Jak zapewne każdy młody człowiek myślałem kiedyś, że wypadki przydarzają się innym ludziom. No wiecie, rak, HIV, wypadki samochodowe, porwania, zabójstwa. Innym ludziom, opisywanym potem w gazetach. Jak każdy młody człowiek byłem, rzecz jasna, nieśmiertelny i niezniszczalny. To samo podejście miałem do wieku i siwizny. Oczywiście każdy się starzeje, ale to z pewnością nie dotyczy mnie. Miałem wszak lat 20 i świat tylko czekał, aż go podbiję.

Pewnego dnia mieliśmy wypadek samochodowy. Mieliśmy jechać na wczasy, bo ja wiem, powiedzmy, że w piątek. Tyle, że mieliśmy wyjechać o 9 rano, a ojczym wybrał się na miasto, eee, coś załatwić, wrócił o 19 w stanie niewskazującym na prowadzenie samochodu i mama wymogła na nim wyjazd jutro. Była troszkę niezadowolona, przez co chcę powiedzieć, że była wkurwiona jak meserszmit. Jutro natomiast okazało się, że odbywa się śnieżyca z atrakcjami, ale skoro mamy jechać, to jedziemy.

Czytaj dalej

Kiedyś, kiedy byłem w tym przepięknym stanie hipomanii, kiedy mam w oczach gwiazdy, a sam fakt, że z Tobą rozmawiałem przekonywał Cię, że byłe/aś najpiękniejszą i najmądrzejszą osobą na świecie, zakochiwali się we mnie mężczyźni.

Nie piszę tego, żeby się chwalić. Było to okropnie niewygodne. Ponieważ w tym okresie chciałem robić następujące rzeczy: 1. projektować; 2. pracować jako barman; 3. uprawiać dużo seksu; 4. spożywać wiele substancji chemicznych; 5. kuć; 6. uprawiać więcej seksu; 7. zostać kołczem; 8. rozwinąć firmę i zarobić pierwszy milion; 9. pisać książki; 10. zmieniać fryzury i ciuchy kilka razy dziennie. Wszystkie te rzeczy chciałem robić naraz i przez pewien czas się udawało, z wyjątkiem zostania kołczem, dzięki Bogom. Potrafiłem pracować nad projektami i firmą przez 18 godzin bez przerwy, a o północy odkrywać, że chyba nic od śniadania nie zjadłem. W kuźni odwalałem szychty po dziewięć godzin, a potem jechałem na seks-randkę z facetem, którego kręciła idea brudnego kowala po pracy. W barze wyrywałem po kilku mężczyzn naraz, oczywiście tych najpiękniejszych – z wyjątkiem takich, którzy lecą tylko na blond siedemnastolatków, z nimi mi nie wychodziło.

Czytaj dalej

Moje wspomnienia z dzieciństwa są dosyć chaotyczne i niezorganizowane, ale trochę PRL pamiętam.

Pierwsze wspomnienie, jakie w ogóle posiadam dotyczy – excusez le mot – sraczki. Dostałem mianowicie potwornej biegunki w nocy. Najpierw zmieniono mi piżamę. Potem drugi raz. Potem trzeci. Potem przyodziano mnie w majteczki, co poskutkowało koniecznością zmiany pościeli. Wreszcie nadszedł jednak poranek, posadzono mnie na nocniczku, oglądałem Sobótkę czy inny Teleranek i byłem bardzo zadowolony z życia.

Zmieniania piżamy i sadzania na nocniczek dokonywał dziadek, który kochał mnie prawie tak bardzo, jak ja jego. Każdej nocy budziłem się, po czym budziłem dziadka, ponieważ potrzebowałem skorzystać z toalety, a w korytarzu było ciemno. Człowiek o nieskończonej cierpliwości wstawał, zapalał mi światło, ja udawałem się do pomieszczenia, wracałem, a dziadek gasił światło i wracał do łóżka. Nigdy nie powiedział mi złego słowa ani nie zaprotestował przeciwko budzeniu.

Czytaj dalej

Za pomocą gugla sprawdziłem, albowiem gdyż moja pamięć twierdzi, że to wszystko spisałem. Wygląda jednakowoż na to, iż jest to wredne łgarstwo. Pamięć (gdzie ona?) funkcjonuje tak, że jeśli coś komuś powiedziałem po polsku, to albo 1) zapominam i powtarzam (czasem kilka razy), albo 2) to znaczy, że wszyscy Polacy na świecie już o tym wiedzą i nie muszę nikomu nic mówić.

Tak więc przeczytałem sobie (TRIGGER) artykuł o ubieganiu się o rentę w ZUS – bardzo ładny, zwłaszcza „Depresja? Niektórzy mają gorzej. Na przykład nie żyją” oraz „Na pierwszym badaniu po amputacji lekarze stwierdzili komisyjnie, że nie mam nogi”. Przybliżę teraz część drugą swojego życia z UWV, czyli tutejszym ZUS. Część pierwsza tutaj.

Cytat z innej notki:

Rezultatem mieszkania w Polsce przez 29 lat było moje zachowanie, kiedy występowałem o rentę inwalidzką. Ściągałem z Polski wszystkie możliwe papiery, moja mama załatwiała tłumacza przysięgłego, na rozmowie z lekarką urzędu pracy trzęsły mi się ręce jeszcze bardziej niż zwykle, kiedy całą tę makulaturę rozkładałem na stole. Lekarka spytała w końcu Zbrojmistrza podejrzliwie:
— Czemu on jest taki nerwowy?
— A, bo on jest z Polski, tam jest inaczej — objaśnił Zbrojmistrz, któremu wcześniej opowiedziałem, jak wygląda występowanie w Polsce o różne dokumenty.

Reszty chyba jeszcze nie było.

Czytaj dalej