przyzwyczajeń, zachowania, gorszego wyglądu czy nastroju. Mówiąc w skrócie: taka relacja zapewnia mniej powodów do „spinania się”, większy relaks i luz! – mówi dr Loewe.

Słoneczko, chciałem powiedzieć: pani doktor, nie wiem, jak wygląda pani życie uczuciowe, ale ja i Zbrojmistrz jesteśmy w związku i nie wstydzimy się przed sobą przyzwyczajeń, zachowania, wyglądu ani nastroju. (W szczególności nastroju, jeśli chodzi o moją dwubiegunówkę.)

Są też trudności. Jeśli seksprzyjaciele funkcjonują w ramach większej grupy, od nowa trzeba zdefiniować wszystkie relacje, bo „zmienia się jej dynamika”.

Ależ ci heteroseksualiści lubią sobie utrudniać życie. Po pierwsze, grupa nie musi wiedzieć o KONSEKWENCJACH, chciałem powiedzieć bzykanku. Po drugie, jedyna relacja, jaką trzeba zdefiniować, to ta między seks-partnerami. W idealnym układzie friends with benefits w ogóle nic nie trzeba definiować, po prostu do tej pory nie uprawialiśmy seksu, a teraz uprawiamy i co nam pani doktor zrobi.

Przed pójściem do łóżka, choć to zwykle odbywa się jednak pod wpływem pożądania albo alkoholu, zastanówmy się, czy na pewno tego chcemy – radzi seksuolożka. – Jeśli między przyjaciółmi zacznie wyzwalać się coś, co wydaje się „chemią”, warto o tym porozmawiać wcześniej.

To zdrowa porada. Jeśli nie chcemy uprawiać z kimś seksu, będąc pod wpływem alkoholu, a ten ktoś zaczyna dostrzegać między nami chemię, istnieje niebezpieczeństwo, że nastąpi gwałt, co jednakowoż nie ma nic wspólnego z relacją FWB.

Ewelina ma świadomość, że im tej rozmowy zabrakło. Coraz bardziej męczy ją taki stan rzeczy. – Zrozumiałam, że seks jest dla mnie tak intymny i emocjonalny, że nie potrafię uprawiać go z przyjacielem, choć dzięki temu mam namiastkę związku – mówi. – Kiedy w sobotę nad ranem wracam do siebie, odczuwam jeszcze większą pustkę i samotność. Wieczorem wychodzę z koleżankami do barów, wciąż próbuję poznać kogoś wartościowego. Jeśli się zakocham, Adrian zostanie zwykłym kumplem. Szczerze? Bardzo na to czekam.

W tym momencie artykuł się kończy, a ja odkrywam, że cały research na ten temat, jakiego dokonała pani autorka to rozmowa z Eweliną (aka palcem wskazującym). To już tekst o biednych cierpiących dyskryminowanych katolikach był głębszy. Jeśli ktoś szuka pomocy przy pisaniu artykułu o fuck buddies i FWB, oferuję swoje usługi. Jestem w otwartym związku, mam jednego FWB i paru FB, nie odczuwam pustki i samotności i nie szukam kogoś wartościowego w barach (jak wiadomo, wartościowi mężczyźni, chętni do długotrwałych związków cały czas spędzają na siedzeniu w barach). Chętnie odpowiem na (prawie) wszystkie pytania.

Zdjęcie: Onet (ilustracja do artykułu)/Lucky Business/Shutterstock

  • Rosa

    „Ależ ci heteroseksualiści lubią sobie utrudniać życie. Po pierwsze, grupa nie musi wiedzieć o KONSEKWENCJACH, chciałem powiedzieć bzykanku. Po drugie, jedyna relacja, jaką trzeba zdefiniować, to ta między seks-partnerami.”

    Historia z zycia: pan i pani sa fwb. Panu troche marzy sie zwiazek i wspomina o tym od czasu do czasu. Pani zawsze zaprzecza, dobrze jej z niezdefiniowanym statusem. Po pewnym czasie pani zachcialo sie zwiazku, pan jednak zmienil zdanie i uznal, ze chce sprobowac z poliamoria. Pani natychmiast poczula sie wykorzystywana, obrazona, ze jezeli pan w ogole patrzy na inne kobiety sypiajac z nia to czymze dla niego byla? Li tylko zabawka? Swinia!
    Skonczyly sie korzsci, skonczyla sie przyjazn.
    Ogarnij. Ja nie ogarniam.

    Ps: zadna z wymienionych osob nie ma nic wspolnego z nasza piekna ojczyzna.

    • Ray Grant

      Widzę kilka możliwości, albo proste „nie zawsze mówimy to, co myślimy i odwrotnie”, albo pies ogrodnika 🙂