Bunio jest jednym z niewielu pozostałych mi uzależnień i bardzo chciałbym się go pozbyć. I wish I could quit you, Bunio.
Wstydliwe wyznanie: czytuję grupę „Beka z mamuś na forach”. Z jednej strony stanowi ona formę cyber-bullyingu, nawet mimo usuwania nazwisk i zdjęć profilowych, bo wiele wątków wrzucanych jest na publiczne grupy, grupę da się znaleźć w 30 sekund i pod postami nagle pojawiają się linki do pełnego wątku, bo tam „więcej beki”. (Admin linki wyrzuca, ale nie mieszka w komputerze i czasami trochę czasu upłynie, zanim link zniknie.) Stąd mój wstyd. Z drugiej strony jednak „Beka” jest świetną odtrutką na bańkę rzeczywistości wirtualnej, jaką generują posty na Buniu.
Dotyczy to wszystkich postów. Na grupie „Kowalstwo dla początkujących” pojawiają się niewiarygodnie dopracowane rzeczy z podpisem „to moja pierwsza siekiera/miecz/świecznik/rzeźba abstrakcyjna”. W feedach przyjaciół roześmiane gębusie, słoneczko, plaża. Nowy motocykl, nowy pies lub kot, nowe dziecko. Bezrefleksyjna lektura Bunia daje silne wrażenie, że wszyscy oprócz nas prowadzą zajebiste życie pełne hajsu i imprez, a tylko my mamy doła, nie mamy piniondza, jesteśmy głupi i mało atrakcyjni. Więc dokładamy się do bańki Bunia, wrzucając jedyne zdjęcie z pięćdziesięciu zrobionych, na którym wyglądamy ładnie i szczupło, albo śmieszny filmik z kotkami, chociaż gdybyśmy byli zupełnie szczerzy, napisalibyśmy „jestem w nastroju, żeby zrobić sobie krzywdę”.






