Zwalczaj imperialną stonkę! czyli: kto jest naszym wrogiem?

Przyznam, że na początku zrobiło mi się okropnie głupio — komentujące poprzednią notkę osoby mają 100% racji, że ze skrótu LGTB zostało mi coś jakby duże G, mniejsze L, bardzo małe B i niewidoczne niemal T. Odzwierciedla to niestety strukturę moich znajomych. Ale rzeczywiście (to też z komentarzy) nie pisałem o osobach aseksualnych, pochodzenia azjatyckiego, Romach, muzułmanach, rudowłosych, okularnikach (ileż ja wycierpiałem w podstawówce jako jedyny okularnik…) i tak dalej — chociaż „Zasada jest ta sama, odstajemy od normy, więc niszczymy rodzinę, deprawujemy dzieci, kradniemy IM kobiety i miejsca pracy (dobra, facetów też), skrycie panujemy nad światem, lub też po prostu nie podoba im się nasz ryj” (Jiima Arunsone).

Tymczasem po prawej najnowszy sondaż prezydencki i kompletnie mniejsza o jego rezultat. Przyjrzyjcie się kandydatom. Reprezentują Was? Bo mnie na przykład nie. Wszyscy co do jednego to BHM, z wyjątkiem ewentualnie Jarosława Kaczyńskiego, który może jest homo, może aseksualny, ale z tego powodu niestety nie staje się ani trochę lepszy w roli mojego reprezentanta. Ani jednej kobiety, pal diabli z jakiej opcji. Ani jednego otwartego geja, transa, biseksualisty, aseksualisty, Azjaty, muzułmanina. Jeden niewierzący, który niestety zmienił szyld tyle razy, że nie do końca wierzę nawet w to, że naprawdę nazywa się Palikot. Najbardziej boli chyba ten Miller, bo pokazuje, że wyborcy SLD nie nauczyli się absolutnie niczego przez 20 lat.

W momencie, kiedy rozpoczynamy rozmowę o tym, jak zmienić świat dookoła nas nie wydaje mi się, żeby właściwe było natychmiastowe podnoszenie ręki i mówienie „nie wspomniałeś o rudowłosych, więc foszę się na ciebie”, bo kończymy z tym, co podsumowały Sztuczne Fiołki:

1557227_735388669813707_1799278745_o

Nie uważam się za wroga ani związków zawodowych, ani osób niepełnosprawnych, ani osób biseksualnych i mam wielką nadzieję, że żadna z tych grup nie postrzega jako wroga mnie. A jednak zdarzają się sytuacje, w których zamiast współpracować dla polepszenia naszej wspólnej rzeczywistości robimy sobie o, tak:

„Marsze te mają na celu promowanie nienaturalnych zachowań seksualnych – przekonują posłowie PiS, Jan Filip Libicki oraz Jacek Tomczak.”

Ciekawe jest to, że pan poseł Libicki jeździ na wózku i walczy o równość dla osób niepełnosprawnych — ale, jak widać, tylko dla niepełnosprawnych, podobnie, jak poseł Godson zwalcza rasizm, ale homofobia to co innego, homofobia jest dobra. Ciekawi mnie, czy Libicki i Godson te same poglądy mieli również zanim zostali posłami i dobrali się do Fruktów (TM)? Skąd ta potrzeba, żeby pozostać tą jedyną mniejszością, która dołączy do grona BHM, podczas gdy pozostałe zostaną Tam, Gdzie Ich Miejsce? Czy ze słusznego w sumie mniemania, że w 0.1% i tak nie zmieści się pozostałe 99.9%, więc miło by było, gdybym chociaż ja, poseł Libicki zdołał jakoś dołączyć?

Szukając wypowiedzi posła Libickiego znalazłem taki oto komentarz z mało przeze mnie odwiedzanego portalu senior.pl:

Zrobiło mi się dziś bardzo przykro. Dlaczego? Bo w polsatowym dzienniku wieczornym obejrzałem sobie „naszego” posła Filipa Libickiego, który wypowiadając się w sprawie ostatniej poznańskiej Parady Równości przyłączył się do poprawnego dziś politycznie chóru głosów sprzeciwiających się demonstrowaniu odmienności.
Wydaje mi się, że przed wyborami pytał na tej grupie czy ma kandydować na posła. I co, tak nas dziś reprezentuje? Czy już zapomniał o ludziach, którzy na ulicy jego samego wytykali palcami? Takie coś przeżył przecież kiedyś każdy z nas i nie podejrzewam, żeby jego akurat miałoby to ominąć. To przykre, że zostanie posłem automatycznie zwalnia z myślenia. Niby wiem, że jest posłem z ramienia PiS, ale przecież nawet on musi sobie zdawać sprawę, że w młodowszechpolskim obrazie świata zamieszkanego przez pięknych i młodych aryjskich blondynów nie bardzo mieszczą się oprócz homoseksualistów również starzy, chorzy i kulawi.

Wspomniany w mojej poprzedniej notce kumpel naprawdę nie jest podłym draniem, który korzystając ze swego majątkowego statusu wśród 100 najbogatszych Polaków lubi się znęcać nad podludźmi. Jest sympatycznym gościem, który nie do końca sobie rozważył pewne fakty, na przykład te, że z uwagi na wykonywany zawód dla pewnej grupy zawsze będzie tym, czym dla innej grupy są Żydzi, a dla jeszcze innej homoseksualiści. Samo bycie BHM nie powoduje, że stajemy się królami świata. Ułatwia, ale nie powoduje. Najprostszą drogą do zostania CEO dużej firmy jest jednakowoż zaczynanie od samego dołu jako syn CEO dużej firmy. Niekoniecznie tej samej, wszak tatusiowie grają w golfa i chodzą na te same imprezy organizowane przez znajomych. Wśród których to znajomych mało jest ludzi takich, jak mój kumpel lub ja. Rzekłbym zgoła, że nie ma ich wcale i wystarczy mi do wysnucia tej opinii risercz ziemkiewiczowski przeprowadzony wśród próby losowej złożonej z mojego kciuka i pluszowego misia Bubu.

Skupiliśmy się na problemie bez żadnej, tak naprawdę, wagi: poprawności politycznej, ograniczającej rzekomo nasze wolności. Poprawność polityczna służy tylko jednemu: unikaniu obrażania innych ludzi bez potrzeby. Marcin, komentator poprzedniej notki, wspomniał na swoim blogu o osobach, które piszą o Krystynie Pawłowicz per „pan poseł”. Marcin uważa, że to „hejt”. Ja piszę o Pawłowicz per „poseł”, czerpiąc perwersyjną przyjemność z faktu, że nazywając ją tak, jak sama sobie tego życzy rozmywam jej płciowość. Czy fakt, że Pawłowicz nienawidzi mnie, daje mi prawo do nienawidzenia Pawłowicz? Owszem, Jezus kazałby mi nadstawić drugi policzek, ale ja nie jestem wyznawcą Jezusa.

A jednak: nie nienawidzę posła Pawłowicz. Nie nienawidzę insektologa Niesiołowskiego, chorągiewki Palikota, kończpanwstyduoszczędzia Millera. Nienawidzę faktu, że nie potrafię odzobaczyć informacji, zgodnie z którą 85 najbogatszych osób na świecie ma tyle majątku, co 3.5 miliarda najbiedniejszych. Odpowiadam na pytanie postawione w tytule: moimi wrogami jest tych 85 osób oraz ci, którzy doprowadzili do stworzenia (a teraz podtrzymują ten stan) pożal się Thorze „prawa” dzięki któremu taka sytuacja zachodzi i jest legalna.

Jakiś czas temu wypisałem się na tydzień z Facebooka. Było temu winne nieduże w sumie zdarzenie: znajomy gej wrzucał sobie na walla klipy z Soczi. Skomentowałem to słowami „watch Pussy Riot being whipped by Cossacks in HD! #boycottsochi” na co znajomy odpisał obrażony „no chyba się nie spodziewasz, że ludzie przestaną oglądać sporty zimowe, bo olimpiada jest w Rosji”. No więc może jestem naiwny, ale tak, spodziewam się. Dopóki nasza walka z systemem ogranicza się do podpisywania petycji na Facebooku (prezydent Ugandy tak się strasznie przejął petycją na Facebooku, że aż prawie się dowiedział, że takowa istnieje!!1!), po czym przechodzimy gładko do picia Coca-Coli (sponsor olimpiady), kupowania urządzeń Samsunga (sponsor olimpiady), wcinania Big Maców (sponsor olimpiady) i postowania słit klipusiów na fejsbuniu, wspieramy reżim Putina i dajemy zupełnie bezpośredni sygnał, że to, co Putin robi jest w porządku. Chcę wierzyć, że mój znajomy nie jest aż tak cyniczny, żeby olewać bojkot tylko dlatego, że Rosja jest daleko, a w Polsce nikt go jeszcze nie aresztuje. Zwracam jednak uwagę, że kiedy już PiS dojdzie do władzy, to się może zmienić — i oczywiście podpiszę wtedy petycję na Facebooku, ale nie sądzę, żeby nowe polskie władze bardzo się tym miały przejąć.

Nie wspierając się na całym froncie wspieramy 0.1 procenta bogatych BHM (którzy mogą rzecz jasna czasami być czarni, czasami być kobietami, a czasami zgoła lesbijkami, choć przyznam, że o transseksualistach nic mi jeszcze nie wiadomo — BHM to stan umysłu i konta). Nie jest ważne, czy mój kumpel dzięki przeczytaniu moich notek bardzo się przejmie i zamiast na Kaczyńskiego zagłosuje na Komorowskiego, który woli uczestniczyć w Paradzie Jamników, niż w Paradzie Równości. Ważne jest to, że mając rzekomo najlepszy ustrój na świecie, demokrację parlamentarną, mamy w wyborach wybór sprowadzający się do dziesięciu nieomal identycznych kandydatów. Jest mi wszystko jedno, czy prezydent będzie się mnie brzydzić jak Komorowski, ignorować uprzejmie moje istnienie skoro już zagłosowałem wzorem Millera, czy też wygadywać na mój temat potworne androny, po czym te androny zwalczać (większość pozostałych). Jestem przekonany, że przedłożoną ustawę o zakazie promocji homoseksualizmu podpisałoby grzecznie co najmniej siedmiu z poniższych kandydatów, zaś pozostali dwaj najpierw zrobiliby sondaż opinii publicznej.

Liczę na to, że pewnego dnia pojawi się na scenie polityk, któremu będzie zależało na tym, żeby „Dom Wszystkich — Polska” rzeczywiście stał się domem WSZYSTKICH — muzułmanów, ateistów, rudowłosych, okularników, gejów, aseksualistów, heteroseksualnych kibiców Legii Warszawa. Jednak mój cynizm podpowiada mi mdląco, że ten polityk z pewnością dawno się już pojawił. Zdążył powiedzieć kilka zdań, po czym pozostali rzucili się na niego i tłukli sejmowymi iPadami tak długo, aż nie pozostało po nim nic oprócz kawałków skrwawionych kości. Gdyby wspomniany wcześniej Jezus wrócił na Ziemię, jak to zdaje się zapowiada Biblia, wsadzonoby go do izolatki w Tworkach (izolatki, żeby jakichś, tfu, cudów nie narobił) zanim zdążyłby powiedzieć „nadstawcie drugi policzek”.

  • Lester Ballard

    Ciekawi mnie, czy Libicki i Godson te same poglądy mieli również zanim zostali posłami i dobrali się do Fruktów (TM)?

    Serio? Jako łodzianin mogę Cię wręcz zapewnić że dobranie się do Fruktów wręcz ostudziło jego zapędy w tej i wielu innych kwestiach, przecież to zielonoświątkowy pojeb w stylu tych co rządzą obecnie Ugandą.

  • „Ciekawe jest to, że pan poseł Libicki jeździ na wózku i walczy o równość dla osób niepełnosprawnych — ale, jak widać, tylko dla niepełnosprawnych, podobnie, jak poseł Godson zwalcza rasizm, ale homofobia to co innego, homofobia jest dobra.”

    Dopisałbym jeszcze Terlikowskiego, który się jakiś czas temu bulwersował na (niewątpliwą) dyskryminację i protekcjonalne podejście do rodzin wielodzietnych. I też nie widział żadnej niekonsekwencji

  • Gronkowiec

    Odnoszę dziwne wrażenie, że w ludziach tkwi taki dziwny mechanizm, że jak komuś dokopią, to się czują lepiej. Więc jak ktoś już jest w jakiejś mniejszości i czuje się dyskryminowany, to tym chętniej dokopuje innym mniejszościom żeby poprawić sobie nastrój. Więc o wspólnym froncie walki o równe prawa dla wszystkich możemy tylko sobie pomarzyć – ludzka natura stoi nam na drodze :/

  • i_am_keyser_soze

    Czyli w skrócie powinniśmy wyjąć głowę z tyłka i się rozejrzeć – optymista. IMO to jest tak że mniejszość walcząca o swoje staje się automatycznie grupą interesów, interesy jednej grupy są zawsze w poprzek interesów innej grupy, a że bliższa koszula ciału 😛

  • Niestety zgadzam się z Gronkowcem. Przemożna potrzeba dokopania komukolwiek (często im dłużej samemu było się kopanym, tym bardziej paląca jest ona) wchodzi, jak mi się zdaje w skład piramidy Maslowa.

  • Naprawdę nie rozumiem, jaki masz problem z bogatymi ludźmi. Jeden bogaty człowiek to jeden bardzo silny i wpływowy człowiek, który – jeżeli rozumie swoją siłę – jest w stanie pomóc wielu osobom poprzez stworzenie nowych miejsc pracy tam, gdzie jest wysokie bezrobocie, świadome zatrudnianie osób dyskryminowanych na rynku pracy, wybudowanie nowych domów tam, gdzie tych domów brakuje, wsparcie nowych innowacyjnych start-upów, dofinansowanie edukacji młodych zdolnych, ufundowanie wodociągów… Im bardziej jest bogaty, tym większa jest skala jego działań i tym bardziej może pomóc. Równocześnie, jeżeli nie rozumie swojej potęgi albo się nią upoi, albo pasożytuje na innych, to owszem, będzie innych wyniszczał.
    Podobną siłę mają osoby cispłciowe, pełnosprawne, heteroseksualne, białe itd. Mogą świadomie działać na rzecz innych albo ich dyskryminować.
    Bycie bogatym/cispłciowym/heteroseksualnym/białym etc. nie jest złe., tak samo jak nie jest złe bycie odwrotnością tej grupy. Złe jest nadużywanie swojej mocy i krzywdzenie innych.

    Mój komentarz do poprzedniego wpisu nie miał na celu przekazu „nie wspomniałeś o rudowłosych, foch” tylko „jesteś cispłciowy i nikt ci jeszcze nie uświadomił, że masz przez to x przywilejów”. Twoja poprzednia notka nie rozjechała mnie walcem dlatego, że nie wspomniałeś tam literki T, tylko dlatego, że odczułem, że nie masz/nie miałeś świadomości, jak wielkim luksusem jest bycie osobą cispłciową, napisałeś fragment o prześladowaniach w sposób skrajnie binarny płciowo oraz – jak wielu innych ludzi – całkowicie pominąłeś zarówno gigantyczny wkład osób trans w początek emancypacji LGBT+*, jak i współczesną przynależność do tego ruchu.
    To nie jest niewspominanie. To jest takie samo podejście, jakie na co dzień prezentują BHM wobec osób kolorowych, nieheteroseksualnych i kobiet: zawłaszczanie przestrzeni bez zauważenia, że coś się komuś zabrało (np. kluczowy wkład w historię). Dlatego tak mi się to nie spodobało i dlatego celowo odpowiedziałem Ci w dokładnie tym samym tonie, w którym Ty napisałeś swój tekst. Miało Ci się zrobić głupio.

    W tym wpisie, mam wrażenie, jednocześnie próbujesz pogodzić wspominanie iluś grup i pokazać, że to zły sposób. Dla mnie spokojnie możesz koncentrować się na cispłciowych gejach, tak samo jak ja koncentruję się na osobach transpłciowych (z naciskiem na K/M, bo tutaj mogę mówić w swoim imieniu), a jakiś polityk może koncentrować się na osobach niepełnosprawnych. To, że ktoś chce rozwiązać Ten Konkretny Problem nie powinno być moim zdaniem problemem, ale aktywne dokopywanie komuś innemu lub skrajne ignorowanie potrzeb kogoś, kto bez naszej pomocy nie ma szans… już tak.

    W pewnym momencie wszystko sprowadza się do tego, że mamy jakąś moc i korzystamy z niej w dobry lub zły sposób lub ją marnujemy… albo nie brakuje nam mocy i ktoś nam pomaga, szkodzi lub jest całkowicie ślepy na nasz problem.

    —–
    * „Zaczęło się od tego, że mimo aresztowań, prześladowań, bicia przez policję coraz więcej ludzi “manifestowało” swoją orientację”… oraz nie zakładało wymaganych trzech sztuk odzieży przypisanej ich płci biologicznej. Preferowanie osób tej samej płci czasami można ukryć, ale niestety ubranie się niezgodnie z prawem stanowiło i doskonały pretekst do nienawistnego ataku, i dowód dla policji.

    • @Marcin

      Trochę nie łapię, co tak naprawdę próbujesz powiedzieć, poza tym to nie mnie zapytałeś, ale odpowiem ze swojej własnej pokręconej perspektywy, jaki mam problem z tzw. bogatymi ludźmi. Otóż, nie mam problemu z faktem, że ktoś ma kasę.

      Samo mam kasę, o wiele mniej niż nawet najbiedniejszy z tych 85 ale dość by stanowić obiekt zazdrości niektórych sąsiadów i znajomych (którzy co ciekawe, czasami prowadzą o wiele wystawniejsze i wygodniejsze życie ode mnie), oraz stanowić atrakcyjny obiekt do napadu na tle rabunkowym (nie jestem BHM który przywali, ani nie noszę gazu w torebce). Nie w maniu pieniędzy jest problem.

      Problem jest w maniu tych pieniędzy właśnie tyle ile ma tych 85. Mówisz, że któryś z nich MÓGŁBY wykorzystać je do czynienia Piękna i Dobra. Mógłby. Tyle że tego nie robi. Jeśli nawet robi odrobinę „dobra” to najczęściej tylko po to, by zarobić więcej kasy, a takie „dobro” lubi zmieniać się w zło, gdy koniunktura na rynkach się zmieni. W dodatku ci ludzie wcale nie potrzebują tego wszystkiego. A jednak chcą więcej i by mieć więcej, fundują światu takie dobra jak raje podatkowe, odwrotna progresja podatkowa (im zarabiasz mniej tym wyższy procent podatku płacisz), rozwalanie związków zawodowych, instrumenty pochodne, kryzysy finansowe itepe. W dodatku ci ludzie nie istnieją w próżni, mają też swoje poglądy i przekonania, które z jakiś niejasnych powodów niemal zawsze są w jakiś sposób rasistowskie, szowinistyczne, nastawione przeciwko wszystkim dziwadłom takim jak ty i ja, bo jak już mają swój pałac ze złotym sraczem nie chcą, by jakiś murzyn, cygan, pedał czy tranzystor psuł im widok. A skoro mają już kasę i władzę, to najwyższy czas, by ów idealny świat bez takich jak my wprowadzić. I kto im skoczy?

      • „Mówisz, że któryś z nich MÓGŁBY wykorzystać je do czynienia Piękna i Dobra. Mógłby. Tyle że tego nie robi.”

        Och, co najmniej jeden człowiek z tych 85 tak właściwie robi całkiem dużo dla innych ludzi. Kojarzysz może Bill & Melinda Gates Foundation? Podpowiem, że prowadzi ją czasami najbogatszy człowiek świata (nie zawsze zajmuje pierwsze miejsce) i że jest to największa fundacja charytatywna na świecie. Ta „odrobina ‚dobra'” o której piszesz to między innymi Światowy Program Zdrowia. Mnie się to podoba i uważam, że to całkiem duży wkład w dobro ludzkości (też chciałbym móc oddać najbiedniejszym miliardy dolarów), a co Ty o tym uważasz?
        Warren Buffet, też na liście oficjalnie najbogatszych ludzi, wspomaga fundację Gatesów oraz fundację swoich dzieci. Carlos Slim, ostatnio nr 1 na tej liście, też współpracuje z Gatesem, mają razem wspierać rolnictwo i zmniejszać głód na świecie.

        O ile ktoś zdobył swój majątek uczciwie, i zdobył naprawdę wystarczający majątek, i – to najważniejsze! – nie czuje się biedny, bardzo często lubi pomagać innym. Bo nie ma najmniejszych powodów do zawiści.
        Ci, których na liście nie ma, bo zdobyli pieniądze poprzez zabranie ich innym, i to nielegalnie, więc wolą się nie wychylać, mają inną mentalność. Ci, którzy mają jakiś tam majątek, ale są chciwi, też raczej nie lubią pomagać albo robią to na pokaz.

        • Pozwolisz, że jednak do działań fundacji takich jak ta Gatesów będę odnosiło się z rezerwą, jak na porządnego komucha przystało. Plus, jako osoba siedząca w technologiach informatycznych mogę długo i namiętnie polemizować co do tego, czy Gates zarobił swoją kasę „uczciwie”, oraz co istnienie Microsoftu spowodowało w tym sektorze… tylko właściwie po co, to jedynie temat na flame war, nie wnoszący nic do tematu.

          Zamiast tego powiem tylko, że coś krótka ta twoja lista. Nie wiem też, czy tytuły „najbogatszych” są rzeczywiście miarodajne, ja mam jednak wrażenie, że facet zlecający mojej obecnej korpo zbudowanie najwyższego budynku na świecie bo taki miał kaprys, chyba dysponuje nieco większymi zasobami niż Gates. I uwierz mi, nasz szanowny zleceniodawca raczej nie będzie wysyłać misji humanitarnych do Afryki, zaś co do odmieńców, to jak bedzie miłosierny, może im zaoferuje dożywotnie więzienie o zaostrzonym rygorze.

          • To i tak jest motyw na flame war, bo wg Twojej poprzedniej wiadomości wystarczyłby „któryś z 85”, więc dałem Ci trójkę (sprawdziłem top 4 najbogatszych ludzi świata 2013 wg Forbesu, czwarty wolał inwestować), a teraz nagle stwierdzasz „Zamiast tego powiem tylko, że coś krótka ta twoja lista”. Tak więc wycofuję się z dalszej rozmowy.

          • @Marcin

            Skoro wolisz łapać się za słowa, to masz rację, nie ma sensu dalej gadać, być może mam równie duże problemy w wyjaśnieniu o co mi chodzi, jak ty.

            Problem jest bowiem prosty – działalność charytatywna, w dodatku nastawiona na „stopę zwrotu” (ja cię kręcę, naprawdę dopiero czytając o fundacjach Tych Wielkich Dobroczyńców dowiedziałom się, że działalność charytatywna ma stopę zwrotu, popatrz pan, a jak Owsiak zarobił na szkoleniach to go od złodziei wyzywali) nie jest IMAO żadnym „czynieniem dobra”. To damage control w najlepszym razie, w najgorszym czysty PR. Fundacja Gatesów jest krytykowana z różnych stron, nie tylko ze strony antyszczepionkowych oszołomów. Tymczasem źródło kasy owej fundacji stosuje te same triki co inne korporacje – ukrywanie dochodu, „optymalizacje podatkowe” etc.

            Sama działalność charytatywna też sprawia mi problem w samej istocie działania. Polega bowiem na tym, że Wielki Pan poświęca trochę swojej kasy (może być nawet wiele swojej kasy, chodzi o zasadę) by dać tym biednym to, co on uważa za potrzebne owym biednym. Niekoniecznie słusznie.

            Problemem nie są konkretne nazwiska. Problemem jest system. Działalność charytatywna to jedynie listek figowy.

          • Nie mogę się nie zgodzić z Jiimą. Dla mnie to, że Gates dał 20 ze swoich 80 mld organizacjom charytatywnym to nie jest żadne rozwiązanie problemu. Nie widzę po prostu powodu, żeby ktokolwiek posiadał 80 mld dolarów, podczas gdy inni posiadają dziurę w ziemi i kupkę szmat. Owszem, można zjeść w ciągu dnia dwa obiady i mieć w domu dwie sypialnie zamiast jednej, ale naprawdę nie rozumiem potrzeby posiadania dziesięciu domów kapiących złotem i sedesów wysadzanych rubinami (piję do rezydencji Janukowycza dla odmiany). Jestem lewakiem radykalnym — od pewnej kwoty powinien IMO pojawiać się podatek 99% i to w skali światowej, żeby uniknąć transferowania majątku do rajów podatkowych i „stopy zwrotu działalności charytatywnej”.

          • Gronkowiec

            Pomysly naszego Gospodarza (99% podatku na swiecie) sa nieco utopijne i nie wiem czy faktycznie sluszne, ale cos w tym jest.. Zas co do „zlych bogaczy” – moze uda mi sie pogodzic obie strony:

            Najbogatsi ludzie na swiecie nie koniecznie sa wszyscy dobrzy albo zli. Pewnie tak jak w kazdej grupie mozna tam znalezc zyczliwe osoby, ktore naprawde z potrzeby serca dziela sie z innymi, jak i strasznych egoistow gotowych wszystkich odmiencow wsadzic do aresztu. Nie ma co wiec rzucac imionami, bo kazdy znajdzie jakies na poparcie swojej tezy.

            Problem z bogaczami polega na tym, ze doszli oni do tak niewyobrazalnego bogactwa dzieki pewnym mechanizmom systemowym ktore na to pozwolily (i ktore, na co nie mozna przymknac oczu, promuja chciwosc i egoizm!). Sa to te same mechanizmy, ktore innych w tym czasie zepchnely w otchlan biedy. Byc moze niektorzy bogacze to naprawde poczciwi ludzie, ktorzy nie zauwazaja co sie dzieje dookola, ale trzeba powiedziec jasno: ich bogactwa oznacza czyjas biede. Mechanizmy „rynkowe” ktore prowadza do takiej akumulacji dobr nie moga byc akceptowane. I trzeba o tym glosno mowic.

          • Zdecydowanie radykalnym, ale nadal trochę zniekształcasz rzeczywistość. Gates nie dał pieniędzy organizacjom charytatywnym, Gates założył organizację, prowadzi ją – to zajmuje nieco więcej czasu niż przelew – oraz stymuluje innych skrajnie bogatych ludzi, by oni też wspomagali najbiedniejszych.
            Ja dla odmiany nie wierzę w wysokie podatki, bo to oznacza, że tracę kontrolę nad moimi pieniędzmi i one są marnowane lub wydawane na coś, czego nie popieram, a decydują o tym ludzie, których nie trawię. O moich pieniądzach, efekcie mojej pracy i umiejętności, chcę decydować sam.
            Na razie mogę przekazać 1% mojego podatku organizacji, którą chcę wspierać, o ile ma status OPP. Zdecydowanie wolałbym jej przekazać 20% podatków. Poza tym aktualnie jestem biedny, ale gdybym był bogaty – a mam taki plan – to też bym prowadził programy wsparcia dla bardziej potrzebujących, wybierając tematy, w które wierzę.
            Z kolei mój partner mieszka i pracuje w bogatym kraju, w korporacji, która prowadzi fundacje charytatywne i co roku zasila je sporym procentem dochodów firmy. Korporacja jest do tego stopnia zajebista, że jak nienawidzę korporacji, tak w tej mógłbym pracować. Oprócz tego mój partner prowadzi rodzinną firmę w znacznie uboższym kraju, wspomagając tamtejszą gospodarkę, zatrudniając ludzi, zapewniając utrzymanie im i ich rodzinom, wspomagając edukację, oferując programy rozwojowe itd. itp… Cały czas ma świadomość, że od tego jak on pracuje i jakie decyzje podejmuje, zależy los mnóstwa ludzi, więc zapieprza po kilkanaście godzin dziennie – dla nich, jako ich lider. Tak więc widzę z bliska, że można do bogactwa podejść odpowiedzialnie, traktując je jako narzędzie do pomagania innym.
            Wracając do mojego głównego wątku myślowego – biedni ludzie mają skromne możliwości. Bogaci ludzie mają ogromne możliwości. To od ich moralności zależy, co z nimi zrobią.

  • > Ciekawe jest to, że pan poseł Libicki jeździ na wózku i walczy o równość dla osób niepełnosprawnych — ale, jak widać, tylko dla niepełnosprawnych, podobnie, jak poseł Godson zwalcza rasizm, ale homofobia to co innego, homofobia jest dobra. Ciekawi mnie, czy Libicki i Godson te same poglądy mieli również zanim zostali posłami i dobrali się do Fruktów (TM)?
    Nie sądzę by byli koniunkturalistami. To raczej kwestia ślepoty — trzeba wrażliwości (a często i czasu, obycia, spotkań) by otworzyć się na problemy innych ludzi. To wcale nie jest oczywista rzecz.

  • Pingback: Nie widać lasu spośród drzew. Dyskryminacja czy dyskryminowani? | Trans-Optymista()