Spoiler alert: jest tak sobie.

We wrześniu 2015 – jeśli dobrze pamiętam, dawno to było – uszkodziłem sobie plecy. Wraz z czterema gościami podnieśliśmy ciężki mebel z IKEA, po czym pan obok mnie upuścił swój róg, a ciężar pociągnął mnie w dół. Zrobiło mi się ciepło i wiedziałem, że będzie bolało. Miałem rację. Następnego dnia ból był trudny do zniesienia. Dwa razy miałem naderwany mięsień w plecach i mijało po tygodniu, więc uznałem, że nie ma się co przejmować. Gdy po dwóch tygodniach ból nie znikał, wybrałem się do internisty, który zdiagnozował naderwanie mięśnia, zgodnie z moimi przewidywaniami, i zapisał mi Tramadol (w Polsce chyba Tramal), środek przeciwbólowy na bazie morfiny. Po czterech tygodniach ból nadal się utrzymywał, więc dostałem więcej Tramadolu.

Czytaj dalej

Trudno jest kochać doskonałość. Można ją wielbić, najlepiej z daleka. Idealnym przykładem jest „norweski Thor”, Lasse Matberg (zdjęcie powyżej z Instagrama). Za urodę wystawiam mu ocenę 11 w skali od 1 do 10. Chciałbym tak wyglądać, gdybym nie wiedział, jaka to ciężka praca. Sądząc po selfikach, samo czesanie zajmuje mu co dnia pół godziny, a przecież musi też dotrzeć na siłownię, spędzić tam dość dużo czasu, z zawodu jest marynarzem, dla urozmaicenia uprawia ekstremalne biegi z przeszkodami… Nie zdziwiła mnie informacja, że nie posiada dziewczyny/chłopaka. Doskonałość nie jest bardzo interesująca, nadaje się do podziwiania, ale ciężko dzielić z nią zwyczajne życie – bo nie ma na to czasu. Jednak kiedyś, dawno, gdy byłem nieco przygłupi, Lasse sprawiłby na mnie niewiarygodne wrażenie. Teraz wolałbym się od niego trzymać z daleka, oglądając go na Instagramie. Jest dziełem sztuki, jak waza z dynastii Ming, i podobnie jak dzieła sztuki lepiej go nie dotykać.

Czytaj dalej

W poprzednim odcinku

Dziś rozmawiamy (nadal) o wywiadzie z doktorem Majem.

A propos, rozglądać się można nie tylko w sieci. Całkiem popularne zrobiły się u nas tzw. szybkie randki, podczas których rozmawia się z kilkunastoma potencjalnymi partnerami – z każdym po pięć minut – i potem się decyduje, który z nich nam się podoba. Pięć minut wystarczy, by to ocenić?

– Jak najbardziej! Przydatność tzw. speed datingu potwierdziły nawet badania. To sposób na szybką ocenę tego, czy w ogóle chcemy z daną osobą rozwinąć znajomość.

Kiedy piszę o tym, że zanim mnie będzie wolno dotknąć najpierw należy wzbudzić sympatię i wykazać się poczuciem humoru, mam na myśli dosłownie pierwsze pięć minut – i o tyle speed dating mógłby w moim przypadku zadziałać (gdybym go potrzebował). Błyskawicznie odcedza osoby typu „nie wiem, co o sobie powiedzieć”, da się spytać „czy nie głosowałeś aby na Kukiza?” oraz sprawdzić, czy w ogóle mamy wspólną chemię. A to jest również bardzo ważne – znam bardzo przystojnych, sympatycznych, inteligentnych i utalentowanych ludzi, do których wzdychają inni moi znajomi, ja zaś przyjmuję warstwę teoretyczną – owszem, John może się podobać. Ale mi akurat nie.

Czytaj dalej

Dobrego pretekstu dostarczył mi wywiad z doktorem Majem, psychologiem z Uniwersytetu SWPS, zatytułowany „Dlaczego wiara w miłość od pierwszego wejrzenia nam szkodzi? ”Miłości trzeba szukać tak samo, jak szuka się pracy”.

Nie zgadzam się już z tytułem, ale pozwólmy doktorowi rozwinąć myśl, zwłaszcza, że tytuł jest zwodniczy.

Większość ludzi, zwłaszcza tych ze starszego czy średniego pokolenia, mocno wierzy, że miłość jest jakimś nieuchwytnym zjawiskiem, na które trzeba cierpliwie czekać. Zakłada się, że osoba, z którą mamy iść przez życie, jest nam zapisana gdzieś w gwiazdach, przeznaczona. Wynika z tego, że jedyne, co my sami musimy zrobić, to ten ideał odnaleźć.

I faktycznie go szukamy?

– Jedni po prostu czekają, drudzy szukają, ale nawet jeśli wybierają tę drugą możliwość, to jest to szukanie mało aktywne. Ludzie zbyt często wychodzą z założenia, że ta druga połówka po prostu gdzieś jest. Nie biorą pod uwagę możliwości, że samo zakochiwanie się to swego rodzaju proces i że miłość trzeba w kimś rozbudzić. Przyjmują często, że ten ideał dowie się, że daną, przeznaczoną sobie osobę kocha, gdy tylko ją zobaczy – wtedy dozna olśnienia.

Oczywiście daleko mi do ekstrapolowania własnego doświadczenia na ludzkość – od tego mamy psychologów z Uniwersytetu SWPS.

Czytaj dalej