W dzisiejszym odcinku wystąpi mgr Grzegorz Gustaw, psycholog, trener i wykładowca, który poinformuje nas, iż:

19792_369338486603836_2424826803331548831_n
(zrzut: Pochodne Kofeiny)

Zanim zaczniemy się znęcać nad wysokim poziomem powyższego akapitu, dajmy szansę mgr Gustawowi. Może w rzeczywistości napisał same mądre rzeczy, a stażysta w Polityce zrobił z tego durnotę?

Już początek jest niezły:

Wstrzyknijmy uległej languście

…lecz gdyby mogła, jadłaby dżem…

która walczy z bardziej dominującym osobnikiem, trochę serotoniny. Sprawi ona, że zwierzę będzie zwlekać z decyzją o wycofaniu się ze z góry przegranej potyczki. Antydepresanty znacząco zwiększają wytrwałość w walce z przeciwnościami – przynajmniej u skorupiaków. Homary poddane przewlekłej kuracji fluo­ksetyną walczą bardziej zaciekle niż osobniki z grupy kontrolnej, którym wstrzyknięto roztwór soli. Skorupiaki na antydepresantach narażają się na ryzyko śmierci, pomimo że warunki sygnalizują im, że najwyższy czas do odwrotu.

Z powyższego paragrafu wyciągam dwa wnioski: 1. nigdy nie zostawać homarem lub langustą, oraz 2. antydepresanty zabijają skorupiaki. BAN ANTIDEPRESSANTS NOW!

Niestety, stan euforii wywołany przez leki sprawia, że nie potrafią odczytać życiodajnych sygnałów alarmowych.

Ja chyba coś nie tak robię z tymi antydepresantami, bo nigdy nie odkryłem, jak przy ich pomocy wywołać stan euforii. Może powinienem wciągać nosem albo wstrzykiwać je sobie? BAN MARIGUANA INJECTIONS NOW!

11081154_794605477290182_1273915347312558706_n
(foto: Christians Against Drugs)

Czytaj dalej

W poprzednim odcinku poznaliśmy kuca Konrada. Wdzięczne to stworzonko bajdurzy sobie bez sensu na łamach szacownego (?) pisma Rzeczpospolita, próbując uchwycić jakże istotną różnicę między singlami, a rodzinami. Kuc Konrad twardo używa przy tym określenia „te single” – na co zwróciła uwagę Nina – w ten sposób nie tylko ustawiając sobie przeciwnika, ale również go uprzedmiotowiając. „Te single” jak najbardziej istnieją. Przykład znajduje się na zdjęciu powyżej. Mówiąc o ludziach, używamy formy „ci single”, ale daleko mi od uważania, że kuc Konrad nie zna języka ojczystego – jestem przekonany, że traktuje osoby niesparowane jak podludzi z pełną premedytacją.

Single, jak wiemy, to praktycznie geje, tak więc przywdziewam mą zbroję honorowego singla (kuta własnoręcznie ze stali damasceńskiej) i ruszam z częścią drugą:

Gdyby chcieć być złośliwym, należałoby tu dodać, że kiedyś szczęśliwe single płaciły bykowe. Niech więc wystarczającą formą równouprawnienia będzie brak bykowego.

Gdyby chcieć być złośliwym, należałoby tu dodać, że kiedyś czarnoskórzy byli niewolnikami białych panów. Niech więc wystarczającą formą równouprawnienia będzie brak niewolnictwa. (W ten sposób da się załatwić właściwie wszystkie prawa wszystkich mniejszości, wszakże kobietom wolno głosować, homoseksualistom wolno nie być szantażowanymi przez SB, a Żydów nie wsadzamy do obozów. Żyjemy w świecie pełnego równouprawnienia!)

Według danych GUS w ciągu następnych trzech dekad liczba Polaków zmniejszy się o 5 mln. Z tych samych danych wynika, że ciągle istnieje bardzo silny związek między dzietnością a małżeństwem. Oczywiste jest więc, że państwo – w interesie wszystkich obywateli – powinno wspierać politykę prorodzinną. Takiej polityki jednak nie ma.

Nie do końca rozumiem, skąd pomysł, że w interesie wszystkich obywateli jest, żeby Polaków było jak najwięcej. Pan kuc nie podał źródła, więc ciężko mi polemizować ze stwierdzeniem o silnym związku między dzietnością, a małżeństwem. Niemniej jednak ja też potrafię wysysać statystyki z palca i mój palec mówi mi, że ciągle istnieje bardzo silny związek między dzietnością, a posiadaniem umowy o pracę. Analyse this.

Szczęśliwy singiel jest więc z punktu widzenia państwa kimś, czyja postawa zagraża długofalowym interesom społecznym i gospodarczym kraju.

OHO. Singlu! Zdrajco kraju i społeczeństwa! A jakie mamy dane na potwierdzenie tej tezy?

Czytaj dalej

Bardzo serdecznie witam Państwa, bardzo serdecznie. Dzisiaj w głównej roli wystąpi bliżej mi nieznany publicysta Konrad Kołodziejski, który popełnił na łonie Rzeczpospolitej niezwykle ciekawy tekst pt. „Single kontra rodziny”. Myślę, że niewiele zaspoiluję, informując, że zdaniem pana Konrada single są beee, a rodziny cacy, ALE – tyle dobra, że żal nie skomentować.

Już na początku dowiadujemy się, że:

Z singlami jest trochę tak jak – nie przymierzając – z gejami. Pożytku dla państwa z nich raczej nie ma, ale domagają się wszelkimi sposobami, aby uznać ich za szczególnie cenne dobro społeczne.

Bardzo podoba mi się stwierdzenie, że z singli i gejów nie ma pożytku dla państwa. Jak wiemy, single i geje (lesbijki nie istnieją) zwolnieni są z płacenia podatków, nie sprzątają po sobie psich kup, w święta państwowe złośliwie nie wieszają flag, a dodatkowo ciągle hajlują, twierdząc, że zamawiają piwo. A nie, to nie single, to Młodzież Wszechpolska. Czasami łatwo o pomyłkę. Ale, dzięki zrównaniu singlów z gejami, mogę z czystym sercem przejechać się po panu ałtorze – nie jestem co prawda singlem, ale skoro pożytku ze mnie również nie ma, nadam się na honorowego singla.

Ciekawy paradoks. Według różnych statystyk mamy dziś w Polsce od 2,5 do 5 mln dorosłych ludzi żyjących poza stałym związkiem (skądinąd interesująca rozbieżność w statystykach – czyżbyśmy ciągle wstydzili się przyznawać do samotności?).

O tak, wstydzimy się jak diabli, ale tylko w co drugim sondażu.

Stare panny i starzy kawalerowie przeistoczyli się w szczęśliwe single, które nie muszą dzielić z nikim życia, nie przejmują się tradycją ani opinią innych, są prawdziwie wolne. To bohaterowie i władcy nowych czasów.

Zostaw pan Jarosława Kaczyńskiego w spokoju.

Czytaj dalej

Feministki zawyły, poinformowała mnie red. Kublik na portalu Wyborcza.pl. Jako feministka rzecz jasna poczułem się w obowiązku dowiedzieć, dlaczego wyję, czy do księżyca i z czym ma to związek. Dzięki magii Internetu rychle dowiedziałem się, że ja i moje siostry wyjemy, albowiem przeraża nas kandydatka Ogórek.

Kandydaturę pani Ogórek na prezydentę 33 1/3 RP można rozpatrywać dwojako. Albo stanowi ona konceptualny żart Leszka Millera, ku czemu przychyla się profesor Wojciech Sadurski, albo też rzeczywiście jest to najlepszy kandydat, jakiego może wysunąć całe SLD. W obu przypadkach właściwą reakcją jest nie tyle wycie, co facepalm. Z powagi urzędu prezydenta nie powinno się dowcipkować. Jeśli (zapewnie słusznie) zakładamy, że Bronisława Komorowskiego i tak nie przebijemy, należy albo zrezygnować z wystawiania kandydata, albo połączyć siły chociażby z Zielonymi i Palikotem i wystawić kandydata wspólnego. W miarę możliwości wykształconego (może nie w historii Kościoła…) i na tyle samodzielnego, żeby potrafił(a) odpowiadać na pytania dziennikarzy podczas konferencji. Podobno najpierw uderzano do Wojciecha Olejniczaka, Barbary Nowackiej i Krystyny Łybackiej. Cała trójka odmówiła. Jak mniemam, Leszek Miller popadł wtedy w desperację i zaczął dzwonić do wszystkich osób, których numery ma w telefonie, pod literą O wreszcie mu się poszczęściło.

Za panią Ogórek zdążyłem się już zawstydzić kilka razy. Lektura o tym, jak to „Józef został moim mentorem” jest doświadczeniem bolesnym. Jej typowo lewicowe postulaty, jak np. powołanie Gwardii Narodowej, obniżenie podatków i ułatwienie zakładania działalności gospodarczej — to drugie w zestawieniu z postulatem zlikwidowania umów śmieciowych (czy pani Ogórek wie, co to jest samozatrudnienie?) śmieszą. Zawyć zechciało mi się, gdy dowiedziałem się, że kandydatka chce napisać prawo od nowa. Nie do końca wiem, w jaki sposób chce to osiągnąć ze swoim wykształceniem humanistycznym, ale wiem, że przed podjęciem decyzji o kandydowaniu nie poświęciła pięciu minut na to, żeby dowiedzieć się, jakie prawa i obowiązki ciążą na osobie pełniącej urząd prezydenta.

Według pani Kublik feministki wyją, bo analizują program pani Ogórek wedle jej płci. Otóż uprzejmie zawiadamiam, że płeć kandydatki kompletnie mi zwisa i powiewa. Marzę za to o kompetentnym, wykształconym prezydencie lewicy. Modelowym niemal, jeśli pominąć pojedyńcze wpadki, prezydentem był dla mnie Aleksander Kwaśniewski, który ładnie się uśmiechał, podawał rączkę bez podpowiedzi żony, reprezentował państwo podczas spotkań z zagranicznymi oficjelami i — znowu, oprócz pojedyńczych wpadek — nie wygadywał głupot i nie obrażał ludzi. Podobny model prezydentury prezentuje Bronisław Komorowski, którego wielką siłą jest to, że bardzo rzadko się o nim pisze. Prezydent nie powinien bez przerwy zajmować pierwszej strony gazety swoimi wyskokami (co automatycznie dyskwalifikuje Janusza Palikota).

Pisząc o pani Ogórek nie mogę rzecz jasna pominąć pana Dudy. Z wielką przykrością stwierdzam, że nadaje się do realizacji postulatów pani kandydatki o wiele lepiej, niż ona sama — ma wykształcenie prawnicze, jest byłym posłem i sędzią Trybunału Stanu, aktualnie jest posłem do europarlamentu. Osobiście na wybory prezydenckie się nie wybieram, ponieważ mieszkam za granicą 9 lat i istnieje możliwość, że do wyborów stracę obywatelstwo polskie, ale na papierze — pomijam tu publiczne wypowiedzi — pan Duda bije pozostałych kandydatów o kilka długości. I naprawdę jego płeć jest tu najmniej ważna, dla feministki i dla nie-feministki. Niestety pracuje też ciężko nad rozpoznawalnością, co w tym przypadku oznacza wygłaszanie populistycznych andronów. Jednak i tu pani Ogórek przegrywa, ponieważ jej „lewicowe” androny po pierwsze lokują ją pomiędzy PiS a LPR, a po drugie bardzo luźno (staram się być miły) wiążą się z urzędem prezydenta. Pan Duda natomiast wygłasza apel do Bronisława Komorowskiego, żeby nie podpisywał ustawy o reformie górnictwa. Niepodpisanie ustawy rzeczywiście leży w gestii prezydenta.

Najwięcej o SLD w roku 2015 mówią tak naprawdę odmowy Olejniczaka, Nowackiej i Łybackiej. SLD pod wodzą Millera nie podniesie się nigdy. Budowanie partii o twarzy człowieka, którego jedyną siłą jest umiejętność przekonywania lokalnych bonzów do głosowania na niego w wyborach przewodniczącego jest niewątpliwie zajmującym i przyjemnym zajęciem, ale nie jest to umiejętność przekładająca się na poparcie w wyborach. Nie dziwię się np. Barbarze Nowackiej, że nie chce swoim nazwiskiem firmować polityki Millera. Dla pani Ogórek kandydowanie na urząd prezydenta RP jest niewątpliwie wielkim skokiem w porównaniu z pracą z prezydenckiej kancelarii. I tylko lewicowych wyborców szkoda.

A Komorowski i tak wygra w pierwszej turze.

Zdjęcie: P. Bławicki, East News