Alternatywne tytuły brzmiały:
„2017”
„Z nowym srokiem”
„E tam”
„Też mi zmiana”
Dopiero wczoraj, już po fakcie, udało mi się pozbyć niemożliwości powiedzenia „hepi niu jer”. Nikt nie zauważył, że po angielsku mówiłem „happy new” a po polsku „szczęśliwego”. Po stratach, których doznałem w 2016 – mam na ich temat bardzo smutną notkę w draftach i gdybym chciał, żebyście się wszyscy popłakali, to ją zamieszczę – trudno mi uwierzyć, że od zmiany jednej cyferki w kalendarzu nagle nastąpi BUM TARARA i świat stanie się lepszym miejscem, wojny zakończą, George Michael i Carrie Fisher wrócą do życia, a poza tym…
No, a poza tym niestety już wiem kilka rzeczy, które przyniesie mi 2017 i nie wszystkie są fajne.



