BDSM dla początkujących

Wspominałem kiedyś, że wiedzy o BDSM NIE nabywamy z “50 twarzy Greya (a wszystkie takie same)”. W międzyczasie nieoceniona Pervocracy wprowadziła mnie i innych czytelników bliżej w świat mhrocznych milionerów i przygłupich sekretarek, informując z detalami, co dokładnie jest nie tak na kolejnych stronach. (Podziwiam, swoją drogą, cierpliwość — mi by się nie chciało.) Grey przede wszystkim łamie wszystkie zasady na temat obopólnej zgody — dopuszcza się porwania (bez zgody), stalkingu (bez zgody), zachowań zakrawających lub zgoła spełniających definicję gwałtu (chyba jasne, że bez zgody), a jesteśmy dopiero w rozdziale 8. Anastazja zaś gnie się jak wiotka lelija, co może mieć związek z tym, że jest dziewicą, której nigdy w życiu nie przydarzyła się nawet masturbacja i zwyczajnie nie wie, że Grey przekracza granice, których przekraczać nie wolno.

Moje pierwsze zetknięcie z BDSM polegało na tym, że spotykałem się przelotnie z pewnym biznesmenem, nazwijmy go Pristian Srey. Człowiekiem uroczym, niezwykle przystojnym, bogatym, dowcipnym, inteligentnym, obwożącym mnie po Warszawie kabrioletem, podrywającym ekspedientki w supermarkecie — wypisz, wymaluj Grey (tylko z innej branży). Pristian zabrał mnie do eleganckiej knajpy, napoił obrzydliwym greckim winem (ale nie w nadmiarze, kulturalnie), potem zabrał swym kabrioletem do domu, zaczął całować, wkładać dłonie pod koszulę (za moim pełnym zezwoleniem), a w pewnym momencie zaczął mocno gryźć. To mnie nieco skonfundowało i zaprotestowałem. Przestał, przeprosił, wróciliśmy do pieszczot lżejszych i wszystko wydawało się bardzo przyjemnie rozwijać, aż w pewnym momencie Srey zarzucił mi pasek na szyję i zacisnął go mocno.

Na ten temat nie rozmawialiśmy. Nie pytał mnie o zdanie, nie sugerował w ogóle nic podobnego, nie wspomniał ani słowem o swoich zainteresowaniach, nie interesowało go, czy je podzielam. Po prostu zaczął mnie dusić paskiem, bo tak mu się spodobało. Na szczęście udało mi się dość łatwo wyplątać (nie nalegał, że tak się wyrażę), ale przeraził mnie zupełnie autentycznie, bo nagle zdałem sobie sprawę, że mogę mieć do czynienia z psychopatą i być może jutro się nie obudzę, bo będę leżał gdzieś w piwnicy lub przysypany liśćmi w charakterze zimnego ciała.

Uciekłem mu z mieszkania, był późny wieczór, ja nie do końca pewien, gdzie się znajduję (obwożono mnie wszakże kabrioletem, a ja, głupi jak Anastazja, zamiast patrzeć, gdzie jadę byłem zajęty podniecaniem się drogim wozem), nie wiedziałem, czy wypuszczą mnie w ogóle ze strzeżonego osiedla (wypuścili), nie wiedziałem, gdzie szukać autobusu, nie miałem pieniędzy na taksówkę… Biznesmen był raczej zirytowany moją reakcją, bo zdaje się uznał, że skoro zabrał mnie do restauracji, to wolno mu zrobić cokolwiek tylko ma ochotę. Ja zaś byłem dodatkowo skonfundowany faktem, że nie mogłem powiedzieć tak do końca szczerze, że zabawa z paskiem mi się nie spodobała i nie wiedziałem, co o sobie w związku z tym myśleć.

Kolejnych doświadczeń nabywałem już wtedy, kiedy chciałem, z osobami, z którymi chciałem i w okolicznościach, które mi pasowały. Nigdy więcej nie przydarzyło mi się spotkanie z psychopatą — być może dlatego, że ich bezbłędnie wyczuwam, ale raczej dlatego, że się z czasem doinformowałem i nauczyłem, czego nigdy nie należy robić, co po pewnym czasie, z kim i gdzie. Oto kilka podstawowych punktów dla początkujących — zaawansowani mogą rzecz jasna ignorować (na własną odpowiedzialność) wszystkie poniższe reguły, ale nie dla nich jest ten post.

0. Tytułem wprowadzenia: B = bondage (wiązanie), D = domination (dominacja), S = sadism (sadyzm), M = masochism (zgadnijcie, co). Warto zwrócić uwagę na brak W (więzienie), P (przemoc), SE (szantaż emocjonalny) i ST (stalking). Nie trzeba lubić wszystkich literek, można tylko niektóre, niektórych zaś wcale albo mniej.

1. Nigdy nie pozwól się związać na pierwszej randce. Nie ma wyjątków, jakkolwiek uroczy, delikatny i przystojny nie byłby Christian Grey. Jeśli jest uroczo i przyjemnie, a on wyjmuje z szuflady sznur i łypie w Twym kierunku zalotnie, odstawiasz wytwornym gestem kieliszek z Chardonnay i prosisz, żeby sznur odłożył. Jeśli nalega, podnosisz z podłogi koronkową bieliznę, przyodziewasz się i oddalasz w nieznanym mu kierunku. Jeśli Pristian uniemożliwia Ci oddalenie się, psikasz mu w oczy gazem pieprzowym i podczas, gdy on się drze i drapie, Ty uciekasz. Wiązanie jest fajne i w ogóle, ale polecam je zostawić w spokoju na tyle długo, ile będziesz potrzebować, aby partnerowi w pełni zaufać. W przypadku jednego z moich współgraczy ten okres trwał cztery lata. Jeśli ważymy 45 kg i mamy 157 kg wzrostu, a partner waży kg 120 i jest z zawodu strongmanem, udanie się na pierwszej randce do jego Czerwonego Pokoju Bólu rozważamy co najmniej pięć razy.

2. Jeśli partner, stały czy przygodny, zasugerował eksplorację swoich tendencji BDSM, a Ty w sumie jesteś chętna/chętny, najpierw je przedyskutujcie i ustalcie, co konkretnie eksploracja oznacza. Dzięki temu unikniecie sytuacji, w której “pobawmy się dzisiaj ostrzej” dla Ciebie oznacza “włożę dziś białe kozaczki” a dla niego “zleję Cię nieizolowanym kablem podłączonym do prądu”. Polecam też zacząć delikatnie, krok po kroku odkrywając nowe rzeczy — nie wszystko musi się wydarzyć natychmiast, a dodatkowo bardziej doświadczony partner nie odstraszy mniej doświadczonego.

3. Ustalcie dwa “bezpieczne słowa” — żółte i czerwone. Dzięki temu, jeśli oczywiście podoba Wam się ten pomysł, możecie przed sobą nawzajem udawać niezadowolenie i przerażenie (“Och, Pristian, przestań uderzać mnie w lewy sutek tym oto zaostrzonym ołówkiem, au!!!”) lecz jeśli Wasze niezadowolenie rzeczywiście przewyższy przyjemność, będziecie w stanie to zakomunikować mówiąc, na przykład, “Grecja” albo “młotek” (coś nie mającego żadnego związku z prowadzoną grą). Nie polecam słów skomplikowanych — jeśli ktoś Cię akurat dusi, wyduszenie z siebie słowa “Konstantynopolitańczykowianeczka” może potrwać odrobinę za długo. Słowo żółte oznacza “w zasadzie mi się podoba, ale nie rób tego aż tak mocno”. Słowo czerwone oznacza “wcale mi się nie podoba i przestań natychmiast”. Partner dominujący MUSI uszanować zdanie partnera pasywnego na ten temat. Nie ma wyjątków, zdań odmiennych ani “ona z pewnością tylko tak udawała, ale naprawdę to chciała”. To ostatnie jest granicą, która dzieli obopólną zabawę od gwałtu.

4. Kneblowanie, podobnie jak wiązanie, nie jest polecane na sam początek. Jeśli już używacie knebla i sznura, polecam ustalić “bezpieczny gest” — z jednym z moich partnerów używałem krzyżowania palców wskazującego i środkowego. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego tak jest.

5. Partner pasywny NIE MUSI się zgodzić na to, czego chce partner dominujący. Dotyczy to absolutnie wszystkiego, od klapsów (osobiście nie lubię) przez łaskotki (nikomu nie wolno mnie łaskotać i nie ma wyjątków) aż do duszenia paskiem przez przystojnych biznesmenów i dołączania osób trzecich. Jeśli partner dominujący domaga się spełniania jego życzeń i nie przyjmuje odmów, to dupa z niego, a nie master. To samo dotyczy relacji w drugą stronę — dom wcale nie musi spełniać życzeń suba, jeśli ten/ta wymaga rzeczy budzących w domie przerażenie/niechęć/obrzydzenie. W sieci spotkałem ludzi, którzy chcieli ode mnie bardzo prostej rzeczy — żebym przyjechał do nich do domu i pobił ich jak najmocniej potrafię. Nie przyjąłem oferty, ponieważ nie miałem na to ochoty. Nie oceniam ich upodobań, ale nie znaczy to, że muszę dopomagać w ich spełnieniu.

6. Warto się upewnić, czy nie ma przeciwwskazań zdrowotnych do niektórych wesołych rzeczy, które przychodzą nam do głowy. Choroby serca, nadciśnienie, ale też drobiazgi typu “ups, zamknąłem Joasię w piwnicy na 12 godzin, bo była niegrzeczną dziewczynką i nagle przypomniałem sobie o jej insulinie”. Wszystko można, ale niektóre rzeczy jednak warto pozostawić w sferze fantazji.

7. Skoro mowa o sferze fantazji, niektóre i niektórzy z nas fantazjują o gwałcie, ale prawdziwy gwałt ma to do siebie, że nie można powiedzieć “Grecja” lub wcisnąć “stop” na pilocie. Dlatego też uważajmy na siebie. Jadąc do nieznajomego biznesmena warto może zapytać go o adres i wysłać ten adres SMSem do zaufanej przyjaciółki, mówiąc mu zupełnie otwarcie “Pristian, wybacz, ale ja cię tak naprawdę nie znam, czy masz coś przeciwko, żebym wysłała twój adres przyjaciółce na wszelki wypadek?” Jeśli ma coś przeciwko, nie jedziemy z nim do domu. Być może boi się włamywaczy, być może stracimy najlepszy seks w życiu, ale być może dzięki temu nie obudzimy się nieżywe w Lasku Kabackim.

8. Ufajmy intuicji. Jeśli nieznajomy budzi w nas dziwne uczucie, że coś jest nie tak, zaufajmy uczuciu. Jeśli ktoś nakłania nas do czegoś, na co nie mamy do końca ochoty, powiedzmy “nie”. Nie pozwalajmy nikomu, nawet przystojnym biznesmenom, zmuszać nas do rzeczy, na które nie mamy ochoty.

9. Czy wspomniałem już, że każdy z partnerów w każdej chwili musi być w stanie odmówić dalszych usług w zakresie BDSM, tak samo, jak w każdej innej formie seksu? Niektórzy spisują kontrakty ze szczegółowo wymienionymi regułami, zrzeczeniem się praw i roszczeń, etc. Newsflash: taki kontrakt nie ma żadnej wartości prawnej. Jeśli ktoś robi Ci coś wbrew Twojej woli, może mieć sto kontraktów na piśmie, w których napisane jest “pozwalam Janowi Kowalskiemu na wkładanie mi surowych warzyw w intymne miejsca”, a mimo to Twoja “Grecja” ciągle oznacza “natychmiast przestań”. I nawet nie dlatego, że mówiąc “warzywo” nie miałaś na myśli selera, na którego masz alergię, albo dlatego, że właściwie wolałabyś rzodkiewki. Dlatego, że chcesz, żeby przestał, a Twoja chęć jest powodem absolutnie wystarczającym.

10. Skoro już Was śmiertelnie nastraszyłem, teraz odpuszczę trochę i zachęcę: bawcie się. Nie traktujcie BDSM śmiertelnie poważnie, bo to okropnie tej grze szkodzi. Bądźcie dla siebie czuli i wyrozumiali — dbajcie o swojego partnera, nieważne, czy to sub, czy dom; zadając ból, czy wiążąc jak baleron na Wielkanoc pilnujcie, czy nie odcinacie dopływu krwi i nie powodujecie szkód nie do naprawienia; odkrywajcie, jak Wasze ciała i mózgi reagują na różne rodzaje stymulacji, kto tych rodzajów powinien dokonywać, kiedy i gdzie. I tak nie unikniecie pomyłek i śmiesznych sytuacji, więc przywyknijcie do tej myśli i przestańcie się przejmować. Najważniejsza reguła rządząca BDSM to ta sama, która powinna rządzić życiem każdego: nie skrzywdź partnera. Jedyna różnica to druga część zdania: nie skrzywdź partnera… ani trochę mocniej, niż ten sobie życzy.

Jeśli przeczytał to ktoś z doświadczeniem, zachęcam do krytyki i dodawania kolejnych punktów, może powstanie druga część.

  • Odnośnie ostatniego zdania. Nie skrzywdź znaczy tle, co po prostu nie skrzywdź. Życzenie „suba” nie jest w tej kwestii stroną. Trzymaj się zasad logicznego wyrażania myśli – przypomnij sobie swoją odmowę pobicia kogoś na jego życzenie.

    • Ray Grant

      Tak się kończą moje próby napisania wesołego i inteligentnego zakończenia 😉

  • Tomasz

    Odnośnie 3 – „bezpieczne” słowa są jedynie wymagane jeśli partner pasywny lubi się droczyć, czyli np. mówić nie myśląc tak (darujmy tu sobie całą dyskusję na temat „no means no” itp – zakładam że takie zachowanie zostało przedyskutowane wcześniej). Wówczas faktycznie potrzeba oddzielnych słów do odróżnienia kiedy „nie” znaczy naprawdę „nie”, a kiedy to element gry.

    Jeśli żaden z partnerów nie ma takich inklinacji, lepiej nie komplikować sobie życia (szczególnie na początku) i po prostu używać słów typu „nie”, „przestań”, „zwolnij”, itp. Nawet jednak w przypadku ustalenia „bezpiecznych” słów dobry partner dominujący powinien zareagować na słowa typu „stop” i upewnić się czy może kontynuować. W uczuciach łatwo zapomnieć o ustalonych dziwnych słowach (typu podana Grecja – choć może skojarzyć się z kryzysem 🙂 ) i lepiej być ostrożnym, szczególnie jeśli partnerzy nie znają się dobrze.

    • Ray Grant

      To w sumie prawda — jak napisałem na FB, ja na przykład nie potrzebuję udziwniać, ponieważ nie gram „werbalnie”. Moje „bezpieczne słowo” to po prostu „stop”. Ale początkujący partner dominujący też się musi nauczyć pewnych rzeczy, w tym odczytywania intencji pasywnego — i przestawania czasami nawet wtedy, gdy słowo nie padło.

      Jest taki pan w Amsterdamie, który bardzo się mną interesuje, z wzajemnością, ale powiedział mi kiedyś w przypływie szczerości, że z nim nie ma słowa „stop” i tylko on decyduje, kiedy przestać, „bo jest lekarzem i wie”. Chyba nikogo nie zdziwi, że nie spotkałem się z nim nawet na kawę. Cieszę się też, że nie jest moim lekarzem.

  • daawg

    Bardzo ładnie te rzeczy (i wiele innych) są opisane w Innej rozkoszy (J. Jackobs, W.D. Brame, G. Brame). Nie pamiętam, czy gdzieś o niej wcześniej wspominałeś, ale nawet jeśli, niech tytuł się pojawi pod tą notką, bo to pierwsza taka książka na polskim rynku i warta uwagi 🙂

  • daawg

    Errata: Jacobs pan się nazywa, ale wyszukiwarka znajduje i tak.

  • Włączę się w dyskusję odnośnie końcówki – niekrzywdzenie bardziej niż ktoś sobie życzy ma głęboki sens, bo każdy ma swoją własną definicję słowa „krzywda”. Dla osoby totalnie waniliowej krzywdą może być nazwanie kogoś wulgarnie, związanie go apaszką lub lekkie i bezboleśne klepnięcie. Wymuszenie na takiej osobie związania siebie apaszką też jest robieniem krzywdy.

    BDSM nie jest logiczne – to teatr, w którym każde słowo może mieć wielokrotne znaczenie – więc bardzo trudno wyjaśnić laikowi, dlaczego dla dwóch osób zrobienie siniaków trzymajacych się dwa tygodnie nie jest krzywdzeniem, a lekkie zadraśnięcie skóry nożem – tak. Zaakcentowanie życzenia drugiej strony nadaje temu sens.

    A skoro zachęcasz do krytyki i dodawania kolejnych części…

    Punkt 9 jest dosyć waniliowy. Zabrakło mi poziomu, na którym partnerzy umawiają się, że dzisiaj „Grecja” nic nie znaczy, a równocześnie dom ma nadal, jako człowiek, obowiązek nie posunąć się za daleko, reagować na sygnały werbalne i niewerbalne (w tym „Grecję”), myśleć (!) i zaopiekować się subem po… Z drugiej strony, konsensualna niekonsensualność to dość hardkorowe BDSM, które wymaga i specyficznych potrzeb, i głębokiego zaufania, i doskonałej znajomości drugiej strony, jej potrzeb, umiejętności, reakcji.

    I mam pomysł na 10, bo nie napisałeś ani słowa o tym, co po sesji, a to jest strasznie ważny aspekt.
    Wyobraźcie sobie trzy identyczne sesje BDSM tych samych osób, z których jedna kończy się „wolisz kawę czy herbatę? jak się czujesz? posmaruję ci skórę czymś łagodzącym, żeby tak nie bolało”, druga uzgodnionym wykopaniem za drzwi i pełną troski i zaangażowania rozmową online, zaś trzecia nieuzgodnionym wykopaniem za drzwi i brakiem kontaktu, bo po co, przecież pies/suka/niewolnik/etc. nie potrzebuje…

    Aha, i to będzie puryzm, ale D oznacza też dyscyplinę, a S – również uległość. BDSM to akronim złożony z sześciu aspektów, ułożonych w trzy pary – u Ciebie pojawiły się tylko cztery, osobno.

  • Ann

    Jesteś genialny!

  • grześ

    Ja tylko wyrażę swoja opinie, właściwie nie na temat meritum tekstu a samego tekstu.
    Kurde, jak to jest, ze nawet jak piszesz o czymś zupełnie dla mnie odległym, piszesz to w taki sposób, ze czyta się fascynująco i z narastającą przyjemnością:)

  • lis powszedni

    napisz podręcznik! bdsm z rayem, czy coś takiego. fanka tematu ci to mówi – kupiłabym i czytała jak michalinę wisłocką 😉 no i popłakałam się ze śmiechu na zgodę wyrażoną wobec jana kowalskiego na wtykanie warzyw. to na pewno byłyby bakłażany ;-p

  • wredny.widelec

    Świetny poradnik: rzeczowo, przystępnie, zabawnie i na temat. Wydawnictwo Sonia Draga powinno to wydrukować i obowiązkowo dodawać do każdego egzemplarza Greya. Kłaniam się autorowi skrzydlatym (dobrze chociaż, że nie rogatym) hełmem Thora do samej ziemi.

    • ona

      Jestem poczatkujaca i mam jutro pierwszy raz z Panem Kowalskim…
      Co za adrenalina…hmm
      Sayonara

      • Ray Grant

        Trzymam kciuki i zachęcam do podzielenia się rezultatami 🙂

        • ona

          Piekny bol, warto sprubowac.Pierwszy raz wersja light.Rozkosznie bolalo i satysfakcjonujace poddanie z pozbawieniem samokontroli,zaufanie i bezpieczenstwo.A na koniec piekny moment,kiedy smarowal czule zelem moje nabrzmiale pregi.Nigdy nie czulam sie bardziej spelniona emocjonalnie….

  • anna

    zazdroszczę:)

  • poddana;p

    witam.. miły początek BDSM pytanie gdzie można takiego partnera złapać?? chodząc po ulicy z kartką chcę być Twoją uległą?? 🙂 czytam i czytam i czytam o tym już od kilku lat a jedyne z namowy swojego partnera dostałam po tyłku w sposób łachotania motylka.. Poddałam się .. to ja chcę być posłuszna a nie ciągle na odwrót.. zazdroszczę :/

    • Ray Grant

      Niestety, w przypadku 1) Polski i 2) hetero nie mam zupełnie pojęcia… Może ktoś z czytelników podpowie?

      • klikklik

        fetlife.com – łączy funkcje portalu społecznościowego, randkowego, forum dyskusyjnego i tablicy ogłoszeń. międzynarodowy, ale jest dużo grup polskojęzycznych.

    • Amator

      No a co ja mam powiedzieć? Ja na ten przykład szukam takiej kobiety jak Ty, ale że jestem z natury nieśmiały to nie wychodzi, cóż… Ja to mam stracha trochę bo jak napisałem, amator ze mnie absolutny, i jakoś po stronach mi nie pasuje, a że gadkę mam słabą i poznawanie ludzi przychodzi mi z trudem… niezbyt dobra kombinacja. Ciężki temat :/ Oglądam mnóstwo tych filmów bondage, czytam opowiadania ale nie wiem co z tym dalej robić.

      Fajna strona tak w ogóle. Na tą co tu ktoś polecał – Sadomania – też zajrzałem. Chyba będę tam częściej 🙂

      Myślałem że coś ze mną nie tak i próbowałem oddalać od siebie te myśli, ale widzę że jednak są dziewczyny co lubią te rzeczy. Ten komentarz mnie pobudził, nigdy nie słyszałem żeby kobieta tak mówiła. Zastanawiałem się chyba z 15 minut czy coś napisać, ale się przemogłem 🙂

      Zadanie na najbliższą przyszłość – przeczytać tą książkę :p

  • Zuza

    Witam jest jeszcze taka stronka jak sadomania.pl osobiści na niej jestem i stwierdzam że mozna tam poznać zarówno uległe osoby jaki i dominujące

  • Nefteho

    Witaj. Tekst zgrabnie napisany, nienudny, prześmieszny – część o warzywach zwala z nóg po prostu.

    Jeżeli mógłbym cokolwiek dodać, to propozycję, by zrezygnować z alkoholu – tradycyjnie pitego „na odwagę”, gdyż dodaje on odwagi często zbyt wiele. Przynajmniej przy pierwszym spotkaniu. Pozwoli to lepiej ocenić partnera.

    Druga kwestia jest taka, że z uwagi na to, że wielokrotnie trafiały do mnie osoby skrzywdzone po randkach „w klimacie BDSM”, proponuję by poznanie zaczynać jednak od rozmowy, ze szczególnym uwzględnieniem rozmowy w miejscach publicznych. Internet nie zapewni odpowiedniego poznania partnera. Nigdy.

    Jeżeli poszukujecie tego typu klimatów, dobrym rozwiązaniem mogą być spotkania organizowane przez ludzi interesujących się BDSM, odbywające się w miejscach publicznych, najczęściej wynajętych barach. Możecie tam spotkać ludzi zweryfikowanych jakoś i raczej bezpiecznych. Jakiś czas temu spotkania takie organizował SinClub, ale niestety został rozwiązany – chociaż sama idea spotkań została.

    Na zakończenie dodam, że pewnym założeniem ludzi związanych z BDSM jest dobry poziom techniki seksualnej, co za tym idzie wiedza na różne tematy. Przykładem może być tu znajomość anatomii niezbędna przy wiązaniu Shibari. Osoby bawiące się w to muszą być dosyć opanowane i pewne siebie. Problemem jest tu wielka grupa nieudaczników nie dających sobie w normalnych warunkach w łóżku i mająca nadzieję, że gdy będą podszywać się pod kogoś w klimacie i spiorą lub zwiążą kogoś, to ten ktoś nie zauważy jacy są żałośni. Tacy ludzie potrafią być zwyczajnie niebezpieczni, ponieważ nie znają i nie chcą przestrzegać zasad bezpieczeństwa, dążąc tylko i wyłącznie do własnej satysfakcji.

    I teraz właśnie zauważyłem, czego tak na prawdę zabrakło mi w Twym opisie. BDSM niby jest o kilku rzeczach, ale należy szczególnie podkreślić, że jest ono o emocjach: silnych emocjach wiążących osobę uległą i dominującą, o zaufaniu do drugiej osoby i o oddaniu się na poziomie, który w innym układzie nie jest możliwy. A z drugiej strony o umiejętnościach wystarczających by to oddanie wykorzystać i opanowaniu niezbędnym by nie przekroczyć granic, nie raz bowiem może się zdarzyć, że to co robimy, wyciska z osoby poddawanej zabiegom błagania o posuwanie się dalej… gdy byłoby to zwyczajnie niebezpieczne.

    Pozdrawiam i życzę dalszego zgłębiania tematu.

    • Ray Grant

      Dziękuję za świetny komentarz 🙂 Będzie druga część, chociażby dlatego, że ten wpis okazuje się być najpopularniejszym elementem tego bloga — od chwili publikacji nie wychodzi z top 5 czytanych każdego dnia (!) A może zechciałbyś napisać coś gościnnie? O wiązaniu chociażby wiem bardzo mało.

      • Nefteho

        O wiązaniu mogę cały dzień, zajmuję się tym kilka lat, prowadzę warsztaty, jeżeli tylko jest okazja. Zabawa ciekawa, wymaga ciągłego rozwoju i widać w niej wyraźnie, gdy umiejętności człowieka rosną i może sobie pozwolić na coraz większe wyzwania. Jakiś czas temu zdarzyło mi się na przykład upleść kompletne „ubranie” – gorset i spódnicę z lin dla dziewczyny z naszego spotkania, co kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia.

        W sensie szerszym – wiązanie wspiera umiejętność masażu, którą rozwijam lat nie wiem ile już. Liny mogą pieścić ciało tak samo jak dłoń. Zwiększa wiedzę o ciele człowieka. Wiązanie to proces długi – daje możliwość poznania ciała partnera, wymusza dotyk i bliskość. Ocieranie lin, ich dotyk na ciele, wraz z odpowiednią atmosferą mogą wypełnić cały wieczór. Wiązanie dobrze wykonane musi trzymać, ale nie zarazem nie może ocierać – do momentu próby zerwania go lub wyśliźnięcia musi być wygodne i prawie niezauważalne.

        Wiązanie nie służy jednak tylko do tego by unieruchomić i oddać osobę uległą w ręce dominującej. Odpowiednio dobrany nacisk lin i węzłów w co zabawniejszych punktach ciała mogą dać duże wrażenia fizyczne, zwiększając podniecenie i nakręcając atmosferę. Z kolei świadomość oddania się drugiej osobie, pozwala uwolnić się od obowiązku pilnowania się i odpłynąć. Lina też może powodować kontrolowany ból, wymuszając odpowiednie do wybranej zabawy zachowanie osoby związanej, gdy gra tego wymaga.

        O linach i klimacie, to ja mogę tak długo 😉 Jeżeli mogę jakoś wesprzeć Cię w niesieniu wiedzy pomiędzy lud nasz polski, możesz na mnie liczyć zawsze. Jeżeli oczekujesz konkretnej informacji lub artykułu – proponuję wymianę korespondencji, bym nie zaśmiecał Ci bloga.

        • Almatea

          Cudowny opis widze że znasz sie na rzeczy mam mnóstwo pytań jeżeli masz czas i ochote odpowiedzieć na niektóre z nich to prosze napisz a wyśle ci mojego maila

        • Lena

          Zastanawiam się ilu ludzi mijam na ulicy z taaaaką wiedzą…
          Osobiście zajmuję się masażem relaksacyjnym i jestem świadoma czym jest dotyk w którym „czuć” przepływającą energię.
          Mam nadzieję, że w bliżej nieokreślonym czasie spotkamy się…
          🙂

    • lussi

      czesc Nefteho widze ze znasz temat ,chcialabym zadac ci kilka pytan ( raczej cale mnostwo ) wiec jesli zechcesz na nie odpowiedziec 😀 lussi.81@wp.pl

  • szelma95

    Ciekawi mnie jedna kwestia. Z tego, co wiem (i co dla większości jest dość oczywiste), BDSM obejmuje tylko sferę seksu, wielokrotnie spotkałam się z opinią, że jeżeli relacja dom-pasyw zaczyna przenikać do życia codziennego, to nie jest to już zdrowa relacja (czy autor podziela tę opinię?). Ostatnio rozmawiałam z pewną dziewczyną (nie polką), która jest w takim związku i nic nie ruszało mnie do momentu, w którym powiedziała, że ich relacja znacznie wykracza poza sferę seksualną, że NIGDY nie jest równa, partnerska, że nawet wtedy, gdy wykonują banalne czynności czy oglądają telewizję, on jest jej Panem, Lordem itp. (nigdy nie nazywa go swoim „chłopakiem”, „partnerem”, nigdy nawet nie mówi do niego po imieniu). Wiem, że parę razy miała pośladki i plecy poranione do krwi (widziałam zdjęcia, niezbyt smaczne, ale skoro jej się to podobało i miało miejsce w łóżku – jej sprawa). Nadmieniła też, że jej rodzice bardzo się o nią martwią, ale jej to nie obchodzi. Co prawda, zetknęłam się z drastyczniejszymi przypadkami (np. facet kazał swojej dziewczynie codziennie jeść żarcie z miski dla psa i ona to robiła). Czy to wszystko jest ok, dopóki pasyw twierdzi, że tego chce i lubi czuć się „szmatą” w życiu codziennym, nie tylko w seksie, czy też jest to już bliskie toksycznej relacji?

    • Ray Grant

      Tu bym się nie podjął odpowiadać. Jeśli obojgu taka relacja NAPRAWDĘ odpowiada, jest OK. Znam facetów, którzy płacą za „wakacje”, podczas których trzymani są w klatkach i karmieni z misek dla psów. Mnie to akurat w sferze pozaseksualnej kompletnie nie kręci, ale nie podejmę się oceniać, że jeśli ktoś chce tak żyć, to jest be.

    • Ja się mogę spróbować podjąć, skoro dyskusja wciąż ożywa 😉 Przed wejściem w taką relację, gdzie BDSM trwa 24/7, przeważnie odbywa się sporo partnerskich rozmów, czy obie strony tego chcą, czy im to odpowiada, czy naprawdę chcą tak żyć. Te rozmowy mogą wyglądać bardzo różnie i niekoniecznie wszystkie są prowadzone z partnerskiej pozycji, ale przeważnie mają miejsce. Nie wygląda to też tak, że dobra, dzisiaj się spotykamy, jutro idziemy do łóżka i mamy waniliowy seks, a pojutrze jam jest Lord, a ty szmata. Relacja raczej ewoluuje, kształtują się reguły, wspólne aktywności…

      Dobrą analogią jest tradycyjnie rozumiane małżeństwo, gdzie dwójka ludzi wiąże się oficjalnie, w świetle prawa, podejmując wobec siebie zobowiązania z założeniem, że to na całe życie – przez co najpierw powinni przemyśleć, czy na pewno tego chcą, czy dobrze im ze sobą, czy rzeczywiście wchodzą w to świadomie.

      To, że dla tej dziewczyny on zawsze jest Lordem, Panem itd., nawet przy ludziach z zewnątrz, prawdopodobnie oznacza, że jest pewna siebie, świadoma tego co robi, gotowa ponosić konsekwencje swoich wyborów i bardzo dumna z tego, że do niego należy. Prawdopodobnie też są ze sobą dość długo. No i na pewno go bardzo szanuje oraz kocha.
      Lord jest tutaj odpowiednikiem „mojego słońca”, „mojego męża”, „mojego pieseczka”, „mojego połówka” i każdego innego określenia, które osoby waniliowe określają, by równocześnie odnieść się i do mężczyzny, z którym się związały, i do charakteru więzi między nimi.
      „Partner” sugeruje inny typ relacji. „Chłopak” jest dla mnie jak zgrzyt nożem po szkle w tym kontekście – zupełnie nie ta stylistyka. Zwracanie się do swojego Pana po imieniu się zdarza, ale nie każdemu pasuje, bo to jednak mówienie na „ty”, a tu jest „pan”, a nawet „Pan”.

      To nie byłoby ok, gdyby równocześnie uległość była wykorzystywana, gdyby Pan przekraczał granice ustalonych zasad oraz rozsądku (nieodpowiedzialne BDSM może prowadzić do kalectwa), manipulował, uzależniał dziewczynę od siebie, działał na jej niekorzyść, zniechęcał do aktywności, które ją interesują, a także gdyby nie troszczył się o jej dobro.
      Przykładowo, „jesteś szmatą i na nic innego nie zasługujesz” bywa bardzo dobre i podniecające w łóżku, jako zaszyfrowane „jesteś cudowna i uwielbiam dawać ci taką przyjemność, jaką lubisz najbardziej”, ale kiedy osoba uległa potrzebuje wsparcia, odpowiedzialna osoba dominująca je zapewnia.

  • dojrzaly

    Ja czytałem, że prawdziwa relacja BDSM polega własnie przede wszystkim na zyciu i niekoniecznie musi wiazac sie z seksem. Dominacja w zyciu to nie kazanie jesc komus z miski dla psa. Musisz miec szacunek do uleglej/uleglego gdyz twoim obowiazkiem jest dbanie o jej/jego bezpieczenstwo i dobre samopoczucie skoro ona/on oddala ci cale swoje zycie i pozwolila myslec i decydowac o wszystkim za nia. Tu chodzi o dominacje, dojrzale do niej podejscie a nie o szmacenie kogos na kazdym kroku. Tak ja to przynajmniej rozumiem

  • Ojjj widzę, że trochę nie którzy zbyt mocno wybiegaja przed szereg z pojęciem BDSM.. To nie jest do końca tak, że je się z miski czy bije bo tak akurat Master chcę i już.. Życie w tym to nie tylko pewne zasady których się przestrzega ale też wzajemny szacunek.. Owszem jest suka jest domin ale to wszystko są świadome wybory.. Wiele rzeczy ustala się razem i nie mylmy BDSM z filozofią GOR 😉 to zupełnie co innego.. Choć sama osobiście uważam, że GOR to mocny stopień wtajemniczenia.. Lubię czytać coś co jest prawdziwe Lubie słuchać innych ale czasem ma to się nazywa nijak do Rzeczywistości 🙂 pozdrawiam

  • wetgirl

    bardzo fajny tekst. osobiście uważam że najważniejsze jest zaufanie i zaczynanie od ‚małych’ rzeczy, a potem pogłębianie doświadczeń i odkrywanie co pasuje a co nie. nie zawsze wykonanie tych samych czynnosci będzie prowadziło do tego samego efektu. czasami można być w gorszej formie, endorfiny za bardzo będą pracować czy adrenalina (nie znam się na hormonach;)) i katastrofa gotowa. dlatego tak ważne jest zaufanie i znajomość ciała i jego reakcji. dom też musi wiedzieć kiedy ‚coś jest nie tak’ bo sub nie reaguje we właściwy sposób, może więc np źle się czuje. co dla mnie jest też niezwykle ważne to ‚przytulanie’ czy jakkolwiek to nazwać po. poczucie bezpieczeństwa. nieważne, że cię bije i robię ci wiele ‚złych’ rzeczy (które sprawiają przyjemność) ale zawsze jesteś bezpieczna. to jest niesamowicie ważne

    • wilczyca

      i bardzo trafnie sprecyzowałeś… też tak myslę

  • Sub_Girl

    Szacunek, czułość i poczucie bezpieczeństwa tworzą solidne ramy dla ostrej, ryzykownej zabawy.
    Ktoś kiedyś powiedział o uległości w sexie, że jest jak „emocjonalne spa” – odprężasz się i poddajesz czyjejś kontroli…
    A ktoś inny o dominacji „kradzione nie tuczy, ale za to bardziej smakuje”,
    Myślę że coś w tym jest…

  • Morhy

    Świetny artykuł i zabójczo zabawnie napisany 😀

  • Mantodea

    Bardzo interesujący artykuł. Osobiście dopiero zaczynam odkrywać siebie i swoje miejsce w tym fascynującym „świecie”. Uważam, że nigdy wcześniej nie byłam tak szczera z samą sobą jak właśnie teraz.

  • Witaj Nefteho świetnie opisałeś wiązanie, chciałabym pogadać z kimś tak doświadczonym pocztą elektroniczną mam kilka pytań jeżeli masz ochote odpowiedzieć na nie zapraszam do odpisania almatea@poczta.fm Napisze tylko że dopiero zaczełam zagłębiać się w ten świat:-)

  • Nefteho

    Marcin – zgadzam się całkowicie.

    Kajira – nie wybiegamy przed szereg. To jest trochę tak, że gor to taki modernistyczny i modny obecnie nurcik, oparty na serii książek, z lat 70 XXw, który, jakby na niego nie patrzeć – jest BARDZO młody w porównaniu z innymi zachowaniami w obrębie BDSM. W sensie zachowań – nie różni się absolutnie niczym, te same zasady bezpieczeństwa, przyzwolenia i świadomości muszą być w nim respektowane, jeżeli nie są – to zaczyna się przestępstwo. Jest formą dominacji i tyle. Dorabianie do niego wielowiekowej kultury niczemu nie służy – to tak jak jedna ze szkółek aikido reklamowała się „sztuką istniejącą od 2000 lat”.

    Kwestie związane z emocjami w Domestic Discipline (podpadającej pod dominację i zawierającej także gor w swojej definicji) – były dyskutowane, zanim powstał pomysł na książki z terminem gor, podejrzewam, że nawet zanim rodzice pomyśleli o wyprodukowaniu autora (dodajmy, że autor osobiście odciął się od tego ruchu i nie uznał go za swoje dziecko). Więc – jeżeli lubisz definiować „swój BDSM” jako Gor – proszę bardzo, nikomu nic do tego, ale miej świadomość, że jeżeli będziesz mówiła, że gor jest lepszy niż BDSM lub jest inny, będzie to po prostu – delikatnie mówiąc – nieprawdą. Każda poważna osoba, z którą będziesz rozmawiać, nie będzie w żaden sposób izolować gor od innych zachowań, chociażby, ze względu na brak możliwości wyodrębnienia jednoznacznej definicji, w którą nie mieściłyby się inne zachowania. Chyba, że określimy to jako ruch podobny do Kościoła Jedi i tak samo wytworzony w oparciu o literaturę SF (jedi są wspierani jednak przez twórcę).

    Dyskusje tego typu nie pomagają we wzmacnianiu sceny i nie polepszają możliwości działania ludzi zajmujących się równością. Nie rozbijajmy zachowań związanych z BDSM, to że jedna osoba lubi bawić się ostrymi przedmiotami, druga wiązać, a trzecia być rozliczana z czasu jaki spędza pod prysznicem – to nie powinno powodować klasyfikacji zachowań jako lepszych lub gorszych.

    Dodam tylko, że kontakt z ludźmi zza granicy jest trudny, między innymi przez to, że jeżeli rozmawia się z jakąś sensowną organizacją, to ich zdanie o Polakach jest jednoznaczne:
    – jeżeli ruchy związane z LGBT nie chcą i nie potrafią rozmawiać o BDSM,
    – jeżeli BDSM polskie wewnątrz siebie jest rozbite i każdy ciągnie do innego koryta tworząc sztuczne podziały – jeżeli w Polsce sami nie potrafimy w żaden sposób wyeliminować ludzi niebezpiecznych podszywających się pod środowisko
    to nie jesteśmy żadnym partnerem do rozmowy, bo i o czym?

    Mówię tu o poważnych organizacjach – a nie o pojedynczych przypadkach. Mam wrażenie, że większość z nich jak widzi co wyprawiamy tutaj na własnym podwórku, to po prostu turla się ze śmiechu. Polskie BDSM stoi na pojedynczych ludziach próbujących się udzielać mniej lub bardziej publicznie, nie istnieją tu żadne sensowne organizacje, nie ma liderów. Jeżeli się tworzą grupki – trzymają się blisko siebie i nie próbują niczego robić na skalę kraju. Jeżeli próbują – są atakowani.

    Skąd atak? Z kilku stron:
    – Jeżeli będzie większy poziom wiedzy o seksualności, świadomość tego, że wymagane jest bezpieczeństwo, a co za tym idzie wiedza – okazuje się, że ci ludzie, którzy są nieudacznikami i mają nadzieję na łatwy seks, będą zagrożeni. Zamiast się czegoś nauczyć – będą opluwać i negować ludzi sensownych.
    – Jeżeli będzie wykreowany nacisk na przyzwolenie i świadomość tego, że BDSM to nie przemoc – ludzie zaburzeni, dbający tylko o siebie będą zagrożeni. I będą atakować.
    – Jeżeli będziemy budować świadomość ważności interakcji emocjonalnych, będziemy bardziej otwarci – będziemy tworzyć spotkani, eventy – możliwość poznawania się ludzi i zwiększymy integrację środowiska, to zagrożone będą osoby udające BDSM, a tak na prawdę uprawiające prostytucję. Może się okazać, że ludziom w klimacie zależy na znalezieniu prawdziwego partnera, a nie seksu za pieniądze.
    – do tego należy dodać działanie zorganizowanych grup przestępczych, które chętniej atakują osoby na pograniczu klimatu… i tu się robi niebezpiecznie.

    Tak czy inaczej – trzeba uważać. W środowisku jest wiele osób, które nie powinny się tam znaleźć. Dla mnie osobiście najśmieszniejszy jest typ „pseudomastera” – to taki ktoś, kto „podrywa na BDSM”, w łóżku nic nie potrafi, ale – bardzo często z uwagi na niedoświadczenie partnerki jakoś mu to uchodzi na sucho. Najlepsze są „zakazy” w takich związkach – najczęściej dziewczynie nie wolno się kontaktować z nikim w środowisku – bo po prostu boją się weryfikacji. Jak gdzieś są spotkania z warsztatami dla ludzi z klimatu – to znów – sami nie pójdą, bo są tchórzami, a jednocześnie dziewczyny nie puszczą – bo jak nie ufają sami sobie – to też nie zaufają dziewczynie. Tu do porad moich dorzucę kolejną dla początkujących osób: jeżeli osoba „dominująca” chce Was odciąć od kontaktów z kimkolwiek, a dominacja ma polegać na seksie na zawołanie… to uciekajcie bo w najlepszym razie będzie z tego bardzo toksyczny związek, w najgorszym, szantaże i zmuszanie do prostytucji.

    • Nefteho i Marcin świetne opisy oby było i ch więcej, tylko dla początkujących którzy dopiero zaczeli się tym interesowć takie wpisy to jest wszystko ale zacząć na żywo znależć odpowiedniego Pana kończy się tylko na marzeniach, nie będąc w tym środowisku nie mamy pojęcia jak się za to zabrać jak zacząć jak szukać , spełnieniem siebie było by znależć właśnie tak doświadczonego i odpowiedzialnego Pana który przez wszystko poprowadzi ale mam wrażenie że jest to nierealne:-(

      • Mantodea

        Zgadzam się z Tobą Almatea… Również chciałabym od „czegoś” zacząć, ale nie za bardzo wiem jak. Tak łatwo trafić na kogoś nieodpowiedniego, kto tylko udaje i potrafi szczerze zniechęcić… ;-/

        • Nefteho

          Pisz tutaj bardziej ogólne pytania, jak bardziej prywatne to na mail – chętnie odpowiem.

  • Nefteho

    Jest oczywiście realne. Zacznij szukać ludzi robiących eventy, otwarte spotkania, nie bój się wyjść do ludzi. Oczywiście sprawdź ich najpierw, poczytaj o nich. W większości wypadków, ludzie robiący otwarte, bezpłatne, dosyć kameralne spotkania to ideowcy, pragnący otworzyć ideę dla ludzi, dla których ważne będzie bezpieczeństwo i komfort innych. Na początku uważaj na imprezy komercyjne – o dziwo często ludzie są gorzej weryfikowani, często pojawiają się na nich ludzie spoza klimatu liczący na „łatwy podryw”.

    Poznawaj ludzi, uważaj na takich, którzy wywyższają się, używają wulgaryzmów, udają twardych masterów, Dla mnie zawsze sygnałem najpoważniejszym sygnałem alarmowym pozostaje brak chęci rozwoju: jeżeli ktoś uważa, że nie musi się uczyć cały czas, to znaczy, że nie posiada tak na prawdę wiedzy i umiejętności. Każdy poważny dominujący chce się rozwijać – chociażby po to, by roić nowe rzeczy i posuwać dalej granice. Nie może tego robić, jeżeli nie będzie to bezpieczne.

    Uważaj też na ludzi, zaczynających znajomość od traktowania Cię jak swojej własności, rzeczy. Uległa nigdy nie może być traktowana przedmiotowo: tak na prawdę dominujący uczy się techniki, rozwija umiejętności i wiedzę, poznaje ciało drugiej osoby, tylko dla niej. W pewnym sensie to dominujący jest stroną dostosowującą się do sytuacji. Sztuką jest zmuszanie uległej do rzeczy,na które ma tak na prawdę ochotę. Nie da się tego robić bez odpowiedniego poziomu empatii i zrozumienia potrzeb drugiej osoby.

    Na przykładzie naszych lubelskich spotkań widzę, że pomimo tego, że są skierowane głównie do par, to z przychodzących singli powstały nam już dwie pary. Ludzie poznali się w bezpiecznych warunkach, w publicznym miejscu, zaprzyjaźnili, są ze sobą – znaleźli się po prostu i są ze sobą.

    Największym błędem jaki może zrobić początkująca uległa osoba, to znalezienie kogoś całkowicie anonimowego przez net i spotkanie z nim w jakimś zamkniętym miejscu – to po prostu proszenie się o problemy. Tacy ludzie na ogół nie pojawiają się, bo nie mają o czym mówić, nie znają podstaw, nie chcą się uczyć. Często dziewczyny wykorzystane lub zgwałcone zapytane, dlaczego wybrały ewidentnie niebezpiecznego człowieka, odpowiadały, że dlatego bo był anonimowy. A kogoś zweryfikowanego, znanego – bały się, bo są początkujące. Prawda jest taka, że Gunruptor, Dikoff, Shibaridiemus, Drakeus, Metzger i wielu innych bardziej znanych kolegów, czy nawet ja wreszcie, nie moglibyśmy sobie pozwolić na stratę dobrego imienia, na które pracowaliśmy często kilka lat. Goście mający cztery różne profile na każdym portalu mogą zrobić wszystko i pozostaną nieuchwytni.

    Zwróć uwagę na to, że ludzie z tej mniejszości kompetentni są bardzo otwarci, nie wyobrażam sobie kompetentnego dominującego zabraniającego uległej kontaktu z kimkolwiek jakiegokolwiek, czy wyjazdu na jakieś spotkanie. Dominujący ma obowiązek dbać o rozwój uległej. Nie powinnaś więc się zamykać na poznawanie nowych ludzi i próby zrozumienia interakcji między ludźmi, a także – w szerszym sensie na nowe doznania i eksperymenty. One czasem bywają skomplikowane.

    Chcesz praktyczną poradę? Przyjedź do nas na naszą imprezę: poznasz ludzi, zobaczysz jak wyglądają w praktyce relacje między ludźmi. Złapiesz kontakt z ludźmi realnymi, którzy pokierują Cię dalej. Może poznasz kogoś ciekawego z czasem. Z drugiej strony – nabierzesz więcej pewności siebie i może też dowiesz się czego i kogo szukasz.

    Możesz też do mnie napisać na prv (nefteho@gmail.com) – postaram Ci się pomóc jakoś bardziej konkretnie i jeszcze kilka rzeczy Ci podpowiem.

  • luki

    Cześć. Fajny ten poradnik. Ja z zasady lubię bardziej boleśnie – ale to pewno dla tego że na nic innego nie było czasu i „z kim” Natomiast że tak powiem …. Zjadłem zęby na Elektrostymulacji, rażeniu prądem, ballbustin-u, itp, itd. Czyli takie tematy – które sprawiają jednak ból. (kontrolowany – ale ja i tylko ja wiem kiedy chcę przestać)

    Niestety 🙁 nie ma łatwo – moja żona nie podziela mojego entuzjazmu… W łóżku tylko „zwykły” seks… Cóż. Nie zawsze mamy to czego chcemy.

  • sc

    A ja chciałabym poszukać uległego 🙁 … I też nie mam pojęcia jak…

    • Czy mieszkasz na pomorzu bo mi się marzy lanie też

  • Dawno mnie nie było.
    Luki: Walcz. Rozmawiaj. W końcu z jakiegoś powodu jesteście razem. W związkach rodzinnych na ogół brakuje szczerości, jeżeli chodzi o seks. Ludzie nie chcą rozmawiać, podświadomie nie chcąc pokazać najbliższej osobie swoich sekretów. Kiedyś coś podobnego napisał mi jeden facet – był dominujący, miał żonę, ale na boku uległą. Męczyło go to. Żona żadnych skłonności. Po pewnym czasie okazało się, że na tym samym portalu siedzi jego żona – uległa, ma męża, ale dominującego na boku i jest jej z tym źle bo mąż nie ma skłonności… Byli bardzo zdziwieni. Chyba najtrudniej było im przyznać nie to, że mieli kogoś na boku, tylko to, że bali się rozmawiać.

    SC: tylko spotkania. Masz Fetyszomanię w Warszawie, ale też dużo innych spotkań. Każde większe miasto takie robi – mogą się spotkać i porozmawiać ludzie z klimatu. Napisz – może coś podpowiem lub uda mi się Ciebie do kogoś skierować znajomego kto coś organizuje.

    Po raz kolejny zachęcam – piszcie tu lub na email – na pewno odpiszę.

  • Su

    ….ja mam …pytanie…lub kilka….Odkryłam ostatnio , że bardzo mnie ten klimat interesuje…to był przypadek….A jak w końcu odkryłam co mi w duszy gra, pierwsza rzeczą na którą wpadłam był pomysł..aby się czegoś dowiedzieć…z pierwszej ręki. Znalazłam portal , wybrałam osobę dominującą i zaczęłam pytać…Zgodził się dość szybko udzielić mi kilku informacji ….ja pytałam on odpowiadał ..bez nerwów ..bez złości, czy czegokolwiek innego…Mogłam pytać do oporu , a on nic, stoicki spokój…To trwało jakieś pięć dni. Nie powiem….zastanawiałam się skąd ta cierpliwość u niego…ale ciekawość była silniejsza…I co? Ano wpadłam…jak sliwka w kompot…nie zauważyłam kiedy….Nawet…złożyłam deklarację..”.Tak Panie…jestem..i należę …”……..najgorsze jest to co czuje….ze on jest naprawdę moim Panem…mam ochotę wykonywać jego polecenia….słuchać…to wychodzi z wewnątrz ….ale się boję….mam bardzo małe doświadczenie w seksie…w relacjach damsko męskich…a to mnie ciągnie…wiem ze kiedyś wspomni o spotkaniu…i co wtedy? On mnie nie widział , ja jego również….dla mnie to nie ma znaczenia.ale dlaczego nie ma również dla niego.?

    • Grant Thorsson

      Nie chcę zniechęcać, ale osoby poznane w Internecie czasami nie są tymi, za które się podają. Oczywiście mogę się mylić. A z drugiej strony w BDSM wygląd liczy się o wiele mniej, niż to, co się potrafi i lubi, nie tak łatwo dobrać idealnego partnera.

  • Su

    Nie bronie…ponieważ tak naprawdę nie znam tematu …klimatu….ale On ma sporą wiedzę .

  • Catta

    Witam serdecznie! Jakoś tak trafiłam przez przypadek na ten artykuł i przeczytałam go z przyjemnością, podoba mi się Twój styl i poczucie humoru 🙂 Zastanawiałam się, czy jest sens komentować, bo artykuł już dość stary, ale skoro są jakieś wpisy również z tego roku, to niech i mój się pojawi 😉 Bardzo mnie fascynuje ten temat. Mojego chłopaka nieco mniej, ale też jakichś szczególnych oporów nie ma, stara się 😉 Tylko że nie ma ani doświadczenia ani jakiejś dużej teoretycznej wiedzy w kwestiach bdsm, ja też doświadczenia nie mam żadnego, a wiem tylko tyle, co mi się udało wyczytać i podpatrzeć w internecie – więc trudno mi go uczyć konkretnych rzeczy. A czasem przy ostrzejszych zabawach autentycznie się boję, że mi zrobi krzywdę przez przypadek (w sensie: jakąś bardziej trwałą krzywdę, której byśmy nie chcieli). Dlatego chciałam zapytać, czy może orientujesz się Ty, albo może ktoś z komentujących, czy istnieją jakieś podręczniki z praktycznymi wskazówkami typu: tu można tłuc mocno bez obaw, ale tam to lepiej sobie daruj, bo możesz uszkodzić to a to; w ten sposób możesz szarpnąć, ale w tamten nie bo cośtam? ;P Żadne z nas nie ma wybitnej wiedzy o anatomii, nie mamy za bardzo ochoty wybierać się na studia medyczne tylko po to, żeby taką wiedzę zdobyć, a jak szukam jakichś porad na stronach czy forach, to wszędzie widzę tylko jakieś ogólniki o zaufaniu, szacunku, granicach… no i o tym, żeby mieć jakąś wiedzę o anatomii 😛 Ale zbioru praktycznych porad to jeszcze nigdzie nie widziałam. Ale może szukać nie umiem. Da się coś takiego znaleźć gdzieś, czy też całkowicie bezpieczne bdsm jest tylko dla lekarzy, a innym ludziom pozostaje albo darować sobie takie zabawy, albo robić na wyczucie i trzymać kciuki, żeby nie trzeba było się przymusowo i w trybie przyspieszonym z jakimś lekarzem konsultować? 😛

    • Grant Thorsson

      Ha, bardzo dobre pytanie. Chyba nie znam takiego podręcznika. Być może SM101 Jaya Wisemana, ale nie doczytałem do końca Może wybrać się na imprezę i porozmawiać z kimś doświadczonym?

    • Zastanawialiście się nad spotkaniem z kimś kto się zna? W sypialni, wspólnie, w trójkę?

  • najsmutniejsze jest to, że w tym całym popapranym świecie jest pełno pseudo – panów, którzy podszywając się pod Pana chcą cię zwyczajnie przelecieć bo znudził im się waniliowy sex z żoną.

    • joblow

      co jak co, ale wielu ludzi [u mnie sa to mezczyzni] nie maja pojecia o tym, jak po prostu ciagnac za wlosy, zlapac za dwie rece od tylu i dusic…no coz…zazwyczaj robi ‚testy’ uswiadamiajajace mi z kim mam do czynienia z amatorem czy z rawdziwym P., jesli juz kogos poznaje czy na necie czy w realu[tutaj dzialaja festy, ruchy ciala, poczucie pewnosci siebie]-nawet mialam jednorazowy wyskok i dobrze nawet baardzo dobrze odczytaam, ze on, potrafi,a wiec jesli z kims pisze prosze aby pokazal mi najbardzije brutalne i podniecajace porno jakie widzial i co by chcial ze mna zrobic plus maly lekki wywiadzic, ktory okresla jego pewnosc, slownictwo, czy on jest ulegly do mnie czy ja musze byc itd itd i wtedy podejmuje decyzje czy nr tel czy nie.

    • Lisa

      Niestety ale masz rację. Mnie osobiście od pewnego czasu ten temat interesuje ale jak to w małżeństwie nie bardzo jest z kim pogadać jak mąż w temacie zielony 😊 , a uczyć się trzeba całe życie.

    • A z drugiej strony najśmieszniejsze jest to, że tak jak z TRU-METALAMI tak po czasie fascynacji Greyem pojawiają się TRU-DOMKI czy TRU-SUBKI wpędzające innych w poczucie winy swoim pierdu pierdu jakie to one nie są doświadczone.

  • Ja nie dawno zaczęłam z czymś takim. Ale to z chłopakiem. Jeśli robi się to ze stałym partnerem jest to coś zupełnie innego. Bo nie potrzebujemy żadnych słów bezpieczeństwa czy gestów, oboje wiemy co możemy zrobić a czego nie. Praktycznie rozumiemy się bez słów i czerpiemy oboje z tego ogromną przyjemność. On już wie, kiedy np chcę być dominowana itd i wtedy wieczorkiem się tak „bawimy” i to nie wpływa źle na nas, związek czy uczucia. Po czymś takim pyta się a i też w trakcie, czy coś mnie za bardzo nie boli i czy ma robić dalej. Sama też nie kiedy zdominuję, i widocznie też Go to podnieca. Oboje czerpiemy z tego przyjemność. Jednak nie robimy tego często. I nigdy nie trwa tak długo jak czuły seks ^_^ Jest to tylko urozmaicenie

  • Anula

    Bardzo podoba mi się zamieszczony artykuł 🙂 szczerze mówiąc nigdy nie było mi dane tego spróbować, ponieważ w momencie gdy powiedziałam partnerowi żeby np. pociągnął mnie za włosy to patrzał na mnie jak na wariatkę. Efekt: rozstanie, bo jeśli nie ma spełnienia w sferze erotycznej to nie ma sensu tego ciągnąć. Spotykam się z kimś z kim znam się od 10 lat i okazało się że lubi takie tematy, więc stąd moje pytanie: potrzebuję dobrego materiału z którego będę mogła się dowiedzieć jak to wszystko wygląda -jako osoba dominująca i uległa- albo o maila od kogoś kto ma w tym doświadczenie i mógłby mi pomóc radą. Z góry dziękuję i pozdrawiam 🙂

  • Sord

    Jestem początkujący, ale od dawna czułem, że dominowanie kogoś to coś dla mnie. Niedawno odkryłem, że moja dziewczyna również jest zainteresowana tematem (tak się dobrze złożyło, że jest stanowczo uległa). I zastanawiam się czy nie znalazłby się ktoś, kto mógłby coś podpowiedzieć na ten temat. Głównie mam na mysli BHP, że się tak wyrażę, ponieważ pomysły akurat się znajdą (ale chętnie wysłucham nowych).

  • Bardzo fajny wpis, podlinkuję u siebie. Póki nie napiszę swojego 😉