Zacznę od informacji, że Mark Manson twitnął własny wpis na ten temat – podła bestia, pewnie podglądał mi drafty – i teraz czuję potrzebę się odnieść.
Na mojej ulubionej grupie padło pytanie o cel życia – dziewczyna ma dwa fakultety, dzieci, napisała podręcznik akademicki i tak dalej, ale ciągle nie wie, co jest celem jej życia.
Moim prywatnym zdaniem Matka Natura wbudowała nam poszukiwanie celu życia i arogancką potrzebę udowodnienia swojej wyjątkowości po to, żebyśmy się mnożyli, odkrywali, uczyli, podbijali, kolonizowali – nie wiem, czy Matce Naturze zależało na tym, żebyśmy tworzyli, malowali, pisali i nagrywali, ale kto nie poszedłby rozmnażać się np. z Neilem Gaimanem? Literatura jest sexy. Natomiast lajfkołcze wciskają nam, że musimy ten sens życia osiągnąć BARDZIEJ. Posiadanie dzieci nie wystarczy, trzeba skończyć studia. Alejakto, tylko jeden kierunek i to magisterskie? Żyje się tylko raz! Nawet nie napisałaś podręcznika akademickiego… napisałaś? Ale tylko jeden? I to ma być Twój sposób na zmianę świata? A dzieci ile masz? TYLKO TROJE??? I to ma coś zmienić? Zwiedziłeś tylko 50 krajów? Czy wiesz, jak wiele tracisz?




