Minister Gowin wypłakał mnie tako rzeke:

Obraźliwe uwagi pod adresem homoseksualistów są nie do zaakceptowania, ale nie sadzę, aby spotykało ich więcej przykrości niż posłów konserwatystów, którzy nie chcą zgodzić się z ich światopoglądem. Fala nienawiści, która uderzyła w Johna Godsona, pokazuje, jak tolerancję pojmują środowiska lewicowo-liberalne w Polsce.

Jej Perfekcyjność napisała na blogu:

Rzeczywiście, dwa dni po zajściu zaczęła mnie bardzo klatka piersiowa boleć. Kłujący ból pojawiający się podczas poruszania i głębszym oddychaniu. Zaniepokoiłam się, bo wiem, że to oraz fakt pojawienia się z opóźnieniem wskazywały na to, że może być złamane żebro. […] Ból jest z powodu jakiś obrażeń wewnętrznych, ale też niegroźne raczej. Więc jadę na ketonalu, ale mam się dobrze. Fiolet wokół oka już prawie całkiem zniknął – zresztą z powodu makijażu on mi najmniej przeszkadzał akurat. Jakieś siniaki na ciele jeszcze mam, ale jest okej. Jeszcze mnie tylko nos boli w miejscu, gdzie mnie okulary zraniły – ale to nic dziwnego, bo cały czas mam je na sobie i tam się gorzej goi rana.

Strasznie mnie boli cierpienie Gowina, któremu jest źle wewnętrznie, gdyż jest dyskryminowany jako konserwatysta. Oczywiście, bardziej jeszcze współczuję posłowi Godsonowi, którego uderzyła fala nienawiści, aż prawie się zachwiał i kolana pod nim ugięły. Niemniej jednak najbardziej współczuję Jej Perfekcyjności, w którą nie uderzyła żadna metafora, nie wbiły się jej do mieszkania żadne środowiska lewicowo-liberalne, tylko spotkały ją zupełnie realne przykrości i wpierdoliły jej z góry na dół w jej własnym mieszkaniu. Taki ze mnie lewak, ministrze Gowinie.

Piotr Pacewicz, jedyny dziennikarz, który się pofatygował zadać Jej Perfekcyjności kilka pytań, napisał:

Dla Jej zdarzenie wpisuje się w koszty odmienności: – Jak jesteś LGBT w Polsce, to wiesz, że kiedyś dostaniesz wpierdol. Boję się i wstydzę się tego, że się boję. Chciałabym mieć odwagę się nie bać. Na opinii publicznej pobicie nie zrobiło większego wrażenia (wyobraźcie sobie, co by było, gdyby bojówka wpadła na imprezę PiS czy PO, pobiła dziennikarzy powiedzmy TVN czy wdarła się na konferencję Episkopatu). […] Jej uważa, że polski ruch LGBT jest za grzeczny. Typowa była kampania „Niech nas zobaczą” – mówiła Marcie Konarzewskiej i mnie w wywiadzie do książki „Zakazane miłości”. W ruchu gejowsko-lesbijskim czy szerzej – queerowym – zawsze jest dylemat: czy podkreślać, że jesteśmy inni, ale to jest OK, czy też mówić, że tak naprawdę jesteśmy tacy sami i dlatego jesteśmy OK. W Polsce dominuje to drugie, oswajanie zamiast walki. Na świecie słowo queer nacechowane jest rewolucyjnie.

Dużo cytuję, ale trzeba. Jej Perfekcyjność ma mój wielki szacun i nie ma się absolutnie czego wstydzić, ponieważ JP boi się jak najbardziej sensownie. W kraju miłości bliźniego i dyskryminowanych ministrów to takie osoby, jak ona muszą się obawiać o siebie. I nie, nie dlatego, że „prowokuje” — dla mnie nie istnieje taka kategoria, jak pobicie usprawiedliwione prowokowaniem. Lecz dlatego, że ministrem sprawiedliwości (?) jest w Polsce Gowin — i co gorsza, on zapewne ma rację, kiedy stwierdza, że wielu wyborców to właśnie jemu podobni trzymają przy Platformie.

Gdyby JP oberwała gorzej, jej partner (full disclosure: wiem, że JP jest przeciwko ustawie o związkach) nie mógłby jej odwiedzić w szpitalu i dowiedzieć się o stan zdrowia. Nie dlatego, że oboje zadecydowali nie zawierać związku lub nie brać ślubu, tylko dlatego, że Gowin i jemu podobni zdecydowali, że nie. Nie zasłużyli sobie, zawyrokował minister sprawiedliwości (?) bo Tradycja i Moralność i Rodzina. Jestem za Wartościami, dodał poseł Godson. A jak się komuś nie podoba, niech zapierdala do notariusza — homoseksualiści, jak wiadomo, są bogaci i mogą wszystko u notariusza załatwiać.

Jej Perfekcyjność i ja mamy coś wspólnego — oboje uważamy, że polscy LGTB są za grzeczni i powinni być bardziej queer i zbuntowani. Tyle, że ja mam łatwiej, bo po pierwsze ważę pewnie tak ze dwie Jej Perfekcyjności i byle kto mi nie podskoczy, a po drugie ja mieszkam w Amsterdamie, a ona nie. I to, że ja kiedyś w Polsce też byłem queer nic nie zmienia, bo to jednak było kiedyś. I niewiele się zmieniło — w dużym stopniu przez ludzi takich, jak opisani w felietonie Anny Bajronicznej na innejstronie:

Wiesz, to taka rodzina, która co niedzielę chodzi do kościoła w ubraniach kościołowych. Anka była zahukaną panienką, która bardzo przeżywała, że sobie kobiety nigdy nie znajdzie. Bardzo było mi jej żal. W sumie widziałem w niej samego siebie. Przerażony facet, który boi się ojca oglądającego MMA i nienawidzącego pedałów. Jak w telewizji leci coś o homo to zawsze powtarza, że on by tych wszystkich zboczonych pedałów zapierdolił, że to obraza dla męskości i brzydzi się nimi. […] Jego obecny partner, tak jak i sam Wojtek, udaje przed rodzicami, że jest stuprocentowym, heteroseksualnym mężczyzną. Gdy widzi w telewizji urywki z Parady Równości wtóruje swej rodzinie w wyrażaniu obrzydzenia. Jednocześnie, po kryjomu, wysyła sms-y do Wojtka zapisanego w telefonie jako Sylwia.

Piotr jest samoukiem, który dorobił się dobrego stanowiska ciężką pracą. Do niedawna miał stałego partnera. Byli razem 4 lata. Wszystko rozpadło się przez strach Piotra. On nie mógł znieść, że jego przedstawiam jako partnera z pracy, albo kumpla od tenisa, a jako partnerkę naszą wspólną znajomą. Początkowo takie życie jest fajne. Ukrywanie się przed matką, przed sąsiadami. To jak ukrywanie się małolatów z fajkami. Ale tu stawka jest większa, tego się podrównać nie da. Były partner Piotra odszedł – gdy wspólne ukrywanie przerosło jego siły. Piotr, mimo załamania po odejściu partnera, nadal nie rezygnuje z takiego stylu życia. […] Piotr na pytanie o to, czy nie myślał o wyjeździe za granicę odpowiada: Żeby to raz. Teraz za bardzo nie mogę, bo matka ma tylko mnie. Sądzę jednak, że poważnie się nad tym zastanowię, gdy już jej przy mnie nie będzie. Tylko nie myśl, że ja czyham na śmierć własnej matki. Po prostu już mi czasem sił brakuje. Robotę w swoim fachu znajdę za granicą bez problemu. Jednak póki co będzie tak jak dotychczas. Szukam nowej kobiety do udawanego związku. Wiesz, dla matki lepsze do przełknięcia jest niestabilne podejście do kobiet i to, że się zmieniają co rusz, niż to, że jej syn to pedał.

I to jest właśnie rodzaj homoseksualisty akceptowalny dla Gowina. Piotr i inni opisani w artykule mieszkańcy szafy, nieafiszujący się, ba — ukrywający skłonności na wszelkie sposoby. Piotra nikt nie pobije za orientację, nikt go nigdy nie będzie dyskryminować (tak przynajmniej mu się wydaje), ani on nie będzie biednego ministra Gowina dyskryminować. Bo w rzeczywistości Gowin nie widzi siebie jako ministra sprawiedliwości, zadowoli go wyłącznie stanowisko Boga, który będzie decydować, kto zawrze związek, jaki, z kim i w jakim stroju. A jeśli ktoś pozwoli sobie na protest, jak Agnieszka Holland, Gowin będzie jęczeć, że jest dyskryminowany. Lecz powiadam wam owieczki moje i baranki! nie wierzcie, że jęki Gowina biorą się z prawdziwej wiary w Jezusa, tego długowłosego lewaka. W Polsce mało jest ludzi naprawdę wierzących. Kilkoro mam przyjemność znać. Generalnie mało jest w nich bezinteresownej podłości.

Przepraszam, że tyle piszę, ale mam za dużo tematów. Spróbuję się poprawić.

*

Wywiad z panem Piotrem Sałygą, mężem zmarłej „Chustki” przepłakałem. Po części dlatego, że wiem, jak to jest być chorą osobą w związku ze zdrową i co dnia zastanawiać się, czy tej zdrowej nie kazać odejść i szukać kogoś lepszego. Po części dlatego, że NFZ jest instytucją dla mnie nie do pojęcia, jakby Orwell je założył w „Roku 1984”.

„W Polsce są takie procedury, że nie można jednocześnie być leczonym paliatywnie i onkologicznie. Bo dwa świadczenia w ciągu jednego dnia to straszne straty dla NFZ-etu.” Ja nie mogę NIC do tego dodać, bo mi się robi czerwona płachta przed oczami i zaczynam bełkotać. A przecież niewyobrażalne skurwysyństwo NFZ nie dotyka mnie osobiście. Nie zapominajcie jednak, że i ja mam rodzinę i przyjaciół i niektóre z tych osób czasami na coś chorują.

Sposób, w jaki Polacy traktują się nawzajem wcale nie bierze się wyłącznie z braku kasy. Rzekłbym zgoła, że jest odwrotnie. To brak kasy bierze się ze sposobu, w jaki Polacy traktują się nawzajem. Coś w Holandii, kraju nienarzekającym wcale na zbyt niskie podatki, niebywałego, jest w Polsce codziennością: płacenie pod stołem. Żeby zaoszczędzić na składce emerytalnej, zdrowotnej, chorobowej. I tak sobie oszczędzamy, to znaczy — pracodawca oszczędza, w większości wypadków. Aż ktoś nie zachoruje. I wtedy się nagle okazuje, że pani przedsiębiorca Dominika, zarabiająca kilkanaście tysięcy miesięcznie (nie wiem, zgaduję), ma składki opłacone, a dodatkowe leki sobie wykupi. A moja kumpela Esmeralda, zarabiająca 2300 (z czego na papierze 1600) — no cóż. Cierpienie uszlachetnia. „Cito” oznacza „w tej dekadzie”. NFZ nie ma przecież pieniędzy. Skąd by miał mieć, skoro przedsiębiorca Dominika i sto tysięcy jej znajomych z LinkedIn oszczędza na składkach dla pracowników?

Nie będę w ogóle zaczynał myśleć, co by było, gdyby „Chustka” była lesbijką, bo już jest wystarczająco źle i nie trzeba dalej dramatyzować sytuacji.

*

No dobrze, miałem nie komentować Palikota, ale muszę, pokrótce i niech spierdala.

Była przez jakiś czas teoria spiskowa PiS, że Palikot jest narzędziem Tuska. Zaczynam się z nią zgadzać. Po głosowaniach w temacie związków partnerskich rozpętała się burza, a PO zaczęło spadać poparcie. I co robi Palikot? Naturalnie odwala akcję taką, że niewłaściwy wynik głosowania nad związkami partnerskimi to przy niej pikuś.

Palikot jest skończony jako poważny polityk. Jako polityk-populista, rzecz jasna, nie, ktoś musi dildami machać i żarty o gwałtach opowiadać. Ale ciężko mu będzie znaleźć sobie nową niszę. Rolnicy i prawica raczej nie wpadną mu w ramiona. Feministki właśnie stracił; co gorsza, okazuje się, że zrobił to na własne życzenie, nie przejęzyczył się, nie ma planów wycofywania się z tego, co powiedział i pcha się głębiej. Innymi słowy, po dotarciu do dna zaczął z zapałem kopać tunel. Poniższa słitfocia pochodzi albowiem z profilu FB Ruchu Palikota.

537952_536858703012521_1134383248_n

Należałem do nielicznych osób, które Palikotowi nie wytykały założenia Ozonu i liczyły, że rzeczywiście postanowił on zrobić coś ciekawego. Partia i jej lider podobały mi się średnio, natomiast Anna Grodzka i Wanda Nowicka w Sejmie już bardzo. W szczególności wicemarszałkini Nowicka. Teraz zaszła pewna zmiana. Biedroniowi musiałem przyznać punkty za wypowiedzi podczas debaty o związkach. Palikot zaś okazał się nowym Millerem. Stary beton nie rdzewieje, że tak figlarnie zacytuję biskupa Pieronka.

*

Ach, biskup. Co ja mogę o biskupie. Tu jest wszystko o biskupie, za Karoliną Korwin-Piotrowską tym razem.

6003_514082468634625_175189413_n

Miałem pisać o czymś innym, ale skoro Papa Ratzi abdykował, to dla uczczenia tego wiekopomnego (?) wydarzenia odniosę się do biskupa Tyrawy, mówiącego o genderze. Biskupi i księża od dawna już są wielkimi specjalistami od seksu, rodzin, rozmnażania i miłości, ale jako żywo nie przyszło mi do głowy, że zajmą się i genderem.

Zanim biskup bydgoski Jan Tyrawa przechodzi do kwestii płci, tłumaczy pokrótce wiernym znaczenie słowa gender. – To angielskie słowo oznacza „rodzaj” – rodzaj męski lub żeński, rozumiany jednak nie jako płeć biologiczna, naturalna, lecz jako zjawisko kulturowe, jako coś, co się wybiera samemu – napisał do wiernych

Nie wiem, z jakiego słownika korzysta biskup Tyrawa, który zresztą jako mężczyzna w sukience narusza pewne schematy genderowe, ale w Oxford Dictionary piszom, że gender to stan bycia mężczyzną lub kobietą (typowo w związku z społecznymi i kulturowymi raczej niż biologicznymi różnicami) i nic tam nie piszą o wybieraniu sobie samemu. Nie, żebym miał z tym problem, rozumiem, że tłumaczenie wiernym, co to jest gender mogłoby zająć dłużej, niż 10 kolejnych kazań. Tak tylko dla porządku.

Zaraz po tym biskup przechodzi do punktowania największych błędów genderowej „ideologii”. – Próbuje ona unieważnić istotę bycia człowiekiem, z którą związana jest także jego cielesność, otrzymywana przecież uprzednio, jako dar natury – pisze Jan Tyrawa.

Wydaje mi się, że to raczej medycyna próbuje unieważnić dary natury takie, jak rak, choroby zakaźne i plagi. Co do cielesności, uważaj, człowieku żyjący w celibacie, bo ci zaraz bezdzietna posłanka Pawłowicz coś o jałowości powie.

W myśl ideologii gender to człowiek sam sobie ma stwarzać tę istotę. W ten sposób konsekwentnie odrzuca się prawdę, że człowiek został stworzony przez Boga jako mężczyzna lub kobieta (por. Rdz 1,27).

Nie może być — PRAWDĘ się odrzuca. Jedyną i niezaprzeczalną. Lecz! Co na to Wszechmogący Potwór Spaghetti?

Z jednej strony – gdy idzie o ekologię, czyli ochronę środowiska, to należy naturę szanować, natomiast – z drugiej strony, gdy w grę wchodzi płeć człowieka to rzeczywistość natury jest kwestionowana.

Sugeruje biskup, że natury nie należy szanować i że ochrona środowiska sprzeczna jest z Wolą Bożą?

Co łączy chrześcijaństwo i etos rycerski?

Nie wiem. Fakt, że obydwa przeszły do historii jakiś czas temu?

Najpierw więc kwestionowanie mężczyzny i kobiety jako istot wzajemnie się dopełniających prowadzi do zakwestionowania małżeństwa i rodziny jako rzeczywistości od początku określonej przez Boga – Stwórcę. () Kolejny skutek, jaki rodzi tego rodzaju ideologia, to ten, iż stara się wmówić, że wszystko to, co dotychczas obowiązywało i co czynimy, jest tylko swego rodzaju stereotypem, z którym należy walczyć.

A przecież nie możemy tak sobie w kółko zmieniać zdania i dlatego powinniśmy pozostać przy stwierdzeniu, że kobiety nie mają duszy, a obejmować kobietę, to jak obejmować wór gnoju. (Sprawdzić, czy Odo z Cluny nie był aby gejem. Ups)

W tę walkę z tym, co tradycyjne, wciągnięte są również międzynarodowe organizacje i niektóre agendy ONZ. Przykładem może być konferencja w Pekinie z roku 1995, czy Rada Europy. Tej walce próbuje się nadać postać prawną, np. w formie ostatnio podpisanej Konwencji w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy.

A przecież tradycyjnie wiemy, że jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije.

Przemoc w rodzinie wiąże się ze stereotypami, a ich źródłem ma być kultura, tradycja, a nawet religia. Zapomina się, że to właśnie chrześcijaństwu jako religii zawdzięcza się promocję kobiety…

Chrześcijaństwu jedynie zawdzięczamy pozycję kobiet w top 3 najważniejszych płci świata, zaraz za mężczyznami! Gdyby nie chrześcijaństwo, do tej pory byłyby ostatnie w rankingu!

…i mówi się o „geniuszu kobiety” nie tylko w odniesieniu do osoby Maryi, ale i ukazując święte kobiety, które podejmowały różne inicjatywy społeczne, np. św. Elżbieta czy Jadwiga Śląska, powołujące zgromadzenia zakonne posługujące chorym, zakładając szpitale i hospicja.

I co? Z pewnością św. Elżbietę czy Jadwigę Śląską mąż lał bez jakichś tam jurokonwencji, LECZ JAKOŚ SOBIE PORADZIŁY i żadnej nie zgwałcono*, bo się nie ubierały prowokacyjnie i nie chodziły gdzie nie trzeba. Tak tak owieczki moje i baranki. Nie będzie nam Łunia przemocy zwalczała!

To na gruncie chrześcijaństwa zrodził się „etos rycerski”, opisywany w licznych utworach literackich.

Ano zrodził. Kilka interesujących faktów o rycerzach:

1. Aby zostać rycerzem, należało się urodzić we właściwej rodzinie (czemu pomyślałem w tym momencie o Korwinie?) bo przecież nie będzie byle bydło rycerzować jak szlachetnie urodzeni;

2. Wielu szlachetnie urodzonych rycerzy pod koniec średniowiecza wykupowało się spod obowiązku walki dla swojego władcy, zamiast tego wysyłając zawodowych żołnierzy (ci już mogli być urodzeni nieszlachetnie);

3. Rycerze generalnie zajmowali się wyrzynaniem ludzi w pień, gwałceniem wieśniaczek („branie w ochronę kobiet”, zdaniem rycerzy, dotyczyło kobiet dobrze urodzonych) oraz okradaniem podbitych miast.

W sumie widzę kilka wspólnych cech z kościołem chrześcijańskim, dobrze, że biskup mi zwrócił uwagę.

Na koniec biskup podsumowuje, że „ideologia gender” przyczynia się do kryzysu rodziny. – Już nie tylko związek mężczyzny i kobiety uważa się za rodzinę, lecz chce się za rodzinę uznać każdy związek dwojga osób, obojętnie czy heteroseksualnych, homoseksualnych, biseksualnych czy transseksualnych.

A gdzie ten kryzys w powyższym zdaniu, bo nie widzę? Osobiście obwiniam nadmiar księży.

Żąda się dla takich związków prawa do adopcji dzieci, nie licząc się z tym, że to właśnie one ponoszą największe straty i doświadczają zła spowodowanego wspomnianą ideologią.

A o ile lepiej byłoby wybudować więcej domów dziecka, z jak najmniejszą ilością personelu bo kryzys, w których dzieci mogłyby się wychowywać mając oba wzorce płciowe: panią kucharkę i pana palacza.

Środowiska feministyczne i związane z nimi grupy promujące związki partnerskie, małżeństwa homoseksualne, czy domagający się przy tej okazji prawa do adopcji podejmują ostatnio inicjatywy rewizji podręczników szkolnych tak, aby treści tam podawane dostosować do tej nowej ideologii. Dokonuje się to pod pretekstem walki o równość i tolerancję, walki z rzekomą przemocą i stereotypami.

A przecież aż tyle dzieci i młodzieży nie popełnia samobójstw, nie zapada na depresję i nie wpada w uzależnienia wskutek prześladowań, żeby się tym od razu przejmować.

W swoim liście biskup Tyrawa powołuje się na przemówienie Benedykta XVI, wygłoszone przed Bożym Narodzeniem. Papież mówił m.in., że bycie osobą to bycie w relacji, zdolność do zobowiązań.

To ciekawe, a skąd papież to wie?

Papież jednocześnie stawia jakże ważne pytania: czy te relacje z drugą osobą można zerwać w każdej chwili?; czy więź na całe życie jest sprzeczna z wolnością?; czy związek jest wart tego, aby z jego powodu cierpieć – przypomina biskup Tyrawa.

Moment, bo nie jestem pewien, czy biskup wyraża w ten sposób poparcie dla związków rejestrowanych, czy małżeństw par jednopłciowych.

Współczesny człowiek, zamiast znosić z cierpliwością spotykające go różne trudne sytuacje, np. chorobę, zło fizyczne, zdradę, niesprawiedliwość, taki czy inny kataklizm lub nieszczęście życiowe, ucieka się w ich rozwiązywaniu do środków podsuwanych przez technikę – takich jak: aborcja, in vitro, eutanazja. Czyniąc tak, nie pokonuje zła, lecz je pomnaża!

Ja na przykład mam w tej chwili grypę i już od dwóch dni rozważam aborcję!!! Tak tak moje robaczki. My, cywilizacja śmierci, nie śpimy! (Bo mamy 39 stopni.) Nie mrugnijcie nawet, bo wam zaraz wleziemy do sypialni i zrobimy in vitro we śnie. Kobietom, mężczyznom, księżom. Wszystkim.

A kogo proponujecie na nowego papieża? Ja bym na tym miejscu widział Ojca Tadeusza, ale ostatecznie może być też John Godson.

* odmawiam komentowania Palikota.

Bardzo fajny pomysł, którym jest Ruch Narodowy – Sekcja LGTB w ciągu kilku dni zebrał niemal 3,000 fanów. Strona nadal rośnie, a jak grzyby po deszczu powstają kolejne. Moje ulubione to chyba Ruch Narodowy – Sekcja Izraelska oraz Sekcja Intelektualna, ale z racji uprawianego zawodu 😉 pozostanę przy sekcji LGTB.

rainbowlgtb

Ja tak naprawdę chciałem tylko zachęcić do dalszych lajków 🙂 a pisać będę o czymś innym.

Na stronie RNLGBT pojawił się klip video pt. „gay skinheads dance to techno” i kolejny — „hard gay skinheads”. To się, zdaje się, wydaje Polakom bardzo zadziwiające i niezwykłe. Tymczasem dla osoby mieszkającej w Holandii skinheadzi budzą tylko jedno skojarzenie — geje w drodze na lub z imprezy dla fetyszystów. Punki z irokezami budzą dwa: geje i squattersi (w zależności od stopnia czystości). Po prostu tutaj pewne rzeczy się odrobiło, nauczyło z nich pewnych lekcji, po czym przeszliśmy nad nimi do porządku dziennego (że tak ładnie powiem „my Holendrzy”) i zajęliśmy się ciekawszymi sprawami. Jak na przykład przerabianiem synagog na dyskoteki.

Ja się aktualnie ubieram tak:

IMG_6244

Nie widać skórzanych butów, wysokich, tak do pół łydki. Ale poza tym ubieram się jak rasowy skinhead, do tego skórzane rękawiczki i czapka z napisem „Mr B Leather and Rubber”. W Amsterdamie wzbudzam niekiedy zaciekawione spojrzenia — chociaż od czasu ścięcia irokeza o wiele mniej. (Chyba go sobie odnowię, bo się czuję jak nie-ja, kiedy patrzę w lustro.) W Warszawie wzbudzam strach.

Kiedy pierwszy raz nikt nie usiadł koło mnie w autobusie, było mi z tym dobrze, bo miałem dużo miejsca. Drugi raz dał mi do myślenia. Trzeci miał miejsce w autobusie zatłoczonym, w którym trudno było stać pionowo, a ja miałem obok siebie wolne miejsce siedzące i nikt nie pchał się go zajmować. I ja nagle wtedy coś zrozumiałem. Wy nie wiecie, że ja nie na poważnie. W Amsterdamie każdy zakłada, że ja po prostu się tak lubię ubierać, uśmiechają się do mnie Arabki, w autobusie lub tramwaju usiądzie koło mnie każdy. Bo przecież jestem taki sam, jak każdy inny, tylko akurat mam na sobie bojówki, wysokie buty i flyersa.

Przez myślenie pakietowe (bardzo jestem wdzięczny za tę frazę i już ją zaadoptowałem i udaję, że moja) obecne w Polsce określenie „Ruch Narodowy, Sekcja LGTB” musi być postrzegane jako żart. Tymczasem w Holandii naziole spod znaku Wildersa jak najbardziej bywają gejami i lesbijkami, dobrze sytuowanymi, w garniturach z nobliwą teczuszką lub w skórzanej uprzęży. W partiach chrześcijańskich wysokie stanowiska zajmują wyautowane lesbijki, którym potem biedni polscy politycy muszą podawać rękę. W Polsce z myślenia pakietowego wyłamuje się głównie John Godson, który mimo, że czarnoskóry w kraju w 99% białym, chętnie porusza tematy niebezpieczne typu „czym jest norma i czemu ja jestem normalny, a homoseksualiści nie”. Szkoda, że wyłamuje się w tę akurat stronę, ale w pewnym stopniu stanowi nowość i chwała mu za to.

Jakiś czas temu siedziałem sobie w moim ulubionym barze — dawno temu to było, bo od października nie dotarłem — i rozmawiałem ze stolarzem-gejem. Obaj byliśmy zainteresowani sobą pod kątem zawodowym raczej niż innym. Ja miałem już na pewno irokeza, on wyglądał jak kumpel Khala Drogo. To chyba wtedy mi się skrystalizowała myśl, że mój ulubiony bar właściwie wygląda jak bar dla kierowców ciężarówek, tyle, że kierowcy łapią się za tyłki co jakiś czas. A Ruch Narodowy? Co ja mogę powiedzieć. Jest taki rodzaj facetów, których kręci przemoc, agresja, nagie torsy, łyse głowy, pot, testosteron, skóry i mundury. Tutaj nazywamy ich fetyszystami i są dla nich kluby i imprezy zamknięte. W Polsce niestety nadal się nie dorobiliście porządnej sceny gejowskiej i biedaki muszą zakładać Ruchy Narodowe.