Kiedy przyglądam się objawom chorobowym PiS, robi mi się naraz smutno, głupio i frustrująco.

Stała narracja brzmiąca mniej więcej tak: „Wszystko jest winą PO, w szczególności Tuska, który zasłużył na karę śmierci, oraz Schetyny wynoszącego brudy na zewnątrz” jest po pierwsze potwornie głupia, po drugie zaś wskazuje, że PiS ma w dupie wszystko, co nie daje mu plusów w sondażach. Tak samo, jak holenderski Geert Wilders, PiS zidentyfikowało wroga (PO, w szczególności Tusk, oraz „drugi sort Polaków” i „elementy animalne”, co w sumie oznacza to samo; KOD, czyli komunistów, Targowicę, etc.) Teraz we wroga wali, nie zwracając kompletnie uwagi na to, jakie są rezultaty. A rezolucja Parlamentu Europejskiego to dopiero początek owych rezultatów.

Czytaj dalej

Dzisiaj, zgodnie z obietnicą, żadnych chorób, samobójstw i polityki (zwłaszcza polityki). Czas na opowieść o miłości i twórczości.

Gdy pierwszy raz wspinałem się po schodach, aby poznać Josa, plan był taki: nieznajomy pan robi kolczugi. Trzy dni później miałem się wybrać na pierwszy kurs kowalstwa, w międzyczasie gotów byłem dowiedzieć się jak najwięcej o pracy z metalem. Poza tym, kolczugi są awesome. Nie przewidywałem wtedy, że ponad cztery lata później będziemy się przygotowywać do ślubu. W ogóle nic nie przewidywałem. W planach było tylko oglądanie kolczug.

(Etsy, model nie jest wliczony w cenę)

Obejrzałem i przymierzyłem kolczugi. Potem Jos zaczął pokazywać mi kolejne prace. Od pluszowych misiów przez gipsowe odlewy, um, członków męskich, skórzane kilty, prace z użyciem szybko twardniejącej żywicy, biżuterii… Moje usta otwierały się coraz szerzej. Zapewne wspominałem już, że intuicja, lub Bogowie, po godzinie znajomości dała głos:

– To TEN.

– Jaki TEN? – spytałem głupio.

– Ten jedyny. Właśnie ten.

Czytaj dalej