W Seattle rozsiano ulotki-origami, złożone w motylki. Po rozłożeniu ukazuje się wielokrotnie powtórzony tekst „YOU ARE NOT SAFE” (NIE JESTEŚ BEZPIECZN[A/Y/E]), data 28 września 2017 i zdjęcie, na którym brakuje jednego wieżowca, tzw. Seattle Needle. Znam osoby mieszkające w pobliżu; wiele z nich jest w panice, niektóre nie poszły do pracy, mnożą się teorie – według najnowszej, ulotki rozsiał tzw. aktywista antyaborcyjny. Zaiste, ciekawy to sposób chronienia życia napoczętego za pomocą przerażania życia trwającego.
Celem terroru wcale nie jest zabijanie ludzi, wysadzanie budynków czy samolotów. Celem jest wprowadzanie ludzi w stan strachu, w miarę możliwości permanentnego. 11 września miał na celu pokazanie siły – jak łatwo zauważyć, od tego czasu podobnych pokazów nie było, bo i siły tak naprawdę nie ma, ale wiele lat później ciągle się o tym mówi, pamięta datę i tak dalej. Przed wejściem na pokład samolotu odbywają się drobiazgowe kontrole, jakby nie istniała możliwość, że fanatyk dowolnego rodzaju wysadzi się na lotnisku, gdzie jako żywo są wystarczające tłumy. Albo na koncercie Ariany Grande, wyciągnie karabin maszynowy w kinie, wjedzie samochodem w grupę ludzi. To ostatnie wydawało się do tej pory najgorsze, bo przecież każdy/a/e może wsiąść w wynajętą furgonetkę i każdego dnia o każdej godzinie postanowić wjechać w tłum.





