Chcę powiązać dwa bardzo odmienne tematy, ale nie mają ze sobą nic wspólnego, więc kręcę z tytułem.

No więęęc z filmowaniem klipu „Is That All There Is?” było więcej pracy, niż wygląda. Modelem z różą oczywiście nie jestem ja, mnie można poznać po tym, że produkuję metalowe serducho. Powiedziałbym, że do nabycia, ale chwilowo nie bywam, więc do nabycia wkrótce – mam nadzieję.

Zanim Julian (reżyser) przybył do nas z kamerą i różnymi przedmiotami, których nazw nie znam w żadnym języku, zapytał najpierw:

– Czy będziesz się dobrze czuł?

Bilety rezerwował półtora miesiąca wcześniej. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że będę się czuł dobrze, alibo nie, ale dowiemy się tego w dniu jego przyjazdu. Zarezerwował więc. Od razu powiem, że czułem się dobrze przez całe trzy dni i ogólnie pod tym kątem nie wydarzyło się zupełnie nic.

Czytaj dalej

Wrzuciłem na Bunia ten oto uroczy tekst:

Duszpasterze uświadamiają, że tatuaż, choć kojarzy się dziś z dobrą zabawą i stanowi o samodzielności, jest profanacją świątyni Ducha Świętego, jaką jest ludzkie ciało. Zrobienie go to zgoda, by szatan postawił swoją pieczęć.

[…] Największe ryzyko niosą ozdoby, które symbolizują diabła, a więc węże czy smoki. Wielu egzorcystów ma twierdzić, że tatuaż powoduje mocne zniewolenie i opętanie. Jedyną możliwością uzdrowienia jest usunięcie go, szczera spowiedź i modlitewne wsparcie kapłana.

Cóż. Usunięcie zajęłoby mi bardzo dużo czasu, wymagałoby wagonu pieniędzy i zapewne przekroczyłoby nawet moją odporność na ból, więc jest jakby za późno. Ale Magdalena (cześć, dzięki!) napisała mi taki komentarz:

miałam nadzieję, że poważny wpis o tatuażach – dlaczego je masz, jaki mają sens, czy warto się wytatuować …

Bardzo proszę, oto wpis. Czegóż nie zrobię dla moich czytelników!

Czytaj dalej

Generalnie rzecz biorąc, to niespecjalnie korzystam z otwartości naszego związku, ponieważ Jos wyrobił we mnie niezwykle wysokie standardy i mało kto się załapuje. (Poza tym bolą mnie plecy.) Raz na trzy miesiące zagląda towarzysz Gierek, poza tym nawet nie chce mi się zaglądać na portale randkowe. Ponieważ…

Po pierwsze primo, wymagam od potencjalnej randki poczucia humoru i inteligencji. Zdaję sobie sprawę, że chodzi o seks, a nie rozwiązywanie krzyżówek i zapewnianie sobie rozrywki na wysokim poziomie. Niemniej jednak uważam, że seks jest śmieszny i porażająco poważne podejście doń zupełnie mnie nie kręci. Zawsze się coś wyleje, pobrudzi, zaplami, zostawi zadrapanie lub siniaka w zupełnie niewłaściwym miejscu i chcę móc się z tego śmiać, a nie robić wielką psychodramę w trzech aktach pt. „Co Ja Teraz Zrobię”.

Inteligencja jest potrzebna, ponieważ mam alergię na profile zawierające informację „nie wiem, co tu napisać, pytaj” oraz wiadomości o treści „hi sexy”. Naprawdę? Mój profil (aktualnie nieaktywny, ale to inna sprawa) zawiera mnóstwo interesujących faktów o mnie, można zacząć chociażby od „wow, ciekawy zawód”, „masz świetny gust muzyczny”, albo, blisko dna już, „świetna broda”. „Hi sexy”? Czuję się wyróżniony niezwykłym wysiłkiem, jaki musiało sprawić napisanie tych słów. Co można odpisać? „Yes, I know”? O co mogę spytać osobę, która podaje mi informację „nie wiem, co tu napisać”? Hej, czy nie wiedziałeś, co tu napisać? „How are you?” może się wydawać otwarciem konwersacji, ale takie otwarcie w rzeczywistości ją kończy, bo wychodzi – „How are you?” „I’m good, thanks, you?” „I’m fine.” Po czym zapada cisza, przepastna jak pustka w czaszce osobnika nagabującego mnie o moje samopoczucie.

Czytaj dalej