To uczucie, kiedy dwie przyjaciółki mają do wyboru albo iść do lekarza i wykupić leki, albo zjeść. Żadna z nich nie jest starszą panią na emeryturze – do tego przywykliśmy. Po prostu, nie mają fajnej fuchy w urzędzie, nie zauszyły startupu koszącego miliony, nie mają rodziców pocących się banknotami.

Tymczasem PO rozważa prywatną służbę zdrowia.

W programie wyborczym PO znalazł się krótki fragment dotyczący rozwoju rynku dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych.

To odgrzewany kotlet, bo Ministerstwo Zdrowia przez ostatnie kilka lat zapowiadało, że lada chwila opublikuje projekt w tej sprawie. Ostatecznie rządowi zabrakło odwagi, by wyjść z propozycją, która zostałaby uznana za kategoryzowanie pacjentów na biedniejszych i bogatszych. Mówił o tym były premier Donald Tusk: – Koncepcje dodatkowych ubezpieczeń badane są pod jednym kątem: czy to nie doprowadzi do segregacji pacjentów. Nie chcemy, aby ten, kto płaci dodatkowe ubezpieczenie, miał lepszy dostęp do ochrony zdrowia.

Słusznie pan europrezydent prawi, nie chcemy wszakże. A co na to program?

Czytaj dalej

Rozmawiałem ostatnio ze swoją dwubiegunową kumpelą i doszliśmy do zgodnego wniosku: choroba zabiera nas w naprawdę zajebiste miejsca, po czym maksymalnie utrudnia cieszenie się nimi.

Zgodnie z obrazkiem powyżej: bipolar jest chorobą, która jest bardzo niejednoznaczna. Mało jest ludzi, którzy cieszą się depresją, rakiem, cukrzycą lub stwardnieniem rozsianym. Tymczasem ChAD potrafi naprawdę uprzyjemnić życie, zmienić je na lepsze, doprowadzić nas na szczyty, a potem powalić kopniakiem i przysypać gruzem. W rezultacie, owszem, jesteśmy na szczycie, ale z uwagi na pokrywający nas gruz nie mamy jak wbić chorągwi i odtrąbić zwycięstwa.

Rozważania na temat „co by było gdyby” są o tyle utrudnione, że nie mam pod ręką drugiego Raya, który nie ma dwubiegunówki i z którym można porównać, ale mniej więcej wiem, jaki jestem bez hipomanii, jej radosnych pomysłów i straceńczej odwagi. Tak więc mniej-więcej próbuję sobie wyobrazić życie Raya bez dwubiegunówki i wychodzi mi coś takiego:

Czytaj dalej

Autorem dzisiejszej notki jest MG. Możliwy trigger. Ja dodałem podział na akapity i polskie znaki, jeśli coś przeoczyłem, to moja wina.

*

Cześć, nazywam sie M. Jestem człowiekiem, socjalistą, Polakiem, gejem, ChADem… A, nie, czekaj. MAM ChAD. Bo tak powinniśmy mowić, prawda? „Nie jesteś swoją chorobą!” – ile razy to słyszałeś? Ja nie umiem policzyć. I co z tego? Co z tego, kiedy są takie momenty jak teraz, kiedy patrzę w siny monitor, palę kolejnego papierosa, i czuję się jakbym się w całości składał z dwubiegunówki, dla niepoznaki ładnie zapakowanej w człekokształtny kombinezon.

Czytaj dalej

*TRIGGER WARNING*

 

Dziś jest dzień, kiedy żywię się delicjami.

To tak naprawdę przypadek, że akurat delicjami, były pod ręką. Gdyby pod ręką była kiełbasa, żywiłbym się kiełbasą. Ale do barku bliżej niż do lodówki, a w barku są delicje. To znaczy, były.

Moja choroba w ostatnich miesiącach przybrała postać przełącznika. W pozycji „1” jest dobrze, robię co mam robić, chodzę do kuźni, na siłownię, spotykam się z ludźmi, sprzątam w kuchni, wystawiam na sprzedaż płyty. Aż przegnę z aktywnością i wtedy wskakuje pozycja „0”, w której siedzę. Wyjście z domu, nieważne po co i dokąd, nie wchodzi w rachubę, bo nie. Możliwe, że gdyby wybuchł pożar pozwoliłbym się pochłonąć płomieniom, przyglądając im się bez większego zainteresowania. Jeśli jest dobrze, siedzę z laptopem, jeśli nie jest, po prostu siedzę, jak ten baca, co niekiedy miał czas, a niekiedy nie. Dzisiaj jest dobrze, przeczytałem wszystkie wątki na forach Popjustice i Macforums, nawet te nieciekawe, wrzuciłem na Bunia dwa linki, zjadłem delicje (trochę mi teraz za słodko) i trwam.

Czytaj dalej