Dzisiaj, zgodnie z obietnicą, żadnych chorób, samobójstw i polityki (zwłaszcza polityki). Czas na opowieść o miłości i twórczości.
Gdy pierwszy raz wspinałem się po schodach, aby poznać Josa, plan był taki: nieznajomy pan robi kolczugi. Trzy dni później miałem się wybrać na pierwszy kurs kowalstwa, w międzyczasie gotów byłem dowiedzieć się jak najwięcej o pracy z metalem. Poza tym, kolczugi są awesome. Nie przewidywałem wtedy, że ponad cztery lata później będziemy się przygotowywać do ślubu. W ogóle nic nie przewidywałem. W planach było tylko oglądanie kolczug.

(Etsy, model nie jest wliczony w cenę)
Obejrzałem i przymierzyłem kolczugi. Potem Jos zaczął pokazywać mi kolejne prace. Od pluszowych misiów przez gipsowe odlewy, um, członków męskich, skórzane kilty, prace z użyciem szybko twardniejącej żywicy, biżuterii… Moje usta otwierały się coraz szerzej. Zapewne wspominałem już, że intuicja, lub Bogowie, po godzinie znajomości dała głos:
– To TEN.
– Jaki TEN? – spytałem głupio.
– Ten jedyny. Właśnie ten.
Czytaj dalej