Wzlot i upadek mojej miłości do firmy Apple

Dzisiaj notka będzie mocno nerdowska (nie enerdowska) i okropnie długa, za co z góry przepraszam.

Po raz pierwszy Macintosha zobaczyłem na własne oczy w roku 1999. Widziałem je oczywiście wcześniej na zdjęciach i wiedziałem, że to komputery dla grafików (w Polsce ich ceny były jeszcze bardziej zaporowe, niż są dzisiaj). Model Maca, na którym dane mi było uczyć się, co to Finder, na zdjęciu powyżej. Urządzenie miało procesor o prędkości 300 MHz (prawdopodobnie w tej chwili Wasz telewizor ma szybszy), dysk twardy 6 GB (prawdopodobnie w tej chwili Wasz tablet z Biedronki ma więcej pamięci) i było niesamowite.

Przyznam się od razu do czegoś naprawdę głupiego: kiedy zaczynałem pracę jako asystent grafika, nie wiedziałem o projektowaniu do tego stopnia nic, że chciałem mierzyć wysokość strony na ekranie linijką. Taką plastikową. No bo skoro what you see is what you get… Szybko mi to wyperswadowano i nauczono korzystania z QuarkXPress oraz eksportowania plików do druku na dyski ZIP, które nazywaliśmy pieszczotliwie zipkietkami. Pojemność dysku ZIP była zawrotna, wynosiła całe 100 MB (tyle zajmuje na Waszym komputerze JEDNA płyta zgrana w niezłej jakości do MP3/M4A) i mogłem na nim zmieścić całą książkę gotową do druku.

ZIP_Drive_100,_2

 

Ale co tam zipkietki, najważniejszy był system operacyjny. Mac OS 8 wyglądał ślicznie:

MacOS81_screenshot

Do tej pory widywałem głównie Windows 95 i 98, ale szybko się przestawiłem, w czym pomagał wybitnie fakt, że pliki Maca były kompletnie niekompatybilne z pecetowymi. Chociażby czcionki – nie było takiej opcji, żeby wykorzystywać makowe czcionki pod Windows. Próbowałem otwierać pliki Quarka w domu, wychodziły z tego straszne rzeczy. Tak więc pracowałem na Macu i marzyłem, żeby mieć takie cudo w domu.

Lata leciały, ja ciągle nie miałem Maca, bo cholerstwa były okropnie drogie, aż przyjechałem do Holandii i dostałem do pracy śliczny projekt Jony’ego Ive:

Imac17pouces

Był rok 2006, na komputerze zainstalowano mi Mac OS X Tiger (albo Panther, nie do końca jestem pewny), który wyglądał ślicznie, ale okropnie się krzaczył. Moja firma w ramach pozapłacowych benefitów zaoferowała mi w prezencie komputer. Mając do wyboru Maca lub PC wybrałem PC, po czym pojawił się upgrade systemu, Mac zaczął działać aż miło, a ja plułem sobie w brodę, walcząc (i przegrywając) z Windowsami. W końcu odkryłem, co to Hackintosh, wymieniłem niektóre podzespoły i na moim domowym pececie zaczął działać Mac OS, zaoszczędzając mi siwych włosów i nerwicy. Jedynym produktem firmy Microsoft, jaki chciałem mieć, była klawiatura (tak jest do dziś). Po trzech latach firma znowu zasponsorowała mi komputer i tym razem postawiłem bez namysłu na Maca.

780px-Imac_16-9

Komputer był kosmiczny i cudowny. Do kompletu dokupiłem sobie iPhone’a 4, a później iPada 2, dwa iPody Shuffle i jednego Mini (nie naraz). Moja miłość do firmy Apple była pełna i wielka. Czułem się jak prawdziwy fanboj, minusując na gazecie komentarze androidziarzy i tym podobnych zazdrośników. Wierzyłem, ba – wiedziałem, że tak naprawdę oni po prostu bardzo chcieliby mieć iPhone, tylko ich nie stać. Aż pewnego dnia nadszedł moment, kiedy odszedłem z pracy, mój budżet przestał się dopinać i zamiast nowego iPhone’a (starego popsułem, używając go w kuźni – jak się okazuje, telefony Apple nie przepadają za brudem) kupiłem Szajsunga Crapaxy S III, najgorszy telefon, jaki kiedykolwiek miałem.

Cierpiałem okrutnie (o czym pisałem pięćset razy, więc nie będę się powtarzać). Pewnego dnia mój kumpel wymienił sobie iPhone’a 4S na 5S i dał mi 4S w prezencie. Sielanka trwała trzy dni, po czym odkryłem, że brak widgetów na głównym ekranie powoduje, że nie pamiętam o spotkaniach. Ponieważ Android potrafi wyświetlać kalendarz przez cały czas na głównym ekranie, zapomniałem o tym, że w iPhone’ach trzeba wciskać ikonkę kalendarza, żeby sprawdzić, co dziś porabiam. To był początek końca mojego romansu z Apple.

Kiedy wreszcie nadszedł czas wymienić telefon, sprzedałem Szajsunga i iPhone’a 4S i kupiłem Sony Xperię Z3 Compact. Służy mi do dzisiaj. Androida uważam za system o wiele lepszy niż iOS, mimo głupiego sposobu wprowadzania aktualizacji, dzięki któremu na dzień dzisiejszy 32% urządzeń z Androidem używa systemu Jellybean zaprezentowanego w 2012 roku. Z drugiej strony, aktualizacje iOS potrafią zamienić doskonale funkcjonujące urządzenie w przeraźliwie powolny złom (czego doświadczyłem, niebacznie aktualizując 4S), a raz zrobionej aktualizacji cofnąć się nie da. W ten sposób odkryłem, co oznacza określenie planned obsolescence: wydawanie nowej wersji systemu, która do tego stopnia utrudnia używanie urządzenia, że musimy kupić nowe. Moja miłość do Apple zaczęła się sypać.

iMaca popsułem. Posiadana przeze mnie śliczna, kosmiczna maszyna, miała głupią wadę produkcyjną: pod szkłem zbierał się brud. Nie: na szkle, tylko pod. Nie dało się go usunąć bez rozkręcenia komputera, a iMaca rozkręcić jest dość trudno. Apple pracowicie udawało, że problem nie istnieje. Kiedy po raz setny zorientowałem się, że plama na zdjęciu, którą usiłuję usunąć w Photoshopie w rzeczywistości znajduje się pod ekranem, zdecydowałem, że będziemy szukać w necie sposobu na wyczyszczenie urządzenia (gwarancja skończyła się już dawno). Sposób znalazłem, z pomocą Zbrojmistrza wprowadziłem go w życie, po czym odkryłem, że na ekranie wyświetla się coś w rodzaju glitch artu. Zdenerwowany rzuciłem się ponownie na wątek o czyszczeniu, odkryłem, że pięć różnych osób ma podobne problemy, na koniec zaś wyczytałem, że ekran należy podnieść tylko odrobinkę, bo inaczej łamie się kabelek. Ja podniosłem ekran kompletnie i położyłem go obok, oczywiście z zachowaniem pełnej ostrożności. W ten sposób mój iMac stał się ofiarą głupoty, która nie pozwoliła mi poczytać wątku o czyszczeniu dalej, niż do końca pierwszej strony.

Na nowego iMaca nie było mnie stać, bo bycie na rencie nie sprzyja kupowaniu komputerów ze znakiem jabłka. Mozolnie złożyłem więc nowego Hackintosha, który działa doskonale, jeśli nie przeszkadza Wam fakt, że usypianie komputera czasami kończy się restartem, a myszka zaczyna wesoło skakać po całym ekranie. Celem dorobienia do Hackintosha sprzedałem iPada, którego do tego stopnia nie używałem, że nie mogłem go znaleźć. iPoda Shuffle sprezentowałem Casperowi The Friendly Kowalowi, Mini używam czasami na siłowni, gdy pamiętam, żeby go naładować, bo bateria trzyma może tydzień. iPod Mini to w tej chwili moje jedyne urządzenie firmy Apple.

*

Po śmierci Steve’a Jobsa stery przejął Tim Cook. Fanboje na forum Macrumors uspokajali się nawzajem, że na pewno Steve zostawił Plan, więc przez najbliższe trzy lata nie wydarzy się nic, czego nie zaplanował. Rzeczywistość wyglądała trochę inaczej: rok po śmierci Jobsa pojawił się iPad Mini. Niby nic specjalnego, gdyby nie fakt, że Jobs powiedział, rzecz jasna przed śmiercią:

Chciałbym skomentować lawinę tabletów, które mają wejść na rynek w następnych miesiącach. […] Po drugie, prawie wszystkie wykorzystują 7-calowe ekrany, w odróżnieniu od niemal 10-calowego iPada. Zacznijmy od tego. Może się wydawać, że siedmiocalowy ekran zaoferuje 70% zysków z posiadania ekranu 10-calowego. Niestety jest to dalekie od prawdy. Ekrany mierzymy po przekątnej, więc siedmiocalowy ekran ma tylko 45% wielkości dziesięciocalowego ekranu iPada. […]

Ekrany na siedmiocalowych tabletach są nieco mniejsze, niż dolna połowa ekranu iPada. Ten rozmiar, w naszej opinii, nie jest wystarczający do tworzenia wspaniałych aplikacji na tablety.

W rok po śmierci Jobsa pracę stracił Scott Forstall, odpowiedzialny za Mac OS od 2006 roku, twórca iOS i wróg Jony’ego Ive. Forstall forsował styl designu znany jako „skeumorfizm”, gdzie ikony i aplikacje imitowały przedmioty znane ze świata realnego. Po odejściu Forstalla Ive – absolwent wzornictwa przemysłowego – zaczął projektować interfejsy. Dzięki temu skeumorfizm został niemal całkowicie usunięty z Mac OS i iOS, eleganckie tekstury skóry i papieru zastąpił kolor biały, a ikonki zmieniły się jak poniżej (disclaimer: nie wszystkie ikony są autorstwa teamu Jony’ego Ive; zdjęcie pochodzi stąd)

Screen Shot 2015-08-08 at 19.33.29

Jony Ive jest również projektantem odpowiedzialnym za nowego (o tym za chwilę) Maca Pro, którego ochrzczono pieszczotliwie „koszem na śmieci”:

New_Mac_Pro_(12093123884)

Tak, to jest komputer. Fajny, co? Kosztuje 14299 zł w najtańszej wersji.

Oglądam i śledzę keynote’y Apple od, bo ja wiem? 2010 roku. Z pasją śledzę rozwój produktów. W ostatnim czasie głównie zgrzytam zębami i cierpię. Przed śmiercią Jobsa Apple zajmowało się produkcją wysokiej jakości produktów elektronicznych, systemów operacyjnych i oprogramowania dla nich. W roku 2015 Apple zajmuje się:

  • produkcją zegarków
  • tworzeniem teledysków (np. Drake, M.I.A.)
  • streamingiem muzyki
  • posiadaniem własnej stacji radiowej (po co?)
  • pracowitym zamienianiem wszystkich interfejsów na bielsze, zaś urządzeń na cieńsze (wśród makowców funkcjonuje dowcip o Jony’m Ive – jego ulubiona fraza to „make it thinner”)
  • utrudnianiem życia osobom nie posiadającym idealnego wzroku
  • dewastowaniem bibliotek muzycznych osobom, które niebacznie kliknęły „zintegruj z iCloud” w nowym iTunes
  • ciągłym ulepszaniem aplikacji Maps, dzięki której nieuważny kierowca wjedzie do rzeki, a rowerzysta wpadnie na budynek, który według aplikacji nie istnieje
  • zmuszaniem ludzi do używania wspomnianego iCloud (wraz ze Zbrojmistrzem spędziliśmy upojnie czas na wyłączaniu integracji z iCloud na naszych komputerach i zastanawianiu się, czy bać się komunikatów typu „po wyłączeniu integracji z Twojego komputera znikną wszystkie kontakty, czy kontynuować?”)
  • produkcją komputera z JEDNYM złączem, które służy do podłączenia ładowarki, dysków zewnętrznych i w ogóle wszystkiego, bo po co komu więcej niż jedno złącze? (jedno złącze should be enough for everyone…)

Według plotek i wywiadów (w tym celuje Jimmy Iovine, którego powinno się zamknąć gdzieś w piwnicy, może w tej, gdzie PiS trzyma Macierewicza) Apple planuje zająć się też:

Czym Apple się za to nie zajmuje:

  • Macem Pro, który z wielkimi fanfarami wszedł na rynek w 2013 roku i do tej pory nie dokonano w nim żadnych ulepszeń, ale cena pozostała ta sama
  • monitorem Thunderbolt, który nie zmienił się od września 2011 i kosztuje 4999 zł (mój Asus tej samej wielkości, rozdzielczości i – moim zdaniem – zbliżonej jakości kosztuje 2299 zł)
  • nowym iTunes, który od pięciu tygodni rżnie ludziom biblioteki muzyki i nikomu to najwyraźniej nie przeszkadza
  • iPadem i iPhone – to może brzmi nieco paradoksalnie, bo we wrześniu pojawią się nowe modele, ale od czasu wprowadzenia czytników odcisków palców dwa lata temu i zwiększenia ekranu w zeszłorocznych modelach największe spodziewane zmiany w 2015 to „make it thinner” (iPad Mini ma mieć 6 mm grubości), nieco lepsza kamera, nieco lepszy procesor i Force Touch, który brzmi raczej jak Forced Idea.

Jedną z pierwszych decyzji Jobsa, podjętych po jego powrocie do Apple, było zredukowanie asortymentu. W 1997 roku Apple produkowało cztery grupy komputerów: Quadra, Power Mac, Performa i PowerBook. Każda z tych grup dzieliła się na tuzin modeli o nazwach tak zachęcających, jak Performa 5200CD, Performa 5210CD, Performa 5215CD i Performa 5220CD. Do tego dochodziły drukarki, skanery, monitory i tablety Newton. Dodatkowo poprzedni CEO, Gil Amelio, zezwolił zewnętrznym producentom na klonowanie Maków. Jobs jednym śmiałym posunięciem zakończył tę orgię kreatywności i zmniejszył asortyment do czterech wersji komputera: desktop i laptop, oba w wersjach domowej i profesjonalnej. Zwolnił również połowę pracowników firmy. W 1998, Apple zatrudniało 6658 osób (źródło: „Jony Ive – The Genius Behind Apple’s Greatest Products”). W 2014 – ponad 92 tysiące. (W 2015 więcej, bo setki nowych pracowników zajmują się generowaniem wystrzałowych playlist)

W tej chwili Apple jest najbardziej wartościową firmą (i marką) świata. Daleko, daleko za nimi plasuje się Microsoft. Może się wydawać, że hegemonia Apple jest pełna. Ale były kiedyś takie czasy, gdy najpopularniejszym serwisem społecznościowym było MySpace. Atarowcy i Komodorowcy walczyli kiedyś na noże o to, kto ma najfajniejszy komputer do gier. Potem na wszystkich komputerach chodził MS DOS, a 640 kB pamięci miało wystarczyć każdemu. Każdy biznesmen chciał mieć BlackBerry. Walkman Sony był najpopularniejszym urządzeniem do słuchania muzyki. Wszyscy używaliśmy Netscape Navigatora, z wyjątkiem niegrzecznych chłopców, którzy upierali się przy Internet Explorerze. Szajsung Crapaxy S III sprzedał się w 80 milionach egzemplarzy. Z bliżej nieznanych powodów (chłe, chłe) Samsung nie chce podać ilości sprzedanych S6 i S6 Edge, ale analitycy wyliczają, że prawdopodobna sprzedaż obu modeli to 45 milionów.

Gdyby spróbować policzyć wszystkie usługi, produkty i projekty, którymi w tej chwili zajmuje się Apple, z pewnością wyszłoby ich więcej, niż modeli Macintosha przed powrotem Jobsa w 1997. Można powiedzieć, bogatemu wolno. Tylko – po co? Apple zdobyło swoją aktualną pozycję dzięki temu, że robiło kilka rzeczy najlepiej na świecie. W tej chwili robi kilka rzeczy dobrze, kilkadziesiąt tak sobie, kilkanaście beznadziejnie, a na podorędziu czeka pięćset kolejnych pomysłów. iPhone zmiótł konkurencję z rynku, ponieważ nikt wcześniej nie zrobił niczego podobnego. iPad zmiótł konkurencję z rynku, ponieważ nikt wcześniej nie zrobił niczego podobnego tak dobrze. Apple Music to wypadek przy pracy, który najlepiej byłoby podlać benzyną i podpalić. Patrząc na śliczny interfejs Photos (to żart – Photos w ogóle nie posiada interfejsu, do tego stopnia, że po instalacji musiałem się upewnić, czy na pewno ściągnęła się cała aplikacja) jęczę cichutko, zaś Zbrojmistrz okropnie klnie, usiłując odczytać wpisy w swoim kalendarzu, wyglądające tak:

Screen Shot 2015-08-08 at 20.33.37

(Czcionki nie da się powiększyć ani zmienić, ale za to jak ślicznie biało, prawda? Zostawię miłosiernie fakt, że godzina nie jest wyrównana ani do tekstu, ani do daty, a kropka po lewej stronie NIE jest wyśrodkowana w pionie)

Kiedyś, dawno temu, Apple usiłowało podbić świat usługą o nazwie MobileMe. Steve Jobs odkrył, że usługa po pierwsze jest powolna, a po drugie czasami nie działa wcale i co nam pan zrobi. Zażądał od jednego z inżynierów tłumaczenia, co MobileMe ma w zasadzie robić. Inżynier odpowiedział, na co Jobs warknął: „Więc dlaczego, kurwa, tego nie robi?!” Jobsa nie ma i nie wróci, Tima Cooka cenię za jego wkład w promocję homoseksualizmu w świecie, ale resztka pozostałego we mnie fanboja Apple po cichutku marzy, żeby ktoś – ktokolwiek – zebrał wierchuszkę Apple do kupy, spytał o to, jak w tej chwili wygląda wizja i misja firmy, potem wywalił Ive’go za drzwi, zamknął Iovine’a w piwnicy, kopnął Eddy’ego Cue (to ten od usług) tak, żeby leciał aż do Księżyca, a na koniec spytał kogoś, CO Apple Music, Apple TV, Apple Car, Apple Watch, Apple Maps, Apple Calendar, Macbook z jednym złączem, Mac Pro z 2013 i wszystkie pozostałe twory mają robić, a na koniec wrzasnął, ale tak, żeby każdy z 92 tysięcy pracowników usłyszał, „Więc dlaczego, kurwa, tego nie robi?!”

PS. Znęcam się niemiłosiernie nad Apple Music, bo całym sercem pragnąłem, żeby było świetne. Marzyłem o pełnej integracji streamingu z moją biblioteką offline, o przechowywaniu kolekcji muzyki w chmurze, dzięki czemu mógłbym sobie ściągać na telefon w kuźni to, czego akurat zechciałoby mi się słuchać, o aplikacji na Androida która pozwoliłaby mi wykasować pełen błędów iSyncr, o spersonalizowanych rekomendacjach, dzięki którym odkrywałbym nowe horyzonty muzyczne, o eleganckim designie. Dostałem koszmarek pełen błędów, który powinien być wydany ze statusem „developer preview”, a nie jako gotowy produkt.

  • 7

    „W tej chwili robi kilka rzeczy dobrze, kilkadziesiąt tak sobie, kilkanaście beznadziejnie, a na podorędziu czeka pięćset kolejnych pomysłów.” — 3XTAK! Oni chyba chcą na siłę udowodnić, że po śmierci Jobsa nadal mają w sobie ducha kreatywności, tymczasem ja odnoszę wrażenie, że nie mają zielonego pojęcia co dalej.
    A co do nowego MacBooka to wprawdzie rezygnacja z MagSafe to moim zdaniem krok w tył, ale ogólnie jest to śliczne maleństwo i pewnie kupię drugą, trzecią generację.

    • 7

      impostor!

    • Grant Thorsson

      Mi aktualne posunięcia Apple kojarzą się z małpą, która wali w klawisze maszyny do pisania, bo dowiedziała się, że jak to będzie robić wystarczająco długo, to napisze dzieła Szekspira…

  • Zauroczenie Macintoshami (wtedy) dopadło mnie w drugiej klasie liceum. Szkoła dostała nowe komputery – Macintoshe LC (czy podobnie). Był 95 rok, małomiasteczkowa rzeczywistość Polski B, wokoło szare 486DX, kilka Amig 500, Atari itp. Macintosh był jak z przyszłości – eleganckie budowy, kolorowy, spolszczony system.
    Naprawdę byłem pod wrażeniem.

    • 7

      Chodziłem do szkoły w Warszawie i też mieliśmy Macintoshe LC (czy podobnie) + jednego Quadra 630 (czy podobnego, z dodatkową kartą z procem Intela umożliwiającą *równoległe* uruchomienie Windows). Specjalnie dla Maców przygotowali w szkole drugą salę komputerową oraz zatrudnili nauczycielkę, która sprawiała wrażenie jakby sama uczyła się przed lekcją… No i oczywiście absurdalne Logo…

      Wówczas komp jak komp, kolejna rzecz do rozgryzienia. Najbardziej podobała mi się czcionka w menu 😛 Bardzo niedawno znowu zacząłem mieć kontakt z Maciem no i pierwsze wrażenie po fafnastu latach mam takie, że co nie kliknę to każe mi się zarejestrować w iTunes… otóż NIE.

    • Grant Thorsson

      Taak, ten spolszczony system! Czytywałem pisma Mikroklan i Komputer i ten spolszczony system to było coś niebywałego. Czuło się, że dla Apple Polska jest Ważnym Rynkiem i w ogóle. Młodsze pokolenie w ogóle nie rozumie, co to znaczy mieć system po angielsku (jeśli masz szczęście) albo np. po niemiecku, bo akurat taki komputer był w Peweksie i co z tego, że nie znamy niemieckiego, trzeba się uczyć na błędach.

      Czy ja dobrze pamiętam, że Mac OS spolszczył pan Tatarkiewicz? Czy Wimmer?

  • jiima

    Srsly?

    Zjazd Appla w dół zaczął się jeszcze za Jobsa, kiedy on naprawdę uwierzył w to, że jest najbardziej zaje* człowiekiem na Ziemi, tej Ziemi. iPhone 4 (aka. pokażę wam gupki jak się telefon trzyma). iOS (czwarty, ale pierwszy który zwał się iOS). Myszka-łamirączka. Spapranie serii Macbooków Pro. Tak na marginesie, Mace Pro też nie były priorytetem za Jobsa, w końcu kosz na śmieci powstał jako następca modelu którego zaczęły przeganiać niektóre laptopy samsunga (nie to, żeby Mac Pro był słabą konstrukcją, po prostu naprawdę długo nie miał następcy).

    Co do designu to właśnie Macbook Air rozpoczął wyścig do „jaknajcienieja” z jednym portem USB, który podjął Intel z debilizmem pod tytułem Ultrabooki, a Apple przeniósł to na Macbooki pro, bo przecież nie mogą być mniej „ultra” od asusów, prawda? Dlatego też poważnie myślę o hackintoshu na jakimś starym OSX, bo na josemicie nie da się pracować, powaga, a za dużo mam programów na OSX żeby teraz szukać zamienników na jakąś windozę i jeszcze raz za nie płacić.

    Co do skeuomorfizmu, to absolutnie się z tobą (chyba po raz pierwszy) nie zgadzam. To, co zawsze wkurzało mnie w OSX (choć wkurzało minimalnie, więc przyjmowałom z dobrodziejstwem inwentarza) to właśnie skeuo, z debilizmami pod tytułem „skórzany” interfejs calendara i notes. Obecnie jest mniejszy szum informacyjny. Ja rozumiem biadolenie jakiegoś grafika, któremu przestały się sypać zlecenia na ikonki-miniaturowe dzieła sztuki, ale ja nie chcę dzieła sztuki w ikonce, dla mnie monochromatyczne ikony w toolbarze to zbawienie (moje schorzenie psychiczne nazywa się ADHD). Dla mnie oryginalny „metal” był OK, potem jak poszli w skóry i plastiki, zaczęło to być sztuczne i odstręczające, obecne „szkło” to chyba jedyny element josemajta który mi się podoba (zdecydowanie nie podoba mi się drastyczny spadek wydajności).

    (Plus, ikonki to coś co zawsze funkcjonowało na granicy percepcji. Ja wiem, że w ikonce share’a CIFS-owego w OSX jest windowsowy BSOD z Win95 chyba, uśmiałom się jak zauważyłom to w Leopardzie, ale to dowcip na raz, teraz mnie śmieszy mniej bo ikonka chyba wciąż żyje, a Apple używa CIFS tak samo jak windows, bo ich własny protokół udziałów sieciowych jest antyczny i nikt go nie rozwija.)

    Marudzenie, że Jobs był wizjonerem, a Cook biznesmenem jest też nie całkiem trafione. Wizjoner Jobs zarąbał pomysł interfejsu od mało znanej tajwańskiej firmy robiącej telefony na windows mobile i piszącej nakładki na niego i tak zrobił ajfona. Ajfon to nie wizja, tylko czysty pragmatyzm biznesowy do bólu. HTC miało wizję, ale zabrakło im pragmatyzmu. Appstore to pomysł społeczności, który Jobs zmonetyzował (i zniszczył), oryginalnie iPhone miał nie mieć aplikacji poza preinstalowanymi (ostatnio zaczyna mi się ta idea coraz bardziej podobać). Mac App Store — porażka. Mały iPad – w końcu powstał i był strzałem w dziesiątkę. I tak dalej można by długo…

    Z rzeczy których nigdy nie pojęłom za Jobsa, a co gorsze nawet teraz nie jest lepiej, to iTunes. Ta usługa wydobyła Apple z dna (razem z iPod’em, który też początkowo był bublem, za to wizjonerskim bublem, tak samo jak telefony HTC czy… nie wiem, Apple watch jest po prostu bublem). Ale jakość aplikacji desktopowej (długo nie było innej), pozostawiała zawsze wiele do życzenia. O ile pamiętam, w Snow Leopardzie wciąż było to zacinające się g… napisane w przestarzałym API Carbon (oprócz iTunes używało tego tylko Adobe w swoich coraz bardziej krzaczących się Creative Suite), w dodatku w pewnym momencie stylistycznie nie pasujące do reszty systemu. Flagowy produkt. Tego nie pojęłom nigdy i z tego powodu może nigdy nie zachwycił mnie wizjonerski geniusz Jobsa i jego dopilnowanie wszystkich szczegółów. Skoro przegapił iTunes, to…

    • Grant Thorsson

      Hej Jiima, tęskniłem 🙂

      Myszki nie da się obronić. Szukałem informacji, kto to cudo zaprojektował, ale nie znalazłem (nie wiem czemu nikt się nie chce pochwalić tak spektakularnym sukcesem…) Nawet musiałem tego przez jakiś czas używać, ale bardzo szybko przestawiłem się na myszkę Microsoft, której trzymałem się przez wiele lat.

      Macbook Air miał o tyle sens, że był modelem o specyficznym przeznaczeniu: mogłeś wybrać zwykłego Macbooka, mogłeś Pro, mogłeś Air, który miał wiele oczywistych ograniczeń, ale był cieniutki i to był jego cały point. Teraz zepsuli Macbooka. Cienki Macbook, cienki Macbook Air, nieuaktualniany od 2012 (!) Macbook Pro. W tej chwili Apple nie produkuje żadnego porządnego laptopa.

      Jeśli chodzi o skeuomorfizm, to dla mnie najboleśniejsza jest ikonka Photos:

      Photos

      Nikt mi nie wmówi, że to się kojarzy z kolekcją zdjęć. Owszem, po kliknięciu pięć razy zapamiętuję, że ten kwiatek to Photos, ale według własnych reguł Apple użytkownik nie powinien musieć się zastanawiać, w co, do cholery, klika. Co do grafików, problem jest na tyle bolesny, że aktualnie nagrodę Apple za najlepszy design dostają inżynierowie oprogramowania. Yosemite chodzi u mnie szybko, ale poniżej ceny iMaca 21″ złożyłem sobie coś w rodzaju ulepszonego Maca Pro, więc nie ma się co dziwić. Podobno El Capitan jest szybszy, ja go testuję z dziesięcioletniego dysku zewnętrznego, więc trudno wyczuć.

      Windows Mobile już istniało przed iPhone? Wow. Nie wiedziałem. Masz dla mnie jakiś link? Chętnie bym się dokształcił 🙂 Appstore jednak mi się podoba, chociażby dlatego, że gdybyś nie mógł mieć aplikacji oprócz applowskich, byłbyś skazany na Apple Music, Apple Maps i tym podobne $ukce$y.

      Apple Watch to dla mnie w sumie najdziwniejszy pomysł Apple. W wywiadach z twórcami czytałem, że zdecydowali się na formę zegarka, a potem musieli wymyśleć, co ten zegarek będzie robił. Jak dla mnie powinno być odwrotnie, ale nie jestem CEO firmy z nieskończoną sumą pieniędzy na koncie. Na Windows używałem Winampa, na Macu przesiadłem się na iTunes najpierw z musu, a potem pokochałem. Ale wersji 12.2 nie da się kochać, chyba, że jesteśmy masochistą. Ostatnio odkryłem, że po przestawieniu widoku z „Albumy” na „Artyści”, iTunes zaczyna odtwarzać wszystkie utwory w losowej kolejności niezależnie, czy klikniemy „shuffle”, czy nie. Apple Music już wyłączyłem, bo mam dosyć, rozważam downgrade iTunes do wersji 11.

      Pozdrawiam!

      • jiima

        Żyję, tylko zdycham z upału. Więc przepraszam za TL;DR, przegrzany mózg ma skłonność do strumienia świadomości.

        Skeuo to nie tylko ikonki, które mogą być prostsze a jednocześnie z sensem, podbierz komuś na chwilę Lumię — tam ikony są dosłownie bitmapami (w sensie unixowym — nazwa „bitmapa” pochodziła z tego że każdy piksel opisywał jeden bit — zapalone / zgaszone) a mimo to są czytelne i nawet ładne. Photo rzeczywiście nie wygląda… ale nie-applowskie Google Photo też ma taki wiatraczek, tylko bardziej kanciasty, może to jakieś ezoteryczne skojarzenie które łapie tylko super-duper-pro-fotograf, którym raczej nie jest target tych apek (filtry na obiektyw? rozbarwienie? ale rozbarwienie to w offsecie a nie fotografii).

        Skeuo które mię wkurzało, to pseudo-plastiki, skóry itp w UI aplikacji (lubię plastiki a nawet skóry, ale niekoniecznie w moim edytorze tekstu). Ikonki były przeładowane, ale może mam estetykę uszkodzoną przez lata windozy, ikonki z Linux-ów też mnie wkurzały, dla odmiany miałom wrażenie że są cukierkowo niepoważne. Tak samo te pseudo-3d ikony z wczesnych androidów. No i KDE. Nic bardziej mnie nie wpieniało jak ten wypasiony skin KDE, z resztą podobny do wczesnych Aqua na macu (też wkurza).

        Yosemite chodzi… szybko, może. Ale na moim leciwym Pro (ostatni 16” jaki wypuściło Apple), zacina się, a w żadną z gier w które grywałom na Mountainie czy nawet Maveriksie nie da się teraz grać z powodu spowolnienia (oprócz Don’t starve). Nawet Doom3 się tnie, a to starsze od mojego kota.

        Mylisz windows mobile i windows phone i windows mobile 10 (każdy by się pomylił w tym co M$ odwala z nazewnictwem). Mobile to ten stary system, który robiono pod palmtopy i rysik, wyglądało jak zminiaturyzowany windows 3.11 trochę. Używało się tego strasznie, więc ludzie popisali nakładki na których HTC oparł się robiąc Touch. iPhone powstał w podobnym czasie, więc powiedziałobym że miały wspólnych ideologicznych przodków, różnica była taka, że w wypadku WM pod spodem wciąż był windows który walił cię w twarz jak kliknęłoś niewłaściwą ikonę, a w iPhone wszystko współgrało.

        Appstore to temat na długą opowieść. Raz, że appstory były wcześniej (getJar), podobnie jak model aplikacji w „piaskownicy” (Java ME), więc nothing new. Problem z applowskim sklepem był taki, że raz, akurat dla nie go nie ma alternatywy, podobnie jak dla części appek (zwłaszcza Safari które na początku było najbardziej zarąbistą przeglądarką mobilną ever, a teraz idzie w stronę stania się nowym IE). Problemem jest polityka równania cen w dół (słynne C99, obśmiane w World of Goo), uwalania appek z powodów ideolo, promocji tandety i wielkich graczy (to ostanie boli, bo idea była taka, że będzie to sklep w którym geeki, homebrewerzy i inni tacy będą mogli legalnie sprzedawać swoje dzieła, skończyło się najpierw na iFart, a potem na dominacji Gameloftów i innych wielkich graczy). Same appki to problem innego rodzaju, do dziś nie wiem po pen*sa mi aplikacja do czytania tego co jest na stronie Wyborczej, ale to ogólny ból platform smartfonowych, choć zaczęło się od Appla, to jednak chyba tego na Jobsa nie zwalę.

        • Grant Thorsson

          Rozumiem problemy z temperaturą, chociaż mi wczoraj w nocy było zimno…

          Ikonka Google Photos mnie nie przekonuje, raczej pogarsza sprawę, bo pokazuje, że Ive tylko się wydaje, że jest oryginalny. W ogóle boli mnie fakt, że Android, Windows i Mac OS/iOS wszystkie się zrobiły do siebie podobne. Flat Design owszem, powoduje, że programista może sobie narysować w HTML5 ikonkę bez użycia Photoshopa, ale osobiście lubię mieć wybór. (M.in. z tego powodu używam cDocka, bo płaski dock mi się nie podoba i nie interesuje mnie, co na ten temat myślą „graficy” Apple.)

          W edytorze tekstu o ile wiem nie było plastików i skór? Tylko w aplikacji Notes. Może mi się wydaje, bo już dawno nie widziałem na oczy Mavericks, a iOS jeszcze dłużej. Ale mam wrażenie, że Textedit zawsze był biały.

          Narzekania na Yosemite czytam wszędzie. Ja mam i7, gier nie używam, a Creative Cloud i Reason, moje podstawowe aplikacje, chodzą zgrabnie. Podobno El Capitan ma być o wiele szybszy, testerzy wersji beta bardzo go chwalą, nawet ci z komputerami sprzed siedmiu lat. Ja zainstalowałem betę na kilkuletnim dysku 5400 rpm, a Yosemite mam na SSD, więc trudno mi porównać.

          Haha, możliwe, że mylą mi się wszystkie podobne do siebie wersje Windows. Kiedy pojawił się pierwszy iPhone, głosiłem wszem i wobec, że telefon bez klawiatury się nigdy nie przyjmie, złamałem się przy wersji 4 i odkryłem z zaskoczeniem, że wszystko samo działa. Żadnych problemów. Z niczym. Oprócz Flasha, oczywiście. Android 4 najpierw się krzaczył, potem jakoś się robił coraz lepszy, Lollipop 5.0.1 jest taki sobie, ale 5.1 podobno wszystko poprawił. Dowiem się, jak holenderski T-Mobile łaskawie go wypuści, dowaliwszy najpierw kilkaset megabajtów bloatware. Jednym z powodów, dla których mam wrażenie, że Apple znalazło się na równi pochyłej jest to, że iOS przestał „po prostu działać”. Apple Music jest najgorsze, ludzie piszą, że nie synchronizują im się telefony i iPady, że muzyka sama znika, albo odwrotnie – na telefonie tajemniczo zmniejsza się ilość wolnego miejsca, podczas gdy oni niczego nie wgrywali… Na miejscu Tima Cooka zaprzągłbym WSZYSTKICH programistów do naprawiania iTunes i Apple Music, tymczasem ostatnia wersja iTunes ukazała się pięć tygodni temu i nie widać nowej. (W międzyczasie zrobiłem downgrade do 12.1 i pominąwszy tajemnicze zniknięcie części okładek jestem szczęśliwy.)

          Z App Store nie ma alternatywy tylko na telefon, na Maca możesz ściągać, co zechcesz, jeśli zaznaczysz w ustawieniach, że zgadzasz się na instalację oprogramowania spoza App Store. Z promowaniem tandety zetknąłem się na Apple Music, miałem wielką nadzieję odkryć jakichś ciekawych wykonawców, tymczasem ta kupa wtyka mi Kanye Westa i Celine Dion. Z całym uszanowaniem, ja już tych państwa kiedyś słyszałem. Tymczasem Spotify na Discover Weekly dostarcza mi muzyki niemal idealnie dopasowanej do mojego gustu, a na dodatek wcześniej nieznanej.

          A co do aplikacji Wyborczej, do której wersja mobilna ich strony nachalnie mnie namawia… tu bym jednak raczej pisał do Michnika, niż Jobsa albo Cooka 😉 Swoją drogą ciekawe, czy Michnik ma team do czytania maili, Cook ma, widziałem mnóstwo opowieści o tym, że ktoś się zezłościł na błąd tu czy tam, napisał do Cooka i następnego dnia miał odpowiedź od obsługi klienta.

        • 7

          Flat design to moim zdaniem najgorsze, co mogło spotkać UI. I nie chodzi tylko o to, że teraz wszystkie aplikacje wyglądają tak samo, są pozbawione stylu i zwyczajnie nudne. Przede wszystkim interfejsy stały się niezrozumiałe. Gdy patrzysz na takie okienko składające się z bieli i niebieskich oraz czarnych tekstów, nic cię nie informuje, że tu jest przycisk, to jest belka, a to pole tekstowe. (Kwestię paskudnej palety kolorów i stylistycznego miszmaszu w iOS pominę milczeniem).

          Przykład:
          http://static1.squarespace.com/static/54bb4cfce4b045585ada36f7/t/55357538e4b0b3c77cb2269a/1429566779943/?format=750w
          http://static1.squarespace.com/static/54bb4cfce4b045585ada36f7/t/559dc9dae4b0538926258514/1436404191457/?format=750w
          http://static1.squarespace.com/static/54bb4cfce4b045585ada36f7/t/55237a1ae4b0950523e31f8e/1428388380160/?format=750w

          Swoją drogą ciekawa zmiana w El Capitan:
          http://static1.squarespace.com/static/54bb4cfce4b045585ada36f7/t/559397b4e4b03b84d2ce0e9c/1435735989869/?format=750w
          Apple poszedł trochę po rozum do głowy, choć wciąż daleko do zrozumiałości i wrażenia głębi z Mavericksa.

          Ale to jest część większego problemu i tego, że praca designera jest dzisiaj wyjątkowo niedoceniana.

          Nawet jeśli „skóry i plastiki” się zestarzały (choć nie wszędzie i nie zawsze), to da się zaprojektować interfejs gustowny i bez przesadnych wizualnych wodotrysków, a jednocześnie zrozumiały i z charakterem.

          Obrazki pochodzą z bloga: http://www.elischiff.com