Zła Maria i Dobra Katarzyna, czyli emo dziennikarskie

Czas na najnowszy odcinek cyklu „Łojezu jakie emo”. Dziś emo prezentuje Katarzyna Kolenda-Zaleska.

Upłynęło już sporo czasu od wyznania pani Marii Czubaszek o dokonanych przez nią dwóch aborcjach, ale ta sprawa wciąż nie daje mi spokoju.
MUJBORZE — czy to syndrom pocudzoaborcyjny?!
Na początek dwa zastrzeżenia. Marię Czubaszek bardzo lubię za jej dowcip, błyskotliwą inteligencję i niezależność. I po drugie – nie zamierzam osądzać niczyich wyborów.
No i nie jestem rasistką, bo mam beżowych przyjaciół!
Ale coś mnie w tej sprawie uwiera. Łatwość, z jaką opowiada się o najintymniejszych sprawach, i nonszalancja, z jaką się o nich mówi. Dziś szokujące wyznania są na porządku dziennym. W mediach roztrząsa się najbardziej prywatne sprawy, aby w ten sposób zyskać popularność, bo właśnie wchodzi nowy film, wychodzi nowa książka. W końcu nieważne, jak mówią, byle po nazwisku.
O tak, jestem przekonany, że 72-letnia Maria Czubaszek, autorka mnóstwa felietonów, słuchowisk, sztuk teatralnych, piosenek postanowiła dokonać 40 lat temu aborcji, w przewidywaniu, że w 2011 roku wyjdzie jej książka z Arturem Andrusem i będzie można ją promować za pomocą roztrząsania prywatnej aborcji.
[…] Maria Czubaszek nie tylko ujawniła fragment swojego intymnego życiorysu, ale też jak nikt nigdy dotychczas zbanalizowała aborcję, wpisując ją nie w krąg dylematów moralnych, ale tabloidowych wyznań.
Gówno prawda, pani Kasiu.
Tu żadne tabu nie zostało złamane – jak natychmiast napisały panie z Feminoteki.
NATYCHMIAST — zamiast czekać, jak pani Kasia, kilka tygodni. Takie są właśnie feminazistki!11!!
Jeśli coś zostało przekroczone, to raczej granica dobrego smaku w epatowaniu własną prywatnością. Czy nie ma już żadnej tajemnicy, którą chciałoby się zachować dla siebie? Wszystko jest na sprzedaż?
Tak jest! Zła celebrytka dokonuje aborcji i zaraz po 40 latach biegnie do mediów nadawać na cały kraj o tym, jaka jest dumna z pustki swego łona stworzonego wszak do bycia Matką Polką!
W Polsce toczy się debata o tym, od którego momentu można mówić o człowieku i czy nie zezwolić na przerywanie ciąży w jej pierwszych tygodniach. W debacie uczestniczą i politycy, od których zależy stanowione prawo, i Kościół, który uznaje, że życie zaczyna się w chwili poczęcia.
Czyli osoby o wiele bardziej uprawnione do rozmowy o ciąży, życiu napoczętym i byciu matką, niż jakieś tam kobiety, w szczególności Maria Czubaszek.
Uczestniczą organizacje społeczne, zwolennicy i przeciwnicy aborcji na żądanie czy aborcji w ogóle. Debata jest czasami dramatyczna, padają argumenty wzajemnie się wykluczające. Ale jest to debata poważna, uwzględniająca wrażliwość jej uczestników.
Aha, na przykład wtedy, kiedy wiesza się billboardy ze zdjęciami zakrwawionych płodów zestawionych z masakrami w Afryce i twarzą Hitlera. To uwzględnia, jak rozumiem, wrażliwość uczestników z kręgów politycznych i kościelnych.
I nawet ci, którzy są zwolennikami liberalizacji prawa aborcyjnego w Polsce, podkreślają, że aborcja to ostateczność, zło, które odbije się na psychice kobiety.
Gówno prawda, pani Kasiu. Po prostu pani i pani podobni macie potrzebę zamiatania pewnych rzeczy pod dywan. Rozumiem to bardzo dobrze, bo mam ciotkę zupełnie do pani podobną. Nie zawsze aborcja to zło, nie zawsze odbija się na psychice kobiety, nie zawsze to ostateczność — wszak zawsze można urodzić i zostawić dziecko w piwnicy. To, pani Kasiu, jest ostateczność i temu, że taka ostateczność ma miejsce winni są „uczestnicy debaty”.
Ksiądz Adam Boniecki opowiadał mi kiedyś, że był świadkiem dramatycznych wyznań wielu starszych kobiet, które latami tłumiły w sobie poczucie winy i latami nie były w stanie uwolnić się od koszmaru wspomnień o aborcji. Nawet jeśli nie wszystkich kobiet dotyka syndrom poaborcyjny, to wiele zmaga się z nim latami.
I co za szkoda, że Marii Czubaszek nie dotknął syndrom i nie zmagała się z nim latami, prawdaż? O ile lepiej czułaby się wtedy pani Kasia, osoba najbardziej zainteresowana i dotknięta stanem łona pani Marii.
Trudno ocenić, jaki efekt przyniesie publiczne wyznanie Marii Czubaszek. Czy będzie dewastujące dla psychiki wielu kobiet, czy wręcz przeciwnie – zbuduje opór wobec łatwości podchodzenia do usunięcia niechcianego płodu. Myślę, że wypowiedzi osób publicznych, autorytetów mają swoje znaczenie w chwili, gdy podejmuje się własne wybory moralne.
Mają, i właśnie dlatego cieszy mnie wypowiedź pani Czubaszek. Dzięki której być może jedna mniej dziewczyna porzuci noworodka w piwnicy. Pani Kasiu, czasami warto myśleć podczas pisania.
W kwestii przerywania ciąży potrzebna jest delikatność, powaga, a także minimum odpowiedzialności. Pani Maria Czubaszek aborcję potraktowała trochę jak wyrwanie zęba. I chyba najbardziej szokująca jest właśnie ta nonszalancja.
Szokująca dla pani Kolendy-Zaleskiej, rzecz jasna. Pani Kasia, zwana również społeczeństwem, domaga się minimum odpowiedzialności w kwestii NIELEGALNEGO PRZESTĘPSTWA jakim w Polsce jest przerywanie ciąży. Minimum, jak rozumiem, oznacza nieuprawianie seksu celem niezajścia — piszę to oczywiście złośliwie się natrząsając, ale przecież tylko taką poradę mają dla kobiet w niechcianej ciąży prawicowcy.

A pani Czubaszek, znana celebrytka z pierwszych stron wszelkich tabloidów, nie poprzestała wszak na opowieściach o aborcjach. Uważa również, że powinna mieć prawo do eutanazji, oraz że homoseksualiści powinni móc adoptować dzieci. To nie Czubaszek! To Szatanaszek! Apage! Niech ktoś tę złą kobietę zamknie gdzieś daleko, daleko, gdzie jej wrzaski nie zaćmią spokojnego snu społeczeństwa, chciałem powiedzieć — pani Kolendy-Zaleskiej, Kościoła i polityków, gdy będą prowadzić kolejną debatę o tym, jak bardzo należy zaostrzyć ustawę antyaborcyjną i jak bardzo niewłaściwe jest in vitro.

Zgodzę się z jednym zdaniem — „Maria Czubaszek aborcję potraktowała trochę jak wyrwanie zęba”. Wyrywanie zębów jest zabiegiem bolesnym, inwazyjnym i unikanym przez dentystów. Trudno jest odtworzyć stan poprzedni, jeśli ząb zostanie wyrwany. O wiele lepiej jest unikać tej konieczności za pomocą plombowania, leczenia kanałowego, czy budowania koronki na pozostałym fragmencie oryginalnego zęba. Niestety, w Polsce „uczestnicy debaty” nie wydają się być tego świadomi, wyrywania zakazując, dostęp do leczenia ograniczając, a na koniec cynicznie głosząc, że jak nie chcieliśmy, żeby nas zęby bolały, to było nie jeść.

  • best comment ever

  • absolutnie uwielbiam to, co napisałeś. nigdy w życiu nie umiałabym tak uzasadnić tego co czuję.

  • Za mało Jana Pawła II moim zdaniem było co jest nietypowe dla publicystyki K-Zaleskiej. Buceria w ataku na Marię Czubaszek jest prześwietna. A ileż odwagi musi mieć taka Kolenda?

    Mam nadzieję, że tak jak we Francji w latach 70tych kobiety zaczną robić takie coming outy częściej a Terliki i Zaleskie będą płakali łzami do papieża.

    Brawa za analizę.

  • najlepszym sposobem na unikanie wieloletniej traumy jest poproszenie o pełną narkozę.

  • @rotaro Faktycznie, nic o Papieżu Wiecznie Żywym Ojcu Narodu. Może przeoczyła fragment o eutanazji?

  • Jestem pod wrażeniem. Nie znoszę takich tekstów/wywodów jak ten Kolendy, ale dzięki twoim komentarzom, które działają jak wentyle, dałam radę przez niego przebrnąć 🙂
    Może Kolenda ma zamiar pisać to w odcinkach i JPII odłożyła na cz. 2 🙂

  • #grammar nazi
    „Pani Kasia, zwana również społeczeństwem, domaga się minimum odpowiedzialności w kwestii NIELEGALNEGO PRZESTĘPSTWA jakim w Polsce jest przerywanie ciąży.”

    Możesz mi drogi Navairo podać przykłady legalnych przestępstw?

    Poza tym nic dodać nic ująć, oprócz tego że wyprzedziłeś mię z tematem, planowałom napisać parę słów od siebie, a już nie trzeba. Nawet się cieszę, bo czasu nie zmarnuję.

  • Wyjątkowo obrzydliwa i cyniczna próba K. K-Z odwrócenia uwagi od zajścia z Rutkowskim.
    Makabra, bleh, niesmak, okropieństwo, poniżej wszelkiego poziomu:(

  • chciałem jeszcze zauważyć iż:
    1. odnośnie metafory z zębem, należąłoby dodac że nasi „Dentysci” z KRK i szeroko rozumianej władzy nei dość ze zakazują zebów wyrywać, to mówuią też że mycie zębów jest przyczyną choroby. W szczególności opowiadanie o myciu zębów dzieciom mogłoby je zachęcić do jedzenia słodyczy. A kobietom które myją zeby mogą one przez to wypaść.
    2. Pani KAtazyna pisząc <[]"Trudno ocenić, jaki efekt przyniesie publiczne wyznanie Marii Czubaszek. Czy będzie dewastujące dla psychiki wielu kobiet, czy wręcz przeciwnie - zbuduje opór wobec łatwości podchodzenia do usunięcia niechcianego płodu. Myślę, że wypowiedzi osób publicznych, autorytetów mają swoje znaczenie w chwili, gdy podejmuje się własne wybory moralne." popełnia bład poznawczy (en.wikipedia.org/wiki/Affirming_a_disjunct - niestety polska wikipedia nie ma tych stron), gdyż przywołana przez nią aleternatywa ni jest rozłaczna ani też nie wyczerpuje wszystkich możliwości. a fe.

  • @trekski Znać umysł ścisły 🙂

    @chakravant A nie zauważyłeś, że ja tak używam języka z premedytacją? Nielegalne przestępstwo, rzecz jasna, należy do tego samego gatunku odzywek, co po pierwsze primo i kobieta płci odmiennej. Tsk, tsk. A myślałem, że długo się już znamy 😛

    @allek.in.all Profesora Środa pojechała za to po KKZ, słusznie zauważając, że niektórym osobom się myli „bycie znanym” z „byciem autorytetem”. Co jest dokładnie tym powodem, dla którego się do KKZ doczepiłem, nie znoszę tego wszystkowiedzącego tonu.

  • @navaira
    Sorki, grammar nazi we mnie wyrosło. Kobieta pci odmiennej jest zrozumiale (post)ironiczne, a po pierwsze primo (i kolejne – po drugie primo …) to wręcz cycat z klasyki polskiego filmu (ale już nie pamiętam którego), zaś użycie kapitalików sugeruje że ty tak poważnie, podobnie jak poważny temat. Stąd niedopatrzenie.
    Z resztą w Polsze jest wiele legalnych przestępstw. Takie ściąganie empetrójek z neta na przykład…

  • Seoirse

    No, nareszcie mogę komentować. Blox precz!
    @Trekski, ja w ogóle nie mogę wyjść z podziwu dla tej „dewastacji psychiki kobiet”, tzn. skąd się to KKZ w ogóle wzięło. Ki czort? Tzn. jest dla mnie ewidentne, że coś zdewastowało było psychikę KKZ, ale czemu chce ona wkopać tę dewastację w brzuch wszystkim kobietom dokoła, to nawet z pomocą dziadzia Freuda nie mogę rozkminić. Po namyśle stwierdzam, że to chyba na Freuda za proste, to zwykła durnota objawiająca się kompletnym brakiem szacunku dla takich fanaberii, jak pomysł, że można na różne sprawy różnie patrzeć. A nie po bożemu ino w wydaniu przaśno-nadwiślańskim.
    A w ogóle to chyba nie mogę więcej słuchać o myciu zębów. Czuję, że zaczyna to mieć dewastujący wpływ na moją psychikę.

  • Jiima

    Witam w nowym miejscu i od razu się odniosę do kilku kwestii. Wiadomo, że jednym z problemów całej dyskusji jest używanie kompletnie niewłaściwego słownictwa i to nie tylko na określenie osób „z drugiej strony barykady”, ale również na przedmiot rozmowy.
    Co do samej aborcji, temat rzeczywiście jest kontrowersyjny. IMAO przeginają obydwie strony i choć chciałobym rzec „ale ONI zaczęli” nie zrobię tego i nie sprecyzuję kim są „ONI” dla świętego spokoju. Problem jest w tym, że do tematu aborcji rzeczywiście nie powinno się podchodzić lekko i bezrefleksyjnie. Refleksja pierwsza jest taka, że do tego samego worka wrzucana jest cała seria różnych procedur medycznych, które mają na celu przerwanie ciąży (jedna ze stron z upodobaniem wciska tu również środki antykoncepcyjne bo przecież biedny niezagnieżdżony zarodek). Każda z owych procedur ma różny „ciężar gatunkowy” i różnie powinna być traktowana. Owszem, dla mnie barbarzyństwem jest aborcja w 8 miesiącu ciąży (w GB przez długi czas legalna, w PRL też i nikt w tym nie widział problemu) – raz że takie dziecko mogłoby spokojnie przeżyć bez pomocy matki(*) która z takich albo innych powodów nie chce tego dziecka *i ma do tego absolutne prawo*, a dwa sama matka zostaje poddana najpierw ciężkiemu zabiegowi, a potem rozmaitym efektom pozabiegowym. Z drugiej strony mamy aborcję na początku ciąży, gdzie ani kobieta nie powinna doznać jakiś szczególnych konsekwencji, ani też nie niszczymy żadnego „dzieciątka”, gdyż rzeczywiście nawet jeśli zniszczony obiekt w jakimś stopniu przypomina człowieka, to złośliwie dodam że piernikowy ludzik też.
    Po drodze mamy całą serię odcieni szarości, zarówno w kwestii tego jak rozwinięty jest płód i czy jest w stanie cokolwiek odczuwać, oraz w kwestii tego, jakie są motywy podjęcia takiej decyzji przez kobietę (bo nie czarujmy się, statystyczny facet umywa ręce i ma to w d…).
    Oczywiście, wszystko to dotyczy stanu obecnego. W wypadku p. Czubaszek mówimy o starszej pani, która wychowała się w czasach PRL, gdy rzeczywiście konsensus w 90% katolickiego narodu był taki, że aborcja to jedna z metod antykoncepcyjnych, dopuszczalna do 9 miesiąca ciąży. To było chore nie mniej niż stan obecny, czy to, co proponują różni faceci, zwłaszcza w czarnych sukienkach.
    To mówiło ja, (@chakravant), skoro jesteś na wordpressie będę jednak podpisywać się jak człowiek

  • @ navaira
    „Profesora Środa pojechała za to po KKZ, słusznie zauważając, że niektórym osobom się myli “bycie znanym” z “byciem autorytetem”. Co jest dokładnie tym powodem, dla którego się do KKZ doczepiłem, nie znoszę tego wszystkowiedzącego tonu.”

    niestety mam wrażenie, że Środzie się udziela ostatnio ta sama pomyłka (pacz: „wiem, czemu doszło do tragedii w Sosnowcu!”). co oczywiście boli mnie bardziej niż K-Z.

  • raygrant

    @lucette_nader No tak, ale profesora Środa poniekąd ma papiery na bycie autorytetem jako filozofka i etyczka.

  • Jiima

    @raygrant
    Nie chcę być upierdliwe, ale nikt nie ma papierów na bycie autorytetem. I lepiej by tak zostało.
    p. Środa trochę wpada w poślizg, krytykując p. Kolendę Zalewską za subiektywizm, choć sama jest subiektywna, a tymczasem mogła jej przywalić za tyle różnych innych powodów i pozostałaby przy tym sobą, a jej głos miałby pewnie nieco większą wartość.

  • raygrant

    @Jiima Trwam przy zdaniu, że filozofka i etyczka ma prawo być subiektywną i publikować swoje przemyślenia na tematy tego typu, a dziennikarka nie.

    BTW, raygrant = navaira. Postanowiłem z okazji nowego otwarcia zacząć podpisywać się nazwiskiem.

  • 1. to, że ona „ma papiery”, wydaje mi się jeszcze gorsze, bo z „autorytetem” trudniej dyskutować, nawet, jeśli ewidentnie trolluje (czemu doszło do tragedii w sosnowcu? bo rodzice poznali się w kościele, który zabronił im używać gumek, a potem usunąć niechcianą ciążę! pani profesor wszystko wie na temat historii związku katarzyny i bartłomieja w., i ma nawet papier, aby im dać buzi w czółka).
    2. obiektywizm dziennikarski jest mrzonką. po prostu. natomiast posiadanie otwarcie zdefiniowanych poglądów nie przeszkadza w słuchaniu drugiego człowieka (który posiadać może poglądy zupełnie inne). za rzetelne uważam dziennikarstwo, które nie ukrywa swojej pozycji, nie czyni swojej pozycji przezroczystą – ale SŁUCHA drugiej (trzeciej, czwartej) strony.
    3. nie chcę bronić k-z, która się ewidentnie w rozmowie z rutkowskim podłożyła, ale godność katarzyny w. jest idealnym tematem dla pani profesor, która woli hejterzyć kościół niż pisać o tym co dzieje się w sosnowcu i w sieci.

  • Meg

    mnie fascynuje jedno. Że ten 12 tygodniowy płód staje się ważniejszy od dorosłej kobiety. Względnie od nastolatki. Że ma nad nami przewagę. Że o niego się walczy. O to, byśmy my żyły, były zdrowe, nie zrobiły sobie czegoś na skutek tej niechcianej ciąży, jakoś nikt nie walczy. Kobieta ma wskazówki do usunięcia ciąży ze względów zdrowotnych, ale co tam. Niech rodzi. Najwyżej umrze w trakcie. Ale sumienie będziemy mieli czyściutkie. Blech

  • verni.o

    Kolenda-Zaleska w ogóle ostatnio odpływa na jakieś wyspy bezmyślne.
    Jej wywiad z Rutkowskim był równie słaby, jak próba przejażdżki po Marii Cz. Żeby było jasne – nie jestem fanką Rutkowskiego. Uważam jednak, że tego faceta można ugryźć merytorycznie z tylu stron, że tylko wyjątkowo niesprawny dziennikarz zaczyna rozmowę od prostackiego „Miami Vice”.

  • @Jiima
    wydrukuję sobie Twój komentarz i wsadzę do portfela, od lat szukam sposobu zwerbalizowania tego co mi nie gra w tej debacie

    @Meg
    Proste.
    „Rycerze” bronią „słabszych, którzy nie mogą się bronić sami”.
    Dużo tych cudzysłowów, ale coś w tym właśnie więcej jest poważnego i bezdyskusyjnego – to lęk przed nadmiernym naciągnięciem „strefy szarości”.
    Historyczna „antykoncepcja” polegała na naturalnej wysokiej śmiertelności dzieci plus na umyślnych zaniedbaniach, porzuceniach i dzieciobójstwach. W szeroko pojętym teraz odgięło nam w drugą stronę. Spory aborcyjne to pytanie o to gdzie jest granica cenienia wartości życia i wartości życia dzieci.
    Dla jasności – dla mnie histerią z kosmosu jest lęk przed tym, że jeśli uznamy jakieś terminy arbitralnie, to damy przyzwolenie na płynne przesuwanie granicy (vide debilna powiastka Dicka o „aborcjach” dzieci w wieku 5 lat). Ale jakoś tam staram się zrozumieć skąd się ten lęk bierze.

  • Pingback: żyję w ciągłej obawie « ZZL()