Jak zapewne każdy młody człowiek myślałem kiedyś, że wypadki przydarzają się innym ludziom. No wiecie, rak, HIV, wypadki samochodowe, porwania, zabójstwa. Innym ludziom, opisywanym potem w gazetach. Jak każdy młody człowiek byłem, rzecz jasna, nieśmiertelny i niezniszczalny. To samo podejście miałem do wieku i siwizny. Oczywiście każdy się starzeje, ale to z pewnością nie dotyczy mnie. Miałem wszak lat 20 i świat tylko czekał, aż go podbiję.
Pewnego dnia mieliśmy wypadek samochodowy. Mieliśmy jechać na wczasy, bo ja wiem, powiedzmy, że w piątek. Tyle, że mieliśmy wyjechać o 9 rano, a ojczym wybrał się na miasto, eee, coś załatwić, wrócił o 19 w stanie niewskazującym na prowadzenie samochodu i mama wymogła na nim wyjazd jutro. Była troszkę niezadowolona, przez co chcę powiedzieć, że była wkurwiona jak meserszmit. Jutro natomiast okazało się, że odbywa się śnieżyca z atrakcjami, ale skoro mamy jechać, to jedziemy.




