Za Słownikiem Języka Polskiego:

1. powszechnie uznana czyjaś powaga, wpływ, znaczenie; posłuch, poważanie, szacunek, respekt;
2. człowiek mający duże poważanie ze względu na swą wiedzę lub postawę moralną, stawiany za wzór do naśladowania, mający wpływ na postawy i myślenie innych ludzi; chodząca encyklopedia, augur;
3. ciesząca się dużym szacunkiem instytucja, doktryna, pismo itp.

Chodzi mi oczywiście o definicję numer dwa.

W Polsce powstało na potrzeby mediów całe pokolenie JP2, którego autorytetem był Ojciec Święty Wiecznie Żywy i które rzekomo kierowało się jego naukami. Na ogół pokolenie nauk nie widziało na oczy, bo kto ma czas przeczytać czternaście encyklik, skoro jutro gra Legia i trzeba zrobić oprawę. Naukami JP2 rzekomo kierują się politycy (którym nie przeszkadza to łgać, kraść i produkować fałszywki), sportowcy (jak rozumiem, między jednym, a drugim ciosem bokserskim modlą się, aby przeciwnika nie zabolało za mocno) i tak dalej.

Czytaj dalej

Kiedy otrzymałem powyższe pismo (nieco mniej wypikselowane), moja pierwsza reakcja wyglądała tak:

tumblr_mkj7ltkkCz1r95rn6o3_500

Po chwili, kiedy przyjrzałem się datom, zmieniła się w:

tumblr_mnipofmp2J1rjzweyo1_500

Trzecią reakcją był niekłamany szacunek dla elegancji zagrywki. Wedle tego, co pisali moi komentatorzy, prezydent nie jest zobowiązany żadną ustawą do wyrażenia zgody (lub niezgody) na utratę polskiego obywatelstwa w jakimkolwiek konkretnym terminie. Tak więc tylko od prezydenta zależy, czy będę czekał pół roku, rok, dwa, trzy, etc. Tymczasem Wielce Szanowny Prezydent Duda ZUPEŁNYM PRZYPADKIEM wziął się ochoczo za odbieranie obywatelstwa chętnym akurat 24 września. Decyzja uprawomocni się 24 października. Czyli dzień przed wyborami. Łatwo się chyba domyśleć, że wyborcy PiS nie zrzekają się polskiego obywatelstwa, zatem wyrażenie zgody na – bo ja wiem? kilka tysięcy podań? – to kilka tysięcy głosów, które nie zostaną oddane na inne partie. W moim przypadku Razem. A przecież się nie odwołam od korzystnej dla mnie decyzji (nie wiem nawet, czy można się od niej odwołać), a nawet gdyby, to nikt mojego odwołania nie rozpatrzy przez 25 października. Wybacz Szpro, naprawdę się starałem.

Tak więc dopóki jestem obywatelem polskim, szybko machnę moją ostatnią notkę polityczną (chyba, że PiS zacznie za bardzo szaleć z Trybunałem Stanu, względnie zamykać LGTB w obozach). W wyborach przewiduję kilka rzeczy:

  • wygra PiS (zaskoczenie)
  • Razem nie wejdzie (zaskoczenie)
  • Kukiz nie wejdzie (mistrz rozpierdalania poparcia społecznego według sondaży balansuje na granicy, wierzę gorąco, że zdąży zniechęcić wystarczająco dużo osób, żeby pozostać na lodzie)
  • i tyle.

Razemici obliczyli, że TVP pokazywała ich między 30 sierpnia, a 27 września przez 8 sekund. Wychodzi 0.28 sekundy na dobę. W tym czasie Platforma występowała na ekranach niemal przez 17 godzin. Ale darujmy PO, PSL i PiS, wiadomo, rządzący i główna opozycja, na pewno największe gwiazdy. ZLewSLDTRUPPPSZieloni pewnie też blisko 8 sekund, prawda? Otóż nie: 5 godzin. Korwin? 20 minut. Czy ktoś naprawdę nie rozumie, dlaczego Razem nie wejdzie do Sejmu?

Nie snuję teorii, że wszyscy się strasznie boją Razem i stąd bojkot. Myślę, że w grę wchodzą dwa zjawiska. Jedno to „pokażemy gówniarzom, gdzie ich miejsce” – młodzi, nieznani, podpisy zebrali, ale to nie powód, żeby udawać, że TVP jest zobowiązana do równego traktowania komitetów wyborczych, albo coś. Drugie to niemożność przewidzenia, co Razemici zrobiliby po wygraniu wyborów. Mniej więcej wiadomo, że jeśli Stasiu zostanie ministrem tego i owego, to Zeniu i Basia lecą ze stanowisk, Ela i Stefan dostają nagłego kopa w górę, etc., zaś jeśli ministrem zostanie Gucio, to następuje przetasowanie odwrotne. Minister Zandberg lub ministra Paprota to jedna wielka niewiadoma. Polska polityka jest oparta w ogromnym stopniu na tym, kto z kim pije, kto kogo zna, kto jest czyim kuzynem, narzeczonym, wnukiem, ciocią. Co zrobić z niepijącym wegetarianinem? Można tylko jedno: zakopać (pod siedemnastoma godzinami Platformy) w nadziei, że nie zdoła wystawić palca nad ziemię.

Sondaże wskazują, że w Sejmie będzie od 3 do 7 partii. PSL wejdzie na pewno, bo to PSL i na pewno będzie w koalicji, najpewniej z PiS (no wiem, Zjednoczona Prawica, etc.) – z wyjątkiem sytuacji, w której PiS zdobywa samodzielną większość, a i to prognozują sondaże. To chyba najciekawsze wybory, jakie miałem przyjemność obserwować, bo dziewięć dni przed nimi ciągle nie wiadomo do końca, co się wydarzy. Siedem partii w Sejmie to segmentacja; PiS zmuszony do koalicji z Kukizem, Korwinem i PSL długo nie porządzi, bo zeżrą się żywcem już przy ustalaniu składu rządu. PiS + PSL ma szansę na trwanie przez cztery lata, chociaż niewielką, bo ego prezesa Kaczyńskiego stanie na przeszkodzie. Ba, nawet PiS rządzący samodzielnie może nie przetrwać czterech lat, dokładnie z tego samego powodu. Prezes ma tendencję do wywalania z partii każdej osoby, która piśnie coś w stylu „wielce szanowny jaśnie panie prezesie, ośmielam się wskazać, iż przewidywania szanownego pana mogą sprawdzić się jedynie w 99 procentach”. Jeśli tendencja mu nie przeszła, w połowie kadencji może się okazać, że PiS utracił większość parlamentarną.

A co będzie później, po 25 października? To już nie do mnie pytanie. Dzięki dobroci Wielce Szanownego Pana Prezydenta to już nigdy nie będzie mój problem.

*

PS. Dopisałem trochę w komentarzu, bo zdaje się, że niejasno wyszło.

My, dwubiegunowcy, zapełniamy pracowicie znaczkami i cyferkami coś, co nazywa się wykresami nastroju. Są to tabelki, na których zaznaczamy – cóż, nastrój, w skali od „dno depresji” do „umiem latać i jestem Jezusem”; przespane (lub nie) godziny; wzięte (lub nie) leki i ich dawki. Dzięki posiadaniu wykresów nastroju mogę spojrzeć w przeszłość i zestawić leki, okoliczności przyrody i efekty. Tak więc dzisiaj będzie notka z dawkami i nazwami leków, jeśli komuś to nie pasuje, serdecznie zniechęcam do lektury.

STYCZEŃ

1200 mg litu, 300 mg ketrelu XR, 7.5 mg zopiklonu

Większość miesiąca przetrwałem w zasadzie w stanie używalnym. Czasami miewałem dołki, ale nie takie, żeby mnie miały wyłączyć z obiegu, męczące, ale do przeżycia. Pod koniec miesiąca wykres jest mocno rozchwiany, w ciągu jednego dnia potrafię mieć dobry poranek, depresyjne przedpołudnie, dobre popołudnie i nagły napływ energii wieczorem. Styczeń oceniam na 6/10.

LUTY

1200 mg litu, 300 mg ketrelu XR, 15 mg zopiklonu

Luty jest… nudny. Pominąwszy ciągłe problemy ze snem, jestem obrzydliwie stabilny i to mimo stresujących doznań (budowlańcy przerabiający mi sypialnię w ślamazarnym tempie, przywódca ekipy sprawiający silne wrażenie, jakby niedawno wyszedł z więzienia, gdzie odsiadywał karę za zamordowanie klienta). Nie dzieje się nic. I o to właśnie chodzi. Luty dostaje ode mnie 9.5/10.

Czytaj dalej

Dzisiaj post gościnny, autorstwa Olgi Pino Pieniążek. Nie dokonałem żadnych zmian, wybrałem tylko słitfocię do nagłówka.

*

Wybaczcie, jeśli to będzie chaotyczne, skrótowe i niezrozumiałe. Każdy chadowiec ma własną specyfikę, mnie mózg (z natury, przed chorobą też tak było) napierdala w tempie karabinu maszynowego, a na klawirce piszę z szybkością, bo ja wiem? Nie bardzo słucham awangardowej muzyki, ale coś mi się kojarzy (dzięki lekturze dawnego bloga Marcelego Szpaka), że są tacy pianiści, co napierdalają po klawiszach w tempie, które wydaje się sprzeczne z prawami fizyki. Niestety inaczej pisać nie potrafię, za co potencjalnych czytelników przepraszam.

Inne moje cechy naturalne również mogą wydawać się niesympatyczne. Po pierwsze, choć nigdy nie robiłam sobie na to badań, jest oczywiste, że jak na kobietę mam wyjebany w kosmos poziom testosteronu. Świadczą o tym np. takie fakty: bezbolesne miesiączki, ja tego w ogóle nie zauważam, cykl co najmniej 35-dniowy; ogromny poziom agresji; skłonność do podrywania sobie facetów, być podrywana to ja nienawidzę. Jednym z moich najlepszych przyjaciół jest niejaki Kacper – jest on właśnie przyjacielem, a nie „przyjaciółką”, if you know what I mean. Na ogół zresztą z gejami i pedałami (wybaczcie mi prymitywną polską typologię; naprawdę nie mam nic złego na myśli, pana Janusza bym z przyjemnością zajebała młotkiem) dogaduję się świetnie, za szczyt absurdu uważam pewne wspomnienie, kiedy jeden taki w knajpie zaczął mnie ewidentnie podrywać, a choć był pijany, jednak nie aż tak… Zresztą nie jestem babochłopem, nabijam się często z siebie, że wyglądam jak chłopaczek, zresztą całkiem ładny. Oboje z Kacprem uwielbiamy się szykownie ubierać, spokojnie moglibyśmy się wymieniać garderobą, czasem sobie na FB żartujemy w stylu „och, kochanie, to nie nasza wina, że jesteśmy tak zabójczo piękni, w naszych szpilkach od Manolo Blahnika”.

Czytaj dalej