Wybaczcie, nie miałem lepszego pomysłu na tytuł.
Hanna Rydlewska rozmawia z Juliuszem Strachotą na temat jego książki „Amerykański relaks”. Książka jest o uzależnieniu od pigułek, konkretnie Xanaxu. W pewnym momencie pan Juliusz mówi tak:
Zakłamanie jest tutaj czasem większe niż w przypadku „klasycznego” nałogu. No bo jak to jest, że ktoś przez pięć lat bierze krótkoterminowe leki nasenne, takie, które można przyjmować do dwóch-trzech tygodni, i uważa, że wszystko gra? Dwudziestokilkulatek, który argumentuje to tak: – Muszę to brać do końca życia, cierpię przecież na chroniczną bezsenność. Bardzo trudno się przez coś takiego przebić, nie jestem w stanie rozmawiać z takimi ludźmi.
Nie dotyczy bipolarów.
Po raz pierwszy uzależniłem się od zopiclonu, gdy dowiedziałem się, że moja choroba oznacza, że MUSZĘ spać. Lekarz powiedział mi, że lek jest uzależniający, ale nie będziemy się tym przejmować, bo mój sen jest ważniejszy. I choćby nie wiem co, muszę spać.



