Generalnie rzecz biorąc, to niespecjalnie korzystam z otwartości naszego związku, ponieważ Jos wyrobił we mnie niezwykle wysokie standardy i mało kto się załapuje. (Poza tym bolą mnie plecy.) Raz na trzy miesiące zagląda towarzysz Gierek, poza tym nawet nie chce mi się zaglądać na portale randkowe. Ponieważ…

Po pierwsze primo, wymagam od potencjalnej randki poczucia humoru i inteligencji. Zdaję sobie sprawę, że chodzi o seks, a nie rozwiązywanie krzyżówek i zapewnianie sobie rozrywki na wysokim poziomie. Niemniej jednak uważam, że seks jest śmieszny i porażająco poważne podejście doń zupełnie mnie nie kręci. Zawsze się coś wyleje, pobrudzi, zaplami, zostawi zadrapanie lub siniaka w zupełnie niewłaściwym miejscu i chcę móc się z tego śmiać, a nie robić wielką psychodramę w trzech aktach pt. „Co Ja Teraz Zrobię”.

Inteligencja jest potrzebna, ponieważ mam alergię na profile zawierające informację „nie wiem, co tu napisać, pytaj” oraz wiadomości o treści „hi sexy”. Naprawdę? Mój profil (aktualnie nieaktywny, ale to inna sprawa) zawiera mnóstwo interesujących faktów o mnie, można zacząć chociażby od „wow, ciekawy zawód”, „masz świetny gust muzyczny”, albo, blisko dna już, „świetna broda”. „Hi sexy”? Czuję się wyróżniony niezwykłym wysiłkiem, jaki musiało sprawić napisanie tych słów. Co można odpisać? „Yes, I know”? O co mogę spytać osobę, która podaje mi informację „nie wiem, co tu napisać”? Hej, czy nie wiedziałeś, co tu napisać? „How are you?” może się wydawać otwarciem konwersacji, ale takie otwarcie w rzeczywistości ją kończy, bo wychodzi – „How are you?” „I’m good, thanks, you?” „I’m fine.” Po czym zapada cisza, przepastna jak pustka w czaszce osobnika nagabującego mnie o moje samopoczucie.

Czytaj dalej

Dzisiaj postanowiłem napisać notkę na temat, który nie wzbudza żadnych kontrowersji i w którym wszyscy się zgadzamy, mianowicie o religii.

Jak wiadomo, nie jestem już od jakiegoś czasu ateistą. W czasach, gdy używałem, ahem, pewnych pomocniczych substancji rozmawiałem z bóstwami osobiście i doszliśmy do różnych przemyśleń.

Moja eks-przyjaciółka i jej mama chodzą do tego samego kościoła. Mama wierzy, że homoseksualizm jest grzechem. Eks-przyjaciółka, którą będziemy dla wygody nazywać Teklą, wierzy, że nie jest. Thor wytłumaczył mi, że każda z nich ma rację. Bóg (lub bogowie) w którego wierzymy jest czymś w rodzaju emanacji i dla każdego z nas jest inny. Ponieważ mama Tekli uważa homoseksualizm za grzech, dopuszczając się stosunku z drugą kobietą zgrzeszyłaby. Tekla – nie. Bóg jest ten sam, ale nie taki sam.

Czytaj dalej

W Polityce online pojawił się zestaw 9 slajdów pt. „9 błędów, których nie popełniają ludzie bogaci”. Po pierwsze, nie idźcie tą drogą, niepodpisany stażysto i psie Guciu. Ostatnia rzecz, jaką chcę oglądać na polityka.pl są slajdy. Po drugie, #jezujezunieczyt.

Przyjrzyjmy się błędom, których nie popełniają ludzie bogaci.

Bogaci ludzie nie zapominają o inwestowaniu w siebie. Rozumieją, jak ważne są: podnoszenie swoich kwalifikacji i zdobywanie certyfikatów. Są w stanie poświęcić swój czas na edukację dla przyszłych korzyści finansowych.

Żeby inwestować w siebie, trzeba mieć coś do inwestowania. Jeśli założymy, że przeciwieństwem bogatego człowieka jest człowiek niebogaty, powiedzmy – średniak, mediana zarobków w roku 2015 wynosiła 3291,56 zł brutto, co przekłada się na 2359 zł netto. Dominanta, czyli najczęstsza pensja to 2469 zł brutto, czyli poniżej 1800 netto. Z tych pieniędzy trzeba się utrzymać, kupić ubrania, być może wynająć mieszkanie lub pokój, czasami wybrać się do lekarza nierefundowanego przez NFZ. Stażysta beztrosko pisze, że bogaci są w stanie „poświęcić swój czas”. To nie czas jest tu największym ograniczeniem, chociaż średnia ilość czasu spędzanego przez Polaka w pracy to 40-42.5 godziny tygodniowo. Trudno mi sobie wyobrazić osoby, inwestujące w siebie czas i pieniądze zarobione na pełnym etacie z nadgodzinami i zaoszczędzone z 1800 zł netto. Być może dotyczy to wyłącznie osób mieszkających nadal z rodzicami.

Czytaj dalej

Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie… nie, nie weszka. Myśl o napisaniu poradnika o randkowaniu po 30 wraz z jedną taką heteroseksualistką. Problem leży głównie w tym, że moje ostatnie doświadczenia randkowe z Polski pochodzą z roku 2006, a sądząc po tym, co czytam i słyszę, Holandia i Polska nie są do siebie ani trochę pod tym względem podobne.

Z drugiej strony jednakowoż – dziś powitał mnie artykuł o tym, co arcybiskup sądzi o rozwodach. Oczywiście arcybiskupi są w tym temacie wielkimi autorytetami, ponieważ mają za sobą wiele związków, małżeństw i rozwodów. Któż mógłby wiedzieć więcej o małżeństwie niż (teoretycznie) żyjący w celibacie pan w sukience? Abp Jędrzejewski ma do powiedzenia na przykład to:

Czytaj dalej