Zgodnie z obietnicą (to mój pierwszy raz) dzisiaj dokonuję retrospekcji swego życia miłosnego. Pomijam jednonocki i wszystko, co trwało krócej niż sześć miesięcy. Na koniec podsumowanie. Dat nie podaję, bo nie pamiętam (smutna prawda, musiałbym sprawdzić w zapiskach, których nie robiłem).
1. Pierwszy
Kiedy poznałem Pierwszego nie wiedziałem, na czym polega miłość. Moje poczucie własnej wartości tak bardzo szorowało wtedy po dnie, że sam fakt, iż ktoś chce ze mną przebywać – a potem zgoła mi mówi, że mnie kocha – był dla mnie powodem, by w związku pozostać. Też mówiłem, że go kocham, bo tak mi się zdawało. W szkole nauczyłem się dużo o mitochondriach i innych orbitalach, ale nikt mi nie powiedział, jak rozpoznać miłość. O tym, że nikt mi nie powiedział o tym, jak działa seks niehetero nie muszę zapewne wspominać (ale już to zrobiłem i teraz za późno). Pierwszy raz wspominam koszmarnie, żaden z nas nie wiedział, co robi. Ze związku wyniosłem przekonanie, że seks jest okropnie przeceniany i kompletny brak zrozumienia czemu ktokolwiek chciałby to w ogóle robić.




