Będąc młodym (?) blogerem, przyszedł do mnie e-mail po gumnie od czytelniczki, która walczy z depresją. Wyłożyłem jej swoje postrzeganie paskudy: otóż dla mnie depresja to demon, który wprowadził nam się do głowy, rozsiadł wygodnie, rozłożył odnóża i zaczął srać czarnym atramentem. Od atramentu jest nam źle i nas boli, a tym bólem żywi się demon. I tak będzie siedział, póki go nie wykurzymy, sam sobie na pewno nie pójdzie i nie ma co o tym marzyć.

Czytelniczka przyznała, że brzmi to znajomo, ale ona swojego demona nazywa „głosik”. I przyznam, że bardzo mi się spodobało. Bo demon brzmi przerażająco, a głosik niezbyt. A tak naprawdę w dużym stopniu od nas zależy, czy pozwolimy głosikowi urosnąć do demona, ja w 2004 pozwoliłem i w rezultacie o mało się nie usunąłem z padołu, bo demon przekonał mnie, że to już dno dna, lepiej nie będzie nigdy, żaden lekarz mi nie pomoże… i wtedy głosik, którym była pozostała część mnie, pisnął „lekarz! może jednak lekarza!” i dzięki temu (oraz Radkowi, który zabrał mnie na zakupy do 24-godzinnego hipermarketu) jestem na świecie w roku 2016.

Głosik mówi na przykład tak:

Czytaj dalej

Pisałem już o tym dwa razy (1, 2) ale mam znów coś do dodania, zwłaszcza, że mnie zapytano.

Jak wspominałem, w Holandii nie ma medycyny prywatnej. To znaczy w zasadzie jest, ale korzysta z niej bardzo niewiele ludzi, bo różni się tylko tym, że trzeba za nią płacić samemu. Z nieznanych mi powodów prywatne są wyłącznie gabinety dentystyczne, podstawowe ubezpieczenie ich nie refunduje i nie znam odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak jest. (W tym roku jestem bogaty i wykupiłem sobie refundację 75% kosztów za 11 euro miesięcznie.)

Najdłuższy okres, przez jaki musiałem czekać na jakąś usługę, wyniósł dwa miesiące i był to niestety okres wakacyjny. Przenosiłem się z jednego szpitala z kiepskim oddziałem psychiatrycznym do drugiego ze specjalistami od dwubiegunówki i list od jednego do drugiego szpitala gdzieś zaginął. W końcu „stary” lekarz zirytował się i zaczął wydzwaniać, list się znalazł i jestem pacjentem nowego szpitala. Oczekiwanie na wizytę trwa w zasadzie tyle, ile sam uważam za odpowiednie, jeśli mam kryzys, jak ostatnio, mogę widywać terapeutkę trzy razy w tygodniu (bo pracuje trzy dni w tygodniu), w razie potrzeby mogę mieć dwoje terapeutów i widywać ich codziennie. Na koniec wizyty terapeutka pyta „to za ile się umawiamy?” i dopasowuje kalendarz do mojej odpowiedzi.

Czytaj dalej

Dzisiaj post gościnny autorstwa Abe, autorki bloga SilesYoga. Dziękuję serdecznie, a czytelnikom – smacznego!

*

Na dzisiejszej lekcji dowiemy się od guru Grze… przepraszam, od samotnego Mateusza, jak ciężko jest być milionerem, a także powtórzymy sobie historię i filozofię Nietzschego. Proszę sobie przygotować wiaderko na wy… na zazdrość, chyba że ktoś z Was akurat jest milionerem, wtedy możecie przygotować chusteczkę haftowaną i ocierać łezki.

Mateusz jest gu… Mateusz mówi, jak żyć i co robisz źle, a w swojej ostatniej notce ostrzega też, co nas czeka, kiedy już przejrzymy na oczy i zostaniemy milionerami. Nie jest to taka droga usłana różami, wiecie. Powszechnie przecież wiadomo, że garb robi się człowiekowi od noszenia worków z pieniędzmi.

Czytaj dalej

Zakładam, że tak się tłumaczy „neomasculinity” i od razu zawiadamiam, że będę pisać „neo”, bo nie chce mi się marnować literek. Nie będę też do niczego linkować i z premedytacją zniekształcam nazwisko pana, ponieważ wygląda mi na takiego, który fapuje do wzmianek o sobie w Google Alerts.

NO WIĘC. Ktoś, kto podpisuje się Róż Wi, tłumaczy nam:

Neo łączy tradycyjne poglądy, męskość i biologię zwierząt w jeden system ideologiczny. Celem neo jest pomoc mężczyznom żyjącym w Uzachodnionych krajach [nations], w których brak jakości takich, jak klasyczna cnota, męskość u samców, kobiecość u samic, oraz obiektywność, szczególnie dotycząca ideałów urody i ludzkiego zachowania. Działa również jako antidotum dla samców, którzy są programowani do akceptowania Zachodniej degeneracji, bezmyślnego konsumeryzmu oraz niemoralnej autorytarności rządowej [pisze state, zakładam, że nie ma na myśli stanowej]. Celem tego artykułu jest stworzenie listy i opisów pryncypalnych doktryn neo.

Ileż w tym jednym paragrafie jest bulszitu. Zacznijmy od obiektywności ideałów urody. Kto jest obiektywny w ocenianiu ideałów urody? Oczywiście Róż Wi.

Kobieca uroda jest wysoce obiektywna i może być wiarygodnie zmierzona wśród różnych kultur w dwa podstawowe sposoby: pomiary ciała oraz symetria twarzy.

Co ogromnie mnie zaskakuje, Róż Wi nie popełnił rozdziału o wiarygodnym i obiektywnym ocenianiu urody męskiej. Mężczyźni mają za zadanie podnosić ciężary, przedstawiać sobą cnoty (o tym za chwilę) oraz rozwijać się.

Mężczyźni […] podświadomie uznają dużą część kobiecej atrakcyjności za bazującą na jej zdolności do rozmnażania, a tej przykładem jest regularnie prezentowana figura klepsydry z ratio 0.7 pas-do-bioder. Podczas gdy pewne aspekty smaku urody mogą zmieniać się z latami, jak np. kolor włosów lub wypełnienie ust, ratio 0.7 pas-do-bioder prowadzi do najlepszego biologicznego funkcjonowania dla rozmnażania, tak więc będzie uznawane za najbardziej atrakcyjne przez płodnych mężczyzn.

Dobra, znudził mi się ten bulszit. Nie chce mi się nawet wstawiać obrazów Rubensa. Skupmy się na obiektywnym ocenieniu urody Róża. Dlaczego? BO MOŻEMY. Jeśli Róż może traktować kobiety jak wazony mające się wykazywać odpowiednim kształtem, ja mogę oceniać Róża.

Czytaj dalej