Pół mojego życia to tęsknota. Mam wrażenie, że to bardzo polskie.

Znajduję się w tej chwili w raju. Raj, którego mały fragment widać na zdjęciu, jest dziełem dwóch moich przyjaciół, bo raje nie robią się same i ktoś je musi stworzyć. Za cztery godziny mamy pociąg do prawdziwego życia, w którym czekają rachunki, zepsuty twardy dysk, który serwis od trzech tygodni „testuje”, dalsza część przeprowadzki i przygotowywania mieszkania do sprzedaży, dużo roboty, dużo ludzi. Tutaj jest nas czterech, a dzisiaj w szczególności jestem sam, podczas gdy Zbrojmistrz rąbie drwa, a moi przyjaciele upychają drewno tam, gdzie powinno się znaleźć. Swoją część pracy odwaliłem sam, przy czym praca polegała na operowaniu piłą spalinową, więc jeśli ktoś mnie zna, to wie, że nie musiałem się przesadnie zmuszać.

Czytaj dalej

Po licznych perypetiach wreszcie udało mi się wydać wersję polską mojej pierwszej książki.

Nie obyło się bez problemów technicznych. Rzecz jasna, kilka minut po wciśnięciu „publikuj” znalazłem osiem (!) literówek. iTunes Publisher teoretycznie wysłał poprawioną wersję na serwer, w praktyce zaś wyświetlał informację „wersja oryginalna”, przez co musiałem kupić własną książkę, żeby sprawdzić, czy literówki zostały usunięte. (Zostały.) Virtualo, które pozwala publikować m. in. na Merlinie i Empiku, „reorganizuje dział”, w związku z czym nie przyjmuje nowych tytułów. Amazon najpierw książkę przyjął, a dzień później, tzn. dziś usunął, ponieważ jest w niewłaściwym języku. Rzecz jasna „ciężko pracujemy nad ciągłym dodawaniem nowych języków”, ale wygląda na to, że na razie polskiej wersji na Amazonie nie będzie.

Gdzie książkę można kupić:

  • na iBooks (eBook w formacie .epub, dla iPadów, iPhone i Maców)
  • w polskim sklepie wydaje.pl (formaty .epub, .mobi – Kindle oraz PDF)
  • zaś wersję papierową na Lulu

W najbliższym czasie planuję opublikować wersję papierową również w jakimś sklepie polskojęzycznym, ponieważ cena wysyłki z Lulu jest nieco zaporowa. W pasku z linkami po lewej stronie można znaleźć linki, gdy książka pojawi się drukiem w polskim sklepie, dodam link.

A teraz pozostaje mi wyłącznie życzyć ciekawej lektury. Nie wiem, czy będzie miła, ale mam nadzieję, że jak najbardziej.

PS. Nie byłoby wersji polskiej, gdyby nie pomoc Terrwyn oraz Karoliny Isio-Kurpińskiej. Bardzo, bardzo dziękuję.

W poprzednim odcinku

Bardzo serdecznie witam Państwa i przystępuję do części drugiej wychwalania partii Razem. W międzyczasie partia dorobiła się oficjalnego anty-wacka (niebędącego członkiem partii – patrz komentarz Barta), kilku hejterów oraz występu obok prof. Senyszyn i posła Kalisza w TVP. Nie ukrywam, że wszystkie te rzeczy uważam za pozytywy. Brak hejterów oznaczałby, że Razem zwyczajnie nikogo nie obchodzi, anty-wacek dostarcza elementów komediowych, a poseł Kalisz drący się „pan jest ofiarą tabloidów!!!”, podczas gdy Maciej Konieczny uprzejmie się uśmiechał i powtarzał swoje pytanie „Czy jest pan za podwyżką uposażeń poselskich?” bardzo (nie)elegancko pokazał różnicę między lewicą jaguarową, a nową.

A teraz lecimy dalej z programem:

Czytaj dalej

(Druga część notki o Razem za kilka dni.)

Jeszcze przed wyborami miało miejsce interesujące wydarzenie: Marek i Jędrzej, twórcy strony Nasze Wielkie Krakowskie Wesele, spotkali się w studio TVN z panią (jeszcze wtedy) prezydentową i chwilę z nią porozmawiali:

Długo zastanawialiśmy się czy o tym napisać ale rzeczywiście tydzień temu w DDTVN zachęceni przez Kingę Rusin porozmawialiśmy z Panią Prezydentową. Rozmowa była sympatyczna i bez sensu. Przedstawiliśmy prostą statystykę z której wynikało, że mąż może pozostać na urzędzie przewagą homoseksualnych wyborców. Ale ostrzegliśmy że nie zagłosujemy bez jasnej deklaracji w sprawie naszych postulatów. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że przecież kontrkandydat ich na pewno nie poprze… – to wszystko, nic więcej nie miała nam do powiedzenia! Nie usłyszeliśmy czym w tej sprawie różni się pan prezydent. Nie powiedziała co konkretnie dla nas zrobi jeśli pozostanie na urzędzie. Tylko to, że z kontrkandydatem będzie gorzej! Po chwili namysłu stwierdziła jednak, że my w sumie to tak trochę ich „szantażujemy” – naprawdę użyła takiego słowa (sic!)

No więc prezydent Komorowski pozostał dzielny i nie uległ szantażowi, dzięki czemu dzisiaj gratulujemy prezydentowi Dudzie. Komorowski pokazał przed wyborami, że gdy mu podłożą ogień pod siedzenie potrafi nagle organizować referendum o JOW-ach, rezygnować z finansowania partii politycznych przez budżet państwa, a nawet wycofywać się z reformy wieku emerytalnego (40 lat stażu pracy, jeżeli mamy szczęście nie być zatrudniani na czarno, da się osiągnąć w wieku lat 58). Strzelał na oślep, choć strzelać podobno umie. Nie trafił. Do mnie nie trafił na pewno. W czwartek złożyłem dokumenty o zrzeczeniu się polskiego obywatelstwa, razem z życiorysem, aktem urodzenia, oświadczeniem o braku niepełnoletnich dzieci, a nawet oświadczeniem, że nie toczą się wobec mnie żadne sprawy prawno-cywilne (co ciekawe, Holendrzy potrzebowali ode mnie wyłącznie dowodu, że zdałem kurs na Holendra, aktu urodzenia i wpłaty 821 euro, życiorysu się nie domagali, a kwestię mojej przestępczości potrafią sprawdzić sami) i dopiero po wyjściu z ambasady zorientowałem się, że nie zwrócono mi dowodu i paszportu. Po powrocie do domu napisałem maila z pytaniem, jak mam w takim razie zagłosować i sympatyczna pani konsul odpisała, żebym wpadł do Hagi, wydadzą mi dokument, ja zagłosuję, a potem go zwrócę. Przyznam się szczerze: dla Komorowskiego mi się nie chciało.

Czytaj dalej