WSTĘP

Jakiś czas temu postanowiłem, że zacznę lepiej pisać. Bardziej z poetyckim zacięciem, epatując nienachalnymi metaforami, wplatając elementy kwiecistego humoru pomiędzy skrzące się urodą i wyjątkowością zdania. W związku z czym mam w WordPressie cztery zaczęte notki, z których żadna nie spełnia moich wymagań. Tak więc obiecuję, że NIE zacznę lepiej pisać, dzięki czemu może uda mi się od czasu do czasu coś opublikować.

Teraz druga rzecz. Umówmy się, że wszyscy wiedzą, kim jest Zbrojmistrz. Po pierwsze primo, reklama jego strony i Bunia wisi po lewej stronie i regularnie nawiedza moje posty, po drugie primo jego strona zawiera zdjęcie i nazwisko. Tak więc od dzisiaj proszę zapamiętać poniższe, które zaoszczędzi mi ośmiu liter przy każdym użyciu:

JOS = ZBROJMISTRZ

ZBROJMISTRZ = JOS

Serdecznie dziękuję, składam wyrazy ubolewania osobom, które będą czytały archiwum bloga i kontynuuję na temat.

Czytaj dalej

Moja przyjaciółka, artystka fotografka, która pracuje ze mną nad projektem o dwubiegunówce, dostała do przeczytania moją autobiografię i powiedziała mi, że brzmi jak świetna przygoda. Mnóstwo przyjaciół, imprez i tak dalej. No, brzmi. Klucz w tym, że przyjaciółka jest w 3/4 książki.

Dwubiegunówka rozwija się stopniowo. Patrząc na swoje życie z punktu, w którym siedzę (na kanapie, na górze poduszek, bo plecy) widzę, że zaczęło się tak około 14 roku życia. Wtedy byłem po prostu dosyć dziwny. Pierwsze, co zauważyłem naprawdę, to depresja w 2004 roku. Pierwsza „prawdziwa” hipomania pojawiła się pod koniec roku 2011 i to był właśnie ten okres, w którym moje życie było jedną wielką przygodą. Mogłem wszystko, miałem wszystko, robiłem wszystko. Nikt nie był w stanie mi się oprzeć, nieważne, o co chodziło. Wszystkich znałem, miałem irokeza koloru fire engine red, nieznajomi ludzie machali mi na ulicy i witali po imieniu, noce spędzałem albo przywalony falą wspaniałych pomysłów, albo w barze, albo jedno i drugie. Sypiałem po 3-4 godziny na dobę i bardzo mi z tym było dobrze, bo co mam marnować czas, skoro można robić tyle innych rzeczy. Aż nastąpiła ostatnia 1/4 autobiografii.

Czytaj dalej

Odkryłem ku swojemu zdziwieniu, że jestem szczęśliwy. Bez „oprócz”, „poza”, „ale”. Po prostu jestem szczęśliwy.

Duży udział ma w tym fakt, iż moja definicja szczęścia ogromnie się zmieniła. Kilka lat temu było mi strasznie ciężko przyjąć do wiadomości, że muszę przestać imprezować, pić, zażywać, mam zacząć chodzić wcześnie spać, żreć garściami tabletki i generalnie robić rzeczy, które do tej pory nie leżały w kręgu moich zainteresowań. W 2011 myślałem, że moje życie praktycznie się skończyło, diagnoza dwubiegunówki nieomal mnie zabiła, zmiany stylu życia były nie do przyjęcia, myśl o tym, że choroba jest nieuleczalna była nie do przyjęcia.

W międzyczasie przywykłem i wreszcie jestem bliski pogodzenia się z tym, że już nigdy nie będzie tak, jak kiedyś. Jak to mówią w programach dwunastu kroków, przyznaliśmy, że staliśmy się bezsilni wobec choroby – że przestaliśmy kierować własnym życiem. Dzięki temu przyznaniu powoli odzyskałem siłę, aby wrócić do życia. Nie jest to życie, jakiego się spodziewałem, jakie sam bym dla siebie wybrał, ale czyni mnie szczęśliwym. W zupełnie nieprzewidziany sposób.

Czytaj dalej

Dzisiaj gościnnie pisze dla państwa Terrwyn, która pomagała w tłumaczeniu i redakcji polskiej wersji mojej książki o dwubiegunówce.

*

Ray kazał mi się przedstawić. Napisać „wprowadzenie dla osób, które mnie nie znają”. Jestem w tym kiepska. Mam dwadzieścia siedem lat i ChAD, studiuję kierunek, który jest na tyle charakterystyczny, że się nim nie pochwalę. Żyję we frustracji, poczuciu zmarnowanego czasu i ciągłej obawie. I prowadzę bloga o dwubiegunówce, który jest dużo mniej popularny niż ten – głównie dlatego, że piszę od święta. Zwykle w okolicach hipo. Ostatnio przestałam palić i mam szczury. Chwilowo jestem względnie stabilna.

Czytaj dalej