Od niedzieli trwa roztrząsanie tematu „jakie szkody przyniosło Razem”. Przez Razem ZLewSLDTRUPPPSZieloni nie weszli. Przez Razem PO nie ma większości. Przez Razem… i tak dalej. Wiktoria zebrała najciekawsze. Tymczasem ja pozwoliłem sobie na małe ćwiczenie umysłowe.
Na moim Buniu pojawiają się rozgoryczone posty osób, które związały się ze ZLewem. Często są to osoby, które lubię i cenię. Te osoby wypominają, że przecież ZLew to nie SLD i Palikot, to ruchy miejskie, Zieloni, młodzi ludzie, przez Razem pozbawieni szans na posłowanie. Jednak osoby te zdają się zapominać, że układanie list wyborczych to sztuka. Jeśli na przykład od 2001 w, dajmy na to, Gdańsku nigdy poseł SLD nie zdobył miejsca, znaczy to, że „biorące” miejsca można bez większych niepokojów oddać Zielonym, ruchom miejskim, etc. W ten sposób da się ułożyć listy tak, aby jedynki wyglądały ładnie, suwak, parytet, każde ugrupowanie ma swoje i tylko nieszczęśliwy przypadek zadecydował o tym, że to nie Zieloni mieliby większość.
No więc (nigdy nie zaczynaj zdania…) moje ćwiczenie polegało na tym, że wziąłem listy z 2011 i porównałem z 2015. Załóżmy, że Razem nie istnieje, a wyborcy SLD głosują dokładnie identycznie, jak w 2011 i dają zlewicy identyczny wynik procentowy. Poniżej efekty mojego porównania: okręg, numery na liście, które dały w 2011 miejsce w ławach sejmowych, nazwiska i afiliacje osób, zajmujących te miejsca w zeszłą niedzielę. Proszę sygnalizować, jeśli się pomyliłem, będę poprawiać.




