Sprzedane. Miała być na ten temat długa notka z zupełnie innym kręgosłupem, ale nie mogę jej napisać wystarczająco dobrze jak na swoje standardy. W przyszłym roku muszę stać się gorszym grafomanem i przestać mieć jakiekolwiek standardy, przecież w tym tempie nigdy nie zostanę Jasonem Huntem.
No więc. Sprzedaż mieszkania wyglądała mniej więcej tak. Spędziliśmy sześć miesięcy na powolnym remoncie. Powolny był po części dlatego, że niektóre rzeczy trzeba robić podczas suchej, słonecznej pogody, a w Amsterdamie takowa trafia się cztery razy do roku po osiem godzin, po części bo miałem depresję, a po części bo dobijali mnie remontowcy. Pracowałem w Holandii z trzema ekipami i żadna nie nadawała się do polecenia dalej. Ta też nie. Niemniej jednak na początku października remont został zakończony i pozostało sprzedanie różnych przedmiotów typu pralka i meble z IKEA i wystawienie całości na sprzedaż.




