Właściwie nie jest ważne, która opcja zwycięży w dzisiejszym brytyjskim referendum. Uruchomiony został proces, który już się raczej nie zatrzyma – chyba, że nastąpi cud, jakiego nie potrafię przewidzieć. Unia Europejska zmierza ku rozpadowi.

Nie – upadkowi. Nie – „Unii dwóch prędkości”. Przewidziałem to jakieś trzy lata temu, kiedy z Casperem The Friendly Kowalem siedzieliśmy u niego w kanciapie i naprawialiśmy świat. Z tego też powodu zmieniłem obywatelstwo: nie uśmiecha mi się pomysł odesłania do 33 1/3 RP. A te pomysły się pojawią. Nie pamiętam, kto słusznie zauważył, że gdy Polacy mówią „imigranci”, mają na myśli „ciapatych”, a gdy Brytyjczycy mówią „imigranci” mają na myśli Polaków. Według danych z 2015, Polaków było w UK 790 tysięcy, wyprzedzali nieznacznie Hindusi, których było 793 tysiące. Tyle, że Hindusi w Wielkiej Brytanii stanowią rzecz normalną – już w połowie XIX wieku było ich tam czterdzieści tysięcy. Polacy przybywają gromadnie od dwunastu lat, a gdyby mi się chciało szukać dokładniej, z pewnością okazałoby się, że już Hindusów wyprzedzili.

Czytaj dalej

Dzisiaj postanowiłem napisać notkę na temat, który nie wzbudza żadnych kontrowersji i w którym wszyscy się zgadzamy, mianowicie o religii.

Jak wiadomo, nie jestem już od jakiegoś czasu ateistą. W czasach, gdy używałem, ahem, pewnych pomocniczych substancji rozmawiałem z bóstwami osobiście i doszliśmy do różnych przemyśleń.

Moja eks-przyjaciółka i jej mama chodzą do tego samego kościoła. Mama wierzy, że homoseksualizm jest grzechem. Eks-przyjaciółka, którą będziemy dla wygody nazywać Teklą, wierzy, że nie jest. Thor wytłumaczył mi, że każda z nich ma rację. Bóg (lub bogowie) w którego wierzymy jest czymś w rodzaju emanacji i dla każdego z nas jest inny. Ponieważ mama Tekli uważa homoseksualizm za grzech, dopuszczając się stosunku z drugą kobietą zgrzeszyłaby. Tekla – nie. Bóg jest ten sam, ale nie taki sam.

Czytaj dalej

Jestem w trakcie pracy nad nowym klipem. Reżyser, Julian Langham, przyleciał z Londynu. Pierwszego dnia kręciliśmy w domu, drugiego – w klubie (patrz zdjęcie), trzeciego w kuźni.

Bogowie i Boginie. Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo zrobiłem się nieśmiały. Pamiętam koncert w Le Madame, publiczność nie przeszkadzała mi w niczym. Pamiętam późniejszą obronę Le Madame przed komornikiem i kamerę (chyba) TVN wycelowaną we mnie i domagającą się usty dziennikarki komentarza. Pamiętam, gdy zostałem wywołany do tablicy podczas demonstracji koło Zygmunta, gdzie domagaliśmy się związków rejestrowanych – co z tego wyszło wiedzą wszyscy, ale wlazłem na tę scenę i coś powiedziałem bez większych problemów. Hipomania jest boska.

Czytaj dalej

Czuję, że powinienem napisać coś o masakrze w Orlando. Ale nie wiem, co. Zawsze gadam i piszę różne rzeczy z dużym rozmachem, czasami kompletnie nieinteresujące dla wszystkich osób niebędących mną. Tym razem nie mogę wymyślić niczego ciekawego.

Nie mam nic do dodania do tego aktu terroru. O tym, że żona zabójcy twierdzi, że miał dwubiegunówkę, że dzwonił na policję pochwalić się przynależnością do ISIS, czy czym tam, o tym, że Młądzierz Wszehpolsga zareagowała tak, jak się spodziewaliśmy? Że Frump wykorzystał tragedię do chwalenia się, że od dawna chciał wykopać ze Stanów wszystkich muzułmanów? Inni napisali i powiedzieli, lepiej, niż ja bym umiał.

Mój Buniowy znajomy napisał dzisiaj:

My blood is boiling.

Last night, my husband was shot in the head with an air pistol walking home from rehearsal for the show he is doing in Illinois. Apparently, this is a thing: people drive around with air pistols looking for people to shoot – for fun.

I am grateful that it was an air pistol and not a rifle, a shotgun, or an assault weapon.

Czytaj dalej