Na początek, Krzysztof Janik udziela naprawdę szczerego wywiadu na temat SLD, po którym poparcie tej „partii” powinno spaść do zera.

AGATA KONDZIŃSKA: Lewica jest słaba i podzielona, z jej kadr korzysta PO, a z elektoratu – PiS. Około 20 proc. Polaków deklaruje lewicowe poglądy, a na SLD głosuje poniżej 10 proc. Dlaczego?

A, to zaraz pan Krzysiu pani pokaże.

[…] stawiam ostrożną tezę, że lewica w tej chwili zaczyna się odbudowywać. Te ruchy miejskie rzucające w niektórych miastach wyzwania lokalnym autorytetom. To, co się dzieje wokół portali lewicowych, to, co zaczął Sierakowski i niestety nie skończył.

Nie pamiętam silnego zbliżenia SLD i Krytyki Politycznej. 

– Był czas, kiedy bez SLD Krytyka by nie przetrwała. Nigdy się tym nie chwaliliśmy, bo autentyzm tego środowiska polegał na jego apartyjności.

Nigdy się tym nie chwaliliśmy — pochwalił się skromny Krzysiu.

SLD mówi, że ma stu wójtów, ale ja sam o 300 mogę powiedzieć, że byli moimi kolegami na różnych etapach mojego życia politycznego. 

To jest absolutnie niezaskakujące, Misiu Kamiński może to powiedzieć o jakichś 300 posłach, a Niesiołowski powyżej 400. Misiu nie był jeszcze tylko w Ruchu Palikota, ale to dlatego, że Ruch uformował się niedawno i Misiu nie zdążył.

W naszym kraju nie mamy klasycznego podziału ideowego w systemie partyjnym, nie mamy wyrazistych koncepcji programowych. Każda partia polityczna w Polsce jest obła, posługuje się paroma hasłami, które wywodzą się z rozmaitych systemów ideowych.

Ależ gówno prawda, panie Krzysiu, ja to panu chętnie wyłożę. PiS jest konserwatywną, socjalistyczną, populistyczną lewicą. PO jest oportunistyczną, konserwatywną centroprawicą. RP jest zbieraniną losowych ludzi pod wodzą populisty, który połapał się, że są hasła w Polsce kompletnie niezagospodarowane i próbuje to z różnym powodzeniem robić. PSL jest grupą ludzi, którzy bardzo lubią pieniądze. A SLD? A to nam pan Krzysiu zaraz sam wyzna.

Nawet śmierć generała Jaruzelskiego ujawniła inne podziały. Podziały partyjne. PiS, Nowa Prawica, wszyscy ci młodzi wkurzeni wykorzystali tę śmierć do ataku na obóz władzy. A ten obóz wobec tej śmierci zachował się całkiem przyzwoicie. Atak trwał tydzień albo dwa. To nie są żadne zasadnicze podziały programowe. PiS jest prawicowo-lewicowy, Platforma jest liberalno-socjalno-konserwatywna. SLD jest umiarkowanie konserwatywne światopoglądowo, natomiast umiarkowanie liberalne gospodarczo.

I po to jest ta notka. Chciałbym, żeby państwo sobie to bardzo dokładnie zapamiętali i może zapisali w telefonie, albo co i pamiętali o tym przy wyborach. SLD jest partią KONSERWATYWNĄ światopoglądowo i LIBERALNĄ gospodarczo. To zdaniem pana Janika oznacza słowo „lewica”. Zupełnie się nie dziwię, że „Krytyka Polityczna” nie chwaliła się powiązaniami z taką lewicą. U nas v Holandja się taka lewica nazywa „Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna”.

Poza tym, właśnie śmierć generała Jaruzelskiego ujawniła, że gówno prawda. Obóz władzy, czyli PO, nie był atakowany za bycie obozem władzy, tylko dlatego, że Kaczyński i jego pomagierzy tak długo powtarzają ohydne łgarstwa na temat „komucha Tuska” i Michnika, co wódkę pił z dygnitarzami, a w więzieniu miał luksusy, że dużo ludzi w końcu w te łgarstwa uwierzyło (tak samo, jak dużo ludzi poważnie wierzy, że geje żyją o 20 lat krócej). SLD nie było atakowane, bo się nie liczy, Miller nikogo nie interesuje, natomiast gdyby w chwili Jaruzelskiego był premierem, wycia, gwizdy i ataki dotyczyłyby jego. Jedyne, co zadowoliłoby „polską” „prawicę” w chwili Jaruzelskiego, to trumna z papieru utopiona szambem, na którą premier i prezydent uroczyście oddaliby mocz, podczas gdy kibice paliliby race i wołali „zakaz pedałowania, z Unią precz”.

To na czym polega kłopot SLD? 

– Na tym, że elektorat postpeerelowski, który w pewnym momencie był na tyle silny, że wyniósł SLD do władzy, się podzielił.

Ależ nie, panie Krzysiu, kłopot SLD polega na ludziach takich, jak pan, jak Miller i na tym, że jeszcze nie zapomnieliśmy wam konkordatu. Po tym wywiadzie kłopot będzie polegać też na zdaniu „SLD jest partią konserwatywną światopoglądowo i liberalną gospodarczo”.

Ale czas sobie uświadomić, że SLD jest partią centrolewicową. Jak tak zacznie o sobie myśleć, ma szansę odzyskać elektorat.

Czym się przejawia ta centrowość Sojuszu? 

– Umiarkowanym liberalizmem gospodarczym, umiarkowaną wiarą w interwencjonizm państwa, w jego skuteczność. I tolerancyjnym, bardzo liberalnym stosunkiem do światopoglądu. Choć dla świeckości polskiego społeczeństwa SLD robi dużo więcej niż Palikot, prof. Środa i całe to towarzystwo

W ogóle nikt tyle nie robi co SLD, a w szczególności pan Janik, gdyby nie pan Janik, to już by tu Jezus królował, w Sejmie modlono się o deszcz, Rydzyk miał własną rozgłośnię, Hoser odwoływał niepokornych księży, a w TVP robiono wywiady z uzdrowicielami… eee… przepraszam, zapomniałem, mowa o Polsce… to ja nie wiem, co pan Janik ma na myśli…

Bo spora część hierarchów ma ambicje polityczne. A ci przywiązani do PiS myślą nie tylko o tym, że będą mieć wpływ na władzę, gdy ta partia wygra, ale także o tym, że wtedy Kościół znów stanie się pewną ostoją demokratyzmu. Będzie taką umiarkowaną siłą jak za PRL, która będzie nawoływała do pewnego ładu moralnego, szacunku dla państwa, ale też, by słabych i wykluczonych chronić. 

O tak, Kościół chce się dobrać do władzy po to, żeby móc się stać umiarkowaną siłą, a deklaracje ignorowania prawa ludzkiego na rzecz boskiego to taka odmiana szacunku dla państwa. TO MA SĘS

Inni też chcą do PO. Na czym polega urok tej partii? 

– Na słabości opozycji. Na słabości PiS, które nie ma zrozumiałych pomysłów na Polskę. Oni deprecjonują całą III RP. W 2007 r. PO wygrała wybory na podobnej zasadzie jak kiedyś SLD. Był czas reform, zamieszania i oto pojawia się partia, która powiada: ludzie, damy wam trochę spokoju. I taką rentę wziął SLD w 1993 r. i 2001 r. Taką rentę wzięła PO w 2007 r. Gdyby na początku tej kadencji przeprowadziła kilka dużych reform, to dziś PO mogłaby iść do wyborów pod hasłem: „Damy wam cztery lata stabilizacji, spokoju, oddechu”. Nie mają tego argumentu. Dlatego przegrają te wybory.

Ależ nie. Ja pamiętam wybory w 2001 r. SLD szła po władzę jako alternatywa: jesteśmy prawdziwą lewicą, ukrócimy tych szaleńców z AWS, żadnych Krzaków i Balcerów. Liczyliśmy — ja i moi przyjaciele — na partię, która wprowadzi Polskę do Unii, uczyni ją nowoczesnym państwem, ukróci kościelne ciągoty, pozbędzie się ustawy antyaborcyjnej… Szokiem było dla nas odkrycie, że SLD, który miał prawie połowę głosów w Sejmie, księży zwyczajnie się bał, po wygranych wyborach zaczął realizować program partii opisanej przez pana Krzysia — konserwatywnej obyczajowo i liberalnej gospodarczo. A dodatkowo w ciągu kolejnych lat jasne się stało, że gospodarczo SLD zależało głównie na tym, żeby samo SLD mogło wyjść jak najlepiej na całej sprawie.

PO nie ma już żadnego uroku. PiS to partia, która co jakiś czas przedstawia jakiś tam program, ale nikt nie zwraca na to uwagi, bo dzień później w TV pojawia się Macierewicz, potem Pawłowicz, a na koniec Kaczyński i wszyscy bredzą tak potwornie, że uszy więdną. Z tymi ludźmi żadnego, najsensowniejszego programu nie da się wprowadzić w życie. SLD nie przekroczy 15 procent, dopóki będą tam ludzie pokroju Janika i Millera, a są to ludzie — mówiąc kolokwialnie — przyspawani do stołków i jest to wielkim przekleństwem Polski. O PSL nie będziemy rozmawiać, bo nie ma o czym. W tej chwili na PO głosują wyłącznie ludzie, którzy naprawdę nie są w stanie znieść bredni prezesa, chuchu Millera i całokształtu Krula. Palikot na prezesa partii się nie nadaje, ale ze stanowiska nie zrezygnuje, gdyż jest Palikotem. A polski system betonuje scenę na tyle porządnie, że założenie naprawdę nowej inicjatywy jest okropnie trudne i wymaga wielkich nakładów finansowych — które trzeba mieć.

I będzie rządził PiS? 

– Jestem pesymistą. Myślę, że PiS wygra i co więcej – uda mu się zbudować rząd. Do Sejmu wejdzie Korwin-Mikke i nie wykluczałbym, że podobnie stanie się z Ruchem Narodowym, który być może przyciągnie kolejną generację młodych wkurzonych i na tej zasadzie przekroczy 5 proc.

Nie sądzę, bo to ten sam elektorat, jeśli założyć, że młodych wkurzonych jest 10%, to Krul z 7% oznacza 3% dla RN i odwrotnie. Gorzej, jeśli tych młodych zrobi się 20%.

Dostrzegam też pewne tendencje oportunistyczne w środowisku ruchu ludowego.

LOL, zią, a teraz powiedz coś o tym, że księża czasami lubią przytulić młodych chłopców, a Leszek Miller czasami niechcący powie coś seksistowskiego.

Jak spojrzymy na ostatnie 25 lat, to okaże się, że to jedyna formacja, która trwa, ale której nie przyrasta. Mogą pojawić się opinie, że dla władzy warto odłożyć na bok różne szczytne hasła, zatkać nos i wejść w koalicję.

PSL I SZCZYTNE HASŁA

Panie Krzysiu, pan ostatnio na długo wyjeżdżał, albo co?

Sojusz ma już kandydata na prezydenta? […] Szukałby pan kandydata poza partią? 

– Tak. Jestem przekonany, że Leszek Miller szczerze prowadzi politykę otwarcia.

Och, ileż to dekad już Miller ją prowadzi…

Nowych i młodych jakoś u was nie widać. 

– Tworząc rząd, popełniliśmy błąd. Wtedy trzeba było znaleźć młodych i wciągnąć w struktury. Potem ratowaliśmy się Wojtkiem Olejniczakiem i Grzegorzem Napieralskim. Ale wtedy jeden i drugi za mało umieli. Wojtek był dobrym ministrem, bo to dobry działacz państwowy, ale nie ma nerwu partyjnego. Nie pojedzie, nie napije się, nie ustali kierunków działań. 

O, jak ja lubię, jak ta szczerość starego partyjniaka się ulewa. Wojtek jest dobry, ale nie pojedzie i się nie napije. NIE TO CO JA — w domyśle — JA TO JAK POLEJĘ TO HO HO. Może kandydata na prezydenta SLD szukać w barach? Na Starym Mieście w Warszawie jest takie miejsce, chyba się „Wódka i Zakąska” nazywa, może kandydat już tam siedzi i czeka na pana Krzysia.

Twierdzi pan, że Kaczyński teraz wygra i utworzy rząd. Będziemy mieć rząd zemsty i rozliczeń? 

– Obawiam się, że tak. Nie martwię się o siebie i swoją formację, bo my już rundę po prokuraturach odbyliśmy. PiS nie będzie w stanie opanować odruchu odwetu, bo on ich uwiarygodni w elektoracie. PiS może rozpocząć marsz w kierunku autorytaryzmu. Czy będziemy potrafili postawić temu tamę? Jeśli Kaczyński będzie to robił inteligentnie jak Orbán, to będzie nam szalenie trudno. Obniżenie rangi Trybunału Konstytucyjnego, przesunięcie ciężaru władzy do małego pałacu, to może być robione w rękawiczkach, codziennie po pół centymetra, bo Kaczyński nie jest durniem.

I tu się nie zgodzimy po raz ostatni, ponieważ ja uważam, że Kaczyński miał szansę dostać się do władzy już TYLE razy, że swojej… jak by to, żeby procesu uniknąć… pewnej wiotkości intelektualnej dowiódł. Występ z tabletu i ogólny profesor Gliński; złośliwości wobec Tuska w ostatnich dniach; wyrzucenie Kluzik-Rostkowskiej i ogłoszenie, że wtedy, kiedy po raz pierwszy o mało nie wygrał wyborów, to tylko dlatego, że był na silnych lekach; czy ja naprawdę muszę wymieniać? Kaczyński jest człowiekiem, który ma od dawna ułożony skład rządu, spisaną listę osób do osądzenia i — rzecz jasna — skazania, na pierwszym miejscu jest Tusk, na drugim Komorowski, na trzecim Sikorski i to jest oczywiste, ale wcale bym się nie zakładał, że w którejś tam setce i pana nie ma, panie Krzysiu. A czasu mało. Celem Kaczyńskiego jest wygrana tak wysoka, żeby nie potrzebować koalicji, a potem dobranie się do dupy wszystkim, którzy mu się narazili od przedszkola do dnia dzisiejszego. I nic nie będzie robione w rękawiczkach, bo chodzi o to, żeby wszyscy zobaczyli metaforyczne obcięte głowy na palisadzie.

Miało być i o tatuażach, ale to na drugi rzut już, bo zanudzę szanpaństwa.

Zdj. Sławomir Kamiński, Agencja Gazeta

Tytuł jest oczywiście nastawiony na klikalność, niemniej jednak nie da się tak do końca zaprzeczyć, że rzecznik arcybiskupa Hosera ma rację, kiedy mówi:

– Statystycznie geje żyją 20 lat krócej od heteroseksualistów – przekonywał w czwartek na antenie TVN24 Mateusz Dzieduszycki, rzecznik diecezji warszawsko-praskiej. Nie wyjaśnił skąd ma takie dane. – Opiera się chyba na badaniach dr Paula Camerona, wykluczonego przez amerykańskie środowisko naukowców, który w swoich teoriach przekonywał, że homoseksualiści jedzą fekalia – mówi psycholożka Marta Abramowicz.

Mateusz Dzieduszycki, który w media reprezentuje abp Henryka Hosera, podkreślał, że wynika to z powodu „prowadzenia niezdrowego trybu życia” przez osoby homoseksualne. – Ja im współczuję – podkreślił rzecznik. – Należy tak rządzić życiem społecznym, żeby w ten styl życia nie popadli ludzie, którzy mogą się przed tym uchronić – dodał.

No więc (nigdy nie zaczynaj zdania od no więc) bezproblemowo mogę uwierzyć, że osoby homoseksualne żyją krócej, niż osoby heteroseksualne, chociaż nie byłbym gotów chlapać na prawo i lewo informacją, że akurat o dwadzieścia lat. Oto kilka powodów.

Po pierwsze primo, chronologicznie najpierw jest dzieciństwo i okres szkoły. W szkole dzieci dręczone są za wszystko, za rude włosy, za piegi, okulary, zbyt tanie buty, czasami zaś dręczone są za to, że są „pedałkami” i „lizbijami”. Z uwagi na to, że w tak młodym wieku nawet same dzieci i nastolatki nie wiedzą, jakiej są orientacji („wiedzą” to natomiast ich „koledzy”, często rodzice i nauczyciele) trudno jest o ustalenie, jak duża ilość młodzieży LGTBQ popełnia samobójstwa, ale w 1989 powstał raport pt. „Report of the Secretary’s Task Force on Youth Suicide” w którym stwierdza się, że ilość prób samobójczych wśród dzieci LGTB jest czterokrotnie większa niż wśród heteroseksualnych.

Czternastoletni Ayden Keenan-Olson popełnił samobójstwo w marcu 2013, zostawiając dwa listy opisujące homofobiczne i rasistowskie dręczenie, jakie spotykało go w szkole. Już przedtem, w październiku 2012 próbował się zabić; ponad 20 razy zgłaszał szkole traktowanie, z jakim się spotykał. Bezskutecznie. Podobny los spotkał 14-latka z Rzymu, który był dręczony na różne wyrafinowane sposoby, w tym za pomocą SMS-ów. Taki właśnie niezdrowy tryb życia prowadzą osoby homoseksualne według rzecznika Dzieduszyckiego: rodzą się i są dręczone.

Czy tylko w szkole ma miejsce dręczenie? Ależ skąd. Swoją cegiełkę dorzucił przecież rzecznik Dzieduszycki. Czy tak trudno sobie wyobrazić młodego chłopaka, siedzącego z rodzicami przed telewizorem w małym miasteczku na południu Polski, słuchającego tych słów i boleśnie świadomego, że jest gejem? Czy niewiarygodną jest myśl, że tata chłopaka w tym momencie powie „i słusznie powiedział!”, a mama doda „ja to się tych gejów brzydzę”?

Rzecznik dodał:

„Kościół jest najlepszym miejscem dla homoseksualistów. Kocha ich. Tak jak Jezus Chrystus ich kochał” – stwierdził.

Bardzo to specyficzna miłość. Powiedziałbym, że toksyczna. Kojarzy mi się z rodzicem, który katuje dziecko pasem do krwi, a potem mu mówi, że to z miłości i dla jego dobra i jeszcze mu kiedyś podziękuje. „Ja ci z miłości mówię, że przez ten swój styl życia umrzesz o 20 lat wcześniej”. Jest taki smutny film czeski, „Samotni”, który w Polsce reklamowano jako komedię, bo skoro po czesku to musi być komedia. Pan rzecznik by się tam nieźle wpasował.

Ale ja tu gadu gadu, a przecież nie tylko nastolatki popełniają samobójstwa.

Wycinek z raportu American Psychiatry Association z 2002:

Specifically, the studies find:

  • Higher rates of major depression, generalized anxiety disorder and substance use or dependence in lesbian and gay youth.
  • Higher rates of recurrent major depression among gay men.
  • Higher rates of anxiety, mood and substance use disorders, and suicidal thoughts among people ages 15 to 54 with same-sex partners.
  • Higher use of mental health services in men and women reporting same-sex partners.

[…] The data contradict previous findings that there are no significant differences in the mental health of heterosexuals and LGB people, adds Cochran, who notes she is concerned that these findings may give ammunition to people who want to falsely promulgate the argument that gay people are by nature mentally ill.

[…] In a study that examines possible root causes of mental disorders in LGB people, Cochran and psychologist Vickie M. Mays, PhD, of the University of California, Los Angeles, explored whether ongoing discrimination fuels anxiety, depression and other stress-related mental health problems among LGB people. The authors found strong evidence of a relationship between the two.

Nie trzeba być zawodowym psychiatrą, żeby rozumieć, skąd się bierze związek między zaburzeniami lękowymi, depresją i innymi problemami związanymi ze stresem, a byciem LGTB. Mówię tu rzecz jasna o Polsce, kraju, w którym Artur Zawisza może bezkarnie określać tak naprawdę zupełnie nieważne kogo, ale w tym przypadku Rafalalę mianem „tego czegoś” w programie TV. Przecież to ludzie widzą. W kraj idzie sygnał, że mówienie do osoby wyglądającej niestandardowo „to coś” jest na tyle fajne, że się jest zapraszanym do TV i nie ma problemu. Ba, to Rafalalę oskarża się o przemoc, bo oblała Zawiszę wodą. Ale fajny program! Emocje! Oglądalność! Tylko, że ten program ogląda dużo osób. Heteroseksualne widzą albo „fuj, ohyda” albo „ale zajebiaszczo, chodź Zenek zobacz”. Transseksualne widzą, że politykom wolno je poniżać na wizji.

Słuchałem dawno temu programu w Trujce. Program, we współpracy z Wprost, prowadził Kuba Strzyczkowski, a chodziło mniej więcej o to, że mniejszość homoseksualna się rozpanoszyła, parady organizuje i związków im się zachciewa. Na antenę zadzwonił słuchacz, aby podzielić się refleksją, że nie może już nawet normalnie pedała pobić, bo kary są jak za człowieka. Jak sądzicie, czy czułem wtedy „niepokój, depresję i inne problemy związane ze stresem” czy radość, zrelaksowanie i poczucie, że wszystko gra?

Znowu rzecznik:

[…] widziałem zdjęcia tomografii mózgu, gdzie były pokazane obszary, które są pobudzone elektrycznie w czasie pobudzenia seksualnego u osób hetero- i homoseksualnych. To są inne ośrodki. Pani się może z tego śmiać. Ale to zdjęcia i u osób homoseksualnych to rejony odpowiedzialne za traumę. Dlatego skutecznym leczeniem, pomocą osobom homoseksualnym są metody, które leczą traumy. To działa.

Przyznam, że rzecznik zaskoczył mnie celnością spostrzeżenia. Bo ja po latach mieszkania w Polsce i słuchania Giertychów, Kaczyńskich i innych rzeczników Dzieduszyckich cierpiałem i nadal cierpię na PTSD — post-traumatic stress disorder. Do tej pory na widok grupy młodych mężczyzn kulę się w sobie, przekonany, że zgadną, że jestem gejem i mnie pobiją. Wychodząc z domu zwieram się w sobie i przygotowuję na wulgarne napisy na drzwiach (nigdy nic takiego się nie wydarzyło). Czekam na obelgi, uderzenia, spodziewam się włączyć telewizor i zobaczyć tam Zawiszę. Czy to zdrowy styl życia? Nie — przysparza mi wielu stresów i może skrócić moje życie. Winę ponoszą Dzieduszyccy.

Wracamy do samobójstwa.

The Stonewall 2012 Survey discovered that 3% of gay men and 5% of bisexual men had attempted to take their own life, compared to only 0.4% of men in general. In the 16- to 24-year-old age group, 6% of gay and bisexual men had attempted to take their own life compared to less than 1% of men in general.

There are similar findings for self-harming. 7% of gay and bisexual men had deliberately harmed themselves compared to only 3% of men in general, and in the 16- to 24-year-old age group, 15% of gay and bisexual men had harmed themselves compared to 7% of men in general.

[…] 25 to 60 per cent of gay people seek counselling at some stage in their lives (Source: Counselling Directory). Gay and bisexual men face a higher risk of considering and attempting suicide, and of killing themselves. Mind’s researchers interviewed nearly 3,000 gay and bisexual men between 1996 and 1998. They say that 73 per cent of gay men have experience of stress. In 35 per cent stress was due to their sexual orientation. 21 per cent of the men said they had previously made a plan to kill themselves, 12 per cent had attempted suicide, and a further 8 per cent had considered suicide because of their sexual orientation (Source: Mind).

Dlaczego osoby homoseksualne, zwłaszcza tak młode jak 16-24, tak często próbują się zabić lub zadają sobie krzywdę? Czy to z uwagi na modę na homoseksualizm? Na jego promocję? Na nadmiar przywilejów, którymi się cieszą? Może to dlatego, że chodząc po ulicach w skórzanej uprzęży i z piórkiem w dupie spotykają się z uśmiechami i życzliwymi pozdrowieniami i nie mogą już tego znieść? Może to z nadmiaru miłości, którą obdarza je Kościół, a zwłaszcza najbardziej miłościwy w swej osobie rzecznik abpa Hosera pan Mateusz Dzieduszycki? Któż nie spróbowałby się zabić obdarzony tak wielką miłością i łaską?

Czy mi się chce wymieniać akty przemocy wobec osób LGTBQ? Wrzucać linki do filmików, na których grupa Rosjan kopie uczestnika Pride? Na których człowiek płonie żywcem? (Płonięcie żywcem to zaiste niezdrowy styl życia, panie rzeczniku, ale na szczęście tylko przez kilka-kilkanaście minut.) Nie chce, wybaczcie. Wyznam szczerze, że Dzieduszycki mnie co najwyżej irytuje skrzyżowaniem głupoty z podłością, ale filmiki z aktami przemocy robią mi poważnie źle na moje prywatne traumy. Myślę, że sami sobie znajdziecie, a jak już znajdziecie, to wyślijcie rzecznikowi i spytajcie, co doradzi przedstawionym na nich osobom.

Za obrazek serdecznie dziękuję Ewie. Copyright: natemat.pl

Krytyka Polityczna zwróciła uwagę na zjawisko, które ja odnotowałem na swoim Facebooku, kompletnie nie zauważywszy, że ma miejsce również w mojej głowie:

Poziom wyobcowania jest taki, że większość Polaków przygląda się szybkiej akcji likwidowania przez nie wiadomo kogo demokratycznie wybranego przez nich samych rządu (ten wybór został potwierdzony nie dalej niż 25 maja, w wyborach do Parlamentu Europejskiego, które minimalnie wygrała partia rządząca, a jej przeciwnicy jednak je przegrali), jakby to nie był ich rząd i jakby to nie było ich państwo. Obojętnie, czy akcję zielonych ludzików wobec rządu Tuska – którego efektywność w tej sprawie podobna jest do efektywności rządu w Kijowie w obwodzie donieckim – robiliby niekontrolowani agenci polskich służb obecni lub emerytowani, agenci służb obcych, biznesowi oligarchowie […] większość z nas siedziałaby przed telewizorami rozbawiona, zafascynowana, zaciekawiona (w zależności od tego, jak reagujemy na dobre kino akcji), bo taki zbudowano w III RP przez 25 lat kapitał społeczny, bo taki jest poziom wyalienowania Polaków od własnego państwa.

Chciałbym tu wspomnieć o dwóch wydarzeniach, na które reaguję osobiście.

Po pierwsze primo, uważam, że Hanna Gronkiewicz-Waltz to najlepsza prezydentka Warszawy, jaką kiedykolwiek widziałem. Z jednym drobnym wyjątkiem. Mianowicie takim, że pani Gronkiewicz-Waltz twardo odmawia patronatu Paradzie Równości, tym samym dając dwa sygnały: 1. przenoszę swoje prywatne poglądy na poziom polityczno-publiczny, 2. dla homoseksualistów w Warszawie miejsca nie ma. (Tęcza się tak do końca nie liczy, bo jestem zdania, że HGW sprzeciwia się raczej temu, że usuwają ją kibole, niż popiera jej przesłanie.) Rezultatem tego prostego działania jest to, że kiedy widzę moich znajomych linkujących różne inicjatywy lokalne i zapraszających do ciekawych miejsc w Warszawie, wzdycham ze smutkiem i ignoruję ich — co mnie obchodzi w końcu, czy w mieście nieprzyjaznym mi z zasady uda się zorganizować coś fajnego?

Po drugie primo, z Pochodnych Kofeiny dowiaduję się dla odmiany, że:

Polski USC nie pomoże wziąć ślubu dwóm panom

Urząd stanu cywilnego nie może wydać zaświadczenia Polakowi, że może zawrzeć za granicą małżeństwo z osobą tej samej płci. Brakuje podstaw prawnych.

– Od odmowy urzędu stanu cywilnego w sprawie wydania zaświadczenia przysługuje zainteresowanemu odwołanie do sądu cywilnego, ale już nie do Sądu Najwyższego – to druga konkluzja z zakończonej we wtorek sprawy przed Sądem Najwyższym.

Opowiem najpierw dykteryjkę. Otóż kiedy jechaliśmy z Szacownym Eks-Małżonkiem (miano mylące, bo nigdy nie wzięliśmy ślubu, ale tak go nazywam na blogach od 10 lat i nie będę teraz zmieniać) do Holandii, poproszono nas o zaświadczenie, że pozostajemy w związku. Oczywiście, w Polsce niczego takiego para homoseksualna otrzymać nie może. W związku z tym Holandia poprosiła o zaświadczenie, że obaj jesteśmy stanu wolnego i tu pojawiła się ciekawostka: otóż taki papierek w Polsce podobno nie istnieje. Istnieje zaświadczenie, że jest się zamężną i żonatym, natomiast stan wolny jest rzekomo zakładany domyślnie w przypadku braku zaświadczenia o byciu w związku małżeńskim. Po wściekłym guglu wyczytałem, że zaświadczenia wydawano, ale zaprzestano, bo… pary tej samej płci korzystały z nich, żeby zawierać za granicą małżeństwo…

Polski USC nie tyle „nie pomoże”, polski USC pracuje ciężko nad szkodzeniem, jak to zauważyły Pochodne. W Holandii urzędy służą pomaganiu obywatelom, w co po ośmiu latach ciągle jest mi trudno uwierzyć, bo mam PTSD po Polsce. Urząd skarbowy przysyła listy z informacją, że przejrzał moje papiery i na pewno nie będzie się ich już czepiać, zamiast — jak polski — trzymać mnie w napięciu, bo może 4 lata i 11 miesięcy po fakcie inspektor nagle skontroluje moje wydatki. Urząd pracy przydziela psychologa, darmowe szkolenia, zresztą nie będę zanudzać tym smędzeniem, bo nie o to chodzi. Urzędy polskie, jak widać, 25 lat po upadku komunizmu nadal dopierdalają, bo mogą.

Zjawisko, na które zwraca uwagę Krytyka Polityczna — oglądanie „śmiesznego filmu o Donaldzie w taśmach” — bierze się właśnie stąd. To, że homoseksualiści i ateiści czują się w Polsce obco, wiadomo od dłuższego czasu, ale jak się okazuje nawet biali, heteroseksualni katolicy dystansują się od kraju, który rzekomo noszą w serduszku. PO od lat wygrywa wybory nie dlatego, że wyborcy identyfikują się z partią, tylko po to, żeby nie wygrał ich Polskęzbaw. Teoretycznie najbardziej swój kraj kochają Prawdziwi Polacy, ale oni też nie kochają przecież Polski istniejącej, tylko jakiś dziwni neonazistowski fantom rządzony przez Krula i gromadę łysych. Polskę pod wodzą Tuska postrzegają jako okupowane terytorium pokryte grubą warstwą gejów, komunistów i Żydów. Nie ma czegoś takiego, jak rząd państwa polskiego, jest mniejsze zło rządzące Polską (dziękuję, Kuba).

To, co dzieje się dzisiaj postrzegam jako konsekwencję nieudanego POPiS-u. To wtedy, kiedy nie udało się zawiązać prawicowej koalicji zaczęła się eskalacja wyzwisk, oskarżeń, ataków wszelkimi możliwymi środkami, eskalacja, w której nie ma czegoś takiego, jak oskarżenie zbyt podłe lub bluzg zbyt obrzydliwy. Oskarżenia o zdradę i nawoływania o Trybunał Stanu padają średnio cztery razy w tygodniu. Nawet tragedia smoleńska, w której przecież zginęły osoby ze wszystkich stron polityki, kobiety, mężczyźni, lewica, prawica — została zawłaszczona i wykorzystana do nawalanki na poziomie „to twoja wina, zdrajco Tusku”. Czy można się dziwić, że po iluś latach słuchania i oglądania na co dzień takich spektakli do wyborów europejskich udaje się dwadzieścia kilka procent obywateli? Ja jestem zdziwiony, że poszło aż tyle. A co sam czuję, patrząc na aferę taśmową? Nic. Co mnie obchodzi los rządu Tuska? Polska nie jest moim krajem i nie będzie nim ani za Tuska, ani za Millera, ani za Kaczyńskiego, ani za Korwina, bo polski USC nie ma podstaw, żeby wydać zaświadczenie. Niech mnie polski USC pocałuje w dupę i vice versa, że zacytuję piękny dowcip o Wałęsie.

Zafrapowało mnie, jak różnie można postrzegać kobiecość. O tym, że męskość jest konstruktem bardzo trudnym do zdefiniowania wiem od momentu, kiedy olśniło mnie, że Mike Tyson i Michael Jackson są tej samej płci. Gdyby na planecie Ziemia wylądowali kosmici i porwali te dwa osobniki do badań, mogliby się w ogóle nie zorientować, że to te śmieszne dyndadełka między udami determinują na naszym globie biologiczną płeć. A Michael Jackson przy Conchicie Wurst jest przecież bardzo jednoznacznie zdefiniowany płciowo (no dobrze, był). W odróżnieniu od Prince’a, Janet i Madonny Michael nigdy nie przyglądał się w piosenkach idei biseksualności czy niepewności płciowej.

Austria zaprezentowała kobiecość — płynność — definiowaną w sposób niedefiniujący. Zaskoczyło mnie, że holenderscy komentatorzy również nie mogli się odnieść do Conchity w sposób elegancki. „Mogłaby się zdecydować, czy jest kobietą, czy mężczyzną” jest sformułowaniem, którego spodziewałbym się po niedoszłym europośle Adamku (no dobrze, on by to ujął w sposób jeszcze mniej taktowny). Moją reakcją było pytanie „ale dlaczego miałaby się decydować?” Genitalia Conchity są dla mnie kompletnie nieinteresujące, fascynuje mnie gra z płciowością uprawiana tak dobrze, że ja tak naprawdę nie wiem, czy oglądam kobietę z namalowaną brodą, czy mężczyznę w sukni i z makijażem. Conchita pięknie śpiewa, pięknie wygląda i pięknie się porusza. Jeśli upierałbym się dokonać zero-jedynkowego wyboru, byłaby dla mnie kobietą — dlatego, że kobiety widzę więcej. Ale w Amsterdamie mamy dużo precedensów, od sióstr Hopelezz (trupa drag queens, które nie zawracają sobie głowy goleniem bród i owłosienia na udach) do corocznego święta, przy okazji którego mężczyźni zakładają suknie, wypychają sobie biustonosze papierem toaletowym i paradują po ulicach w charakterze np. brodatej Heidi lub niedźwiedziowatej Pippi Langstrump. Dzień ten w ogóle nie ma podtekstu LGTB — jest to święto, które wywodzi się z czasów chłopstwa, które nie miało środków finansowych na parady w stylu brazylijskim, ale zawsze można sobie było pozwolić na podebranie żonie przydużej spódnicy i urżnąć się na wesoło.

Polska tymczasem zaprezentowała się tak: cztery „folkowe” tancerki w strojach ludowych plus dwie panie, które ciężko określić mianem czegoś innego niż szczucie cycem. Jedna z nich „prała na tarze”, druga zaś „ubijała masło”. Obie te czynności służyły wyłącznie temu, żeby kamera mogła robić zbliżenia na ogromne piersi. Kobiecość polska nie pozostawia złudzeń, czym jest: cycami. Gdyby ktoś jeszcze nie zrozumiał, dla pewności piosenka posiada tekst:

My Słowianie wiemy, jak nasze na nas działa,
lubimy, jak poruszasz tym, co mama w genach dała.
To jest ta gorąca krew! To jest nasz słowiański zew!
My Słowianki wiemy, jak użyć mowy ciała.
Wiemy, jak poruszać tym, co mama w genach dała.
To jest ta słowiańska krew! To jest ta uroda i wdzięk!

Mamy to, czego nie ma nikt inny.
Cenimy ten naturalny kształt.
Wódeczka lepsza niż whisky i giny.
Najlepsze u nas, cokolwiek byś chciał.
My na swojskiej śmietanie chowane,
Delikatne, rumiane jak chleb.
Nie ma lepszych od naszych Słowianek,
Ten, kto widział i próbował, ten wie!

Nasze, polskie kształty są naturalne, jak wódeczka i śmietana, służą do poruszania nimi (aż dwa razy w ciągu czterech linijek refrenu), a Słowianek należy próbować.

W genach mamy to, czego nie ma nikt inny,
Zjeżdżają do nas z wielu świata stron.
Tu dobra wódka i dobre dziewczyny,
Szukaj u nas idealnych żon.

Maciek Kurzyk pokusił się o zestawienie polskich gratulacji dla Conchity, wrzuconych na jej Facebooka (po prawej, znalezione na Trzyczęściowym Garniturze). Nasz swojski skansen nie zawiódł, wysyłając austriacką piękność do gazu i pytając „czym ty kurwa jesteś”. Być może interesujące byłoby napisanie piosenki „My Słowianie II”, w której polscy mężczyźni mogliby opisać swoje poglądy na temat kobiet niewystarczająco kobiecych, babochłopów i pedałów? Na Eurowizji taki przebój miałby wielkie szanse, szczególnie u Rosjan, Białorusinów i Ormian, domagających się… usunięcia występu Conchity Wurst z transmisji. Ich męskość jest tak wątła, że sam fakt ujrzenia osoby z brodą ubranej w suknię może ją z hukiem zawalić. My, Słowianie wiemy, co się liczy: wódka, śmietana i idealne żony. Z cycem.

Tym właśnie sposobem Conchita Wurst stanie się przedmiotem politycznych targów. Czy Rosja da jej choć jeden punkt? To, że 80% widowni Eurowizji stanowią geje, wiadomo od dawna, ale czy rosyjskiemu jury przejdą przez gardło słowa, powiedzmy, „eight points — Austria”? Ciekawe będzie też, choć z innych powodów, to, ile punktów dadzą sobie nawzajem Rosja i Ukraina. Czy w powodzi głosów z serii „my, Turcy w Niemczech głosujemy na Turcję, a my — Grecy — dla odmiany na Maltę” ktokolwiek w ogóle przejmie się muzyką? Bo pomijając cyc i brodę, między Polską, a Austrią widnieje ziejąca przepaść. Polacy wysłali na Eurowizję disco polo o wódce i dupencjach. Austriacy — cudownie zaśpiewany utwór o zacięciu dramatycznym godnym tematu do Bonda. A może na całym tym zamieszaniu wygra typowany na zwycięzcę Węgier, lub rumuńska śpiewaczka z niewiarygodną skalą i kontrolą oddechu? Ja mogę głosować zarówno na Polskę, jak i Austrię, ale dziwnie jestem spokojny, że występ finałowy nie wpłynie na mojego faworyta, nawet, jeśli Polki sięgną cycami do podłogi.