Kołczing samego siebie

Triggery: dręczenie emocjonalne (pewnie po polsku to powinno brzmieć inaczej), problemy z postrzeganiem własnego ciała, gwałt (bez ŻADNYCH szczegółów), narkotyki, nienawiść wobec siebie samego. Za to kołćzing jest za darmo.

Piszę tę notkę po raz trzeci, bo ciągle mi nie pasowała. W końcu opublikowałem ją gdzie indziej po angielsku i wygląda na to, że się udało, więc będę tłumaczyć. Nienawidzę tłumaczyć własnych tekstów, więc z góry przepraszam za błędy gramatyczne i ordograwiczne.

Kiedy w 2011 miałem przez 4.5 miesiąca hipomanię, jeszcze przed diagnozą, kilka razy w tygodniu wybierałem się do ulubionego baru i uderzałem do najpiękniejszego mężczyzny. Jeśli mu nie pasowałem, ruszałem do drugiego w kolejności. Na tym się na ogół kończyło, trzeci nie był potrzebny, jeden z nich lądował ze mną w łóżku, na stole bilardowym, przy barowym kominku, a raz na ulicy, ale to dygresja. Co jest ważne: wcale wtedy nie wyglądałem inaczej (pomijając, że ja co chwila wyglądam inaczej). Przed wejściem nie zapodawałem botoksu lub szybkiego przeszczepu twarzy. Większość dwubiegunowców podobno przestaje jeść podczas hipomanii, ja nie przestawałem, więc nie byłem też szczuplejszy. Tajemnica siedziała w czym innym: wiedziałem, że jestem najpiękniejszą istotą w znanym kosmosie.

Z wyjątkiem okresów górek przez trzydzieści lat czułem się za gruby. Waga wahała się w tym okresie (po dorośnięciu, ofkors) między 67 i 103 kg. Wyjątkiem był ten jedyny okres, kiedy wyhodowałem sześciopak za pomocą jedzenia piersi z kurczaka na parze, łososia, brokuł, migdałów i brązowego ryżu. Byłem ciągle nieszczęśliwy, zmęczony, zdenerwowany na wszystko i wszystkich, aż w końcu spożyłem litr lodów prosto z pudełka, zapijając butelką chardonnay i od tej pory nigdy nie miałem widocznych mięśni brzucha. Ale do momentu, kiedy dało się je naprawdę policzyć, w chwili, kiedy już miałem wyraźny zarys i ładny przedziałek między lewą i prawą stroną ciągle czułem się za gruby, bo miałem boczki. Wiecie, kto ma boczki? Jason Momoa. Boczki to to coś, co ma po lewej i prawej stronie pępka.

Okazuje się, że to są po prostu części ciała istot ludzkich, nawet zbudowanych jak Momoa. Dla mnie stanowiły dowód, że jestem za gruby. Kiedy Kjell chciał zrobić mi zdjęcia, nie mogłem zrozumieć po co – żeby się ze mnie naśmiewać?

Kiedy byłem dzieciakiem, a potem nastolatkiem, moja rodzina z uporem ubierała mnie w kolor jasnoniebieski, który powoduje, że wyglądam jak człowiek z ciężką chorobą skórną. Kupowali mi największe i najcięższe okulary. W związku z pewnym problemem fizycznym – dwie operacje – przeszedłem przez kuracje hormonalne, które spowodowały, że wyrosły mi piersi – nie moobsy, prawdziwe piersi. Miałem wtedy 12-13 lat. W szkole nie jadłem obiadu, a w domu mówiłem, że już zjadłem. Czasami zdarzało mi się zasłabnąć. Nikt mi nie wytłumaczył, jak działają takie hormony i czym jest zatrzymywanie wody w organizmie. Dopiero kiedy wszedłem w okres dojrzewania tak jakby się rozciągnąłem, urosłem o kilkadziesiąt centymetrów, utrzymując tę samą wagę. Ale w głowie ciągle byłem gruby.

Zapuściłem włosy, żeby się za nimi chować. Mama powiedziała, że wyglądam idiotycznie. Ubierałem się w wielkie, workowate swetry i bluzy, żeby zakryć otyłość. Mama powiedziała, że wyglądam, jakbym był cały czas smutny. (Byłem.) Przekłułem uszy i brew. Babcia kazała mi toto wyjąć, bo wygląda obrzydliwie „i cię boli”. Na ulicach widziałem mężczyzn w skórzanych kurtkach i bałem się ich, więc kupiłem skórzaną kurtkę. Bałem się facetów z tatuażami, więc zrobiłem tatuaż. Chowałem go, bo babcia twierdziła, że tatuaże mają wyłącznie kryminaliści. (Nawet, kiedy miałem zrobione obie ręce, w obecności babci pojawiałem się w bluzach z długim rękawem, niezależnie od pogody. Nigdy się nie dowiedziała.) Widywałem przerażających facetów z ogoloną głową lub irokezem… kumacie czaczę. Nie robiłem tego wtedy dlatego, że mi się podobało. Chciałem, żeby ludzie bali się mnie tak, jak ja bałem się ich. Chowałem się. Chciałem być tak przerażający, żeby nikt nie miał odwagi mi się przyjrzeć i zobaczyć, że pod marsową miną, skórami i irokezem mieszka mały, nieśmiały, gruby chłopiec. Niektórzy chowają się pod gotyckim makijażem, niektórzy pod kiecką, która powiększa biust, bo jeśli biust będzie robić wrażenie, nikt nie spojrzy na ohydną twarz (ohydną w ich opinii), niektórzy pod długimi wlosami opadającymi na twarz. Konfundujące jest to, że te same rzeczy można nosić dla czystej przyjemności, ale osoby z zewnątrz tego nie wiedzą, dopóki nie spróbują powiedzieć nam czegoś miłego.

Całe życie miałem opadniętą powiekę. Przez dekady na zdjęciach widziałem tylko dwie rzeczy: otyłość i klapnięte oczko. Część zdjęć ukradkiem wyrzucałem, potem, kiedy pojawiła się fotografia cyfrowa, kasowałem. Zatrzymywałem te, na których wyglądałem najszczuplej (lub najmniej tłusto) i na których najmniej było widać klapnięte oczko. Nienawidziłem swojej twarzy i ciała. Wiecie, kto ma klapnięte oczko? Travis Fimmel.

Podczas jednej z moich pierwszych seks-randek w Amsterdamie – wybrałem się, na marginesie, bo byłem strasznie samotny – trafiłem na pana, który najpierw długo mi opowiadał o swojej religii. Potem się rozebraliśmy. Powiedział mi: „gruby jesteś”. Skurczyłem się w sobie. Oszczędzę wam detali. Myślałem, że nigdy mi się nic takiego nie przydarzy, bo wiecie, to się zdarza Innym Ludziom (TM). Ale jeśli jednak przytrafi mi się coś takiego, to z dumnie podniesioną głową ruszę na policję. Nie zrobiłem tego. Wróciłem do domu i przez pół godziny szorowałem się, płacząc, pod gorącym prysznicem. Nie wiedziałem wtedy, że istnieje pigułka, która może zatrzymać rozwój wirusa do 48 godzin, więc kilka miesięcy później udałem się na test na HIV. Nie czułem niczego, kiedy czekałem na wynik, bo wiedziałem, że zasługuję, żeby być pozytywnym. Jak zawsze, nie podam wyniku. Nie był ważny, bo i tak spodziewałem się, że niedługo umrę. Nie wyobrażałem sobie siebie, wiecie, żywego. Egzystencja, może. W tym brzydkim, grubym – ale może chociaż odstraszającym – ciele.

Zacząłem ćwiczyć na siłowni, kiedy przestałem się mieścić we wszystkich posiadanych spodniach. Spodnie powoli stały się coraz luźniejsze, ale w mojej głowie nie zachodziły żadne zmiany. Ciągle byłem za gruby; nigdy nie było wystarczająco dobrze. Zmianę w ciele uświadomiłem sobie, kiedy spojrzałem w lustro umieszczone pod kątem takim, że nie było widać mojej twarzy i pomyślałem „gdzie jest ten mięśniak?”. Rozejrzałem się. To byłem ja. Ale po powrocie do domu spojrzałem w zwykłe lustro i ciągle widziałem w nim grubaska. To pewnie kwestia oświetlenia, pomyślałem.

Jak niektórzy z Was pamiętają, miałem świetny gust w doborze partnerów. Kiedy byłem z DJem i zacząłem brać antydepresanty, sprzedał mi taki tekst: „Mówiłem, że dobrze ci w tych spodniach? To musiało być pięć kilo temu”. Dzięki lekom z pięciu zrobiło się niebawem 21, a w międzyczasie mnie zostawił, bo byłem nudny, a od mojej depresji dostawał migreny. W międzyczasie wkręciłem się w dragi. Śmiałem się – pod wpływem jest człowiekowi wesoło – że jestem najgorszym supermodelem na świecie, bo potrafiłem zużyć gram, gotując jednocześnie obiad, obiad był przypalony gdyż dragi, ale i tak go zjadałem. (Nie używajcie narkotyków, drogie dzieci. Są piździelczo drogie i uzależniające. W NA są świetni ludzie, kiedy ich już trochę poznacie, ale jednak nie polecam nadużywania substancji, nawet legalnych. 0/10, nie kupiłbym ponownie.)

Zajęło mi jakieś osiem lat, zanim zacząłem się czuć DOBRZE publikując swoje zdjęcia – na przykład, jeśli pamiętacie, tego nerda z ogromnymi okularami i długimi włosami na Buniu. Ten nerd nie był szczęśliwy ze samym sobą. Nauczyłem się uśmiechać i dziękować, szczerze, za otrzymane komplementy. Prawdziwa historia: WIELE lat temu, chyba piętnaście lub więcej, skomplementowałem przyjaciółkę, szczerze jej mówiąc, że wygląda ślicznie. Reakcja? „Eee, to tylko oświetlenie, tak naprawdę wcale nie wyglądam ładnie, o, zobacz jakiego mam pryszcza na nosie”. Za każdym razem, gdy ktoś z moich znajomych pisze lub mówi „nienawidzę patrzeć w lustro”, „nie znoszę własnej twarzy na zdjęciach” lub „jestem za gruby/za stara/za chuda/” i tak dalej, boli mnie okropnie w sercu. Bo każdy i każda z Was TO JA. A ja jestem każdą i każdym z Was. Spędziłem osiem lat na terapii i w NA, powoli usuwając z otoczenia ludzi, którzy ubóstwiali mnie dołować i poniżać, zastępując ich osobami, które kochały mnie takiego, jakim jestem. Pracuję nad tym nadal.

Pewnego dnia zrobiło mi się strasznie przykro, kiedy odkryłem, że ludzie się mnie rzeczywiście boją. Było to w Warszawie. Jechałem sobie autobusem, w kurtce typu flyers i z irokezem. Nikt koło mnie nie chciał usiąść. Okej, autobus nie był pełny. Ale kilka dni później autobus był nabity po brzegi, a obok mnie ciągle było wolne miejsce. I wtedy do mnie dotarło, że mój dawny plan się udał. Tyle, że w tym momencie już wcale nie chciałem, żeby się mnie bano. Chciałem się do ludzi uśmiechać i uprzyjemniać im dzień. Ale nie umiałem tego robić – ciągle mam z tym problemy. Owszem, byłem świetny w wytwarzaniu uśmiechu na zawołanie, kiedy byłem w głębokiej depresji; wiedziałem, jakich mięśni twarzy użyć i co z nimi zrobić, żeby pojawił się uśmiech. Ale nie wiedziałem, jak się uśmiecha naprawdę.

Z tych czasów pozostała mi fobia społeczna. Przez większość czasu mam problemy z ludźmi, w szczególności w kontaktach telefonicznych z osobami, których nie znam osobiście. Boję się ludzi, a potem przychodzi mi do głowy, że oni boją się mnie i znowu robi mi się przykro. Kiedy zobaczycie mój prawdziwy uśmiech, natychmiast przestajecie się bać, ale w tym celu trzeba najpierw spojrzeć. Teraz robię (i noszę poprzednie) tatuaże, bo je kocham, tak samo z irokezem i kolczykami, skórzanymi ciuchami i tak dalej. Ale tej różnicy nie widać, bo nie mam przy sobie transparentu z napisem „jestem miłym człowiekiem, który wygląda specyficznie dla przyjemności”. Nad tym pracuję nadal i możliwe, że będę pracować przez resztę życia.

Kiedy patrzę na stare zdjęcia, widzę ten przyklejony uśmiech i smutne oczy, okropnie mi żal tego chłopaka, a potem faceta, który potrzebował albo górki dwubiegunowej, albo dużej ilości różnych substancji, żeby nie czuć, że jest paskudny. Chciałbym go wyściskać i z nim pogadać. Ale się nie da. Dlatego piszę do Was.

Przez pięć i pół roku związku Jos NIGDY nie powiedział niczego negatywnego na temat mojej wagi. Która w tym czasie wzrosła i spadła o 20 kg. Wszystkie paskudne rzeczy mówiłem sobie sam, ale w miarę pracy nad mózgiem coraz rzadziej. A praca miała to do siebie, że nie przeszedłem od zera do stówy z dnia na dzień. Pewnego dnia wpadłem na pomysł, żeby zawsze mieć na sobie taką bieliznę, jakbym miał wylądować z kimś w łóżku. Co się generalnie nie zdarzało, ale z jakiegoś powodu było mi przyjemniej. Z mijającymi latami najpierw siebie polubiłem, a potem nawet trochę pokochałem. Nie ruszam używek, nie mam partnera-dupka, czuję się o wiele lepiej w swoim ciele. Często patrzę w lustro i widzę grubego gościa z siwiejącą brodą i klapniętym oczkiem. Ale coraz częściej myślę na widok własnej osoby „beyotch, wyglądasz super”. Tęsknię za blond warkoczem, ale odrośnie. Ubieram się w to, w co mam ochotę – co dnia. Jeśli mam tylko malutką odrobinę siły, zużyję ją na to, żeby wziąć prysznic (czasami polega to na staniu pod strumieniem wody przez 45 minut) i ubrać się w coś ŁADNEGO. W tej konkretnej chwili mam na sobie skórzane spodnie motocyklowe, t-shirta BEARDED BEAST i skórzaną kamizelkę, bo Jos lubi przykręcać ogrzewanie. Pod spodem mam fajne bokserki i mnóstwo tatuaży – ale nie po to, żeby straszyć ludzi, tylko dlatego, że mogę, a za trzy tygodnie dojdzie nowy i każda osoba, której się to nie spodoba może mnie pocałować w dupę i vice versa, że zacytuję klasyka.

Każde z Was, które to czyta jest piękną osobą. Niektórzy z Was się tak nie czują, ale wierzcie mi, że mam rację. Cindy Crawford powiedziała: „kiedy wstaję rano z łóżka, nawet ja nie wyglądam jak Cindy Crawford”. Sam rano czasami patrzę w lustro i myślę „łojezusicku, CO TO JEST”. Czasami – „nie jest tak źle”. Czasami – „muszę się ogolić”. (Jeśli w to uwierzyliście, to witam na blogu, musicie być nowi.) Kiedy ludzie mówią coś miłego o moim wyglądzie, na zdjęciu lub w realu, często pojawia mi się pytanie „naprawdę?” A potem mówię pytaniu, żeby spierdalało w podskokach. Nie wyglądam jak Jason Momoa, ale tak się składa, że większość ludzkości też nie jest do niego nawet z daleka podobna. Każde z Was ma w sobie coś, ale wielu z nas to coś udeptuje, bo przecież nie jesteśmy tego warci, kto by to chciał oglądać, nie powinniśmy się uśmiechać, nie powinniśmy robić dla siebie niczego miłego, nie ma nic złego w kupowaniu wyłącznie szarych worów nie na nasz rozmiar zamiast ubrań, które nam się naprawdę podobają. Nie jesteśmy ich warci. (Dodam tutaj, że w sklepach z używaną odzieżą można dorwać PIĘKNE rzeczy za niesamowicie niskie ceny, moja mama właśnie odkryła owe sklepy i za 150 zł nabyła sobie cztery ładne przedmioty, w tym dopasowaną do figury, kolorową sukienkę za 39 zł. Nie w cenie leży problem.)

Jeśli jest jedna rzecz, którą chcieliście zawsze zrobić, ale nie czuliście się jej warci, baliście się opinii otoczenia – zróbcie ją. Nie: kiedyś, jak schudniecie, jak zgrubniecie, więcej zarobicie, mniej coś tam, szybciej sroś tam. Ufarbujcie włosy na niebiesko, kupcie te śliczne kolczyki, ognisto czerwone buty na obcasach, czarną szminkę, skórzane spodnie, wsiądźcie na rollercoaster, idźcie na kurs tańca na rurze, cokolwiek chcecie. Na początku możecie się okropnie bać. To żaden problem, ja się bałem własnej kurtki wiszącej na wieszaku. Jeśli boicie się, że inni będą Was osądzać, serdecznie (i głośno) im życzcie, żeby wsadzili sobie głowę w dupę. Chamów i prostaków na Facebooku blokować i nie odpisywać. Pieprzyć ich. Wiesz co, mamo? Bardzo lubię swoje włosy. (Mamie odpuszczam, od dawna nie komentuje żadnych pomysłów, na które wpadam.) Wiesz co, babciu? No dobrze, odpuszczę, babcia zmarła i tęsknię za nią. Wiesz co, eksie? Wiesz, co bym Ci zrobił za te „pięć kilo”? NIC. Bo Twoja opinia nie ma na mnie żadnego wpływu. Liczą się dla mnie opinie dwóch osób: moja i męża, w tej kolejności.

PS. Jeśli w ogóle doczytaliście tak daleko, proszę NIE komentować mojej urody. Jestem piękny i o tym wiem. 😉 Napiszcie mi, czym jest ta jedna rzecz, którą chcielibyście zrobić, ale nie mieliście nigdy odwagi. Albo – czym jest ta jedna rzecz, którą JUŻ zrobiliście. Spójrzcie w lustro i uśmiechnijcie się do siebie. Przestańcie słuchać wewnętrznego głosu, który Was osądza i wmawia, że nie jesteście niczego warci. Przestańcie słuchać mam, tatusiów, babć, współpracowników, „przyjaciół” i innych życzliwych osób. Musicie słuchać tylko własnej opinii – i rzecz jasna mojej, a ja mówię Wam, że jesteście najbardziej zajebistymi jednorożcami w całym znanym kosmosie. No. Teraz już wiecie. Dziękuję za uwagę.

PS2. Co zrobić, żeby mieć ciało nadające się na plażę? 1. Posiadać ciało. 2. Iść na plażę.

  • Magdalaena

    „zastępując ich osobami, które kochały mnie takiego, jakim jestem.”

    Tak z ciekawości, skąd wziąłeś osoby, które kochają Cię takiego, jakim jesteś?

    „Jeśli jest jedna rzecz, którą chcieliście zawsze zrobić, ale nie czuliście się jej warci, baliście się opinii otoczenia – zróbcie ją”

    Czy naprawdę są ludzie, którzy nie robią rzeczy, które chcieliby robić, nie mając obiektywnych przeszkód? Np. nie farbują włosów na niebiesko? Ja nie mam takich pragnień i nie słyszałam takich wyznań od bliskich mi osób w realu. Jeśli mam na coś ochotę i to jest dostępne, to zaraz zamawiam albo zaczynam planować realizację. W efekcie zostają mi tylko marzenia, których nie realizuję ze względu na obiektywne czynniki np. stan zdrowia czy brak współpracy innych osób 🙁

    • Ray Grant

      1. Metodą prób i błędów.
      2. Cóż, pogratulować! (Większość osób w realu nie przyznaje się, że pragną pewnych rzeczy i nie mają odwagi, by je zrobić, ponieważ nie mają odwagi, by nawet się do tego przyznać.)

    • Del

      są, nadal nie mam tatuażu na całej ręce bo „zrobię jak schudnę, teraz jestem za tłusta”. I tak od 10 lat.

      • Ray Grant

        Zrobiłem tatuaż na brzuchu (nie polecam, boli jak mało co) kiedy ważyłem 20 kg więcej, niż teraz i właściwie nie widzę drastycznej różnicy. Pewnie jakbym porównał zdjęcia, to bym znalazł różnicę, ale tak na oko wygląda jak przedtem. To samo z ręcyma. Trzymam kciuki, żebyś się zdecydowała, a jeśli Ci się uda, podrzuć zdjęcia! Ściskam.

      • Magdalaena

        Moje pierwsze skojarzenie jest takie, że widać tak naprawdę nie jesteś przekonana do tego pragnienia. Może boisz się, że będzie głupio wyglądać albo, że będzie za bardzo bolało?

    • Anna Cynthia Paciorkiewicz

      Chciałam mieć różowe włosy, ale nigdy tego nie zrobiłam.

  • mat

    Twoje klapnięte oczko zawsze kojarzy mi się z moim bratem – też takie ma (za dużo narkozy dla mamy przy cesarskim cięciu), nigdy tego nie rozpatrywałam w kategoriach uszczerbku na urodzie.
    Ja z wiekiem (prawie 30) i sportem dojrzałam do tego, że:
    – nie muszę się codziennie malować
    – nie muszę codziennie myć włosów i się czesać, żeby mieć rozpuszczone (bo w rozpuszczonych mi ładniej, walić to, na rowerze muszę mieć zaplecione)
    – nie muszę nosić szpilek i żakietów do pracy a tym bardziej nie muszę mieć pracy, która by wymagała ode mnie szpilek i żakietów, programiści dobrze zarabiają w śmiesznych tiszertach i chodząc po biurze w klapkach.

    Miałam kiedyś faceta, który na moje: „buuuuu muszę schudnąć, jestem gruba, zobacz jakie boczki” odpowiadał: „no faktycznie, może trochę powinnaś” a potem kupował pizze, frytki i piwo i mia focha jak nie chciałam jeść.

    Męża, który uważa, że wyglądam super mam z internetów, nie muszę się odchudzać bo trzaskamy setki kilometrów miesięcznie na rowerach i mogę jeść pizzę.

    • Ray Grant

      Ciekaw jestem teraz, czy moje oczko wzięło się też z narkozy? Bo mam od urodzenia. Ale chyba nie mam tego jak sprawdzić.

      Jeden z powodów, dla których zostałem grafikiem był taki, żeby nie musieć się „ładnie” ubierać 🙂 Mama nalegała (nie tylko ona), żebym pracował w banku. Odgryzłbym sobie głowę i ją zjadł.

      Pozdrawiam Ciebie i brata 🙂

  • zofronija

    W zeszłym roku przez całą wiosnę nie goliłam nóg. Wracam do golenia tylko wtedy, kiedy mam ochotę, żeby wyglądały szczuplej. O.

  • Rita

    To zabrzmi głupio może, ale ja nigdy nie zauważyłam oczka? Zawsze uważałam że jesteś Bardzo Przystojny (Bez Podtekstów), więc mi w sumie w głowie nie postało. #jaknaswidząinni
    Też mam z własnym ciałem różne anse i raz na jakiś czas łapię się na „zrobię jak schudnę”. Ostatnio napisałam wiersz o zestawie „motywacyjnych” spodni w mojej szafie…. swoją drogą, moja metoda na feminizm/życie była związana z ignorowaniem ciała/seksu bo #zbytskomplikowane. Tzn prawie nigdy nie golę nóg, noszę się luźno bo NieBędęNosićŻakietów/Kiecek! Ale wychodzi potem że dbałość o ciało też przy tym znika czy ogólna radość z niego. Potrzeba trochę afirmacji w dodatku do buntu; zaczęłam polować na jakąś formę własnego stylu, bo obecny można podsumować jako flower-power-asexual-child.

    Ostatnio niepostrzeżenie przybrałam x kilo i długo nie zauważyłam bo się nie ważę! I noszę się z myślą o nagiej/półnagiej/femninistycznej sesji zdjęciowej (tzn. prawdopodobnie wszystko naraz). Z wagą obecną i brzuchem obecnym. I bodypainting. I chodzę na fitness ale jako forma miłości siebie. Jako „hej, jestem zajebista bo Chodzę Na Fitness i Sytuacja Się Poprawia”, zamiast jeżdżenia po sobie że tak słabo. Doświadczyłam obu form, więc je rozróżniam. Walka o siebie trwa dla nas wszystkich…. 🙂

    • Ray Grant

      Body painting to coś, czego bardzo chcę spróbować, chociaż tak jakby już mam permanentny 😀 Ale i tak mi się podoba.

      Na siłownię chodzę teraz dla przyjemności i dla pleców. Odkryłem dawno, że oczka nikt nie zauważa, dopóki nie pokażę palcem – jak moja przyjaciółka z pryszczem – O TU MAM OPADNIĘTE. Lekarze zauważają, bo to może być objaw neurologiczny czegoś tam.

  • Emilia Sroda

    Zrobię sobie tatuaż na 40 -kę…Zawsze o tym marzyłam.
    Pozdrawiam.

  • Zee

    Kocham Cię. Jesteś wspaniały. Dobrze, że jesteś. Przytulam Cię okropnie mocno i ze wszystkich, wszystkich sił.

    Ten wpis był mi potrzebny, właśnie dzisiaj, bo dzisiaj ktoś mnie skrytykował i od rana czuję się jak nic niewarty śmieć. Po przeczytaniu Twojej notki dumnie podniosłam głowę, ubrałam się w ulubione ciuchy i właśnie wychodzę do ludzi. To Twoja zasługa. Jesteś zupełnie, absolutnie niesamowitym człowiekiem.

    • Ray Grant

      Ściskam, gratuluję i cieszę się!!!

  • Jiima Arunsone

    Lista rzeczy których nie zrobię z powodu przeszkód obiektywnych, takich jak wykorzystywanie mnie przez znajomych jako wzorca wieloryba, jest długa. Co zabawne, mam wywalone na to jak postrzegają mnie inni, za to od kilku lat nie mam wywalone na to jak postrzegam samo siebie. Wcześniej miałom. No cóż, pewnie jedna z tych rzeczy które przytrafiają się ludziom po czterdziestce.

    Innymi słowy, cieszę się, że u ciebie działa (i oby dalej działało, trzymam kciuki), ale niestety obawiam się, że jesteś jak ten informatyk z dowcipów (i nie tylko z dowcipów, pracuję w branży i nieraz tak jest, że rzeczywiście #umniedziała a u innych nie i co nam pan zrobisz).

  • ik ben een kikker

    1. Przez dzieciństwo i część młodości uważałam, że jestem gruba. Wyleczył mnie z tego były mąż, który bezkrytycznie akceptował mój wygląd i podobał mu się taki akurat typ urody, jaki mam. Z różnych względów nie nadawaliśmy się na parę na dłuższą metę, ale za tę akceptację jestem mu wdzięczna, i nie mam traumy ze związku.
    Obecnie obydwie wraz z Prawdopodobnie Miłością Mojego Życia utyłyśmy przez zimę. Nie zważając na ten przykry fakt lub zważając na niego tylko trochę, nadal zwracamy się do siebie w stylu „jaki śliczny een kikkerek”, w miarę spokojnie czekając, aż schudniemy na wiosnę.
    2. Może będziesz wiedział: jak pomóc osobie, która w przeszłości była ofiarą przemocy seksualnej, a teraz wykazuje książkowe objawy? Pomóc pewnie musi sobie sama; w takim razie: co takiej osobie mówić i robić, a czego w żadnym wypadku nie mówić i nie robić?
    3. Jeśli chodzi o rzeczy, które chciałabym zrobić, a nie robię, to nie robię raczej nie dlatego, że jestem za gruba/za głupia/za słaba/za beznadziejna, tylko dlatego, że brak mi czasu/siły/weny/a tak wogle to powinnam teraz pracować/sprzątać/robić Sensowne Rzeczy. Na liście jest kilka prezentów gwiazdkowych własnej roboty, a także parę tekstów do internetu, które zaczęłam pisać jesienią zeszłego roku, miałam opublikować gotowy komplet, przerwałam prace na tydzień ze względu na dedlajn w pracy, a po owym tygodniu się okazało, że szlus, klapka w mózgu odpowiedzialna za pisanie się zamknęła. Zaczęła się powoli otwierać po jakichś trzech miesiącach. Miała przerwy na akcje typu „Ray zamieścił smutną notkę, trzeba mu napisać jakiś komentarz, żeby się smucił może trochę mniej”. Poza tym mam zaległości w lekturze. I jeszcze chciałam Cię spytać, jak Jos wymawia swoją ksywkę z dawniejszych notek, tylko nie pasowało do tematów. To teraz pasuje.
    Z rzeczy zrobionych: (i) Rozpoczęty sezon pływacki (mam takie podejście do wody jak Ty do ognia). Korzystając z tymczasowego mieszkania nad wodą, w pierwszym tygodniu maja poszłam pływać pięć razy. (ii) Własnoręcznie haftowana bielizna, zaplanowana jako prezent dla Ukochanej na Boże Narodzenie roku dwa tysiące piętnastego, przegapiła walentynki i trafiła do Adresatki na urodziny w lipcu. (iii) Przeczytany kolejny fragment „Zajeździmy kobyłę historii” Karola Modzelewskiego.

    • Ray Grant

      1. Ciągle chudnę, ale nie wiem czemu i wcale nie chcę (pierwszy raz w życiu). Będę musiał wszystkie ubrania znowu wymienić na mniejsze, a to kosztuje :S Jos mnie akceptuje w każdej postaci, w tej też. Cieszę się, że z PMMŻ się kochacie jakie jesteście, a poza tym nie ma obowiązku chudnięcia w żadnej porze roku 🙂 Bylebyście się tylko czuły dobrze.

      2. Niestety nie wiem, jak pomóc oprócz tego, żeby nie mówić rzeczy w stylu „po prostu o tym nie myśl” albo „inni mają gorzej”. Wysłałbym na terapię traum, w szczególności EMDR.

      3. Dziękuję za komentarze :-* Mam nadzieję, że klapka się znowu otworzy, kiedy nadejdzie czas.

      4. Twoje podejście jest wygodniejsze, bo z ogniem się nie da zrobić aż tyle, co z wodą, tzn. oczywiście da się podpalić np. las, ale podobno to nie jest legalne, albo coś. No i w wodzie się łatwiej pływa, tak słyszałem. Nie lubię pływać, ubóstwiam się kąpać, ale to nie to samo.

      Pozdrawiam, życzę miłej lektury i daj znać, jak coś napiszesz, żebym mógł przeczytać 🙂

      • ik ben een kikker

        1. Mam nadzieję, że nie masz gruźlicy czy innej francy. I że masz dobre ciuchlandy w Amsterdamie.
        2. Dziękuję. 2a. Trochę inny zestaw książkowych objawów miałam na myśli, ale nie będę się wgłębiać, bo to nie o mnie.
        3. Klapka się otworzyła, to kwestia długości dnia. Trzeba tylko znajdować czas, żeby za nią zaglądać.
        3a. Jak Ty to robisz, żeby pisanie nie szkodziło Ci na psychikę?
        3b. Nie napisałeś, jak Jos wymawia swoją ksywkę. Chyba że nie masz serca mu powiedzieć „kochanie, jesteś Zbrojmistrzem”.
        Czy Jos już czyta Twój blog w oryginale?
        4. Twoje podejście może się zaś okazać przydatne eschatologicznie, gdy będziemy się smażyć w piekle w kotle dla pedałów.
        5. To dość wyjątkowe doświadczenie, że ktoś chce przeczytać, co napiszę, jakby myślał, że mam coś ciekawego do powiedzenia. W sumie miłe, choć nieoczekiwane. Gdy (jeśli) napiszę, dowiesz się niechybnie.

        • Ray Grant

          1. Chudnięcie minęło, gdy pojawiła się depresja, od tej pory jestem odkurzaczem do jedzenia 😉
          3. Czy masz na myśli pisanie bloga, czy książki? Ogólnie dla mnie to jest raczej doświadczenie oczyszczające, nie dołuje mnie.
          3b. Nie wymawia 😀 I nie czyta, to jeszcze trochę, dopiero parę miesięcy się uczy.
          4. W ogóle w piekle jest fajniej, jeśli o mnie chodzi. Jeśli przypadkiem okaże się, że z miliona bogów prawdziwy jest akurat ten, za którym nie przepadam, to mam nadzieję, że nie trafię do nieba dla demokracji ludowych (patrz Chmielewska).
          5. Siła języka – nie formułuj tak wypowiedzi, żeby się dołować, OK? Chcę przeczytać i tyle. O tym, czy jest ciekawe zadecyduję osobiście 😉 To, że mam 1400 lajków na Buniu właściwie cieszy mnie głównie dlatego, że jeśli mam jakieś dziwaczne pytanie, zawsze znajdzie się osoba, która ma na nie odpowiedź. Kiedyś mnie dołowało, że ktoś tam ma 60 tysięcy po roku, a ja 1400 po dziesięciu latach, ale teraz piszę dla siebie, a jeśli kogoś to zainteresuje, to miły bonus. 🙂

          Pozdrawiam i cieszę się, że jesteś i piszesz!

          • ik ben een kikker

            3. Czegokolwiek. Jeśli dobrze rozumiem, różnica jest taka, że na blogu się pisze na gorąco, więc to może wzbudzać większe emocje, a w książce się pisze coś zaplanowanego wcześniej, a więc spokojniej, ale z większym przywiązaniem do własnego dzieła, bo się mu więcej czasu poświęciło – ?
            Uwielbiam czytać, ale pisanie nie jest dziedziną sztuki, w której czuję się dobrze. Ostatnio się staram: nie przywiązywać się do pisanego tekstu (jeśli z jakichś przyczyn technicznych zniknie, to się nic nie stanie), ograniczać drażliwość (nie muszę trzaskać komputerem i wybiegać z pokoju pod wpływem dowolnego niespodziewanego bodźca zewnętrznego, który miał nieszczęście się pojawić akurat wtedy, kiedy coś piszę), być przygotowanym psychicznie na to, żeby w dowolnym momencie przerwać pracę nad tekstem i zamknąć komputer, oraz wymyślać teksty wcześniej, np. na rowerze, żeby samo spisywanie zajmowało mniej czasu.
            5. Dziękuję, że mówisz wprost, czego mam nie robić na Twoim blogu. Bałam się, że się obrazisz za kocioł pełen pedałów, a okazało się, że Ci się nie spodobał inny fragment, czego nie przewidziałam. Dla mnie to sformułowanie było raczej autoironiczne niż dołujące, ale postaram się zrozumieć algorytm i kolejne komentarze pisać tak, żeby nie robić Ci przykrości.
            Bez numeru: dziękuję, wzajemnie 🙂
            Ciąg dalszy rzeczy do zrobienia: dzisiaj postanowiłam, że na te urodziny, po których kończy się krwiodawstwo (czyli za jakieś drugie tyle życia), przekłuję sobie uszy, bo jest tyle ładnych kolczyków na świecie.

          • Ray Grant

            Oj, ciężko mi się formułuje zdania, bo nie chodziło wcale o to, że mi robisz przykrość! Chodziło o to, że sądząc po tym, co piszesz tutaj u mnie, chciałbym przeczytać cokolwiek tylko zechciałabyś napisać. 🙂 Sam przez długi czas używałem sformułowań typu „moja pisanina” i myślałem „i tak nikt tego nie zechce czytać”, tak mnie niestety wychowała mama. A to, co nas porusza u innych ludzi to na ogół to, co nas porusza w nas samych. Nie chcę Ci mówić, co masz tu robić, a co nie – przepraszam, jeśli tak to zabrzmiało.

            Ale też jeśli czytanie to nie Twoja dziedzina… jestem podobno samorodnym talentem w dziedzinie rysunku. To zapewne prawda. Tylko nie lubię rysować, bo mnie to nudzi. Więc nie będę pokazywać, co rysuję, bo odpowiedź brzmi „właściwie nic”. 🙂

            Na blogu czasami piszę na gorąco, wtedy mi na ogół nie wychodzi i przypadkowo obrażam ludzi. W tej chwili mam trzy tematy, każdy drażliwy i na żaden się jeszcze nie zdecydowałem, bo chcę to napisać dobrze. A i tak na pewno poobrażam ludzi, bo tematy są kontrowersyjne – albo odwrotnie, nikt nie zwróci w ogóle uwagi, że coś napisałem, nie umiem oceniać, które posty będą popularne, a które nie. Dlatego nie jestem Żejsonem Hantem Wcześniej Znanym Jako Kominek.

          • ik ben een kikker

            No cóż… jak na razie mój „Talmud do Raya” podoba się obydwu osobom, które go czytają, a ich pisanie z kolei podoba się mnie, więc może coś w tym jest. Co do poruszania i nas samych to może się zgodzę, bo jak Prawdopodobnie Miłość Mojego Życia mi powiedziała „jesteś moim Zbrojmistrzem”, to chyba zrozumiałam. A w każdym razie był to komplement.
            O wychowywaniu dzieci w przekonaniu o posiadaniu jednych talentów i nieposiadaniu innych nie będę tu teraz pisać, bo za długie by było i po co.
            Nie zabrzmiało. Dla mnie wszystko jest w porządku, a jeśli dla Ciebie też, to fajnie.
            Pisanie nie jest moją dziedziną, od tego mam Prawdopodobnie Miłość Mojego Życia. Ale widocznie ono coś mi daje, skoro je uprawiam z uporem godnym lepszej sprawy. PPMŻ, pokazując mi kiedyś coś w internecie, powiedziała sentencjonalnie: „życie takich osób przenosi się do internetu”. A że od półtora roku też jestem Takie Osoby, pisanie może być formą takiego przeniesienia.

          • Ray Grant

            „jesteś moim Zbrojmistrzem”
            *rozpuszcza się z wrażenia*

  • ,,Napiszcie mi, czym jest ta jedna rzecz, którą chcielibyście zrobić, ale nie mieliście nigdy odwagi. Albo – czym jest ta jedna rzecz, którą JUŻ zrobiliście.”
    –> Miałam JUŻ włosy różowe przez jakiś czas, zmywalna farba. Raz zafarbowałam je jak Charlotte Free ( W końcu wbiłam mamie do głowy, że ma mnie nie namawiać do makijażu (mam nadzieję, że przekonałam ją na stałe).
    –> Myślę o tatuażu, kruku na nadgarstku, ale z tym jeszcze poczekam aż się zdecyduję, jak dokładnie ma to wyglądać. Tatuaże mi się podobają.
    –> Też noszę skórzaną kurtkę nie tylko dlatego, że mi się podoba (choć mi się podoba). Chcę po prostu przestać wyglądać jak grzeczne dziecko. Jak się jest bardzo drobną dziewczyną w okularach to trudno wyglądać groźnie…

  • Alexandra Green

    Hesu święty, ile ja już zdążyłam mieć planów! Mój największy plan to zostanie pierwszą aktorką porno z doktoratem, najlepiej w Japonii, Tajwan też ujdzie. Obawiam się, że moja rodzina się przez to mocno zredukuje. Po szescdziesciatce chciałabym wytatulowac sobie zajebistego smoka na plecach, zgolic włosy, udać się gdzieś w góry i stać się mistrzynią zen.