Osoby, które uważają, że Boże Narodzenie to Cud, nad którym pochylamy się z Miłością, jednocząc się przy Stole Rodzinnym celem celebracji Dzieciątka Jezus proszone są o zamknięcie tej strony.

A poza tym triggerów jest tyle, że gdybym je liczył na palcach, musiałbym użyć dłoni, stóp i poprosić kogoś o pożyczenie protezy. Więc osoby, które triggeruje aktualny, ahem, okres kalendarzowy RÓWNIEŻ są proszone o zamknięcie tej strony.

Czytaj dalej

Z uwagi na profil mojego bloga – tzn. część, bo ten bałagan nie posiada profilu – dostaję wiele wiadomości od osób cierpiących na różne choroby umysłowe.

Kiedy mówię „wiele”, naprawdę mam to na myśli. Najczęściej jest to depresja i dwubiegunówka, ale trafiają się schorzenia, o których nigdy w życiu nie słyszałem. Często są to – jesteście – ludzie zdesperowani, dla których stanowię, powiedzmy, przedostatnią deskę ratunku. To znaczy chcę wierzyć, że nie ostatnią. Ponieważ nie jestem w stanie Wam/im pomóc.

Nie jestem ekspertem. Nie jestem lekarzem. Nie posiadam wiedzy, której nie zebrałem już w „Dwubiegunówce dla początkujących”. Nie mam żadnego wykształcenia. Przeczytałem bardzo dużo książek o bipolarze i mam, rzecz jasna, własne doświadczenia, ale siłą rzeczy są one ograniczone. Nie mam pojęcia chociażby o tym, jak wygląda system medyczny w Polsce. Tutaj na pierwsze spotkanie z lekarzem czekałem aż sześć tygodni, a potem w kryzysach mogłem się widywać z panią psychiatrką na przykład codziennie. Wszystkie leki opłaca mi ubezpieczenie. (Firma nawiasem mówiąc musi przeklinać dzień, kiedy się do nich przepisałem. W poprzedniej otwarto szampana.)

Czytaj dalej

Na początek disclaimer. No więc otóż postanowiłem, że blog jednak nie zostanie zdezaktywowany (patrz tu), tylko będę pisać notki wtedy, gdy przyjdzie mi na to ochota i pomysł, a nie dlatego, że od paru dni nic nie napisałem i trzeba. Myślę, że zyskamy na tym wszyscy, a Ray And The Husby pozostaje przy życiu chociażby dlatego, że Jos śmieje się przy lekturze, co sprawia mi wielką przyjemność. MPO30 Jos nie czytuje.

Czytam książkę, w której zacytowano artykuł, a konkretnie pytanie: co zrobił(a)byś, gdybyś wiedział(a), że cokolwiek zrobisz, nie wiąże się z żadnym ryzykiem?

Moją pierwszą myślą było, obawiam się, „…”. No dobrze, pierwszą było kupno wielkiego domu na wsi, z kuźnią, ogrodem i wszelkimi szykanami. Jednak artykuł nie wspomina o ryzyku, że zajrzę na konto i zobaczę tam o trzy zera za mało. Prawdopodobnie chodzi jednak o to, że gdybyśmy mogli zrobić wszystko, co jest WYKONALNE i nie wiązałoby się z tym żadne ryzyko, to co byśmy zrobili?

Czytaj dalej