O rany, ależ jestem zmęczony.

Na łodzi znalazłem się o 13, troszkę zestrachany myślą, co też się na niej wydarzy. Czy rugbyści rzeczywiście są sympatyczni? Czy nie wpadnę do wody? (Nigdy w życiu nie byłem na żadnej łodzi większej niż kajak, chyba, że liczyć promy.) Czy zobaczę Bena Cohena?

Łódź okazała się być zacumowana przy brzegu. Parada składa się z 80 łodzi, losowanych ze wszystkich zgłoszeń. Polska łódź tym razem się nie załapała — w zeszłym roku mieli szczęście, w tym nie. Rugbyści w ogóle chyba nie próbowali, zacumowali się przy brzegu i dzięki temu miałem fantastyczny widok na całość parady. A było co oglądać — na mojej łodzi i na wszystkich pozostałych.

Wśród osiemdziesiątki znalazły się: Google, ING, cztery partie polityczne, w tym kilku ministrów, kilka szpitali, łódź osób po pięćdziesiątce, łódź drag queen, łódź azjatyckich gejszy, LGTB pochodzenia tureckiego, łódź pełna świętych Mikołajów… nie, nie żartuję…

Święci Mikołajowie mnie nieco rozbroili, zwłaszcza, kiedy zaczęli śpiewać „I wish you a merry christmas and a happy new year”, ale cóż, hm, może to jest jakaś nowa odmiana queer o której jeszcze nie słyszałem i po prostu muszę się doedukować.

Drag queen oczywiście pojawiły się w dużej ilości, wyborze, wszelkich kolorach i rozmiarach:

Muszę się Wam do czegoś przyznać — uwielbiam drag queen. Są kolorowe, wesołe, ciekawe, zabawne, złośliwe, a jak taka przykopie z wysokiego obcasa, to byle heteryk się nie pozbiera.

Skoro mowa o przykopaniu, moim ulubionym rugbystą był Berlińczyk. Gdy zobaczyłem, jak wchodzi na łódź, zaparło mi dech i całe dwie godziny (i dwa piwa) zajęło mi zebranie odwagi, żeby z nim pogadać. Po czym okazało się, że nie dość, że chętnie ze mną rozmawia, to dodatkowo świetnie całuje… A o przykopaniu wspominam, bo wyglądał po wczorajszej bijatyce ulicznej (nie pytałem o szczegóły) tak:

Zaprawdę, chciałbym zobaczyć, jak waleczny Terlik czy inna Młądziesz Głupolska przychodzi do tego pana i mówi mu, że geje są zniewieściali. Niech tylko uprzedzą z góry, będę mieć składane krzesełko, popcorn i aparat fotograficzny pod ręką.

Moje ulubione łodzie:

Łódź osób po pięćdziesiątce sprawiła na mnie ogromne wrażenie podczas mojego pierwszego Pride. W Polsce w roku 2005 scena gejowska składała się głównie z wymuskanych dwudziestolatków. Wybrałem się ongiś w Warszawie na tańce i odkryłem, że jestem jedyną osobą, która nie jest ogolona na gładko, odziana w obcisłą Pradędigabanę, ma długie włosy i nie używa samoopalacza. (Trochę się w Polsce na szczęście od tego czasu zmieniło.) Musiałem jednak przyjechać do Amsterdamu, żeby nie tylko spotkać geja czy lesbijkę po pięćdziesiątce, ale zgoła zobaczyć ich całą łódź. Wyautowanych, szczęśliwych, roześmianych, roztańczonych.

Co mogę powiedzieć, ten sentyment mi bardzo odpowiada. W Polsce oczywiście jest to herezja ciężka do przyswojenia — i żeby tylko dla osób heteroseksualnych.

Mój ulubiony sex-shop w Amsterdamie, Mister B, wypożyczył maski u Zbrojmistrza. Ulewny deszcz, który był nieuprzejmy nas dotknąć przez jakieś 20 minut, nie zrobił im nic złego, bo maski są i do tego przystosowane. A łódź wyglądała imponująco. Swoją drogą kilka lat temu nie wiedziałem, że będę kiedyś mieć ulubiony sex-shop.

Bena Cohena nie poznałem. Nie przybył na naszą łódź, miał się znaleźć na łodzi Nike, ale… takowej nie było. Nowi koledzy komentowali z lekkim niezadowoleniem, że nie popisał się przesadnie, mógł wpaść na pięć minut i uścisnąć dłonie. Nie wpadł. Cóż, następnym razem. Dzisiaj poznałem naprawdę wystarczającą ilość rugbystów 🙂

Dzień był fantastyczny. Z wyjątkiem deszczu, wszystko inne spełniło moje największe nadzieje. Rugbyści są tak sympatyczni, jak mi to obiecywano, bardzo ładnie przy tym wyglądają (ahem), bawią się między sobą w sposób zupełnie mi odpowiadający, są towarzyscy i weseli. Znajdowanie się 2-3 metry od każdej łodzi po kolei zapewnia mnóstwo interakcji i zabawy. Zdecydowanie polecam!

Więcej zdjęć tutaj, a ja udaję się na spoczynek — zaproszony byłem dzisiaj na cztery różnego rodzaju imprezy, ale na żadną nie mam ani ochoty, ani siły. Bawiłem się cały dzień doskonale i wystarczy 🙂

Moje życie jest dziko interesujące.

Jak wspomniałem jakiś czas temu, założyłem firmę. Oficjalny początek działalności miał miejsce 23 lipca. Miałem wtedy już dwójkę klientów tupiących z niecierpliwości, żebym wreszcie otworzył, bo chcą wreszcie coś, co diaska, zamówić. Tak więc jeden dzień spędziłem na autopromocji, a potem przystąpiłem do pracy na tempo, bo trzeba się dalej reklamować, a ja nie mam czasu, bo pracuję. 😀 Co jak sądzę, stanowi nienajgorszą wróżbę na przyszłość…

Firma zajmuje się grafiką, programowaniem i sołszjal media coachingiem. Skoro już kowalstwo uleczyło moje wypalenie zawodowe, przystąpiłem z powrotem do dawniej ukochanej roboty i odkryłem, że kręci mnie bardziej, niż kiedykolwiek w ostatnich latach. Odzyskałem wolność i mogę robić to, co chcę, w takich kolorach, czcionkach i kształtach w jakich tylko mi (oraz klientom) się podoba. A podoba mi się na razie bardzo. Trzymajcie kciuki, żeby nie przestało w dniu licytacji mieszkania…

Oprócz tego, w Amsterdamie nadeszła Gay Pride. Amsterdam nie jest Warszawą, więc 32-stronicowa książeczka o Pride jest sponsorowana przez władze miasta, a na największym, hmm, kościele w mieście, Westerkerk (to ten koło Homomonument, pomnika ofiar II wojny światowej zagazowanych za bycie LGTB) wisi to:

Imprezy zaczęły się już w poniedziałek, rozkręciły wczoraj, a kulminacyjnym momentem będzie parada łodzi w sobotę. Jak już pisałem, po raz pierwszy wezmę w niej aktywny udział — znajdę się na łodzi zespołu gejowskiego rugby. Do którego przybył w gości drugi zespół gejowskiego rugby, z Berlina. Żartowałem sobie ze Zbrojmistrzem, że kolekcjonuję zespół rugby, ponieważ poznałem już bliżej dwóch, ale w najśmielszych marzeniach nie spodziewałem się, że poznawanie zespołu pójdzie tak SZYBKO. Po czym przeczytałem na Facebooku Bena Cohena, że Ben przyjeżdża na weekend do Amsterdamu na Pride i nieomal się załamałem z podekscytowania. Jak powiedziałem swojemu bratu, który miał nieszczęście urodzić się hetero 😉 to trochę tak, jakby zaproszono go na imprezę dla dziewczyn Playboya, dziewczyny Hustlera pozazdrościły i spytały, czy też mogą przyjść, a na koniec Jessica Alba stwierdziła, że takiej gali to ona przegapić nie może. Będę próbował zachowywać się w sposób akceptowalny publicznie, trzymajcie kciuki, żebym się z wrażenia nie utopił w kanale…

Oprócz tego, bo rzecz jasna na tym się nie kończy, nagle okazało się, że jestem na wojnie ze swoją siłownią. Z dnia na dzień moja siłownia, do tej pory raczej ekskluzywna, została wykupiona przez tanią markę Fit For Free (lub, jak ją aktualnie określam, Shit For Fee). Nowa marka nie pozwala nam rozwiązać kontraktu (co podobno jest legalne), domaga się dostępu do mojego konta bankowego (po moim trupie), a przygodę zaczyna od zamknięcia z dnia na dzień mojej siłowni na miesiąc celem „remontu”. W ramach remontu sprzęt zostanie wymieniony na tańszy. Nowy, owszem, ale co mi z tego, że on jest nowy, skoro jest też zrobiony z plastiku… Jak widać, nie tylko w Polsce robi się klientów w bambuko. Rozmawiałem już z tutejszą unią konsumencką, która ze zmartwieniem poinformowała mnie, że niestety Shit For Fee nie robi nic nielegalnego — kontrakt po prostu nie ulega zmianie, a w kontrakcie nie było napisane, jakiej firmy jest sprzęt, jaki jest jego wybór, ilu trenerów ma na siłowni pracować, etc. Głównie było tam napisane, ile kasy mam im płacić i jak często… i nie miałem nic przeciwko temu, póki nagle nie okazało się, że zamiast koncertu Kylie Minogue odbędzie się koncert Ke$hy, a ja mam się cieszyć, bo przecież nie muszę do niego nic OD RAZU dopłacić.

Oprócz tego pracuję nad swoim pierwszym płatnym w pieniądzach kesz many remiksem. W zeszłym roku wróciłem do remiksowania, najpierw produkując nieoficjalne bootlegi. Jednym z nich był remiks „Your Loving Arms” Billie Ray Martin, który doczekał się ponad 1400 odtworzeń na Soundcloud i zapewnił mi pracę z BRM już oficjalnie, acz za darmo. Potem udało mi się zrobić parę kolejnych darmowych, ale oficjalnie wydanych miksów. A teraz niderlandzki artysta zaproponował mi produkcję całej płyty, a na początek zapłacił mi za remiks nowego singla. Przyznam, że nie spodziewałem się tego, ale jako ubogi biznesmen, potrzebujący kasy na nowy abonament na nowej siłowni każdą pracę przyjmę. W międzyczasie zaś może ktoś ma ochotę na Kiki?

Oprócz tego… tak, wiem, że już tych słów użyłem… wygląda na to, że to nie ja znalazłem swoją niszę jako kowal, tylko nisza znalazła mnie. Czwarta osoba z rzędu zapytała mnie, czy byłbym chętny i gotów do pracy nad zabawkami dla wspólnoty BDSM. Ciężkie kajdany na nadgarstki, kostki i szyję, krzesła z żelaznymi kajdanami, ciężkie łańcuchy i generalnie cokolwiek się znajdzie w średniowiecznej izbie tortur. Nie do końca to planowałem robić w kuźni, ale skoro są chętni, żeby mi za to płacić, to kimże jestem, by nie spełnić ich marzeń? Jak powszechnie wiadomo, BDSM nie jest mi obce (notka na ten temat w końcu się opublikuje, kiedy znajdę moment, żeby ją skończyć), więc nie dość, że chętnie te rzeczy wykuję, to jeszcze może uda mi się wnieść jakieś twórcze pomysły…?

To w skrócie powody, dla których ostatnio niewiele pisałem… 🙂

Świat to takie śmieszne miejsce, że na ogół wydarza się tam wiele rzeczy naraz.

W jeden dzień po tym, jak polski parlament zadecydował, że nie będzie czytać bezeceństw o związkach rejestrowanych, w Szkocji ogłoszono, że w 2015 nastąpi pełna legalizacja małżeństw homoseksualnych.

Pięć dni przed tym, jak polski parlament zadecydował, że byle kto nie będzie w Polsce związków zawierać i że to parlament będzie decydować, komu wolno odwiedzać partnera w szpitalu, a komu nie, burmistrz Bostonu wysłał taki oto list do firmy Chick-Fil-A:

Zaś dzień po tym, jak polski parlament zadecydował, że taśmy PSL są o wiele ważniejsze niż prawo ludzi do decydowania o pochówku partnera, posłanka PiS, Barbara Bartuś napisała taki krótki mail:

Pozwoliłem sobie wysłać do pani posłanki maila własnego:

Szanowna Pani,

w związku z Pani mailem do Patryka zamieszczonym na blogu Trzyczęściowy Garnitur:
https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/527073_406189139426624_1123292996_n.jpg

chciałbym zadać dwa pytania:

1. Czy mogłaby Pani pokrótce wymienić kategorie obywateli, których wyjazdu z Polski nie uważałaby Pani za dużą stratę?
2. Czy Pani odpowiedź jest Pani prywatnym stanowiskiem, czy też można
ją uznać za wyrażenie zdania partii?

Z poważaniem,

Ray Grant
(od sześciu lat w Amsterdamie)

Może i Wy wyślecie maila do posłanki? Wygląda na uroczą osobę, która chętnie z nami podyskutuje. Rzecz jasna, my nie jesteśmy takim chamstwem, jak polscy parlamentarzyści, więc proszę o pisanie bardzo uprzejmie i kurtułarnie.

*

Jakiś czas temu Morrissey w wywiadzie powiedział:

Co jakiś czas widzimy ten sam scenariusz, w którym politycy widzą obywateli wyłącznie jako elektorat, a kiedy tylko zostaną już wybrani, zaczyna się wydawać, że nienawidzą ludzi.

Tak właśnie postrzegam polską politykę, w której porada posłanki dla młodego, rozgoryczonego geja brzmi „jak ci się nie podoba, to wypierdalaj”. Co Platformę obchodzą rzeczywiste problemy tysięcy ludzi? Platformę obchodzą taśmy, obchodzi ją Kościół, obchodzi ją generalnie wynik w sondażach i tyle. PiS różni się tym, że w swojej nienawiści jest szczery. Posłanka PO prawdopodobnie odpisałaby Patrykowi, że przychyla się nad jego problemami i będzie z determinacją zabiegać o jak najszybsze uchwalenie ustawy. Oczywiście byłoby to łgarstwo, ale opakowane w ładny papierek.

Politycy w polskim Sejmie w ogóle nie pamiętają, że „ciemny lud” czy „masa wyborcza” to w ogóle są istoty ludzkie. Z okien Sejmu najwyraźniej widać coś w rodzaju bulgoczącej melasy, z której co jakiś czas z pyknięciem wyłania się nowy sondaż. Melasa nie lubi homoseksualistów, lubi za to wygrywać w piłkę, tak więc damy masie Euro 2012, a nie damy ustawy o związkach. Co z tego, że na Euro 2012 zyskuje głównie UEFA i nadawcy telewizyjni, a na ustawie o związkach zyskaliby bardzo prawdziwi ludzie z bardzo prawdziwymi problemami? W Sejmie mają swoje problemy — taśmy Serafina, brak wódki w restauracji, gdzie pojechać na wakacje, a gdzie się dać wysłać w delegację. To są ważne problemy, spadek w sondażu o 2% — to jest życie w Sejmie. A jakieś tam związki, jacyś tam młodzi ludzie bez nadziei na przyszłość w kraju, w którym się nieszczęśliwie urodzili? Melasa i tyle. Niech se bulgoce, posłanka jest zajęta bronieniem moralności.

W Bostonie też się broni pewnych wartości. Podobnie w Szkocji. Szkocki kościół, rzecz jasna, wystosował oświadczenie o „szkodliwym eksperymencie społecznym”, ale w Szkocji najwyraźniej bardziej ceni się ludzi, niż kościół. W Polsce ciągle jeszcze nie. Na szczęście posłanka ma rację — zawsze możecie, kochani, wyjechać do Szkocji i z punktu widzenia posłanki Bartuś nie będzie to żadna specjalna strata.

PS. Obiecuję zostawić w spokoju już tę polską politykę. Nadzieja umiera ostatnia, moja już umarła i jak się rozłoży, to zostawię temat w spokoju.

W świecie-skansenie posłowie uchylili się dzisiaj od głosowania nad ustawami o związkach partnerskich. Żeby tylko uchylili od głosowania — ale uchylili się też od czytania. Bo co będą takie bezeceństwa czytać — ojciec Rydzyk by tego nie pochwalił, a cóż innego może się liczyć dla liberalnej partii Platforma „By niektórym ludziom żyło się lepiej, niż innym” Obywatelska.

W moim świecie spędziłem drugi dzień jako właściciel firmy na wysyłaniu maili, odbieraniu maili, kończeniu projektu strony Zbrojmistrza, przenoszeniu domeny na mój serwer, wyrzucaniu mnóstwa niepotrzebnych rzeczy oraz otrzymywaniu propozycji, z której skorzystałem. Mianowicie wygląda na to, że podczas słynnej amsterdamskiej parady łodzi podczas Gay Pride mła pojawi się na łodzi rugbystów. Rugbyści wyglądają tak:

(Mam wrażenie, że to z nosem pewnie coś znaczy, ale moja znajomość rugby kończy się na ślinieniu się na widok graczy w telewizji oraz bliższej znajomości z dwoma członkami zespołu powyżej, więc nie wiem, o ćo chodzi jakby.)

W świecie-skansenie cieszy się Fronda — jeden z komentatorów napisał tak:

I bardzo dobrze, siarka, płonąca siarka z nieba nas zdezynfekuje. Mi w to graj, bo i tak nienawidze tego życia. Niech się martwią ci, co je kochają. Zwłaszcza członkiem w odbyt kolegi.

Sejm już od niepamiętnych czasów zajmuje się albo dokręcaniem śruby Polakom, albo spermą w męskich odbytach. A w kuluarach – wiadomo, są nagrania, tasmy. To cholerstwo należałoby pouszczelniać na oknach, drzwiach i wentylacji oraz napuscić tam gazu. Tak, żeby żadne robactwo nie przetrwało. Inaczej karaluchów się nie wybije.

Pederastia jest ciężkim grzechem obrażającym Boga. Niewazne, czy uprawiają ją ateiści, czy wierzący. Skutek i tak będzie taki sam, jak w Sodomie i Gomorze. Deszcz płonącej siarki dezynfekującej doszczętnie wszystko.

Nie wiem, skąd ta obsesja na punkcie płonącej siarki akurat, ale jako piroman w sumie potrafię zrozumieć, że kogoś takie wizje kręcą.

W moim świecie spędziliśmy dzisiaj ze Zbrojmistrzem leniwe popołudnie na dachu. W Amsterdamie jest tradycyjny tydzień lata, tzn. na kilka dni z rzędu przestało padać i temperatura sięgnęła powyżej 20 stopni, więc korzystamy ile wlezie, opalamy się, uprawiamy grillowanie i bawimy się radośnie. Zbudowaliśmy sobie zasłonę z materiału, dzięki czemu mamy na naszym kawałku dachu pełną prywatność, z której rzecz jasna korzystamy ile wlezie.

Ciągle uczę się bycia w otwartym związku i tego, że nie muszę się niczego wstydzić, ukrywać ani domyślać się, co też druga połowa mogła wczoraj robić, kiedy nie odbierała telefonu — bo druga połowa sama mi to mówi. Tak więc porozmawialiśmy o moich planach dotyczących skompletowania całego zespołu rugby (Zbrojmistrz doradza zrobienie listy alfabetycznej, żeby mi się nie pomylili), o naszych planach na weekend (wspólnych) i na najbliższe dwa dni (oddzielnych). Jutro kuźnia i nader specyficzna randka — poznam mianowicie osobiście miłego kolegę, z którym od dawna sobie rozmawiamy, zjem kolację z nim i jego mężem, a potem kolega i ja udamy się na pięterko, a mąż usiądzie do pracy i zaczeka, aż skończymy. Nowoczesne związki są nowoczesne. 🙂

W świecie-skansenie posłów odpytano na okoliczność związków jedno- i różnopłciowych. Prawo do adopcji parom jednopłciowym chętni są przyznać wyłącznie dwaj posłowie z Ruchu Palikota (ale też wcale nie wszyscy). Przez chwilę zaskoczył mnie John Godson z PO, który odpowiedział „TAK” przy pytaniu o adopcję, po czym doczytałem, że chwilę wcześniej odpowiedział, że związki rejestrowane jak najbardziej, ale wyłącznie hetero.

W moim świecie słodko i gorzko. Słodko, bo wiem doskonale, że jeśli tylko zechcę wziąć ślub i adoptować dziecko, to nie będę miał z tym żadnych problemów. Gorzko, bo Zbrojmistrz pytał, jak poszło głosowanie i czy ustawa przyjęta, a ja musiałem mu wytłumaczyć, że nie dość, że nie przyjęta, to w ogóle jej nie czytano. Zbrojmistrz wie już również, co to jest Platforma Obywatelska — religijna liberalna prawica — oraz Prawo i Sprawiedliwość — religijni socjaliści-populiści. (Łaska Thora, że nie muszę już tłumaczyć, co to jest Samoobrona i LPR.)

A ja czekam, aż firma zacznie przynosić zyski, żeby móc usprawiedliwić wydanie 800 euro na wniosek o obywatelstwo. Nie, żeby mi było potrzebne do czegokolwiek tak naprawdę. Po prostu, żeby się odciąć ostatecznie od życia w skansenie. Nie mam pojęcia, co pomyślałyby sobie Frondelki czytając moją notkę, a zwłaszcza fragmenty o otwartym związku, ale mam przyjemnie komfortowe uczucie posiadania ich doznań w dupie. Na mój status prawny na szczęście ojciec Rydzyk i poseł Godson nie mają żadnego wpływu. Szkoda ludzi, którzy z różnych powodów nie mogą ze skansenu wyjechać, ale trzymam kciuki, żeby znaleźli pracę za granicą tak łatwo, jak kiedyś ja.