Zapytałem na Buniu, o czym mam pisać książkę: o dziewczynie z borderline, o depresji, czy o Islandii. Wyszło, że o Islandii, więc zacząłem research.

Po pierwsze primo, natrafiłem na problem czasowy. Z tego, co na razie przeczytałem wynika, że Islandia mniej więcej do 1900 roku składała się głównie z torfu, darni i brudu. Nie w tej kolejności. Zamajaczyły mi bardzo podniecające wizje opisywania ludzi tak pokrytych brudem, że nie da się powiedzieć, jakiej są rasy. W książce historycznej, którą czytam autor cytuje autobiografię, wedle której podłoga była tak pokryta brudem, że nie dało się powiedzieć, z czego jest zrobiona. Co również uznałem za wielce interesujące, niemniej jednak książka NIE powinna być o tym, że ludzie są pokryci grubą warstwą wszy i mieszkają w domach zrobionych ze spleśniałej darni. Jak wiadomo, czytelnik powinien identyfikować się z bohaterem, nie wiem, czy moi ukochani czytelnicy będą się umieli identyfikować z człowiekiem, który myje się raz w roku, a ubrania pierze w specjalnie do tego celu zbieranym moczu. (W poprzednim zdaniu nie ma ani literówki, ani autokorekty.)

Czytaj dalej

…bo dawno nie pisałem.

Po pierwsze primo, jakiś czas temu – zapomniałem już, ile – wyniosłem się z Bunia. Założyłem nowe konto, na którym mam 7 znajomych i dostęp do funpagów. Chodziło o to, że zmęczyły mnie posty o Frumpie, o Kaczyńskim, o terrorystach, o śmierci, kłótnie polityczne… Co prawda mój bąbelek FB składa się głównie ze zdziczałych lewaków, ale co jakiś czas niebacznie zaglądałem w komentarze. Najpierw wdawałem się w dyskusje, potem zacząłem blokować, w końcu zdecydowałem, że nie muszę tego czytać. Aktualnie w moim feedzie pojawiają się kotki, brodacze, Wikingowie (oraz brodaci Wikingowie) i posty z Buzzfeeda typu „18 najśmieszniejszych piesków, które koniecznie musisz zobaczyć”. Jest mi z tym bardzo dobrze.

Drugim powodem opuszczenia Bunia było wycofywanie się z jednego z moich leków z uwagi na nieakceptowalne efekty uboczne. (Dla kumatych, seroquel/kwetiapina spowodował u mnie dyskinezę późną, co dało się znieść, póki mieściła się w ustach, trudniej było zasnąć, gdy bez przerwy mrugałem, a kiedy zaczęło mi bez przerwy skakać ramię wybrałem się do lekarki i powiedziałem, że jeśli tego nie usunie, to ja się usunę z padołu…) Okres, w którym co trzy dni zmniejszaliśmy dawkę był, powiedzmy, trudny. Nie mogłem znieść dobijania się śmiercią i polityką. Niech świat robi, co chce, ja wysiadam.

Plan był taki, żeby wrócić, kiedy zrobi się lepiej. Zrobiło się lepiej, ale odkryłem, że nie brakuje mi śmierci i polityki. Jeśli poczuję gwałtowną chęć czytania o Frumpie, mogę sobie otworzyć Huffington Post, a gdy chcica zmusi mnie do zapoznawania się z posunięciami Prezesa, czeka na mnie gazeta.pl. Czytam Politykę, bo lubię, dowiaduję się z niej wystarczająco wiele o papieżu i islamistach. Nie muszę się wdawać w dyskusje z osobami, które nie są rasistami, bo mają beżowych znajomych, ALE. Już jakiś czas temu nauczyłem się nie czytać komentarzy pod artykułami, po prostu nie zjeżdżam tak daleko myszką, chyba, że trzeba potrollować. Uświadomiłem sobie, że komentarze w internecie mogą wrzucać trzynastolatki, wynajęci „marketingowcy” i sami politycy (pozdrawiam posła Sasina!). Mój głód informacji znacząco spadł i nie muszę koniecznie się dowiadywać, co na temat muzułmanów ma do powiedzenia ruchadłoleśne czy inna malwina94.

Z uwagi na to, że odstawiłem Bunia wzrosła mi ilość wolnego czasu, którego i tak mam dużo, bo nie chodzę do kuźni (po pierwsze ból pleców, który trwa już prawie rok, po drugie Casper The Friendly Kowal jest na urlopie). Spędzam go na graniu w MUDa, co ostatnio robiłem 20 lat temu. Jako jednostka aspołeczna chciałem go sobie postawić na domowym komputerze, ale na Macu jest to niemal niemożliwe, więc znalazłem sobie mało uczęszczanego i morduję trolle, błotka i inne ptaszki. (Twoje ciachnięcie * * WORPALIZUJE * * Ptaszek! Ptaszek is DEAD!!!! Ucho ptaszek spada na ziemię. Uzyskałeś 468xp!) Za sobą pozostawiam krew, wnętrzności, uszka i niepotrzebne 20 mieczy uzyskanych przez wymordowanie całego Camelotu. Śmierć wyświetlana kolorowym tekstem w terminalu jakoś mnie nie rusza.

Nie wiem, czy wrócę do dawnego konta. Możliwe, że nie. Z jednej strony brakuje mi trochę kontaktu z niektórymi miłymi osobami, z drugiej mój introwertyzm wypoczywa i jest bardzo zadowolony z życia. Może kiedyś.

*

Po drugie primo, Jos rozpoczyna w przyszłym tygodniu naukę języka polskiego. Na razie zamiast „mężu” mówi „mąciu”, co jest urocze, ale z moją mamą się w ten sposób nie dogada. W ramach wymiany będziemy w domu rozmawiać wyłącznie po niderlandzku, więc będzie nas obu boleć. Machniom.

Przez to zacząłem się zastanawiać nad językiem.

Czemu mówi się „przebierać jak w ulęgałkach”? Sprawdziłem, bo zdawało mi się, że są to śliwki. Okazało się, że gruszki. Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu widziałem ulęgałkę, ale jeśli chodzi o przebieranie, czynię to głównie z pomidorami. Rozumiem, że to jakiś archaizm, możecie się śmiać, ale ja to będę musiał wytłumaczyć Holendrowi…

Czemu mówi się „unikać jak ognia”? Do ognia mnie ciągnie, im większy, tym bardziej – jestem piromanem pasywnym, niczego nie podpalam, ale kiedy się już pali, muszę to koniecznie obejrzeć z bliska. W kuźni rzecz jasna używam ognia jako narzędzia, ciągnie mnie tym bardziej. W domu używamy ognia do podgrzewania potraw, nie kręci mnie to specjalnie, bo po pierwsze boję się gazu, a po drugie phi, taki ogień, ale o ile wiem większość osób podgrzewa różne rzeczy. Unikanie ognia spowodowałoby konieczność jedzenia wyłącznie potraw z grilla elektrycznego i mikrofali, co poniekąd robię, bo ostatnio żywię się kurczakiem z grilla i brokułami na parze, ale czasami mam ochotę np. na jajko. Surowych jajek jeszcze nie jem, a co robi jajko włożone do mikrofali to sobie możecie sami sprawdzić.

Czemu „zamek” odmienia się inaczej w zależności od tego, czy jest w drzwiach, w zamku czy w spodniach? Obiekt nieożywiony, płeć męska, o co kaman? Czemu mówi się „zamka błyskawicznego” ale „zamku w Krakowie”? Wydaje mi się, że to najgorszy wyraz w języku polskim, jeśli chodzi o odmianę.

Dlaczego w ostatnich latach zadomowiło się w polszczyźnie określenie „Office od Microsoftu”? Jeśli od, to spodziewam się, że jest darmowe i zapakowane w ładne pudełko ze wstążeczką.

Dlaczego w Polityce nie używają żeńskich końcówek? O ile „prezydentka” może się komuś wydać kontrowersyjna, o tyle „archeolożka” czy „psycholożka” wydają mi się raczej normalne i czytanie o „psycholog Milskiej-Wrzosińskiej” powoduje u mnie przemożne wrażenie, że ktoś jest w trakcie zmiany płci. (Milska-Wrzosińska powoduje u mnie w ogóle różne dziwne doznania, ale to inny temat…) W rezultacie będę musiał Holendrowi tłumaczyć zawiłości polityki językowej, na co w ogóle nie mam ochoty – na szczęście zanim od „dziem dobry” przejdziemy do „reżyserki” minie jeszcze trochę czasu i możliwe, że najpierw z wrzaskiem odmówi dalszych usług.

„Nie wywołuj wilka z lasu” również wzbudza we mnie mieszane uczucia, bo nie słyszałem jeszcze, żeby jakiś wilk przybywał na wołanie. Z wyjątkiem, rzecz jasna, „Gry o tron”.

„Bez dwóch zdań” i „zwierzę ci się” pominę wymownym milczeniem…

Myślałem nad tą notką w drodze do IKEA, a tu nagle WTEM!!! w drodze powrotnej ujrzałem niesamowicie seksownego faceta, który dostarczył mi dodatkowego materiału.

Przystrzyżony, brodaty, na oko w moim wieku mężczyzna był wytatuowany bardziej, niż ja (to jest pewne osiągnięcie), miał w nosie kolczyk, w uszach obowiązkowe tunele plus dodatkowe kółeczka, na sobie t-shirt z napisem „Uncle Al for President”, skórzane ciężkie buciory do kolan z pasami, suwakami ORAZ sznurowadłami (które zaplótł sobie w warkoczyk, bo czemu nie), czarną spódnicę, słuchawki Beats. Do tego paznokcie pomalowane na czarno. Przez całą drogę nie zdejmował też ciemnych okularów. Wszystko było w tonacji czarno-czerwono-szarej. Nie zwracał na niego uwagi nikt oprócz mnie, ponieważ 1) siedziałem naprzeciw i 2) starałem się nie ślinić zbyt wyraźnie, chociaż myśl o zapachu jego skarpetek (w Amsterdamie z lekkim miesięcznym opóźnieniem zaczęło się lato) przerażała. Nie odważyłem się zrobić zdjęcia, wszystko skrzętnie zapisałem. Dodatkowo postanowiłem nosić kilt i buty jarla częściej.

Czytaj dalej

Czyli lekach na choroby umysłu.

Aby uzasadnić cięcia brytyjskich rent eks-rząd Camerona malował brytyjskim podatnikom obraz, zgodnie z którym osoby chore umysłowo w rzeczywistości są leniwymi, otyłymi słoniami, przemieszczającymi się wyłącznie między toaletą, kuchnią i kanapą, na której oglądają reality szoły o Mojej Wrednej Szesnastoletniej Narzeczonej W Ciąży. Nie mam źródła, bo słuchałem tego od rozzłoszczonej przyjaciółki, ale w telewizji (którą rzeczywiście oglądała) wygłaszano w tym czasie androny o tym, że gdy my, prawdziwi Brytyjczycy, udajemy się do pracy, oni, wysysacze socjalu mają zasłonięte zasłony, czyli śpią, czyli pasożytują NA NAS.

Czytaj dalej