Wyginięcie nie jest poglądem politycznym

Tłumaczenie z angielskiego zawsze wychodzi mi fatalnie, oryginał można znaleźć tu: Extinction is not political.

*

Na tym blogu nie piszę o polityce. Istnieje dokładnie jeden temat uważany za polityczny, na który się nie zamknę – kryzys, lub raczej katastrofa klimatyczna. Jesteśmy daleko poza „zmianą klimatu”, już się zmienił i będzie się zmieniać dalej. Dlaczego „uważany”? Dlatego, że czego by Wam nie wmawiali politycy wyginięcie nie będzie dotyczyć tylko wyborców niektórych partii, chociaż niektórzy wyborcy rzeczywiście przeżyją dłużej i w bardziej komfortowych warunkach. Ci, którzy mają pieniądze, żyją w bogatszych krajach i robią wszystko, żeby nie wpuścić tam innych.

Należę do niższej klasy średniej. Stać nas na kupienie czegoś, co w Holandii określa się mianem „starter house”, pierwszego domu, chociaż nie jesteśmy w wieku starterowym. Ale możemy wziąć kredyt. Mieszkamy w Amsterdamie, co brzmi luksusowo, ale to gówno prawda. Mamy wygodną ilość pieniędzy, nie musimy liczyć każdego centa, ale też nie kąpiemy się w nich wzorem Sknerusa McKwacza. Przeżyjemy dłużej niż bardzo wielu innych ludzi, zapewne dopóki Holandia w całości nie zatonie.

 

Dzięki pieniądzom grzeje się świat

“‘Climate apartheid’: UN expert says human rights may not survive” (Apartheid klimatyczny: ekspert ONZ mówi, że prawa człowieka mogą nie przeżyć), Damian Carrington, The Guardian:

Wzrasta światowe ryzyko „apartheidu klimatycznego”, kiedy bogaci zapłacą za ucieczkę od żaru i głodu spowodowanego przez narastający kryzys klimatyczny, podczas gdy reszta świata będzie cierpieć, stwierdza raport eksperta ONZ ds. praw człowieka.

Philip Alston, specjalny reporter ONZ na tematy głodowania i praw człowieka powiedział, że efekty globalnego ocieplenia podważą nie tylko podstawowe prawa do przeżycia, wody, jedzenia, mieszkania dla setek milionów ludzi, ale również demokrację i rządy prawa […]

„Zmiany klimatu grożą cofnięciem ostatnich 50 lat rozwoju, globalnego zdrowia, redukcji głodu”, powiedział Alston.

Dlatego wspomniałem o naszej pozycji w hierarchii. Mam różne sposoby na ucieczkę. Mogę wybrać się do supermarketu i spędzić mnóstwo czasu w sekcji z nabiałem, zanim ktoś spyta, co robię – wyglądam dziwnie, ale nie jak bezdomny. Mogę spędzić godzinę pod zimnym prysznicem i podlewać kwiatki ile zechcę, nie martwiąc się brakiem wody. Nie ma tu jeszcze pożarów lasów – na razie – ale będą. W zeszłym roku lasy płonęły w kole podbiegunowym. Nie mamy samochodu (to nic dziwnego w Amsterdamie), ogrodu, akcji BP, Shella, i tak dalej. Nie mamy klimatyzacji.

 

Mój prywatny kryzys klimatyczny

Spędziłem niedawno tydzień w Warszawie, odwiedzając Mamę, która jest po sześćdziesiątce. Już nie pracuje, więc może sobie pozwolić, by wstać przed ósmą rano, zrobić zakupy, zamknąć okna, zasłonić zasłony, po czym oddychać i zmieniać zimne kompresy na czole. Około dziesiątej wieczorem może otworzyć znów okna. Nie ma klimatyzacji.

Nie spędziliśmy ze sobą wiele czasu na rzeczach innych niż gotowanie się w ciszy, przerywanej wzdychaniem i wariacjami na temat „ależ jest gorąco”.

Jos i ja spędziliśmy dwa dni w galerii handlowej – Mama nie chciała dołączyć. Wydaliśmy straszne pieniądze na mrożone kawy, które powoli sączyliśmy tylko po to, żeby móc siedzieć w kafejce – galeria jest klimatyzowana i tak naprawdę to za to płaciliśmy. Około szesnastej wsiadaliśmy w autobus (brak pozdrowień dla ZTM czy innego MZA, życzę Wam jazdy autobusami cały dzień, dyrektorzy), jedliśmy z Mamą obiad, po czym spędzaliśmy wieczór na oddychaniu, chłodzeniu się i mówieniu rzeczy w stylu „spadło poniżej 30 w środku, wow, chyba czuję powiew”.

Kiedy wróciliśmy do Amsterdamu byłem przez dwa dni chory, bo musieliśmy sobie poradzić ze spadkiem temperatury ze środka lata – lato się jeszcze nawet nie zaczęło – do czegoś w stylu wczesnego kwietnia. Po czym Amsterdam odkrył, że spóźnił się na imprezę i również zamienił się w piekarnik. Dwa dni temu podkładałem sobie pod laptop plastikowe mrożone kostki (nie wiem, jak to się nazywa po polsku, w środku ma płyn, mrozi się w zamrażarce), ponieważ muszę koniecznie dokończyć aktualny draft drugiej książki do pierwszego lipca. W międzyczasie przez siedem dni zamiast pisać byłem zajęty gotowaniem się żywcem, a przez kolejne dwa dni byciem chorym. Wczoraj i to nie pomogło, laptop zużywał dwie plastikowe mrożonki na 30 minut, grzał się i tak, a ja nie mogłem go wyłączyć, bo robiłem duży backup. Siedziałem w bokserkach, zawinięty w mokry ręcznik, stopy w misce z zimną wodą, okna zamknięte, zasłony zasłonięte, żeby utrzymać słoneczko na zewnątrz. Również nie mamy klimatyzacji…

Moja ciotka, która ma 70 lat, bardzo dużo ćwiczy. Nie stać ją na kartę na siłownię, ćwiczy na powietrzu. Kiedy zaczęło się piekło próbowała ćwiczyć wcześnie rano, w cieniu, aż zrobiła się tak chora, że w końcu poszła do lekarza. Spędziła cały dzień w poczekalni – nie dostała się. (Macie piękny system opieki zdrowotnej, tak na marginesie.) Ale w poczekalni było chłodniej i poczuła się lepiej. Ma małe mieszkanko w małym miasteczku i nic ponad to. Nie sądzę, żeby nawet wiedziała, jak klimatyzacja wygląda.

 

Czas mija

Do Amsterdamu przeniosłem się w 2006. Rozmowa o pracę miała miejsce podczas fali upałów w Europie. Odetchnąłem z ulgą odkrywając, że upały nie dotarły do Holandii, były 24 stopnie. Niedługo później odkryłem, że to były upały, a temperatura powyżej 21 stopni stanowiła tropiki. Wczoraj mieliśmy stopni 34, co w połączeniu z amsterdamską wilgotnością zamienia miasto w saunę. Dzisiaj spadło do 18 stopni i jest mi nieco słabo, mam nadzieję, że nie przechoruję znów dwóch dni. [Notka była pisana wczoraj, dzisiaj zrobiło mi się słabo u fizjoterapeuty.] Następne dni będą chłodne, 24-25. Trzynaście – nie trzysta – lat temu zdanie to brzmiałoby „następne dni będą upalne”.

Katastrofa klimatyczna to nie sprawa głosowania i polityki. Kryzys dotyka mnie osobiście w dużym pokoju, w sypialni, w domu Mamy. Ale mam sposoby i pieniądze na przeżycie – przez jakiś czas. Moim największym problemem jest niemożność wykonywania ćwiczeń zaleconych przez fizjoterapeutę; to, że Jos zjadł wszystkie lody i mi nie powiedział; przegrzewa mi się laptop. Dekomunizacja spowodowała, że emerytura mojej ciotki spadła poniżej minimalnej. (Na marginesie, ciotka była tłumaczką.) Ulgę odczuwa siedząc w poczekalni u lekarza – mimo, że się do niego nie dostaje. Ale kogo to obchodzi? Za mało kupuje.

 

Bogaci biali faceci przeżyją

After Republican Protest, Oregon’s Climate Plan Dies, UPR: (Po republikańskim proteście plan klimatyczny dla Oregonu umiera)

Ustawa cap-and-trade [ograniczenie i wymiana], plan ograniczenia emisji dwutlenku węgla i zmuszenia zanieczyszczaczy do płacenia za emitowane do atmosfery gazy jest priorytetem Demokratów w tegorocznej sesji.

Kiedy zniknięcie republikańskich senatorów* w związku z ustawą dotarło do sześciu dni, w prawdopodobnej próbie skłonienia ich do powrotu Courtney [rzecznik] zapewnił, że ustawa upadnie w Senacie. […] Republikański senator Cliff Bentz powiedział we wtorek rano, że dopiero co się o tym dowiedział.

„Pytanie brzmi: co oni próbują zrobić?” powiedział Bentz, który prawdopodobnie chowa się w Idaho na czas bojkotu. „Czy próbują obmyśleć jakąś umowę? Jeśli sugerują, że nie mają głosów, w jaki sposób ukatrupią tę ustawę?”

* Senatorzy dosłownie uciekli, żeby nie brać udziału w sesji Senatu, przez co nie ma kworum. Policja ma prawo ich zmusić do powrotu, ale wyłącznie kiedy są w granicach Oregonu, z Idaho nie mają ich prawa ściągnąć. Senatorzy są tak bezczelni, że w związku z karami finansowymi – 500 dolarów za dzień nieobecności – założyli GoFundMe i zbierają kasę na kary.

Nie będę się wdawać w amerykańską politykę, bo żaden ze mnie ekspert. Muszę jednak przyznać, że zaskakuje mnie, że senatorzy mogą sobie po prostu nie przychodzić, dopóki niewygodne dla nich ustawy nie zostaną usunięte z porządku obrad. Nie tylko nikt ich z tego nie rozlicza, ale uciekinierzy domagają się jeszcze informacji, JAK ustawy zostaną utłuczone zanim łaskawie wrócą do pracy. (Ile istnieje zawodów, w których możesz tak szantażować szefostwo…?)

Tak silny opór przeciwko faktowi, że żyjemy w stanie zagrożenia, lub raczej prawie pewności, że wyginiemy nie zaskakuje mnie aż tak, gdy przejawiają go politycy, bo politykom płaci się za to, żeby mówili różne rzeczy. Nazywamy to „lobbyingiem” oraz „wspieraniem finansowo kampanii”, lub w inne sposoby. Zaskakuje mnie co innego. Po pierwsze – wyborcy, którzy jak zakładam nie są opłacani przez firmy produkujące brudną energię? Czy wszyscy są bogaci? Czy nie mają dzieci? Czy wydaje im się, że „Mad Max” to film dokumentalny, a oni wszyscy będą Melem Gibsonem? Wiem, co ludzie robią dla pieniędzy – wystarczy spojrzeć na proces przeciw firmie Johnson & Johnson, produkującej „zdrowe opiaty”. Ale nikt nie głosował na oxycontin.

Politycy nie muszą osobiście zmagać się z kryzysem klimatycznym. Przemieszczają się między klimatyzowanymi domami, klimatyzowanymi limuzynami, hotelami, lotniskami, salami w Senacie (jeśli w ogóle im się chce tam pojawić). Życie polityka ma bardzo mało wspólnego z życiem wyborcy. KTÓRY UMRZE. Życie akcjonariusza korporacji ropno-węglowej, lub kogokolwiek, kto na tym zyskuje jest miłe i chłodne. Nie wydaje się, żeby pamiętali, że ich produkty ktoś musi kupować i za nie płacić. MARTWI NIE PŁACĄ, ale… może ci, którzy są za biedni, żeby zapłacić za ogrzewanie w zimie i klimatyzację w lecie po prostu nie wydają wystarczającej ilości pieniędzy? Może artykuł w Guardianie to sama prawda? Może to proste jak „mam w dupie twoją ciotkę”?

 

Istoty ludzkie?

Nie uważam akcjonariuszy, którzy domagają się zysków za każdą cenę – cenę, którą płacą inni – za ludzi. Bliżej mi do Sary Dahl:

Mam 41 lat i nie mogę spać, bo się boję. Czuję zwykły strach i furię. Moja córeczka i syn z autyzmem próbowali ze wszystkich sił, żeby ktoś ich usłyszał w Aachen, podczas największej jak do tej pory demonstracji związanej z kryzysem klimatycznym w Niemczech. […] Wracamy do domu i co się okazuje?

Dla UE nasza przyszłość to ZNOWU „przypis”.

Politycy i polityczki UE ZNOWU nie zdołali nawet CHCIEĆ zająć się pożarem domu, w którym wszyscy mieszkamy. Nie mówię nawet „ugasić” – musielibyśmy się tym zająć wszyscy globalnie. Ale wygląda na to, że w klimatyzowanych biurach nie ma nawet woli, by wziąć wąż strażacki i poważnie się tym zająć.

Boże, jacy jesteście słabi.

Dom płonie – w przyszłym tygodniu prawie 40 stopni, rekord za rekordem – i nikt niczego nie ROBI. Fakty leżą na stole – ale nikt nie zaczyna. Ludzie, dzieci, ich przyjaciele, ci, którzy widzą udają się na ulice i demonstrują, piszą petycje, wściekają się. Ale – nie.

Rezydenci klimatyzowanych biur prawdopodobnie uważają nas za słabeuszy. Czemu nie kupimy sobie po prostu miłego, klimatyzowanego biura? Wczoraj pokazała mi się reklama: „I ty możesz dołączyć do 1%”. Bo tak działa matematyka, prawda? Wszyscy będziemy sobie jednym procentem, a pozostałe 99 będzie się składać z… bo ja wiem… mojej ciotki? Zdecydowanie jest słaba. Politycy trzymają się mocno.

Pochodzę z Polski. Prezydent tego kraju otworzył szczyt klimatyczny słowami:

Węgiel jest naszym strategicznym surowcem. Jak podają eksperci, mamy jeszcze zapasy węgla na 200 lat […] Trudno, żebyśmy z naszego surowca, dzięki któremu mamy zapewnioną suwerenność energetyczną, całkowicie zrezygnowali. Byłoby to z punktu widzenia polityki, jaką realizuje nasze państwo, dziwne.

Wie pan, co będzie dziwne, panie prezydencie? Pana próby wyjaśnienia wyborcom, KTÓRZY BĘDĄ MARTWI, dlaczego się panu wydawało, że wypowiedzenie tych słów podczas szczytu klimatycznego było dobrym pomysłem. Wie pan, co jest trudne, panie prezydencie? Spędzenia dnia w dużym pokoju mojej Mamy. Może pan wpadnie, ugotuje gorący obiad w jej kuchni, skoczy po zakupy w środku dnia? Byłaby zachwycona. Pije dużo wody mineralnej. Niech jej pan przyniesie 12 butelek, tak jak Jos i ja, gdy tam byliśmy. Do sklepu szliśmy o dziewiątej wieczorem, bo nawet myśl o wychodzeniu wcześniej była niewyobrażalna. Musieliśmy iść dwa razy, bo pierwszego dnia woda się skończyła.

Nie kupuję wymówki „musimy zapewnić górnikom godne życie”. Może dziesięć lat temu miało to sens. Dzisiaj brzmi to jak mówienie, że wybuch w Czernobylu zapewnił ludziom pracę, bo ktoś musiał wybudować betonowy sarkofag. Mówi pan to za co panu płacą, panie prezydencie.

 

Efekt Grety

Greta Thunberg, „supergwiazda kryzysu klimatycznego”, inspiruje inne nastolatki – na szczęście. (Czy można lobbować w komitecie przyznającym nagrody Nobla?) Kilka dni temu przeczytałem, że trzynastoletnia Inga Zasowska siedzi na zewnątrz Sejmu z tablicą „WAKACYJNY STRAJK KLIMATYCZNY”. Nieważne, jak jest gorąco. Artykuł stwierdza, że „Do południa do Ingi podeszło dwóch polityków: Andrzej Halicki z PO i Marek Kossakowski z Zielonych. Powiedzieli, że ją wspierają”. Tyle od nich dostała. Politycy z większą siłą przebicia mają więcej do powiedzenia w klimatyzowanych studiach w telewizji. „To tylko dzieciaki,” zaczynają, po czym dodają „dorośli wyprali im mózgi”. A co wy robicie, dorośli, oprócz rzygania na dzieci, które chcą zwyczajnie przeżyć?

Tu można wesprzeć Extinction Rebellion Polska, link sprawdzony i legitny.

 

Zdjęcie: Sarah Dahl, użyte za zezwoleniem autorki.

 

Ponownie Sarah Dahl:

SPIEPRZYLIŚCIE TO. Znowu. Bezpowrotnie. Ignorując potrzeby i żądania dzieci we własnych rodzinach, pokoleń, które nadejdą. Będziecie martwi, a oni nie będą nawet mogli wyjąć kasztana, którym jest ta planeta, z WASZEGO ognia. […]

Hamulcowi. Ktoś, kiedyś, wpadnie na pomysł. Ktoś odważny. Z siłą. Z jajnikami. [Męskie „jaja” to wyjątkowo delikatny organik – Ray]

Nie macie żadnej z tych rzeczy. Spierdalacie to – na dobre.

Ale to MY nie możemy spać w nocy, MY musimy odpowiadać na pytania naszych dzieci. Nie mam klimatyzowanego biura, które zabezpieczyłoby mnie przed gorączką świata, przed pytaniami dzieci, przed strachem.

Nie zgadzam się z Dahl w jednym punkcie. Oni mają pomysł. Wiedzą, co trzeba zrobić. Mają siłę. Mają nawet jajniki – trzeba mieć żelazne jajniki, żeby otworzyć szczyt klimatyczny przemową o tym, że kraj będzie używać węgla przez kolejne 200 lat. Mają klimatyzację, chłodne napoje donoszone przez podręcznych, kamery telewizyjne, w które spoglądają z zatroskanym wyrazem twarzy. Nie, nie mam tu problemu z dzieleniem na nas i nich. Nie uważam siebie za część tego gatunku, którym są lobbyiści i akcjonariusze firm węglowych. Chociażby dlatego, że oni katastrofę przeżyją, a ja nie.

My – dorośli – powinniśmy się strasznie wstydzić, że tylko dzieci mają na tyle rozumu, by rozumieć, że zostawimy im krajobraz jak po Ragnarök. Zamiast tego wy – nie, nie ja – rzygacie tym dzieciom na głowy i mówicie, że wyprano im mózgi.

Zanim ktoś mi powie, że mi też wyprano mózg niech spędzi dzień u mojej Mamy, zrobi jej zakupy w środku dnia. Nie wolno używać przy tym samochodu. Możesz pić wodę, kiedy ją przyniesiesz ze sklepu. Mama jest szczęściarą – ma dostęp do wody 24 godziny na dobę, nawet jeśli to przefiltrowana kranówka. Wielu, wielu ludzi nie ma takich luksusów. A nie wspomniałem nawet o zwierzętach, bo ten wpis jest już bardzo długi.

 

Kiedy w końcu zjemy bogaczy?

Długo zadziwiało mnie, że bogatym wydaje się, że ich żądania większych i większych zysków wyrąbią się na mordę, kiedy ich klienci będą MARTWI. Dopóki nie przeczytałem artykułu o apartheidzie klimatycznym trzy razy. Jest w tym jakiś ohydny sens. Biedacy mogą sobie wymrzeć. My (my = politycy i akcjonariusze) ich nie potrzebujemy. Nie kupują, chorują, trzeba im zapewnić opiekę zdrowotną [lub poczekalnię do siedzenia przez cały dzień], niektórzy nawet mówią, że duże firmy i bogaci powinni płacić wyższe podatki! Właściwie powinni wyginąć. Jeśli trzeba wybierać między kolejnym jachtem lub przeżyciem tysięcy ludzi, politycy wybiorą jacht. Następnie pojawią się przed kamerami, zatroskanym tonem wypowiadając ładne, okrągłe słówka, jak np. „rynek pracy”. MARTWI LUDZIE NIE POTRZEBUJĄ PRACY. Politycy o tym wiedzą.

Szczyty klimatyczne kończą się obietnicami i zobowiązaniami, które 1) podpisują głównie kraje, które generują mało gazów cieplarnianych, 2) i tak o nich zapominają, lub je olewają. Jakby im się wydawało, że z Matką Naturą można negocjować. „Matka, powiedz no, zgodziliśmy się ograniczyć produkcję gazów cieplarnianych o 30% do roku 2030. Możesz sobie dać spokój z pożarami i suszami? Szkodzą nam w sondażach. Szukamy KOMPROMISU. Jesteśmy ROZSĄDNI. Może chciałabyś pojechać na fajne wakacje? Ładny nowy samochód? Tylko powiedz, chętnie zaoferujemy. Może 10% akcji jakiejś dużej firmy?”

Katastrofa klimatyczna nie jest kwestią negocjacji, tylko faktem. Z faktem nie można negocjować. Nie można umrzeć tylko w dziesięciu procentach. Można spróbować doprowadzić do tego, żeby tylko 10% populacji umarło w stu procentach – jeśli będziemy mieli szczęście i zareagujemy błyskawicznie, co się nie wydarzy.

 

Poznaj swoją nową planetę

Lód arktyczny się topi. Kompletnie.

Od początku ery satelitarnej w 1979, Arktyka w ciągu lata utraciła 40% swojego rozmiaru i 70% objętości, mówi Till Wagner. Inni naukowcy wyliczają roztapianie się lodów na 10 tysięcy ton na sekundę. Większości wieloletniego lodu już nie ma. Większość tego, co pozostało to lód młodszy, cieńszy, uformowany podczas poprzedniej zimy, łatwiej roztapiany przez słońce i rozpychany przez wiatr. Wagner spodziewa się, że w ciągu 20-40 lat nie będzie już lodu, dzięki czemu statki będą mogły płynąć na biegun.

Średni wzrost temperatury nie działa tak, jak się ludziom wydaje. Jeśli opracowanie stwierdza, że temperatura wzrośnie średnio o 1.5 stopnia, to nie znaczy, że gorący letni dzień w Amsterdamie zamiast 22 stopni będzie mieć 23 i pół. Te efekty kumulują się miejscowo. Kiedy topnieje lód arktyczny, zamienia się w niewiarygodne ilości wody. To zmienia prądy morskie, destabilizując rozkład temperatur na świecie. Miejsca dawniej otoczone ciepłymi prądami mogą zamienić się w lodowce. Rekordowo mroźne zimy są wykorzystywane przez potwornie cynicznych polityków jako „dowód” że nie ma żadnego „globalnego ocieplenia”. Kraje, gdzie gorąco było nieco osłabiane przez zimne prądy zmienią się w przeciwną stronę – aktualne upały w Europie biorą się z wiatrów z Afryki. (Czy Afryka potrzebuje się dalej ocieplać…? Kogo to obchodzi, oni niczego nie kupują.) Niektórzy z nas spłoną, niektórzy zamarzną, w zależności od lokalizacji.

Przy okazji, na Islandii też topnieją lodowce.

 

Co możesz zrobić?

Dołącz do Grety Thunberg i Ingi Zasowskiej, a potem pomyśl, na kogo głosujesz.

Oczywiście lepiej jest ograniczać ilość plastiku, używać toreb wielokrotnie, jeść mniej mięsa, płacić podatek od gazów cieplarnianych przy lotach samolotami (Matka Natura zdecydowanie preferuje gotówkę). Ale dopóki kompanie węglowo-ropne kupują sobie polityków, możemy wszyscy zostać weganami, z Londynu do Paryża jechać rowerem, pleść torby z kociej sierści, po czym jeden podpis jednego polityka spowoduje milion razy więcej zniszczeń, niż wszyscy zdziałamy.

Nie wierzcie, że istnieje „ekologiczny węgiel” (patrz artykuł o prezydencie zalinkowany wcześniej) – istnieje tak samo, jak mięso przyjazne zwierzętom. Shell wydaje 300 milionów dolarów na „zieloną” energię w ciągu trzech lat? Mają wpływy wynoszące ROCZNIE 24 miliardy dolarów. Na pytanie dziennikarza Shell nawet odpowiedział:

Kiedy zapytałem firmę, otrzymałem odpowiedź, że nie mogą podać żadnej konkretnej sumy wpływów z technologii ograniczających wydzielanie dwutlenku węgla. Nie umieli też powiedzieć, ile w nie zainwestowali. Wiemy za to, że w nowe inwestycje w ropę naftową i gaz wpompowali w 2018 roku 25 miliardów dolarów.

Pisałem o tym wcześnie wiele razy. Matka Natura nie kieruje się moralnością, nie posiada jeepów, jachtów, samolotów, akcji dowolnych firm, fabryk. Nie interesuje jej, czy przeżyją niedźwiedzie polarne, insekty, ludzie, ryby. Matka Natura po prostu jest. Przywykliśmy, że może nam nafiukać, bo mamy arogancję, pieniądze, broń palną.

„Nie sądzę,” mówi Matka Natura tonem wypranym z emocji, prawie, jakby jej nie ciekawiła Greta Thunberg, Shell, nawet prezydent Duda. „Ja tu jestem królową i mogę rządzić nawet popiołami. Jestem jeziorem i pustynią, lodem i ogniem, rybami – martwymi i żywymi, komarami, pająkami, wielbłądami, jestem kopalnią, wodospadem, polskim prezydentem. Wisi mi, czy wymrzecie, to dla mnie zmiana stylizacji. Długo się utrzymaliście, życzę miłego wyginięcia.”

„Ale…” mówią politycy „ograniczymy emisje o 10% do 2030 roku ORAZ kupimy prawa do emisji od biedniejszych krajów…!”

„Szczerze mówiąc, moi drodzy, wcale mnie to nie obchodzi.”

 

Dodatek do wersji polskiej

Zdaję sobie sprawę z mocy lobby górniczego. Zamknijcie wszystkie cholerne kopalnie i wypłacajcie górnikom takie same pensje, jakie mają teraz. Ręczę, że wyjdzie taniej, niż próby usunięcia nieodwracalnych zniszczeń na przykład wtedy, kiedy rekord temperatury wyniesie 60 stopni.

Prezydent Duda i jego ziomale próbują Was wybić. Wyborcy PiS powinni się niepokoić wyjątkowo, ponieważ są ludźmi na ogół raczej starszymi niż młodszymi, biedniejszymi niż bogatszymi. Ilu ludzi już teraz umiera co roku z przegrzania i odwodnienia? Będzie ich coraz więcej. Może to jest sposób na ratowanie ZUS-u? Owszem, zadziała. A prezydent Duda rozłoży rączki i powie do kamery w chłodnym studio „któż mógł to przewidzieć”, po czym – nie pamiętam, który to minister powiedział, że ludzie, którzy umarli na zawał dowiedziawszy się, ile wyniesie ich dezubekizacyjna emerytura po prostu za mało pili i było gorąco – w każdym razie pewnie świetnie wyjdzie w TVP z zatroskaną mordką, po czym powie, że to wina opozycji. Potem wsiądzie do klimatyzowanego samochodu, wróci do klimatyzowanego domu, zajrzy co na koncie, uśmiechnie się do żony i powie „kotku, w tym roku wakacje w Norwegii, tam jest ciepło i fajnie”.

Owszem, ten wpis jest emocjonalny i na pełnym wkurwie. Wy nie czujecie się emocjonalnie w ostatnich tygodniach? Przypominam, że jest jak na razie ciągle czerwiec. Może zirytujecie się w lipcu lub w sierpniu? Może się Wam popsuje klima i co wtedy? Może Wam umrze Babcia, Ciocia, Wujcio? Co mówicie dzieciom, kiedy pytają, kto to jest ta Inga i czemu strajkuje, skoro tak gorąco i nie można wyjść na dwór?

Lećcie na Białołękę, mojej Mamie na pewno wyszła woda. Jest po operacji zaćmy i po żadne zakupy nie pójdzie. Modlę się do Bogów o ochłodzenie w Warszawie, bo przy takiej temperaturze wszystko się gorzej goi. Potem może zrzutka na klimę i kartę na siłownię dla mojej ciotki? Może być homofobką, mogła mnie jakby usunąć z rodziny, ale mimo tego ciągle się o nią martwię i w sumie lubię, jak jest żywa. Dziwny ze mnie człowiek, wszystkim życzę, żeby długo żyli. Tylko nie ludziom od węgla i politykom. Pan prezydent Duda może co dnia latać mojej Mamie po zakupy o godzinie dwunastej, jest to przy tej pogodzie coś jakby groźba karalna. Ciekawe, czy mnie dostojnik pozwie i zażąda ekstradycji?

Zdjęcie główne: tak teraz wygląda lód arktyczny. Denis Sinyakow, Greenpeace.


Cenisz dobre dziennikarstwo?

Jeśli tak, to trafiłeś w złe miejsce, ale jeśli lubisz mojego bloga i chcesz zadbać o to, żeby i mi nie zabrakło niczego do czytania, rozważ skorzystanie z poniższego przycisku. Wszystkie uzbierane w ten sposób pieniądze wydam na książki. Książkodawcom serdecznie dziękuję! #stoserc



Więcej informacji, spis zakupionych dotychczas książek i lista książkodawców