Wszystko ch.

Drogi roku 2011, mam do Ciebie prośbę: SPIERDALAJ.

W szczególności naraziłeś mi się w tym tygodniu. W poniedziałek odkryłem, na jak słabych podstawach opiera się moje dobre samopoczucie; szef zachował się wobec mnie bardzo niefajnie, ale bez większych konsekwencji (usiłował wetknąć nos w kompetencje kadr, które dały mu po łapach). Niestety mój umysł nie był w stanie przyjąć do wiadomości braku kompetencji. Wróciłem do biurka po rozmowie i poddałem się atakowi paniki; kolejne dwa dni spędziłem usiłując nie myśleć WYŁĄCZNIE o samobójstwie. Oczywiście nie realizuję tych myśli (jak widać) ponieważ wiem, że to nie ja myślę, tylko depresja, ale niestety od tego nie robi mi się o wiele lepiej.

W środę zostałem uprzejmie nakłoniony do wysłania maila do współpracowników z informacją o moim odejściu, dzięki czemu kadry będą mogły zacząć poszukiwania mojego następcy. Pisząc maila miałem bardzo mieszane uczucia; nie do końca odchodzę z tej pracy dlatego, że chcę, ale też dzięki pomocy kadr odchodzę z ogromną pluszową poduchą, siatką bezpieczeństwa i przypięty liną. Nie mam nowej pracy, ale — w zasadzie/na ogół/przez większość czasu/prawie w stu procentach — wierzę, że znajdę ją w miarę prędko. Z drugiej strony, bardzo lubiłem pracować z tymi ludźmi, a jak udowodniło mi 13 odpowiedzi na mojego maila, oni lubili pracować ze mną. Referencje będę mieć przepiękne, od trzech różnych managerów, z których jeden spytał, czy MOŻE mi napisać referencje. No cóż, nie wiem, nie wiem, niech no się zastanowię, no dobrze, trudno, jak już musisz, to pisz 😉

W piątek rano trzymałem za rękę przyjaciela, któremu komunikowano, że powtórny test również wykazał obecność wirusa HIV w jego krwi. (Uschi, przysięgam, napiszę o tym, ale jeszcze nie teraz.) Był piękny, słoneczny dzień — w Amsterdamie z niewiadomych powodów lato zaczęło się w dzień po oficjalnym jego zakończeniu i od 10 dni mamy temperatury powyżej 20 stopni i piękne słońce — a my siedzieliśmy w kafejce obok kliniki z silnym poczuciem nierealności sytuacji. No bo jak to? Mój kumpel? Przecież ja go ZNAM. Przecież takie rzeczy przytrafiają się innym ludziom. Jakimś narkomanom czy innym takim. A nie mojemu przyjacielowi…

Dzisiaj rano obudziłem się, leciutko skacowany, gdyż o 8:30 nadszedł sms. Nie przeczytałem go od razu, bo planowałem jeszcze pospać, i była to decyzja słuszna. Sms był krótki i treściwy: „wujek umarł”. Mój wujek dwa miesiące temu doznał dziwnych zawrotów głowy i na wszelki wypadek udał się do lekarza. Lekarz stwierdził raka z licznymi przerzutami. Rak do tej pory nie dawał żadnych konkretniejszych objawów, aż dopóki nie nastąpił przerzut do mózgu. Stan wujka pogarszał się błyskawicznie, aż jakieś półtora tygodnia temu dowiedzieliśmy się, że zostały mu „dni albo godziny”. Po czym wujek nagle poczuł się lepiej, został wypisany ze szpitala, sobotę spędził pogodny, uśmiechnięty i spokojny, po czym zasnął i już się nie obudził. #fuckcancer

Takich oto przyjemności dostarczył mi mijający tydzień. Dzisiejszą randkę z Wilkołakiem odwołałem, bo jakoś nie byłem w nastroju na prowadzenie rozmowy o czymkolwiek oprócz raka, śmierci i chorób przenoszonych drogą płciową, a tak naprawdę w nastroju na rozmowę o raku, śmierci i chorobach przenoszonych drogą płciową też nie byłem. Niespecjalnie cieszy mnie nawet pogoda. Najchętniej chodziłbym na siłownię 2-3 razy dziennie, bo to jedyny okres, z wyjątkiem stanu ciężkiego upojenia alkoholowego, kiedy nie jestem w stanie myśleć o tym, co życie uznało za stosowne mi sprezentować. Znam maksymę o tym, że życie daje nam tyle problemów, z iloma uważa, że sobie poradzimy, ale przysięgam, że życie w moim przypadku wykazuje się zgoła przesadnym optymizmem i wolałbym chwilowo spędzić kilka miesięcy w sposób mniej urozmaicony. A przede wszystkim, jeśli można prosić, niech nikt dookoła mnie już nie umiera. Moja rodzina nie jest aż tak liczna i dwie osoby zmarłe w ciągu 8 miesięcy z pewnością wyrobiły już normę wraz z nadgodzinami.

  • Cóż, przesyłam ci mocnego, internetowego tula, bo co mogę zrobić…

  • Dołączam się do tula.

  • co racja, to racja, strasznie do ch. zwłaszcza ostatni miesiąc…
    [*]

  • Zdaje się, że abonament nieszczęść wyczerpałeś na długi czas, teraz tylko szczęścia Ci życzę. I trzymam kciuki!

  • Miałam naprawdę ch… znaczy się, ten tego, kijową, pierwszą połowę roku. I cały czas powtarzałam, że druga połowa musi być lepsza. Na razie jest. O wiele. A może Ty masz dłuższy cykl? W każdym razie na pewno będzie lepiej. W przyrodzie musi być równowaga.

  • Skumulowało się, jak cholera…

  • wizja tego, że w przyrodzie musi być jakaś k*rwa równowaga i wreszcie to się wszystko wyrówna, trzyma i mnie przy życiu. no ale mi bliscy nie umierają ani nie dostają diagnoz typu HIV. więc małe miki.

    przyłączam się do tula. zróbmy jednego wielkiego, ogromnego internetowego tula dla Raya i poślijmy mu po łączach, żeby aż się rozgrzały, c’nie?

  • Cholera, a ja myślałam,że mi wrzesień dał w kość…No dobra, jest naprawdę ch..owo. Ale może dobiłeś już do dna i teraz będzie w górę? Trzymam kciuki.

  • Trzymam kciuki i mam nadzieje, ze wkrotce bedzie tylko lepiej!

  • Dołączam się do pocieszeń. Mi też smutno, ale to mały pikuś, mam dość jeszcze energii by słać pozytywne emocje do kogoś, kto potrzebuje ich bardziej 🙂

  • Trzymaj się, nie łam się, przecież musi być dobrze, bo jakby inaczej? Tulu tulu i głasku głasku!

  • Dołączam do internetowych wtulanek. Trzymam kciuki za Ciebie.

  • Trzymam kciuki. Jeśli potrzebujesz kolejnego przytulasa, to z chęcią Cię przytulę.
    Trudno cokolwiek innego napisać. Też niedawno mi ktoś umarł, też rak, więc po części wiem co czujesz. Paskudztwo totalne.