Oczywiście zdaję sobie sprawę, że część czytelników w tym momencie zechce powiedzieć: nie, najgorsze jest bycie afrykańskim dzieckiem, które umiera z głodu. Owszem, my depresanci zdajemy sobie sprawę z tego, że obiektywnie rzecz biorąc można sobie wyobrazić wiele rzeczy o wiele gorszych, niż depresja. Większość z nas ma gdzie mieszkać, większość ma co jeść, większość ma ubezpieczenie medyczne. Ta wiedza szalenie przydaje się demonowi, który mieszka w naszej głowie nie płacąc czynszu, plecie sobie z niej bicz o nazwie „kto ci dał prawo użalać się nad sobą” i leje nas po wrażliwych częściach ciała.

Marian Keyes, bogata i popularna (słusznie) pisarka, która sprzedaje miliony książek na całym świecie, napisała na swoim blogu:

To jak być zatrutym, czułam się, jakby mój mózg wypluwał z siebie straszne, czarne, toksyczne chemikalia, które zatruwały wszystkie pozytywne myśli. Dobrze zdaję sobie sprawę, że moje życie jest godne pozazdroszczenia i z pewnością są tacy, którzy myślą „dlaczego, do cholery, ona ma mieć depresję?” Ale to, przez co cierpiałam nie dało się zmienić przez nowe podejście.

Dla mnie osobiście najgorsze w depresji jest to, że pożera filary, na których opiera się moja dusza. W stabilnym, „normalnym” stanie jestem pewien różnych rzeczy. Zbrojmistrz mnie kocha. Ja jego też. Uwielbiam muzykę. Piszę kolejną książkę. Dzisiaj wybieram się na meeting. Moja rodzina mnie kocha. Uczę się kowalstwa, co mnie uszczęśliwia. Rzeczy tak oczywiste, że nie ma co o nich myśleć, po prostu są i już.

Czytaj dalej

No, to teraz się zacznie. Możliwe, że już się zaczęło, bo nie czytałem komentarzy pod artykułem.

Katastrofa samolotu Germanwings: Drugi pilot Andreas Lubitz, który doprowadził do katastrofy airbusa w Alpach, funkcjonował w sieci jako „Skydevil” („Powietrzny Diabeł”). Pod tą ksywką wyszukiwał informacje m.in. o drzwiach kokpitów samolotów i metodach samobójstwa. A także o depresji i wadach wzroku. […]

Czego „Powietrzny Diabeł” szukał w sieci?

„Bipolarność” (termin mogący się odnosić do tzw. zaburzenia afektywnego dwubiegunowego, charakteryzującego się naprzemiennym występowaniem epizodów manii i depresji – red.), „depresja maniakalna”, „migreny”, „wady wzroku” i „uraz akustyczny” – te słowa zdradzili reporterom „Bilda” śledczy, którzy mieli dostęp do znalezionego w mieszkaniu Lubitza tabletu.

Czytaj dalej

Jak widać, nadal mnie gryzie głupota artykułu mgr Gustawa o dobroczynnych depresjach, które wskazują, że trzeba się wycofać i oddać refleksji. Gryzienie zawdzięczam temu, iż aktualnie moja dwubiegunówka znowu serwuje mi ultra-ultra-rapid cycling, przy czym skoki nastroju odbywają się wyłącznie w dół, czym można się prędko znudzić.

Skok (w przepaść) wygląda mniej więcej tak.

W pewnym momencie, nieważne, jakiej czynności właśnie się oddaję, zaczynam czuć coś jakby ucisk w podbrzuszu. Tak, jakby ktoś podrzucił mi tam cichaczem kilogramowy ciężarek. Właściwie już w tej chwili mogę przewidzieć, że zaraz będzie niedobrze, ale jeszcze ciągle funkcjonuję, oddając się kuciu, pisaniu, jeździe na rowerze alibo zakupom. Ciężar sygnalizuje jednak, że w ciągu kwadransa będę potrzebował miejsca spokojnego spoczynku.

Czytaj dalej

Wyznam szczerze, że tekst mgr Gustawa o tym, jak to depresja jest dla nas dobra, bo pozwala na refleksję, wzbudził we mnie nader silne uczucia. Pierwszym była chęć dania mgr Gustawowi w mordę, ale ponieważ ja w Holandii, a mgr Gustaw gdzieś w Polsce, pomysł nie został zrealizowany. Między innymi dlatego, że moja własna dwubiegunówka od 1 marca jakby przybrała na intensywności, a kiedy już się ustabilizowała, okazało się, że moja dobra przyjaciółka, nazwijmy ją Eugenia, targnęła się na swoje życie pod wpływem depresji.

Nie udało jej się. Tyle na ten temat, bo nie upoważniono mnie do opisywania szczegółów całemu światu. Ale nie umiałem jej elegancko opierdolić z góry na dół, bo równo tydzień przed jego próbą sam spędziłem dobrą godzinę na NIEzabijaniu się. Moja choroba cechuje się gwałtownymi skokami nastroju, niekiedy w ciągu minut. W tym wypadku nastąpił drastyczny spadek, połączony z posiadaniem dużej ilości energii, co jest najbardziej niebezpiecznym dla dwubiegunowca stanem – ponieważ łączy chęci samobójcze, tworzenie planów i siłę ku ich realizacji. Oczyma wyobraźni widziałem narzędzie, którego chcę użyć, widziałem samego siebie, jak go używam, swoje ciało leżące pod prysznicem, żeby nie pokrwawić dywanu. Jednocześnie z wysiłkiem wmawiałem sobie, że nie chcę tego wcale zrobić, ponieważ jeśli mi się przypadkiem nie uda, to wyląduję w szpitalu, a za trzy dni jestem umówiony z tatuażystą. Dla osoby w tym stanie psychicznym powyższe zdanie jest całkowicie logiczne. I ta logika pozwoliła mi przetrwać tę straszną godzinę, po której myśli nagle się oddaliły, a ja odkryłem, że właściwie to jestem głodny i udałem się spokojnie robić kolację.

Czytaj dalej