List otwarty od eksperymentu obyczajowego do kukiełki prezesa

Och nie, popełniłem błąd w tytule. KP oznacza oczywiście Kochanego Pana, a może nawet Kochanego Premiera.

*

Wielce poważany KP,

pisze do Pana eksperyment obyczajowy.

Wyjechałem z Polski w 2006 roku przez takie osoby, jak Pan – żenująca homofobia podlana sosem hipokryzji dała mi się we znaki. Nie tylko ja wyjechałem – w tej chwili mógłbym zrobić objazd Europy i zatrzymywać się w prawie każdej stolicy u znajomych i przyjaciół. Pochodzę z klasy niższej, tzn. wykształconej, moi znajomi i przyjaciele też. Kiedy mamroczą Państwo na temat niewdzięczności ludzi, którzy szkolą się na koszt państwa, a potem wyjeżdżają, miejcie Państwo na uwadze, że nie jesteśmy dla Was żadnymi ludźmi. Eksperymenty obyczajowe i kulturowe wyjeżdżają. Nie macie Państwo dla nas nawet na tyle szacunku, żeby użyć fraz tak eleganckich, jak „te osoby”.

Wyjeżdżając naiwnie sądziłem, że za 20 lat w Polsce będzie normalnie – jak w krajach rozwiniętych. Dla Pana pobicia w Białymstoku to powód do wyrażenia półgębkiem wymuszonych fraz na temat potępiania przemocy. Do zachęcania i dzielenia ludzi na kasty wrócił Pan raptem po kilku dniach, według Pana nie pobito ludzi, tylko łażące po ulicach bez potrzeby eksperymenty społeczne. Wyznaje Pan też otwarcie, iż w Pana opinii członkostwo w Unii Europejskiej polega na tym, że się z niej ciągnie piniondz. Wszyscy wiedzą, że polskim rządom chodzi tylko o kasę, ale chyba jeszcze żaden oficjel nie powiedział tego tak wprost. Za szczerość dziękuję nie tylko ja, ale też ci, którzy będą ustalać kolejny budżet.

To jest właśnie nasz program – łączenie tego, co najlepsze w przeszłości z tym, do czego dążymy: do Polski dostatniej, gdzie europejskość rozumiemy jako konkret, wysokie zarobki, a nie eksperymenty kulturowe czy obyczajowe – premier Rzeczpospolitej Polskiej, Mateusz Morawiecki, któremu się to zapamięta.

*

Szanowny KP, widać Pana z Europy i świata.

Umiemy tu czytać, używać Internetu, niektórzy z nas jeszcze oglądają telewizję. W Guardianie ukazało się tłumaczenie opowieści Jacka Dehnela o uczestnictwie w białostockich wydarzeniach, lepsze słowo nie przychodzi mi do głowy, my eksperymenty jesteśmy dla Was półludźmi również intelektualnie. Wiemy na przykład, co oznacza spacja, w przeciwieństwie do profesora posła Pawłowicz. Wiemy, jak poprawnie napisać słowo „mężczyzna”, w odróżnieniu od Prawdziwych Polaków Patriotów. Ale w Pana prywatnym kraju takie eksperymenty, jak my – a jest nas kilkaset tysięcy, po doliczeniu sojuszników powiedzmy bardzo konserwatywnie, że dwa miliony – są niemile widziane. Wyrażam się uprzejmiej niż Państwo Rządzący (tzn. kler i Zwykły Poseł). Co z tego, że dwa miliony mają w dowodzie napisane „obywatelstwo polskie”, to łże-Polacy, czarne masy, eksperymenty obyczajowe. Prawdziwa Polska to kibole i księża-pedofile, Zwykły Poseł i Dziennik Telewizyjny w telewizji zwanej figlarnie publiczną. Zwykły Poseł, który broni „naszych dzieci”, posiadając ich zero – ciekaw jestem, kiedy ktoś go o to spyta i dociśnie do otrzymania odpowiedzi.

 

O polskiej IKEA i o tym, co tam się dzieje też wiemy, chociaż część pojawiła się w rubryce „humor ze świata”. Torby sfotografowane wczoraj.

 

A może Pana oszukuję? Może Polska jest tak odizolowana, że nikt Pana słów nie słyszy, nikt nie wie o Białymstoku, biskupach, rządowym podżeganiu do przemocy, straszeniu wyimaginowaną „ideologią LGTB”, naklejkach Gazety Pis-Polskiej? Proszę, tutaj Guardian, tutaj der Tagesspiegel. Podobno jest Pan wykształcony, chociaż nie rzuca się to w oczy. Zakładam, że mówi Pan językami, jeśli nie, chętnie prześlę link do wpisu Jacka Dehnela w wersji polskiej. W Holandii też się o Was dużo mówi, nie przesyłam linków, bo to trudny język. Załączam za to zdjęcia – Amsterdam przygotował się na Pride. Trochę inaczej się przygotował, niż prywatny kraj prezesów i biskupów z ich kibolskimi bojówkami. Czytanie pełnych zdań jest męczące i zajmuje dużo czasu, może Pan obejrzy obrazki.

Tutaj nie mówimy na kochających się ludzi „eksperymenty obyczajowe”, tylko „ludzie”. Może trudno uwierzyć, chociaż w #zagranico wydaje się to proste – ludzie to ludzie, rzeczywistość bywa różna, ale wobec prawa panuje równość. Ludź jeden = ludź dwa. Prywatnie różni posiadają oczywiście różne poglądy, np. ja przestałem się przyznawać do pochodzenia polskiego nowo poznanym osobom, bo zaczynają mnie o Pana pytać. Nie wiedzą, kim jest Zwykły Poseł, przemoc podlaną Jezusem firmuje Pana twarz i Pana nazwisko, krew na rękach dzieli pan z biskupem Wojdą, Zwykłym Posłem, ministrem Ziobrą… ale krwi przeleje się jeszcze dużo, dla każdego wystarczy, pracuje Pan nad tym z zapałem.

*

Szanowny KP, wstąpiliście na bardzo niebezpieczną drogę.

Dehumanizacja sprawdziła się wielokrotnie. Zawsze była bardzo skuteczną metodą. Faszystowską i komunistyczną. Wskazywanie łatwo definiowalnej grupy (uchodźcy, Żydzi, LGTB) – krok pierwszy. W kroku drugim dzielimy społeczność na „my” i „oni”. Oni są winni wszystkiemu co najgorsze, odpowiadają za księży-pedofili, niedobory budżetowe (chyba, że wina Tuska), nadmiar deszczu oraz upałów, za Fransa Timmermansa i za wyimaginowane zamachy bombowe na polskie kościoły. W kroku trzecim zaczyna się podżeganie do przemocy. Tu już dotarliście. Pozwoli Pan, że pozdrowię biskupa Wojdę, tego, co najpierw „non possumus”, a potem „ojejciu, ależ przecież ja się spodziewałem, że kibole będą odmawiać różaniec i tworzyć Łańcuch Pokoju, kopanie i bicie mnie ogromnie zaskakuje”. Krok czwarty to przemoc – tu Pan na razie społeczeństwo doprowadził, prawdziwi Polacy versus eksperymenty społeczne, prawdziwych jest więcej. W kroku piątym, o ile pamiętam, zacznie się mordowanie.

Może Pan spróbuje zatrzymać się przy czwartym, pobicia, kopanie w brzuch, łamanie nosów to w sumie nic takiego. Nie wiem jednak, czy planuje Pan w ogóle zapobiec eskalacji przemocy. Po kilkunastu dniach od wydarzenia, o którym #zagranico jeszcze nie zapomnieliśmy określa nas Pan – miliony ludzi – mianem „eksperymentów obyczajowych i kulturowych”.

*

Szanowny KP,

w Holandii śluby osób tej samej płci są dozwolone od roku 2000. Sam wziąłem ślub w roku 2016. O ile mi wiadomo, kraj do tej pory nie upadł, żadna rodzina się nie rozpadła, do kościołów rzeczywiście chodzi coraz mniej ludzi, ale to raczej wina kleru i głoszonych przez ów kler poglądów.

Mieszkam tutaj prawie od trzynastu lat. Z homofobią spotkałem się dwa razy. Raz polegała na tym, że jeden kibic piłkarski ostrzegał mnie konfidencjonalnie, że takie spodnie jak moje noszą geje. Podziękowałem mu serdecznie. Drugi raz był wtedy, kiedy w Amsterdamie grała chyba Wisła, mój eks nie zrobił Polakowi miejsca w Amsterdamie wystarczająco prędko, gość nazwał go „jebanym pedałem”. Dekorację miasta w tym tygodniu może Pan zobaczyć na obrazkach.

 

Nasz prom, którego ogólnie okropnie nie lubię, bo są tam ludzie, ale ładna flaga powiewa.

 

Kiedy lecę do Polski, kraju, którym Pan kieruje przynajmniej według mediów, wykupujemy ubezpieczenie, dzięki któremu w razie wypadku lub pobicia przez Prawdziwych Polaków eksperymenty obyczajowe (tzn. mój mąż i ja) zostaną przewiezione do Holandii helikopterem. Czy napawa to Pana dumą – myśl, że eksperyment nawet po zmianie obywatelstwa nie zostałby dopuszczony do ukochanego człowieka, jeśli lekarze i pielęgniarze uznaliby nas za obcych sobie ludzi? Czy wieczorem patrzy pan z uśmiechem w lustro (lub na zdjęcie Prezesa), myśląc – ale eksperymentom powiedziałem, Jezu Chryste, dziękuję za inspirację, kochanie bliźniego idzie mi w deseczkę?

Nie umiem w to uwierzyć. Być może jestem przesadnym optymistą, ale wiem, że posiada Pan wyższe wykształcenie, jeździł Pan po świecie. Musi Pan wiedzieć, że osoby tej samej płci mogą się zwyczajnie kochać, chcieć wziąć kredyt, kupić psa, samochód, czasami adoptować dziecko, generalnie żyć nudno i spokojnie. Zatem skąd ta podłość, niech mi Pan wybaczy nazwanie tego po imieniu, nie mam w sobie Pana hipokryzji. Skąd w Panu tyle okrucieństwa, żeby nazywać kochających się ludzi „eksperymentami”? Skąd głupota, by publicznie wyznać, że dla Pana Unia to kasa z kranikiem?

Nie sugeruję, broń Bogowie, że został Pan zwyczajnie kupiony przez Prezesa ładnym stołeczkiem i powtarza Pan to, co bezdzietny Prezes broniący swoich dzieci każe. W ogóle mi ta myśl nie przechodzi przez głowę. Ale skoro już to fałszywe zdanie napisałem, w ogóle Pana o to nie oskarżając, nie mogę się nie zastanowić. Czy wierzy Pan naprawdę, że Bóg lubi patrzeć, jak kibole z zapałem kopią dziewczyny po twarzach? A może… gasp… jednak jest Pan niewierzący i tylko udaje, żeby się podlizać prawdziwym władcom, biskupom, arcybiskupom, Gazecie Polskiej, Radiu Maryja? Nie, Panie premierze, to nie jest ani oskarżenie ani nawet moja opinia. My eksperymenty czasami wypisujemy takie rzeczy, ale nauczyliśmy się od Prezesa, my tego wcale nie mówimy, tylko się tak teoretycznie zastanawiamy, zadajemy pytania.

*

Szanowny KP,

na koniec chciałbym powiedzieć kilka słów.

Jest Pan premierem po to, żeby Pana zapamiętano. Ja już Pana pamiętam bardzo dobrze. Pamiętam, że mojej ciotce eks-tłumaczce oberżnięto emeryturę dwukrotnie, aż spadła poniżej progu ubóstwa. Pamiętam, że podczas czytania strony z ploteczkami nagle ujrzałem Pana konterfekt, anonsujący na tle polskiej flagi, że nie było polskich obozów zagłady. Konterfekt, który zapomniał, że ludzie nie zapamiętują partykuły przeczącej i rezultatem kampanii za grube tysiące było zapisanie ludziom w głowach frazy „polskie obozy zagłady”.

Zapamiętam na zawsze słowa „eksperymenty obyczajowe”.

Nie, nie głosuję w Polsce na żadną partię od lat z oczywistych powodów. Nawet gdybym mógł, nie jestem tak obeznany z polską rzeczywistością jak Polonia amerykańska, oni wiedzą wszystko, ja prawie nic. Przyznaję się do tego z pokorą. Moja pokora jest jednak podlana sosem zgryźliwości, ponieważ kiedy jutro rano wstanę z łóżka zobaczę twarz człowieka, który wyjechał z kraju, w którym tonął w potokach nienawiści; który znalazł pracę w zawodzie w wyniku jednej rozmowy o pracę, a potem dostał wizę dla osób posiadających wyjątkowe talenty/umiejętności; który poślubił ukochaną osobę po pozbyciu się polskiego obywatelstwa.

Pan – współczuję – zobaczy swoją.

Kilka lat temu znalazłem się w Polsce akurat na czas, by uczestniczyć w wiecu, gdzie żebraliśmy (jeszcze miałem obywatelstwo) o związki rejestrowane. Z zaskoczenia zostałem wezwany na scenę i powiedziałem w zasadzie to, co mi wpadło do głowy, mianowicie – w Polsce jestem sprawą polityczną, ideologią, mafią, eksperymentem, w Holandii jestem człowiekiem. Bardzo miło jest być człowiekiem, powinien Pan kiedyś spróbować.

Podobno chce Pan, żeby emigranci wrócili. Nie wszyscy moi przyjaciele i znajomi byli takimi pesymistami jak ja, nie wszyscy zmienili obywatelstwo. Pracują w bankach, sklepach, szkołach, na uniwersytetach, jako lekarki i pięlęgniarze. Podobno Wam nas brakuje.

Proszę się zastanowić, zanim po raz kolejny powie nam Pan, że jesteśmy eksperymentami społecznymi. Ponieważ Pan być może już zapomniał, jak to wygląda w krajach cywilizowanych, ale my nadal tu mieszkamy, mamy prawa, których nam nikt nie chce odebrać, traktuje się nas z szacunkiem. Mówi się o nas per „ludzie”.

Z poważaniem,

eksperyment społeczny nr 1000392

 

Przypisy dla pewnych osób:

  1. Poseł Krystyna Pawłowicz domaga się, aby nie używać wobec niej żeńskich końcówek. Pisząc „profesor i poseł” stosuję się do wymagań posła Pawłowicz.
  2. Zanim ktoś mi zacznie wstawiać głodne kawałki o muzułmanach i zakazanych dzielnicach, przypominam, że od trzynastu lat mieszkam w Amsterdamie i jedyna osoba, która zareagowała na mojego eksa agresją była Polakiem. Przy czym eks szedł luzem, beze mnie, Polak po prostu tak sobie powiedział. Mogło być „ty Żydzie” albo „ty uchodźco”.
  3. Zdjęć miało być więcej i zdawało mi się, że porobiłem. Wygląda na to, że jednak nie. Byłem trochę zaaferowany operacją.
  4. Najpierw ten list otwarty był mniej uprzejmy, ale nie potrzebuję się zniżać do poziomu prezentowanego przez Premiera Rzeczpospolitej Polskiej.
  5. Przypominam, że w tytule znalazł się błąd i wcale nie uważam, że Pan Premier Mateusz Morawiecki jest kukiełką prezesa. Jestem przekonany, że wszystkie decyzje podejmuje samodzielnie. I to jest być może najsmutniejsze.

Cenisz dobre dziennikarstwo?

Jeśli tak, to trafiłeś w złe miejsce, ale jeśli lubisz mojego bloga i chcesz zadbać o to, żeby i mi nie zabrakło niczego do czytania, rozważ skorzystanie z poniższego przycisku. Wszystkie uzbierane w ten sposób pieniądze wydam na książki. Książkodawcom serdecznie dziękuję! #stoserc



Więcej informacji, spis zakupionych dotychczas książek i lista książkodawców