…ale trzeba wcisnąć odśwież, bo nie jestem gazetą.pl.

10:27 W mojej części Amsterdamu – jak wspominałem, mieszkam w „dzielnicy islamskiej” – wygrała niestety PVV. Wydaje mi się, że to efekt straszenia Złymi Muzułmanami, pisałem wcześniej, że najgorsze przestępstwa, jakie do tej pory popełnili – o ile wiem – to wzajemne mordobicie, jeżdżenie na skuterach bez tłumika oraz głośne rozmowy podczas palenia papierosów przy barze, nad którym mieszkam. Owszem, głośne rozmowy za moim oknem powinny być zakazane, ale nie zagłosuję z tego powodu na Wildersa, bo nie ma w programie zakazu głośnych rozmów…

10:18 W ciągu nocy, jak można było przewidzieć, wyniki nieco się zmieniły. Jednak ciągle trwa liczenie, m. in. w Amsterdamie. Możliwe, że liczenie głosów skończy się dopiero jutro, a oficjalne wyniki komisja wyborcza poda z bębnieniem i szykanami w przyszłym tygodniu.

Bardzo interesujące było oglądanie przemów liderów partii. W szczególności tego, jak podsumowują swoje wyniki. Zwycięstwo odtrąbiły niemal wszystkie partie. VVD: „Po raz trzeci wygraliśmy!” (pomijając utratę ok. 10 miejsc) Wilders: „Zdobyliśmy więcej miejsc w parlamencie, zwycięstwo!” (miał być pierwszy, jest drugi, ponad 1/3 mniej głosów niż VVD) Socjaliści: „Być może nasze notowania nie wzrosły, ale zaufało nam milion kameradów”. PvdA: „Cóż, to gorzka pigułka, jednak cieszymy się, że zwyciężyły ugrupowania lewicowe i nie możemy się doczekać współpracy z nimi”. Jak do tej pory nikt nie powiedział niczego o gorszym sorcie, sfałszowanych wyborach, nie domaga się przezroczystych urn i nie sugeruje, że Rutte w porozumieniu z Putinem zabił Lecha Kaczyńskiego.

00:17 W Amsterdamie wygrała GroenLinks, co jest kompletnie niezaskakujące. Za nimi D66 i VVD. Na dzisiaj, tzn. w zasadzie na wczoraj koniec, ciekawe, czego dowiem się rano.

22:29 Wygląda na to, że gambit z Turcją opłacił się VVD. Spodziewałem się odpływu głosów w stronę Wildersa, podobnie jak wtedy, gdy Rutte opublikował list otwarty sprowadzający się do „my tu w Holandii mamy tolerancję, a jak się wam nasza tolerancja nie podoba, to wypierdalać”. Przepychanki z Turcją zadziałały jednak odwrotnie – zapewne na zasadzie, że czyny znaczą więcej od słów.

22:27 Emile Roemer z Partii Socjalistycznej rozpoczął przemówienie od „drodzy towarzysze”. LOLłem.

22:13 Wilders na twitterze: „Wyborcom PVV dzięki. Zdobyliśmy miejsca, pierwsze zwycięstwo. Rutte jeszcze się mnie nie pozbył.” Phi, Polska ostatnio zwyciężyła głosowanie w Unii 1 do 27!

21:43 Frekwencja wzrosła do 82%. Największymi przegranymi są oczywiście Wilders i PvdA, największymi wygranymi GroenLinks, dla których 16 miejsc w parlamencie to najlepszy wynik w historii. Bardzo mi to odpowiada.

21:29 Lilianne Ploumen, PvdA: „Przez poprzednie cztery lata bardzo ciężko pracowaliśmy, aby wyciągnąć kraj z kryzysu”. A owszem, nad czymś PvdA przez poprzednie cztery lata pracowała bardzo ciężko. Dużo wazeliny się zużyło.

21:08 Spadek PvdA z 38 do 9 miejsc w parlamencie to największy spadek w historii holenderskich wyborów. Jestem tym zachwycony, bo nigdy nie widziałem partii, która tak strasznie by się ześmieciła za stołki, w porównaniu z nimi PSL murem stoją za wartościami, które wyznają, a wartości te są niezmienne.

21:05 Te wyniki prawdopodobnie zmienią się na korzyść Wildersa (VVD), z uwagi na to, że jego wyborcy nie zawsze przyznają się do swoich preferencji. Niemniej jednak wczorajsza ankieta dawała mu 24 miejsca.

21:00 Frekwencja 81%. Pierwszy exit poll za IPSOS:

VVD 31
PVV 19 (!!!!!)
CDA 19
D66 19
GroenLinks 16
SP 14
PvdA 9
ChristenUnie 6
50+ 4
PvdD 5
SGP 3
DENK 3
Forum voor Demokratie 2

O istnieniu ostatnich dwóch dowiedziałem się pięć minut temu, więc nie mam na ich temat zdania.

20:36 Mogą być opóźnienia. Przynajmniej w Amsterdamie do lokali wyborczych są kolejki. Według prawa jeśli o godzinie 21 nadal czekasz, musi Ci być umożliwione oddanie głosu.

20:15 Frekwencja będzie rekordowa. Do 18:15 zagłosowało 69% uprawnionych. Dla porównania, w 2006 w sumie, do 21 zagłosowało 70%. Holendrzy generalnie uważają wybory za obowiązek, 70% było powodem do wielkiej debaty, co się stało i czemu wynik był tak niski. W tym roku stawka jest duża, do lokali stoją długie kolejki. O 21 pierwsza exit poll, o 21:30 pierwsze częściowe wyniki.

15:33 Parool.nl wybrał nasz lokal wyborczy najbardziej kolorowym w kraju – pasuje do mnie 🙂

12:56 Tłumaczenie, dlaczego Wilders nie powinien wygrać.

W grę wchodzą dwa rozwiązania, oba złe. 1) Wilders wygrywa i nie znajduje się w rządzie, koalicję formują inne partie. 2) Wilders wygrywa i znajduje się w rządzie, prawdopodobnie jako minister ds. imigracji, premierem podobno nie chce być, co jest zrozumiałe – patrz Kaczkodan. Premier odpowiada za decyzje rządu, to, co się nie udaje spada na jego barki, o wiele lepiej jest być albo z zewnątrz (PVV było „nieformalnym partnerem” poprzedniej koalicji), albo podgryzać od środka, głośno krzycząc, że chcemy naprawić kraj, ale nam nie pozwalają.

Drugie już wyjaśniłem. Pierwsze byłoby niestety złe, ponieważ Wilders zyskałby nowy argument: oto głos ludu został zignorowany, wygrywająca partia nie zostaje dopuszczona do rządzenia. Koalicja sześciu partii może się nie rozpaść, w Holandii to nie jest niezwykłe, ale następne wybory Wilders miałby szansę wygrać jeszcze wyżej, niż te – patrz, znowu, PiS. Chyba, że właściciel żółtej koafiury zrobiłby coś jeszcze głupszego niż zwykle, ale sądząc po Frumpie wyborcy tego rodzaju indywiduów naprawdę nie są zainteresowani faktami, dopóki słyszą to, co chcą.

Na godzinę 10:30 zagłosowało 15% Holendrów, w tym ja. Poradnik wyborczy online zasugerował mi PvdA, na co zareagowałem słowami „hahahaha I don’t think so bitch”. Mój głos dostali Zieloni Lewacy. Podobno – podobno – holenderskie exit polls biorą pod uwagę różnicę między deklaracjami wyborców, a tym, na kogo rzeczywiście zagłosowali i odpowiednio dopasowują wyniki, ale nie wiem, czy w to wierzyć, chyba, że zaangażowali armię telepatów. Zobaczymy wieczorem.

10:56 Zagłosowane.

Przedstawmy postaci dramatu z pobieżnym tłumaczeniem na polski (pobieżnym, można mnie poprawiać w komentarzach, ale proszę bez przesady, chcę tylko przybliżyć sprawę)

  • VVD: taki Petru, tylko bardziej obleśny
  • PvdA: wycieraczka VVD, nie posiadają żadnych poglądów, wartości i ogólnie grają, jak VVD zagra, kiedyś mój faworyt, aktualnie zapowiada się, że z 38 miejsc w parlamencie (na 150) spadną do 9 – i bardzo dobrze. Jedyne, na co liczą, to bycie tzw. języczkiem u wagi
  • PVV – Wilders, czyli Ruch Narodowy, ma szanse na zwycięstwo
  • CDA – ZChN umiarkowany
  • D66 – demokraci z tradycjami (Unia Wolności?)
  • SP – Partia Socjalistyczna – nie, nie SLD
  • GroenLinks – Zielone Lewactwo
  • ChristenUnie – drugi ZChN, tylko gorszy, mniej Gowin, bardziej Marek Jurek
  • 50+ – partia reprezentująca osoby po pięćdziesiątce
  • Partij voor de Dieren – partia na rzecz zwierząt, Holendrzy kochają zwierzęta. PvdD nie wygra, oczywiście, ale kilka miejsc zdobędzie
  • SGP – „Głosuj za Życiem i Bogiem, Słowo Boże mówi nam, jak żyć” (Mamy tu dużo ZChNów.)
  • Partia Piratów – wiadomo.

W ostatnim sondażu minimalnie wygrywa VVD, za nimi PVV. Wilders jest zwykle niedoszacowany, więc spodziewam się jego wygranej. Później powiem, dlaczego to byłoby gorszym wynikiem, niż się wydaje. W Holandii nie ma progu 5%, gdyby 50 partii dostało po jednym miejscu, wszystkie byłyby w parlamencie. Z jednej strony utrudnia to tworzenie koalicji, z drugiej to bardzo dobrze. Tyle, że w poprzednich wyborach PvdA straszyła liberałami, liberałowie straszyli PvdA, dzięki strategicznemu głosowaniu uzbierali połowę miejsc i założyli koalicję, która z zapałem przystąpiła do realizowania programu VVD.

Po trzech latach obietnic wreszcie udało mi się zabrać Josa do Pragi.

Miasto to jest dla mnie wyjątkowe z kilku powodów. Po pierwsze primo, kiedy pierwszy raz udałem się poza granice 33 1/3 RP, celem była właśnie Praga. Pierwszym, co zrobiliśmy po przyjeździe było paniczne obrzucenie oczyma tajemniczych, pociągających wnętrz i natychmiastowa rejterada do McDo. Jednak nawet tam udało nam się znaleźć coś interesującego, mianowicie brambory. Oczywiście wszyscy zamówiliśmy brambory, po czym okazały się one być frytkami. Nie znoszę frytek, więc nieco się zmarszczyłem, ale co brambor, to brambor, więc nawet ze dwie zjadłem – celem uczczenia nowości. Tym razem było nas stać na stołowanie się w restauracjach, ale i tak skończyliśmy w McDonaldzie, bo zostało nam nieco za mało koron, a nie chcieliśmy wyciągać z bankomatu kolejnego tysiąca i zostać z ośmioma setkami. W rezultacie moich wyliczeń wydaliśmy wszystko oprócz dokładnie trzech koron, co przekłada się na 0.75 eurocenta.

Czytaj dalej

Mam jakiś problem z postrzeganiem swojego ciała.

Nie wiem jaki i nie będę rzucać słowami typu „body coś tam issues”, bo nie ma potrzeby obrażać ludzi, którzy naprawdę mają takie problemy i cierpi na tym ich zdrowie. Moje nie cierpi, jest mi po prostu niedobrze w mej powłoce cielesnej. Nie jestem ani anorektykiem, ani bulimikiem (chyba). Niemniej jednak niezależnie od wagi ZAWSZE mam wrażenie, że jestem za gruby, z wyjątkiem tego krótkiego okresu, kiedy żywiłem się piersią z kurczaka na parze i brokułami.

Wiele lat temu zrobiono mi pierwszą sesję modelingu. Kiedy otrzymałem zdjęcia, pomyślałem, że wszystko by było super, gdybym nie był taki gruby. Ostatnio znalazłem te zdjęcia. Mam na nich tak zwane absy. Nie jakieś zajebiste, ale kiedy oglądałem zdjęcia po ich zrobieniu widziałem wyłącznie tzw. boczki.

Czytaj dalej

Dziś pan Rafael Badziag, co uparcie kojarzy mi się z Dziabągiem, ale nieładnie się śmiać z nazwisk wyjaśni, jak stać się miliarderem.

Tak naprawdę te dwa akapity powyżej dowodzą wysokiego poziomu umysłowego dziennikarza, a nie pana Badziaga. (Pan Badziag nie jest miliarderem. Jest milionerem i mówcą motywacyjnym, czyli kołczem. Spoiler: już niedługo dowiecie się, że uważa się za przedsiębiorcę przeciętnego, a nawet miernego. Zapewne w jego okręgach znalazło się „bycie mówcą motywacyjnym” i „rżnięcie naiwniaków za dużą kasę”, naiwniaków jest dużo, więc wróżę mu wielką przyszłość.) Narysowałem sobie trzy okręgi. W pierwszym wpisałem „uwielbiam ogień”, w drugim „mógłbym być najlepszym podpalaczem na świecie”, a w trzecim „mógłbym szantażować ludzi, że spalę im cały majątek, jeśli mi nie zapłacą”. Nie było to wcale trudne, więc spodziewam się zostać miliarderem do końca przyszłego tygodnia. Nie wiem, czemu rysowanie okręgów miałoby być dostępne tylko 0,00002 proc. ludzi na świecie, chociaż gdy kiedyś na studiach narysowałem w zeszycie okrąg, profesor prowadzący zajęcia z ciekawością mu się przyjrzał i powiedział „to jest zapewne okrąg w metryce gruszki”. Być może pan dziennikarz Karbowiak rysuje okręgi w metryce banana, albo zapomina, że powinny się nakładać na siebie i nie wychodzi mu żadna część wspólna. Panie Michale, trzeba próbować do skutku! Za 100 tysięcy złotych pokażę Panu, jak się to robi.

Cały kołczing opiera się na wmawianiu ludziom, że są wyjątkowi. Z nieznanych mi powodów większość uczestników takowych warsztatów nie zauważa, że w związku z tym wyjątkowy musiałby być każdy uczestnik, a ponieważ wyjątkowości nie nabywa się za pomocą zobaczenia na scenie kołcza – nawet jeśli jest on milionerem – wszyscy powinniśmy taplać się w bogactwie. Skoro o tym mowa, mam dla Was 100% działającą metodę zostania milionerem: przeprowadźcie się do Wietnamu. Na dzień dzisiejszy milion dongów (przykro mi, to się naprawdę tak nazywa) to 173 zł. Niewielu jest ludzi, którzy nie posiadają takiej sumy chociaż przez moment. Bilet do Wietnamu niestety kosztuje swoje, ale część drogi można przejechać autostopem, poza tym fakt bycia milionerem chyba jest wart długiego oszczędzania na bilet! Poza tym właściwie nie musicie być w Wietnamie, żeby posiadać milion dongów, musicie tylko znaleźć kantor z szeroką ofertą. Pan Badziag, o ile wiem, nie sugerował tego w wywiadzie, więc metoda należy do mnie i za jej wykorzystanie musicie mi zapłacić 10 tysięcy dongów (1.73 zł). W ten sposób stanę się milionerem bardzo szybko i nie będę nawet musiał szukać kantoru. (W międzyczasie lecę coś podpalić. Zacznę od zapałki, którą wcześniej postraszę.)

Czytaj dalej