To uczucie, kiedy dwie przyjaciółki mają do wyboru albo iść do lekarza i wykupić leki, albo zjeść. Żadna z nich nie jest starszą panią na emeryturze – do tego przywykliśmy. Po prostu, nie mają fajnej fuchy w urzędzie, nie zauszyły startupu koszącego miliony, nie mają rodziców pocących się banknotami.

Tymczasem PO rozważa prywatną służbę zdrowia.

W programie wyborczym PO znalazł się krótki fragment dotyczący rozwoju rynku dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych.

To odgrzewany kotlet, bo Ministerstwo Zdrowia przez ostatnie kilka lat zapowiadało, że lada chwila opublikuje projekt w tej sprawie. Ostatecznie rządowi zabrakło odwagi, by wyjść z propozycją, która zostałaby uznana za kategoryzowanie pacjentów na biedniejszych i bogatszych. Mówił o tym były premier Donald Tusk: – Koncepcje dodatkowych ubezpieczeń badane są pod jednym kątem: czy to nie doprowadzi do segregacji pacjentów. Nie chcemy, aby ten, kto płaci dodatkowe ubezpieczenie, miał lepszy dostęp do ochrony zdrowia.

Słusznie pan europrezydent prawi, nie chcemy wszakże. A co na to program?

Czytaj dalej

Rysunek: Obrazkoterapia (strona, facebook), użyty za zezwoleniem.

Zobaczenie rysunku powyżej przypomniało mi o mojej mhłodości *pokasłuje, poprawia sztuczną szczękę*. Możliwe, że już o tym pisałem, jeśli tak, to przepraszam, nie musicie dalej czytać.

Wychowywałem się w rodzinie pełnej silnych kobiet i uciekających od nich mężczyzn. Sam wyprowadziłem się najpierw na drugą stronę Warszawy, potem wróciłem bliżej, przekonawszy się, że moja mama nie wpada co trzy dni z niezapowiedzianymi wizytami, a na koniec jak wiadomo wyniosłem się do Amsterdamu i tam już pozostałem. Mojej pierwszej wyprowadzce towarzyszyły mroczne przepowiednie „umrzesz z głodu i w brudzie”, „ja nie chcę nic mówić, ale jak ty sobie dziecko poradzisz?” oraz moje ulubione „i tak się nie uda”.

Od najmłodszych lat przejawiałem nadmiar inteligencji, co jest przydatne w dorosłym życiu, ale w dzieciństwie zupełnie nie. Dopiero po trzydziestu latach zrozumiałem, dlaczego właściwie byłem dręczony w szkole: wszystko przychodziło mi łatwo, nie musiałem się uczyć do klasówek, w szczególności matematyka nie miała dla mnie tajemnic. Od początku mama przydzieliła nam role: ja miałem być tym delikatnym, wrażliwym dzieciątkiem, intelektualistą i mądralińskim, mój brat miał być ten sprytny od załatwiania, przybijania gwoździ i wymieniania kontaktów. Próbę samodzielnej wymiany żarówki mama kwitowała słowami „zaraz spadniesz z tego stołka”. Nie wolno mi się było brudzić, bo miałem ładne ubrania (do tej pory prędzej odgryzę sobie głowę i ją zjem, niż włożę niebieską koszulę). Z jednej strony patrzyłem z wyższością na kolegów, babrających się w błocie, z drugiej byłem okropnie samotny. Bawiłem się z dziewczynkami, bo im też nie było wolno się brudzić, graliśmy razem w klasy. Co dziwne, podczas gry w klasy przejawiałem świetną koordynację ruchową, zaś grając w piłkę byłem zesztywniałym i wystraszonym manekinem, który wiecznie stał w bramce i był w tej roli beznadziejny, bo przecież jak tu się rzucić i złapać piłkę, kiedy nie wolno się ubrudzić?

Czytaj dalej

Temat jest gorący, jak wiadomo, większość Polaków ma już jakieś opinie, często przerażające. Wśród tych opinii przewija się często „szkoda, że w tym TIRze nie było ich więcej” oraz „nie będą ciapaci przyjeżdżać po MUJ SOCJAL”. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych opublikował na ten temat bardzo długi i ciekawy artykuł, który zapewne nie zmieni niczyjego zdania chociażby z powodu TL;DR, więc pozwolę sobie dokonać streszczenia z dodaniem własnych uwag.

1. Nie chcemy żeby przyjechali tu przejadać MUJ SOCJAL !

Koszty przyjęcia uchodźców, które zamierza zadeklarować Polska w lipcu br. (1000 relokowanych wewnątrz UE i 1000 przesiedlonych spoza UE), zostaną pokryte z funduszy europejskich (ok. 6–10 tys. euro/osobę). Inni uchodźcy, chrześcijanie z Syrii – 158 osób – którzy przyjechali do Polski, są finansowani przez Fundację Estera.

Dlaczego uchodźcy kosztują? Z wielu powodów. Po pierwsze primo, nie chcemy zbudować w Polsce (ani nigdzie indziej) getta, gdzie siedzi np. trzy tysiące ludzi, z których żaden nie mówi po polsku, nie posiada żadnego oficjalnego dokumentu, nie jest w stanie znaleźć pracy i nie ma na jedzenie. W taki właśnie sposób produkuje się terrorystów. Jeśli trzy tysiące ludzi siedzi upchanych w przeciekających budach i żałujemy im pieniędzy na naukę języka i chleb, wystarczy jeden miły pan z ISIS, żeby ich przekonać do tego, że są sposoby na zdobycie pożywienia i te sposoby obejmują naukę strzelania z kałasznikowa.

Czytaj dalej

Jakiś czas temu zwrócono mi uwagę, żebym się nie wypowiadał na temat polskiej polityki, bo znam ją wyłącznie z gazet. Uwagę uznałem za słuszną. Zapewne zauważyliście spadek procentowej ilości notek politycznych na MPO30. Jest on owocem tegoż komentarza, jak również faktu, że mi się nie chce.

Nie chce mi się snuć przewidywań wyniku wyborów. Oczywiście na własny użytek poczyniłem sobie takowe przewidywania (Kukiz poza parlamentem, PiS z bezwzględną większością, w Sejmie trzy partie: PiS, PO i PSL), ale co komu z moich dumań? Co mi samemu z tych dumań? Przewiduję też wynik wyborów prezydenckich w Stanach, do których mi jeszcze dalej i które rzeczywiście znam wyłącznie z mediów, oraz parlamentarnych w Grecji. Nie chce mi się. Polityka, która mnie dotyka rozgrywa się tutaj, a ja nie mam na nią żadnego wpływu, bo wybory będą w 2017.

Rzeczniczka PiS obraziła się na Newsweek, który śmiał wyrazić się o Jaśnie Panu Prezydencie per „Duda”. Zdaniem pani rzeczniczki „władza odchodząca i środowisko z nią związane nie mogą się pogodzić z tym, że rządzi ktoś inny i rządzi skutecznie” i z tego wynikają ataki na nowego szefa państwa, który „dotrzymuje obietnic i prowadzi aktywną politykę”. Nie wiem, czy można powiedzieć, że Jaśnie Pan Prezydent rządzi skutecznie, skoro na razie jest na stolcu od 18 dni, dotrzymywaniem obietnic też bym się specjalnie nie chwalił, ale przewiduję, że po wygraniu wyborów przez PiS i zawiązaniu koalicji z PSL zachodzi niebezpieczeństwo dokonania takich zmian w konstytucji, które już zadbają, żeby „Newsweek” i Przemysł Pogardy nie mogły o Prezydencie pisać inaczej, niż Jaśnie Pan Prezydent Duda. (Oczywiście elegancja dotyczy tylko JPPDudy, „Komoruski” było w porządku.)

Nadchodzącą wygraną PiS obserwuję z mieszaniną obojętności, schadenfreude i lekkiego podekscytowania. Przeważa obojętność. Podekscytowanie bierze się stąd, że Polacy najwyraźniej nie zrozumieją, co oznacza wygrana PiS, dopóki owa nie nastąpi. Życzę PiS nieprzerwanych czteroletnich rządów. Owszem, kraj będzie do naprawy, ale nie ma innego sposobu, żeby Jarosław (jeszcze nie trzeba pisać Jaśnie Pan Premier) i jego partia zginęli w odmętach przeszłości, skąd macha do nich Zjednoczona Lewica SLD+PPS+TRUP. A po tych czterech latach mam nadzieję zobaczyć u władzy Razem (nie to od Gowina). Ponieważ może nadejść taki dzień, że z powodów rodzinnych lub innych będę zmuszony do powrotu do Polski. Modlę się do swoich Bogów, żeby ten dzień nigdy nie nadszedł, ale nie wiem, czy moje modły wystarczą.

Poza tym głównie zaprząta mnie kwestia mieszkania, które mam nadzieję w październiku wystawić na sprzedaż i pozbyć się go jak najszybciej; zdrowia, które jak wiadomo czasami działa, a czasami nie; książki numer dwa, której korekta powoli zbliża się do końca i będę z nią musiał coś zrobić; braku pieniędzy (permanentnie); zdrowia mojej rodziny; zdrowia Zbrojmistrza; samopoczucia Eugenii. I tak dalej. Nadchodzący ślub w ogóle mnie nie zaprząta, pewnie zacznie w kwietniu, na razie nie mam czasu. Nie mam też pieniędzy, co jest stanem permanentnym. Jest szansa, że zacznę jakieś mieć, kiedy sprzedam mieszkanie.

W skrócie można powiedzieć, że przestałem się interesować polityką, bo jestem zajęty życiem.