Wybaczcie, nie miałem lepszego pomysłu na tytuł.

Hanna Rydlewska rozmawia z Juliuszem Strachotą na temat jego książki „Amerykański relaks”. Książka jest o uzależnieniu od pigułek, konkretnie Xanaxu. W pewnym momencie pan Juliusz mówi tak:

Zakłamanie jest tutaj czasem większe niż w przypadku „klasycznego” nałogu. No bo jak to jest, że ktoś przez pięć lat bierze krótkoterminowe leki nasenne, takie, które można przyjmować do dwóch-trzech tygodni, i uważa, że wszystko gra? Dwudziestokilkulatek, który argumentuje to tak: – Muszę to brać do końca życia, cierpię przecież na chroniczną bezsenność. Bardzo trudno się przez coś takiego przebić, nie jestem w stanie rozmawiać z takimi ludźmi.

Nie dotyczy bipolarów.

Po raz pierwszy uzależniłem się od zopiclonu, gdy dowiedziałem się, że moja choroba oznacza, że MUSZĘ spać. Lekarz powiedział mi, że lek jest uzależniający, ale nie będziemy się tym przejmować, bo mój sen jest ważniejszy. I choćby nie wiem co, muszę spać.

Czytaj dalej

Moja ostatnia próba samobójcza miała miejsce 4 października 2012 roku, dzień po otrzymaniu diagnozy ChAD. Jak łatwo zauważyć, była nieudana.

Fascynuje mnie dobór słów. Udana próba to taka, która kończy się śmiercią, nieudana – przeżyciem. W słowie „nieudana” czai się sugestia, że próbowałem za kiepsko. Po nieudanej próbie opracowałem nawet dwa sposoby na to, żeby się zabić na sto procent, szybko, względnie bezboleśnie i skutecznie. Niestety nie znalazłem sposobu, żeby zachować przy tym godność i decorum, nie wymyśliłem też, jak to zrobić, żeby moje zwłoki odkryła najlepiej przypadkowa, niezwiązana ze mną osoba, a przede wszystkim – żeby nie skrzywdzić nikogo z ludzi, którzy mnie kochają. Ale w stanie umysłu, w którym byłem wtedy, liczyła się tylko skuteczność, poza tym depresja wdzięcznie podpowiadała, że i tak nikogo nie obchodzę i nikt mnie nie kocha, więc nie ma o czym mówić.

Czytaj dalej

Dwubiegunówka to choroba, której dużą część stanowi nasz kalendarz.

W hipomanii przyjmujemy wszystkie zaproszenia, podejmujemy się wszystkich wyzwań i ignorujemy drobiazgi w stylu „doba ma tylko 26 godzin”. Oczywiście, że zajmę się dziś wieczorem twoim dwuletnim synkiem! Co prawda przyjąłem już zaproszenie na imprezę urodzinową, ale przecież mogę go zabrać ze sobą. A skoro mowa o rzeczach, które mogę zabrać ze sobą, to pracuję też nad projektem, który musi być gotowy na jutro rano, ale przecież mogę wziąć w plecaku laptopa, usiąść sobie gdzieś w kątku z twoim synkiem i spokojnie pracować podczas imprezy. No jasne, że jutro mam czas na randkę! W zasadzie już obiecałem koledze, że do niego wpadnę i pogadamy o jego złamanym sercu, ale to z pewnością nie potrwa dłużej, niż pół godziny, potem randka, a potem najwyżej wpadnę do niego z powrotem, możemy posiedzieć długo, bo i tak nie sypiam powyżej trzech godzin dziennie. Aha, a po drodze wrzucę poprawki do projektu z wczoraj, nie ma problemu.

Czytaj dalej

Po licznych perypetiach wreszcie udało mi się wydać wersję polską mojej pierwszej książki.

Nie obyło się bez problemów technicznych. Rzecz jasna, kilka minut po wciśnięciu „publikuj” znalazłem osiem (!) literówek. iTunes Publisher teoretycznie wysłał poprawioną wersję na serwer, w praktyce zaś wyświetlał informację „wersja oryginalna”, przez co musiałem kupić własną książkę, żeby sprawdzić, czy literówki zostały usunięte. (Zostały.) Virtualo, które pozwala publikować m. in. na Merlinie i Empiku, „reorganizuje dział”, w związku z czym nie przyjmuje nowych tytułów. Amazon najpierw książkę przyjął, a dzień później, tzn. dziś usunął, ponieważ jest w niewłaściwym języku. Rzecz jasna „ciężko pracujemy nad ciągłym dodawaniem nowych języków”, ale wygląda na to, że na razie polskiej wersji na Amazonie nie będzie.

Gdzie książkę można kupić:

  • na iBooks (eBook w formacie .epub, dla iPadów, iPhone i Maców)
  • w polskim sklepie wydaje.pl (formaty .epub, .mobi – Kindle oraz PDF)
  • zaś wersję papierową na Lulu

W najbliższym czasie planuję opublikować wersję papierową również w jakimś sklepie polskojęzycznym, ponieważ cena wysyłki z Lulu jest nieco zaporowa. W pasku z linkami po lewej stronie można znaleźć linki, gdy książka pojawi się drukiem w polskim sklepie, dodam link.

A teraz pozostaje mi wyłącznie życzyć ciekawej lektury. Nie wiem, czy będzie miła, ale mam nadzieję, że jak najbardziej.

PS. Nie byłoby wersji polskiej, gdyby nie pomoc Terrwyn oraz Karoliny Isio-Kurpińskiej. Bardzo, bardzo dziękuję.