Ostatnie dni spędziłem głównie na pilnowaniu samego siebie, żeby nie żyć w przyszłości. Mam tendencję do zapominania, że znajduję się w czasie teraźniejszym. Siedząc przy ognisku myślę, że jutro nie będę przy nim siedzieć; robiąc zdjęcia przy wodospadzie melancholijnie wzdycham, że w Amsterdamie nie zobaczę niczego podobnego. Jak mawia Eugenia, jeśli jedną nogą stoję w przeszłości, a drugą w przyszłości, sikam na dzień dzisiejszy. Od jakiegoś czasu powoli uczę się tego unikać. I wiecie co? Jeśli akurat nie czuję się zbyt źle, żeby widzieć światełko w tunelu, to działa. Tak więc tęsknić zacząłem dopiero wtedy, gdy wsiedliśmy do samochodu gospodarza i ruszyliśmy w ostatnią podróż spaghetti.
Kategoria: Autobiografia
Notatki z podróży – Francja (II)
Resztę urodzin spędziłem równie przyjemnie, mianowicie pozwolono mi rozpalić ognisko.
Miejsce niespecjalnie się do tego nadaje, ponieważ jest prawie w całości zadrzewione, fragmenty niezadrzewione są zaś wysypane białym żwirkiem, który po moich zabiegach przestałby być biały. Gospodarstwo ma kominek, ale zdecydowanie za mały na moje potrzeby, służy zdaje się do grzania, a nie oglądania. Jednak okazało się, że na miejscu jest wielki, stary grill, z którego da się zdjąć pokrywę. Dobroczyńca wydawał się nieco spłoszony, po czym wyszło na jaw, że spodziewał się, że rozpalę ogień na przykład dziesięciometrowy. Co prawda palnik gazowy i zamykana koza nie zaspokajają moich potrzeb, ale grill o metrowej średnicy już tak, więc miły człowiek szybko się odstresował. Ja zaś w pewnym momencie spojrzałem w górę i przypomniałem sobie, że gwiazdy poza miastem są z innej planety.
(Bardzo mi przykro, że nie mogę tu dodać zdjęcia…)
Notatki z podróży – Francja (I)
Od redakcji: to będzie miało około dwustu części i pozostałe ciągle potrzebują kombinowania, dlatego redakcja jest tak potwornie spóźniona. Ale wcale jej nie wstyd, bo teraz redakcja siedzi z herbatą i wybiera zdjęcia i jest to bardzo miłe uczucie. Oby go redakcji starczyło na jak najdłużej.
*
Znajdujemy się w tej chwili na południu Francji. Aby tam przybyć, udaliśmy się samolotem linii Transavia do Gerony w Hiszpanii, po czym przebyliśmy przerażającą podróż samochodem, ale o tym za chwilę, bo najpierw przejadę się po linii lotniczej.
Nie wiem, kto konkretnie uznał, że w samolocie tej wielkości zmieści się tyle siedzeń. Pamiętam, jak we „Wszyscy Jesteśmy Podejrzani” testowano niezbędną w kuchni ilość miejsca za pomocą proszenia Moniki, żeby się schyliła, bo była najgrubsza w biurze. Transavia użyła zapewne dzieci, osób nieposiadających nóg, tudzież drobnych Azjatek. W rezultacie zeżarłem w samolocie wszystkie posiadane leki przeciwbólowe, dziękując Bogom, że zapakowałem sobie porcję na trzy dni, usiłowałem podkładać sobie poduszkę pod wszystkie części pleców, pod karkiem umieściłem zwiniętą koszulę, a kolana wbijały mi się w siedzenie z przodu. Ponieważ w poprzednich dniach udało mi się zejść do połówki tramalu, zjedzenie dwóch i poprawienie naproxenem spowodowało problemy żołądkowe, a plecy bolą mnie nadal, za co serdecznie dziękuję Transavii i trzymam kciuki za ich szybkie bankructwo. Ku mojemu wielkiemu smutkowi linia ta obchodzi właśnie piętnaste lub pięćdziesiąte urodziny, wszystko jedno które, w każdym razie wygląda na to, że pogrzeb jeszcze nie nastąpi.
Wściekle szczęśliwy cz. II, lub jak nie popełnić samobójstwa szybko i skutecznie
W dzisiejszym odcinku triggery – akapit kursywą – po kliknięciu „czytaj dalej”. Ale po akapicie jest znowu fajnie.
Moja lekarka potwierdziła profesjonalnie, że nie mam manii. To tak dla osób, które czytając poprzedni post uśmiechały się ze współczuciem i zrozumieniem. W byciu wściekle szczęśliwym chodzi właśnie o to, żeby nie mieć (hipo)manii, ale zachowywać się, jakbym miał. Snuć plany bez zainteresowania rzeczywistością. Co z tego, że nie stać nas na wycieczkę na Islandię? Kiedyś nas będzie stać, może za miesiąc, a może za osiem lat. A Islandia ciągle tam będzie, chyba, że Trump czy inny Kim wciśnie guziczek, ale wtedy nasze problemy skończą się bezpowrotnie i też w sumie będzie spoko.
Ciekaw byłem, jak będzie mi iść spełnianie postanowienia, kiedy nadejdzie depresja. No i wczoraj nadeszła. Wykopano mi spod nóg stołek, pętla się zacisnęła i poczułem się zagubiony, odrzucony, pusty, zdradzony – przez samego siebie bardziej, niż innych. Zwątpienie zostało utrwalone przez myśli, które depresja tak lubi serwować: jesteś oszustem, symulantem, wymyślasz sobie to wszystko, szukasz atencji (czemu ta myśl pojawia się, kiedy jestem sam?) i tak dalej. No i myśli samobójcze SPRÓBOWAŁY się pojawić. Niewiele im z tego wyszło.




